Home / Wiara Wspólnota Kościół / Majowe chwyta za serce
Podwórkowa kapliczka / fot. Dominik Różański

Majowe chwyta za serce

Majowe nabożeństwa przypadają na czas, gdy droga do kościoła pachnie bzem, a pod koniec miesiąca upajającym jaśminem. Wonią tak intensywną, że przyprawia o zawrót głowy. To jedyny taki okres w roku. Dni są już długie, wieczory ciepłe. Poświęcamy je Matce Bożej, bo to przecież miesiąc Maryjny.

Pomyślałam, że każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa związane z majowymi nabożeństwami. Ta pamięć wiąże się z obrazami, jak to na „majówki” do  kościoła lub pod kapliczkę prowadziła nas babcia, gdy byliśmy mali. A potem ukazuje się obraz rodziców lub całej rodziny, kiedy po  przystąpieniu w maju do I Komunii świętej mieliśmy „biały tydzień”, a nawet „biały miesiąc”, chodziliśmy na majowe w uroczystych, komunijnych strojach i czuliśmy się wyjątkowi. Jeżeli wracają do  nas wrażenia i zapachy dzieciństwa, jakże często kojarzą się z majem i  rozśpiewanym majowym nabożeństwem. Kto tym nasiąknie, nie zapomni do końca życia, bo majowe to tradycja wciąż silnie obecna w  kulturze polskiej. Mówi się: tradycja ludowa, ale przecież – jak podkreślał Jan Paweł II – pobożność ludowa stanowi skarb Kościoła.

„Była cicha i piękna jak wiosna”

W żadnym innym miesiącu przyroda swoim pięknem nie oddziałuje tak silnie na wyobraźnię człowieka i jego doznania estetyczne. Po miesiącach szarości przychodzi niepowtarzalna wielobarwność i mnogość kwiatów, dynamizm buzującej sokami zieleni. Towarzyszy temu różnorodność ptasich treli. To wszystko oprawione ciepłem słonecznej pogody poprawia nastrój, przynosi nadzieję. Nic więc dziwnego, że taki właśnie miesiąc człowiek w swojej pobożności już dawno temu postanowił ofiarować Maryi.
Dzięki śpiewanej w naszych kościołach i przy kapliczkach Litanii loretańskiej, która jest centralną częścią majowego nabożeństwa, przypominamy, że Maryja jest Królową, Matką, Panią. To jeden ze wspanialszych hymnów na cześć Maryi, w którym wysławiane są Jej wielkie cnoty i przywileje, jakimi obdarzył Ją Bóg: Zwierciadło Sprawiedliwości, Brama Niebieska, Ucieczka Grzesznych, Pocieszycielka Strapionych.
W pieśniach podkreślających uwielbienie, jakie Matce Bożej gotuje świat i przyroda prezentująca się właśnie w maju w pełnej krasie, śpiewamy, że chwalą Ją łąki umajone, góry i doliny zielone. Strumyki wielbią mruczeniem, a ptaszęta słodkim kwileniem. W jednej z nich wprost opisujemy Maryję: „była cicha i piękna jak wiosna”.
Zmarły kilka lat temu jezuita, o. prof. Jacek Bolewski, odszukał w literaturze przykłady na to, jak przeżywanie majowych nabożeństw przez dzieci wpłynęło na ich wyobraźnię: „Spontanicznie przychodzi mi na myśl zdanie Czesława Miłosza, który napisał w »Ziemi Ulro«, że cała jego poezja z dzieciństwa, m.in. z liturgii nabożeństw majowych się wywodzi”. Przypomniał też wyznanie francuskiego pisarza Marcela Prousta, autora W poszukiwaniu straconego czasu, który ów „czas” odnalazł właśnie w dzieciństwie i także łączył z Maryjnym nabożeństwem. Opisując ulubione kwitnące głogi, Proust napisał: „Przypominam sobie, że to przez nabożeństwa majowe zacząłem kochać głogi (…) ustawione na samym ołtarzu, nieodłączne od misteriów, w których obchodzie brały udział, biegły pośród świeczników i poświęcanych naczyń gałęźmi splecionymi w świąteczne girlandy. (…) Czułem, że te odświętne przybrania są żywe i że to natura sama, wystrzygając tak bogato liście, przydając im najpiękniejszy ornament owych białych pączków, uczyniła tę dekorację godną obrzędu, który był zarazem i uciechą ludową, i mistyczną ceremonią”.

Matka Miłosierdzia

Podwórkowa kapliczka / fot. Dominik Różański
Podwórkowa kapliczka / fot. Dominik Różański

Litania loretańska powstała w  XII  w., prawdopodobnie we Francji. Cztery stulecia później oficjalnie zatwierdził ją papież Sykstus V. Nazwę „loretańska” przyjęła od miejscowości Loreto we Włoszech, gdzie była bardzo często odmawiana. Najbardziej propagowali ją jezuici. Za autora nabożeństw majowych uważa się właśnie jezuitę, o. Ansolaniego (1713). W kaplicy królewskiej w Neapolu codziennie w maju organizował on koncert pieśni ku czci Matki Bożej, który kończył się błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. W Polsce pierwsze nabożeństwo majowe odprawili jezuici w Tarnopolu w 1838 r. Trzydzieści lat później było ono bardzo popularne już w całym kraju.
Stopniowo do litanii Maryjnej dodawano nowe wezwania. Nie sposób nie podkreślić polskiego udziału w tworzeniu tego nabożeństwa. Po zatwierdzeniu liturgicznego święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, przypadającego 3 maja, 12  października 1923 r. dołączono do litanii wezwanie „Królowo Polskiej Korony – módl się za nami”. Po  II  wojnie światowej zmieniono je na „Królowo Polski”. W ubiegłym roku Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zezwoliła, by w Polsce mogło być dodane wezwanie: „Matko Miłosierdzia”, umiejscowione po wezwaniu: „Matko Łaski Bożej”. Uznano, że „wprowadzenie wezwania »Matko Miłosierdzia« będzie uwielbieniem Bożego Miłosierdzia oraz oddaniem czci Jezusowi Miłosiernemu i Jego Miłosiernej Matce”.
Mimo prostoty porównań i całej modlitwy, dzięki powtarzalności zanoszonej przez wiernych po każdym wezwaniu prośby „Módl się za nami”, Litania loretańska przybiera formę kontemplacji. Łącznie z modlitwą Pod Twoją obronę wydobywa z głębi duszy nadzieję i ufność, jaką ludzie pokładają w dobroci Matki Bożej, przedstawiając prośby, okazując niezachwianą wiarę w cudowną moc majowej modlitwy.

Dobranoc, wonna Lilija!

Charakterystyczne jest to, że „majówki” są odprawiane codziennie w porze, gdy czas przed nadejściem wieczoru uspakaja pęd całodziennej bieganiny. Przed wieloma laty we wsiach rozpoczynano nabożeństwo, gromadząc się pod umajonymi kapliczkami nieomal o zmierzchu, po ukończeniu prac polowych i doprowadzeniu garderoby do schludności. Opis modlitewnej celebry zawarł Władysław Reymont w Chłopach. „Kowal przyklęknął na przedzie, przed progiem, zarzuconym tulipanami a głogiem różowym, i  pierwszy zaczął śpiewać. […] Ostatnie stada do obór ściągały; od wsi, z pól, z  miedz już nie dojrzanych buchały niekiedy jazgotliwe śpiewki pastusze i długie, przeciągłe poryki. Zaś naród śpiewał wpatrzony w jasną twarz Matki, co wyciągała błogosławiące ręce nad wszystkim światem: Dobranoc, wonna Lilija, dobranoc!”
Przydrożne kapliczki i krzyże tradycyjnie bywają ozdabiane już 30 kwietnia błękitnymi wstążkami oraz girlandami kwiatów z bibułki, co przykuwa uwagę i nadaje uroczysty charakter. To trwanie przy tradycji niemodnego, zdawałoby się, dziś dekorowania wstążkami i cienkim, kolorowym papierem, które w innych przypadkach jest już passé i  trąci kiczem, tu świadczy o ciągłości stylu, który ludzie świadomie zamierzają kontynuować, podobnie jak papierowe kurpiowskie wycinanki, widząc w tym wartość ludowej kultury. Tak dekorowali te miejsca modlitwy dziadowie, tak czynią ich następcy.
Ordynariusz radomski biskup Henryk Tomasik, zachęcając wiernych do  uczestnictwa w nabożeństwach majowych, podkreśla, że w tym miesiącu szczególnie wpatrujemy się w  Matkę Bożą, która jest wzorem wiary. Powinniśmy Ją nie tylko podziwiać, ale i naśladować.
– Matka Boża uczy nas zawierzenia, wierności i wdzięczności za Boże dary. Uczestnicząc w nabożeństwach majowych, uczymy się właśnie takiej postawy – naucza biskup Tomasik.
Ze statystyk wynika, że choć majowe należą do ulubionych nabożeństw Maryjnych Polaków, z uczestnictwem w nich wiernych różnie bywa. Frekwencja topnieje. Zależy od okolicy, wielkości miejscowości, struktury demograficznej mieszkańców. Słychać narzekania, że nabożeństwa odprawiane są zbyt wcześnie i ci, którzy pracują, nie są w stanie wrócić do  domu, zjeść obiadu i pójść do kościoła. O tym, by mogli w nich uczestniczyć codziennie, przeważnie nie ma mowy. Zjawiają się więc okazjonalnie, najczęściej w soboty i  niedziele. – Z sentymentu – jak podkreślają, bo te nabożeństwa kochają od  dziecka. Dlatego w świątyniach na codziennych majowych spotkamy przeważnie emerytów, rencistów i  głównie kobiety.
Jest jedna dobra wiadomość. Tak jak przed laty, bardzo często dziadkowie zabierają ze sobą wnuki. Przyzwyczajają je od małego. Dźwięki śpiewanej Litanii loretańskiej, modlitwy Pod Twoją obronę i pieśni Maryjnych, podobnie jak bogato ukwiecone ołtarze znów wywierają silne wrażenie na najmłodszych. I tak jak urzekły nas, na pewno zostawią w  nich ślad na całe życie.

Alicja Dołowska

pgw