Rzeźba przedstawiająca Madonnę Matkę Bożą od Trójcy Świętej autostwa Anne-Marie Roux

Maryja – Pomocniczka w drodze do Boga

Kult Niepokalanej, nabożeństwo do Pośredniczki wszystkich łask, modlitwa różańcowa – to jedne z największych skarbów Kościoła, ponoć największe po Eucharystii, Piśmie Świętym i liturgii. Święci od najdawniejszych czasów wprost nie wyobrażali sobie, aby można było podjąć trudną drogę do doskonałości bez pomocy Niepokalanej.

Wielka to rzecz: zostać synem lub córką samej Rodzicielki Chrystusa. „Jest ta myśl błoga, jest ta myśl droga, że matką moją jest Matka Boga” – mówi jedna z  pieśni kościelnych. To właśnie dlatego – jak uczą Ojcowie i  Doktorzy Kościoła, a  wraz z  nimi cała Tradycja – Pan Jezus nazwany został synem pierworodnym (Łk 2, 7), a  nie synem jedynym, mimo iż Maryja Panna raz jeden znalazła się w  stanie błogosławionym. Prócz Chrystusa nie miała Ona innych synów czy córek w  sensie cielesnym, ponieważ razem ze św. Józefem żyła w dziewictwie, jak aniołowie Boży w niebie (Mt 22, 30). Doczekała się jednak licznego potomstwa w znaczeniu duchowym.

Dlatego Pan Jezus był synem pierworodnym Maryi (zob. Łk 2, 7), a chrześcijanie – kolejnymi dziećmi, rodzonymi do wiary, sakramentów, większej świętości. Jak twierdzili mistycy, Jej cierpienie pod krzyżem było jakby bólem porodowym. Maryja pozostaje troskliwą Matką nawet tych chrześcijan, którzy nie proszą Jej o pomoc.

Kult Niepokalanej, nabożeństwo do Pośredniczki wszystkich łask, modlitwa różańcowa – to jedne z  największych skarbów Kościoła, ponoć największe po Eucharystii, Piśmie Świętym i  liturgii. Święci najdawniejszych czasów wprost nie wyobrażali sobie, aby można było podjąć trudną drogę do doskonałości bez pomocy Niepokalanej. Warto o tym pamiętać, kiedy odwiedza się kapliczkę, albo przystępuje do Komunii podczas pierwszej soboty miesiąca. Nie są to praktyki błahe i nieistotne dla uświęcenia, a wręcz przeciwnie – pomagają czerpać z pełni błogosławieństwa, jakie spadło na ludzi z otwartego boku Chrystusa, kiedy wypłynęła krew i woda (J 19, 34). Współcześnie wielu katolików pyta jednak, czy istnieją teksty biblijne, które dostarczają wystarczająco mocnych podstaw dla pobożności maryjnej. Wątpliwość ta zazwyczaj łączy się z kolejną: czy aby cześć oddawana Najświętszej Pannie nie przesłania samego Boga? Na to odpowiadał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: „Nigdy nie czcimy więcej Jezusa Chrystusa niż wtedy, kiedy czcimy Najświętszą Dziewicę; czcimy Ją zaś tylko dlatego, by doskonalej czcić Jezusa Chrystusa”. Pomiędzy Maryją a  Jej Synem ustanowiona została szczególna jedność: sam Bóg zamieszkał w Jej łonie, Ona zaś nazwana została Oblubienicą Ducha Świętego. Z tego powodu do zjednoczenia Matki z Synem w pewnym sensie stosują się słowa: Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19, 6).

W tekście Pieśni nad pieśniami Oblubienica mówi ponadto: Mój miły jest mój, a ja jestem jego (Pnp 2, 16). Zakładając, że pomiędzy Maryją a Panem Jezusem zaistniała tego rodzaju doskonała wzajemność, której wierni nie powinni naruszać, nie trzeba się obawiać, że kult maryjny w jakimkolwiek stopniu odciągnie chrześcijan od Boga.

Wciąż otwarte pozostaje jednak pytanie o wersety biblijne, które miałyby uzasadniać kult Matki Bożej. Otóż pierwszym (a pod wieloma względami najistotniejszym) źródłem pobożności maryjnej jest opis Zwiastowania. Ewangelia Łukasza mówi, że w szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w  Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z  Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami (Łk 1, 26-28). Z  dalszego toku opowieści wynika, że Maryja została wybrana na matkę Zbawiciela. Bóg potrzebował jednak Jej zgody, aby mógł przyjść na świat jako prawdziwy człowiek zrodzony z niewiasty (Ga 4, 4). Stwórca nie narusza wolności stworzeń, dlatego nawet w swoim zbawczym planie w pełni liczył się z decyzją swojej Wybranej. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 38). W tej chwili Najświętsza Panna wyraziła zgodę na plan Stwórcy, stając się tym samym szczególną pośredniczką między Bogiem i ludźmi. W Jej łonie począł się Chrystus, aby następie z Niej się narodzić. Jednocześnie trudno zgodzić się na taką interpretację, wedle której Bóg jedynie posłużył się ciałem Maryi niczym narzędziem, a nie kryła się w tym jakaś duchowa głębia. Należałoby raczej powiedzieć, że to poniekąd dzięki zgodzie Matki Bożej mógł przyjść na świat Syn Boży, podobnie jak dzięki Jej inicjatywie docierają do nas strumienie łask. Oto lektura początku Ewangelii Łukasza dokonywana w świetle starotestamentowych zapowiedzi pokazuje, że maryjne fiat wypowiedziane zostało w imieniu całego Izraela. Kościół uznał z kolei, że ta wzniosła rola Niepokalanej nie skończyła się zrodzeniem Pana Jezusa, ponieważ dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11, 29). W dalszym ciągu jest Ona przedstawicielką nowego Izraela-Kościoła, wstawiając się za nim przed obliczem Najwyższego.

O pośrednictwie Maryi w jeszcze bardziej czytelny sposób mówi Ewangelia Jana. Kiedy Pan Jezus został zaproszony wraz z uczniami oraz swoją Matką na wesele w Kanie Galilejskiej, nikt nie spodziewał się tego, że dokonany zostanie pierwszy z wielkich cudów Pana. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2, 3-5). Ewangeliczny opis całego zdarzenia jasno pokazuje, że Pan Jezus zajął się potrzebami gości weselnych w odpowiedzi na troskę Jego Matki. Ona nie tylko zaniosła Synowi problem nagłego braku wina, ale również pouczyła biesiadników o tym, aby posłusznie wykonywali polecenia Zbawiciela. Nie należy widzieć w tym szczególe zwykłej relacji z  wydarzeń historycznych. Wiadomo przecież, że „czwarty ewangelista” komponował swoje dzieło jako traktat teologiczny, znacznie bardziej naznaczony perspektywą mistyczną, aniżeli opowieści Mateusza, Marka czy Łukasza. Każdy szczegół ma w nim głębokie duchowe znaczenie. W Ewangelii Jana Maryja pojawia się zresztą raz jeszcze jako wierna towarzyszka męki Syna. Stojąc pod krzyżem, dała wyraz silnej wiary i  jedności z  Chrystusem aż do końca. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 26-27). Co ciekawe, ewangelista zapisał te słowa jako ostatnią naukę Pana Jezusa, zanim Ten oddał się w ręce Ojca i  wyzionął ducha. Dlatego tradycja katolicka nadała im nazwę „testamentu z krzyża”. Słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią mają zawsze szczególną doniosłość. Skoro zatem Pan Jezus dał „umiłowanemu uczniowi” Maryję za matkę, to z pewnością kryje się w tym głębsza treść.

Można jednak zapytać: czy Bóg rzeczywiście potrzebuje Maryi do pełnienia swoich zamierzeń i  przekazywania swoim dzieciom potrzebnych łask? Przecież cokolwiek Panu się spodoba, to uczyni na niebie i na ziemi, na morzu i we wszystkich głębinach (Ps 135, 6). Słusznie Psalmista wychwalał Stwórcę za Jego wszechwiedzę i wszechmoc: Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i  wstaję. Z  daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości (Ps 139, 1-4). Bóg wie o człowieku wszystko, przenika tajniki jego serca i dba o każdą jego potrzebę. W sensie absolutnym nie potrzebuje zatem pomocników ani doradców. A  jednak już w  Raju z ust Najwyższego padły wielce znaczące słowa: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam (Rdz 2, 18). Pierwotnie ta konstatacja Stwórcy zapowiadała ustanowienie małżeństwa, jednakże w  szerszym sensie dotyczyła ona przyszłej komunii wszystkich wiernych. Nie jest dobrze, aby chrześcijanie byli sami, jak owce nie mające pasterza (Mk 6, 34), i właśnie dlatego ustanowiony został Kościół, czyli Zgromadzenie. W nim lud Boży nie tylko jednoczy się przy stole Eucharystycznym, „jak ten chleb łamany, rozrzucony po górach”, który „został w jedno zebrany”, ale również doświadcza wspólnoty łask. Nikt nie jest w  drodze do Boga samotny: każdy potrzebuje wspólnoty z  drugim na wzór odwiecznej wspólnoty Osób w Trójcy Świętej. Dotyczy to nie tylko żyjących bliskich, ale również świętych w niebie. A  skoro tak, to wspólnota z Maryją – tą Najświętszą spośród świętych – okazuje się wyjątkowo pomocna w  budowaniu ściślejszej więzi z Jezusem Chrystusem.

                                              Źródło: przemyska.pl

Michał Gołębiowski

mak

Zobacz także w e-civitas:

Posąg, który pozwala zrozumieć historię

73 lata temu przed Bazyliką św. Krzyża w Warszawie ponownie stanął Chrystus dźwigający krzyż.