Księża niezłomni i wyklęci

Już od kilku lat dnia 1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Kiedy podczas spotkania w grudniu ub.r. z Tadeuszem Płużańskim – synem Tadeusza Ludwika Płużańskiego, więźnia stalinowskiego – zapytałem go o właściwą nazwę określającą żołnierzy podziemia antykomunistycznego po 1945 roku – wyklęci czy niezłomni, odpowiedział, że tak jedna jak i druga nazwa jest właściwa. I uściślił: niezłomni w walce, a wyklęci przez komunistów. Zatem najlepiej jest używać łącznie obu tych określeń.

Józef Franczak „Lalek”, fot. Wikipedia

Mianem żołnierzy niezłomnych – wyklętych określamy dziś tych, którzy nie złożyli broni po zakończeniu wojny, dalej stawiali zbrojny opór sowietyzacji naszego kraju i podporządkowaniu go Związkowi Radzieckiemu. Toczyli walkę z jego oraz podporządkowanymi mu polskimi służbami bezpieczeństwa. Jak wiemy, ostatnim z tych co nie złożyli broni był Józef Franczak ps. „Lalek”, który zginął podczas obławy UB dopiero w październiku 1963 roku.

W  antykomunistycznym ruchu oporu na różny sposób uczestniczyli też polscy duchowni, starając się pielęgnować ducha narodowego i sprzeciwiać bezbożnej ateizacji, zwłaszcza młodego pokolenia. Do takich cichych bohaterów, nie akceptujących nowej ideologii i szkodliwego trendu wychowawczego należeli na terenie Ziemi Wolsztyńskiej księża: Antoni Gryczka, Teodor Lerch czy Leon Stępniak. Wszyscy oni byli po wojnie pod „specjalnym nadzorem” policji politycznej i na różny sposób szykanowani.

W skali kraju, znane są jednak także przypadki kapłanów – żołnierzy, czynnie zaangażowanych w walkę w  organizacjach podziemnych. I tak na przykład do działającej na Sądecczyźnie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej przystąpił w 1948 roku jezuita ks. Władysław Gurgacz,  który za swój obowiązek kapłański i patriotyczny uznał roztoczenie opieki duszpasterskiej nad żołnierzami antykomunistycznego podziemia. Komuniści, za odprawianie polowych mszy świętych dla „żołnierzy lasu” i nauczanie ich  życia zgodnego z nakazami katolickiej wiary, skazali go na śmierć.

Ks. prał. Antoni Gryczka, fot. archiwum Oddziału w Wolsztynie

Polska Podziemna Armia Niepodległościowa (PPAN) powstała jesienią 1947 roku. Początkowo była organizacją cywilną, kładącą nacisk na samokształcenie i krzewienie idei patriotycznych. Z biegiem czasu powstał jednak w jej ramach pion zbrojny, tzw. „Żandarmeria”, której celem była ochrona członków pionu cywilnego oraz zdobywanie funduszy, głównie poprzez konfiskaty. Ksiądz Gurgacz bardzo angażował się w sprawy społeczne i otwarcie krytykował bezbożnictwo totalitarnej władzy. Dlatego dwukrotnie podjęto próbę zamordowania go.
Obecność księdza sprawiała, że partyzanci byli bardziej karni. Nazywali go „Ojcem”, natomiast on sam przybrał pseudonim „Sem”, wywodząc go od łacińskiego „Servus Mariae”, czyli „Sługa Maryi”. Ksiądz Gurgacz pełnił zwyczajną posługę kapłańską – odprawiał Msze Święte, spowiadał, wygłaszał wykłady o tematyce moralnej, religijnej i społecznej. Rozstrzygał wątpliwości moralne, jakie pojawiały się w związku z podejmowanymi przez żołnierzy działaniami.
Zatrzymanie księdza przez UB stało się pretekstem do przygotowania rozprawy „ze szczególnym rozgłosem” i do rozpętania nagonki na Kościół Katolicki. W czasie procesu ksiądz Gurgacz starał się bronić współoskarżonych przed stawianymi zarzutami. Bronił także samej idei PPAN. W ostatnim dniu procesu 13 sierpnia 1949 roku, po wystąpieniu prokuratora żądającego dla niego kary śmierci, duchowny wygłosił ostatnie słowo: „Tak jest, zwalczałem dwie okupacje oddany Polsce i służbie Bożej. Pewnie uwzględni Bóg apelację, którą Mu bezpośrednio złożę”.

Ulica ks. Gurgacza w Krakowie, fot. Wikipedia

Wyrok skazujący księdza Władysława Gurgacza na karę śmierci zapadł 14 sierpnia 1949 roku. Osadzono go w tzw. bloku śmierci Centralnego Więzienia Montelupich w Krakowie. Wyrok wykonano 14 września 1949 r. na podwórku więzienia przy ul. Montelupich. Żył tylko 35 lat. Według relacji naocznego świadka egzekucji wykonano ją tzw. „strzałem katyńskim” w tył głowy. Ksiądz Gurgacz został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, natomiast dokładne miejsce jego wiecznego spoczynku miało pozostać nieznane. Ktoś jednak odszukał i oznaczył jego mogiłę. Ale dopiero po 1989 r. możliwe stało się przypomnienie losów bohaterskiego kapelana, któremu urządzono prawdziwy, katolicki pogrzeb i odsłonięto kilka tablic pamiątkowych, zaś w Krakowie i Krynicy jego imieniem nazwano ulice. Odwiedzając we wrześniu ubiegłego roku, w trakcie sanatoryjnego pobytu w Krynicy, tamtejszy cmentarz, gdzie spoczywa też Nikifor, zatrzymałem się także w modlitewnym zamyśleniu przy tablicy poświęconej pamięci tego niezłomnego kapłana.

W 1992 roku ksiądz Gurgacz został zrehabilitowany, a w 2008, Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie księdza Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość przekazania orderu odbyła się 14 czerwca 2008 r. w kościele jezuickim w Nowym Sączu. Order trafił ostatecznie do muzeum jezuitów w Starej Wsi. W okolicznościowym liście Prezydent napisał m. in.: „Ojciec Gurgacz wiedział, że przystępując do Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, zamyka przed sobą wszelkie możliwości powrotu do normalnego życia. W imię miłości Boga i Ojczyzny wybrał los ludzi wyklętych przez komunistyczną propagandę i wyjętych spod prawa, nieustannie tropionych przez aparat bezpieczeństwa, zaciekle zwalczanych, a w razie aresztowania okrutnie torturowanych i skazywanych na śmierć. I nie zawahał się pójść tą drogą aż do samego końca”.

Obelisk ks. Gurgacza na Hali Łabowskiej w Beskidzie Sądeckim, fot. Wikipedia

 Dla utrwalenia naszej pamięci o tym bohaterskim kapłanie – niezłomnym i wyklętym żołnierzu tzw. „drugiej konspiracji”, a także o innych bohaterskich polskich kapłanach, przedkładających miłość do Boga i Ojczyzny ponad własne bezpieczeństwo a nawet życie, warto przytoczyć piękny wiersz pt. „Opowieść o śmierci ks. Wrony”. Jego autorem jest podpułkownik w stanie spoczynku Leszek A. Mroczkowski, były żołnierz organizacji WiN (Wolność i Niezawisłość), więzień stalinowski, skazany na śmierć, ułaskawiony i po 12 klatach pobytu w więzieniu zwolniony w 1959 roku na mocy amnestii.

            Pamiętam, w celi sześciu nas było,
            Gdzie lizaliśmy po śledztwie rany
            A z nami siedział cichy, pogodny
            Ksiądz Wrona – na śmierć skazany.
            Był spowiednikiem gdzieś pod Turbaczem,
            Gdzie wieje halny i szumią smreki
            I był na tyle nierozważny,
            Ze nie donosił „chłopcom” z bezpieki.
            Klęczał więc cichy na progu celi,
            szepcząc modlitwy za konających
            I błogosławił wrogów za drzwiami,
            I nas pokotem w celi leżących.
            A kiedy wpadło oprawców czterech
            I ręce wiązali mu liną…
            On wciąż powtarzał: „Wybacz im Panie,
            Przecież nie wiedzą, co czynią”.
            Stach „cichociemny” co w nic nie wierzył
            Klęczał pod ścianą i Boga prosił,
            By opiekował się duszą Polaka
            Co ginie bo nie donosił.
            Więc jeśli spotkasz gdzieś purpurata
            Co podpisywał się bez oporu…,
            Wspomnij cichego księdza Wronę
            Co zginął za Polskę i dla Honoru.
Żołnierze 5 Wileńskiej Dywizji Armii Krajowych, fot. Wikipedia

       

Włodzimierz Chrzanowski

/ss

Zobacz także w e-civitas:

Na II Festiwalu KNS dyskutowaliśmy o patriotyzmie gospodarczym

Podczas II Festiwalu Katolickiej Nauki Społecznej odbyła się kolejna debata ekspercka: „Patriotyzm gospodarczy – egoizm …