Home / Historia / Maryjność Prymasa Tysiąclecia

Maryjność Prymasa Tysiąclecia

Życie, postawę nieugiętego Świadka Wiary i gorliwego patrioty, myśl teologiczną i społeczną, działalność pasterską Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia można analizować pod wieloma aspektami. Wydaje się jednak, że swego rodzaju fundamentem, tych wszystkich aspektów jest maryjność.

 

Maryjne inspiracje duchowe
Prymasa Wyszyńskiego

 

Z domu rodzinnego – jak sam Prymas mówi – wyniósł wspomnienia serdeczniej pobożności maryjnej. A była to jakże polska pobożność, bo łączyła Jasną Górę (tam zwykł pielgrzymować Jego ojciec) z Ostrą Bramą, gdzie pielgrzymowała matka.

Ksiądz Prymas wspomina: „A w domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego jedna jest czarna, a druga – biała”.

W innym miejscu zaś pisze: „Urodziłem się w domu rodzinnym pod obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, i to w sobotę, żeby we wszystkich planach Bożych był ład i porządek. Całe moje życie tak wyglądało”.

Chyba tylko w perspektywie wiary można rozważać po ludzku niezrozumiały fakt, że dwaj tak wybitni Polacy i czciciele Maryi, Karol Wojtyła i Stefan Wyszyński, stracili swoje matki, w wieku 9 lat. I właśnie ta przedwczesna śmierć matki dla późniejszego Prymasa Polski stała się jednym z fundamentów maryjności. Wspominając zaś swoją decyzję odprawienia na Jasnej Górze Mszy św. prymicyjnej w dniu Matki Bożej Śnieżnej, powiedział: „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, która nie umiera, aby stanęła przy każdej mojej Mszy, jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii”.

Jednakże na jego pobożność maryjną wpłynęły także wybitne postacie z przeszłości Kościoła w Polsce, jak św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, św. abp Józef Bilczewski, św. abp Józef Sebastian Pelczar, a także prymasi: kard. Edmund Dalbor, zwłaszcza zaś bezpośredni poprzednik na stolicy prymasowskiej, sługa Boży kard. August Hlond. Kard. Wyszyński tę maryjność nazywał nawet „świętym atawizmem Prymasów Polski, którzy rozumieli, że Polska jest mocna, pewna i spokojna tylko pod opieką swej dziedzicznej Królowej z Jasnej Góry”. Ciekawe jest to określenie Maryi „dziedziczną Królową”, wypowiedziane być może w kontekście czasu PRL, kiedy próbowano nas oderwać od chrześcijańskiego dziedzictwa Polski, ale też od historii tak bardzo ugruntowanej jako królestwo dynastii Piastów, Jagiellonów czy potem władców elekcyjnych, gdzie interreksami byli Prymasi Polski. I właśnie jedynie Maryja, jako „Dziedziczna Królowa”, mogła symbolizować nieprzerwaną ciągłość naszych dziejów.

W tej nowej powojennej rzeczywistości, w której próbowano Narodowi narzucić ateizm, prymas Hlond na łożu śmierci błagał: „Odwagi! Nie rozpaczajcie, nie upadajcie na duchu! Walczcie pod opieką Matki Najświętszej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Prymas Wyszyński uznał, że jego powinnością jest teraz wypełnić ten testament kard. Hlonda, którego ten nie zdążył zrealizować.

Prócz tych wątków rodzinnych czy osobistych należy podkreślić wątki narodowe – zarówno te współczesne Księdzu Prymasowi, jak i z odległej historii Polski i Kościoła w Polsce. Nie tylko więc dostrzegał szczególne opiekuństwo Maryi nad naszą Ojczyzną i polskim narodem, ale też trwającą przez wieki wyjątkową pobożność maryjną Polaków. Ale też  odkrył, że kult Maryi w naszych dziejach rozwijał się jeszcze przed „Bogurodzicą”, która to pieśń była tak naprawdę przez wieki naszym hymnem narodowym. Ślady tego kultu widział na naszych ziemiach nawet przed chrztem Mieszka.

Jako siedemnastoletni chłopak cieszył się odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Nic dziwnego, że w późniejszym życiu często nawiązywał do walk o wyzwolenie Ojczyzny oraz do roku 1918 roku i widział przemożną opiekę Maryi nie tylko w chwalebnych, ale nawet w najtrudniejszych chwilach naszych dziejów. Wśród faktów historycznych wymieniał Odsiecz Wiedeńską. Cud nad Wisłą, jaki miał miejsce w przeddzień święta Wniebowzięcia NMP oraz Oddanie Polski Matce Bożej dokonane 20 lipca 1920 roku na Jasnej Górze przez Episkopat utwierdziły młodego Wyszyńskiego w maryjności. Wydarzenia historyczne były dla Niego namacalnymi znakami opieki Matki Bożej nad naszą Ojczyzną.

Bardzo ważną inspirację maryjną czerpał z Biblii, zwłaszcza z Ewangelii, z nauczanie Ojców Kościoła, oficjalnej doktryny Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Choć ewangelicznych śladów maryjnych w gruncie rzeczy nie ma aż tak wiele, to z każdego szczegółu potrafił wyprowadzić bardzo głęboką teologię, ale i wiele praktycznych wniosków dla życia Kościoła, jak i każdego wierzącego.

Natomiast ideę oddania się w macierzyńską niewolę Maryi przejął z pism św. Ludwika Marii Grignion de Montfort (1673–1716). Wprawdzie tamta adresowana była do francuskich elit społecznych, ale Ksiądz Prymas specjalnie dla warunków polskich niejako ją „uludowił”.

Jest jeden fakt historyczny, który nie tylko umocnił Księdza Prymasa w przekonaniu o szczególnej opiece Maryi nad Polską, ale stał się dlań niekwestionowanym „argumentem”, by Jasną Górę z jej Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej uznać za miejsce wyjątkowe, skąd ta opieka płynie. Zrozumiał to najpierw podczas długich miesięcy internowania w Prudniku Śląskim, gdy czytając „Potop” Sienkiewicza uświadomił sobie, że znajduje się w pobliżu miejsca, gdzie przed 300 laty król Jan Kazimierz oraz prymas Leszczyński zastanawiali się, jak obronić ojczyznę przed zalewem szwedzkim. Bohaterska obrona Jasnej Góry przez garstkę rycerstwa i zakonników pod wodzą o. Kordeckiego, a potem lwowskie śluby Jana Kazimierza dały impuls Księdzu Prymasowi do ponowienia tychże ślubów. A potem, 10 listopada 1955 roku, gdy jego miejscem internowania była Komańcza, pomysł ślubów na tyle dojrzał, że pisał do generała paulinów: „Jak ongiś mrowie wojsk najeźdźczych, tak dziś szturmują ‘polską Jasną Górę’ istne ‘potopu świata fale’, wdzierając się w mury duszy Narodu nienawiścią Imienia Bożego, pasją grzechu i potwornych nałogów. (…) Stokroć to groźniejszy potop od szwedzkiego. (…) Nie wystarczy  więc wyspowiadać pielgrzymów, należy wyspowiadać Naród, by dokonać w nim nowej obrony Jasnej Góry”.

Tym razem miało to być nie tyle odnowienie ślubów kazimierzowskich, co raczej ich uzupełnienie czy wręcz wypełnienie w kształcie Jasnogórskich Ślubów Narodu oraz Wielkiej Nowenny połączonej z peregrynacją Kopii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej przed 1000-leciem Chrztu Polski. Nie bez racji cała ta inicjatywa została później nazwana Publicznym Wyznaniem Wiary Polaków. Tym razem nie król w imieniu narodu, ale cały naród miał ślubować. Prymas mówił: „dziewięcioletnie przygotowanie do milenium winno całą Polskę przeobrazić wewnętrznie. Los komunizmu rozstrzygnie się w Polsce. Jak się Polska uchrześcijani, stanie się wielką siłą moralną, komunizm sam przez się upadnie”.

Ksiądz Prymas potrafił bacznie śledzić i interpretować teologicznie wszystkie wydarzenia w swoim życiu, wykluczając ich przypadkowość, a wszystkie odnosząc do Boga – zawsze per Mariam, a więc w kontekście opieki, jakiej doznaje nieustannie od Maryi.

Święceń kapłańskich nie mógł przyjąć ze współseminarzystami w katedrze włocławskiej. Właśnie tego dnia trafił do szpitala. Udzielił mu ich ponad miesiąc później – jak później wspomina – chory, ledwie trzymający się na nogach bp Owczarek – w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej w katedrze włocławskiej. Fakt otrzymania sakramentu kapłaństwa u stóp Matki Bożej Częstochowskiej uznał za szczęśliwą okoliczność. Modlił się do Niej, by choć przez rok mógł odprawiać Mszę św.

Czyż można się dziwić, że Mszę św. prymicyjną pojechał odprawić na Jasnej Górze, a potem wszystkie najważniejsze momenty własnego życia, jak wydarzenia o charakterze narodowym czy kościelnym tam właśnie przeżywać?

Jak bardzo był wyczulony na to działanie Maryi, niech świadczy fakt, że gdy o nominacji na biskupa lubelskiego dowiedział się w Poznaniu  od kard. Hlonda w dzień Zwiastowania NMP, natychmiast wydarzenie to nazwał „zwiastowaniem”.  Od razu postanowił, że w herbie biskupim (który nazywał „tarczą biskupią” – co w latach obrony przed programową ateizacją kraju było jak najbardziej zasadne) umieści wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej, która – jak dodał – będzie mu przewodziła. Zresztą herb to dla niego nie tylko znak czy ozdoba, ale program biskupiej posługi. Maryjny maj wybrał jako miesiąc dla swej sakry biskupiej. Otrzymał ją z rąk ks. kard. Augusta Hlonda 12 maja 1946 roku – zgodnie ze swym życzeniem: na Jasnej Górze. Poprzedził je tam odbytymi rekolekcjami.

Bulla nominacyjna na arcybiskupa Gniezna i Warszawy, a więc Prymasa Polski, została podpisana przez Piusa XII w dniu 16 listopada, w uroczystość Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia. Ingres do katedry gnieźnieńskiej odbył 2 lutego 1950 roku, w dzień Oczyszczenia NMP (Matki Boskiej Gromnicznej).

Maria Okońska, wieloletnia współpracownica Księdza Prymasa i założycielka Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła (obecnie Instytut Prymasowski) wspomina, że na kilka miesięcy przed swoim internowaniem jakby przeczuwał, co może się zdarzyć, gdyż dochodziło do swoistego apogeum w stosunkach państwo – Kościół. I właśnie wtedy najbliższemu swojemu otoczeniu oświadczył: „Wszystko postawiłem na Maryję – i to Jasnogórską”. Podkreślił, że wielką zasługą tegoż Instytutu jest, iż udało się jego, „opornego człowieka, skutecznie i ostatecznie doprowadzić do Matki Bożej”.

Jak skutecznie i ostatecznie zbliżył się do Maryi, okaże się już niedługo, gdy władze komunistyczne „zabiorą mu” trzy lata z życiorysu, internując Go w Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim i Komańczy. Choć – zwłaszcza w Stoczku – nie wiedział, gdzie jest więziony i że do klasztornych murów, w których jest przetrzymywany, przylega świątynia, a w niej łaskami słynący obraz Matki Pokoju, 8 grudnia 1953 roku wypowiada „Akt osobistego oddania się Matce Bożej w macierzyńską niewolę”. Jak wspominał, kiedy cały dom był pilnowany przez wojsko i tajną policję, otwarta była tylko droga do Matki Bożej. A 10 października 1956 roku zapisuje w Komańczy: „Choćbym miał umrzeć nie wysłuchany przez Ciebie, Matko, to jeszcze będę uważał za największą łaskę życia to, żem mógł do Ciebie mówić”.

Wielkim motywem do refleksji teologicznej był dla Prymasa Wyszyńskiego wybór Jana Pawła I w dniu 26 sierpnia 1978 roku, a więc w uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej. A jeszcze większym fakt, że tak szybko osierocił on Kościół. Widocznie Bóg potrzebował takiego znaku, by pokazać, że do Maryi trzeba iść przez krzyż. Prymas uznał to za prawdziwe misterium.

Nie trzeba chyba tu wspominać o być może najszczęśliwszym w życiu Prymasa Tysiąclecia wydarzeniu – wyniesieniu na stolicę Piotrową jego najbliższego współpracownika, kard. Wojtyły. Można powiedzieć bez przesady, że Jan Paweł II nie tylko nieustannie podkreślał rolę Księdza Prymasa dla Kościoła polskiego i dla Narodu, ale sam pełną garścią czerpał z maryjności Prymasa. Jakże podobnie brzmiało też jego zawołanie: Totus Tuus, Maryjo. Prymas cieszył się z Papieża Maryjnego. Wspomina, że jadąc na konklawe, wziął bardzo dużo obrazków Matki Boskiej Częstochowskiej. Po wyborze Papieża-Polaka obaj powiedzieli: „To Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno!” Można też twierdzić, że w osobie Papieża-Polaka spełniły się wszystkie najskrytsze marzenia Prymasa.

Również na Jasnej Górze Jan Paweł II dokonał Aktu zawierzenia Matce Bożej Kościoła i rodziny ludzkiej – było to potwierdzenie polskiej milenijnej drogi maryjnej i dopełnienie tego, o co prosili polscy biskupi jeszcze Pawła VI. A w 1983 roku Jan Paweł II uczestniczył w obchodach 600-lecia Jasnej Góry. I było to wypełnienie testamentu Prymasa Tysiąclecia, choć bez jego fizycznej obecności.

20 maja 1981 roku leżącego na łożu śmierci  Prymasa odwiedziła wędrująca po Polsce Matka Boża Częstochowska. Mówił do Niej: „Dziękuję Ci, Matko, że przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie, zwłaszcza na Jasnej Górze. Ale i ja przychodziłem do Ciebie. Dziękuję Ci, że 20 lat chodziłaś ze mną po Polsce. Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i Programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie”. Była to modlitwa tym szczersza, że w tym samym czasie w rzymskim szpitalu leżał ciężko ranny inny Czciciel Maryi i Przyjaciel Prymasa – Jan Paweł II. 26 maja chciał jeszcze Kardynał zaśpiewać „Chwalcie łąki umajone”, ale nie miał sił, wiec tylko wyszeptał pierwsze słowa. Zmarł w miesiącu maryjnym, w Święto Wniebowstąpienia Pańskiego.

 

 

Maryjne inicjatywy duszpasterskie Prymasa Wyszyńskiego

 

To „święte wyczulenie” Prymasa na liczne znaki opieki Maryi nad Nim samym, nad Kościołem i Narodem prowadziło go do podejmowania licznych inicjatyw duszpasterskich. Już w 1942 roku objął kierownictwo duchowe nad  zespołem młodzieży akademickiej, związanym w sposób szczególny z kultem Matki Bożej Jasnogórskiej. Część tego zespołu przekształciła się z czasem we wspomniany wyżej Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła (dziś Instytut Prymasowski).

Osobiste zawierzenie Księdza Prymasa Matce Bożej dokonane podczas internowania w Stoczku Warmińskim w dniu święta Jej Niepokalanego Poczęcia stało się dla Niego źródłem i natchnieniem wszystkich jego późniejszych dzieł Maryjnych, zwłaszcza Jasnogórskich Ślubów Narodu, jakie miały miejsce 26 sierpnia 1956 roku. Przygotowany przezeń już 16 maja akt tych Ślubów i przemycony do paulinów odczytał wobec milionowej rzeszy pielgrzymów przybyłych do Częstochowy pełniący obowiązki przewodniczącego Konferencji Episkopatu bp Michał Klepacz, a On, jeszcze odosobniony w Komańczy, składał je 10 minut wcześniej jedynie w obecności Marii Okońskiej. Pusty fotel z wiązanką biało-czerwonych kwiatów, przygotowany dla Prymasa, był cichym, ale jakże wymownym znakiem Jego łączności duchowej ze zgromadzonym tłumem i symbolem Jego przewodnictwa w polskim Kościele.

28 października nastąpiło uwolnienie Prymasa, Jego przyjazd 3 listopada na Jasną Górę w podziękowaniu za otrzymane łaski, potem rozpoczęła się przygotowana przez Niego Wielka Nowenna jako program odnowy wartości religijnych, moralnych i narodowych przed 1000-leciem Chrztu Polski oraz peregrynacja Kopii Jasnogórskiego Obrazu w diecezjach, parafiach, rodzinach. Rozpoczęła się ona 26 sierpnia 1957 r. Jak wiele Prymas spodziewał się po Wielkiej Nowennie i peregrynacji, świadczyć mogą Jego słowa: „Zapaliłem Wam pochodnię Jasnogórskich Ślubów na górach wysokich osobno (…). Powstały one wśród gór, w odosobnieniu mego więzienia (…). Ogromny program pracy w nich zawarty, nie tylko w górach jest zrodzony, ale w górę prowadzi.” Każdy rok Wielkiej Nowenny poświęcony był innemu tematowi, a całość tego „świętego przedsięwzięcia” obejmowała wszystkie najważniejsze problemy społeczne, moralne, religijne polskiego Kościoła. Dodajmy, że jeszcze w Komańczy Ksiądz Prymas do napisanych przez siebie Ślubów Jasnogórskich  opracował specjalne komentarze, czytania maryjne, które były jakby małą encyklopedią polskiej pobożności maryjnej oraz miały służyć duszpasterzom i wiernym w lepszym przygotowaniu się do Wielkiego Jubileuszu polskiego chrześcijaństwa.

Już w listopadzie 1956 roku powołana zostaje Komisja Maryjna Episkopatu Polski i w ten sposób maryjne przepowiadanie stało się częścią duszpasterstwa ogólnego. Wkrótce na KUL-u Prymas eryguje katedrę mariologii. Zaczynają być organizowane w Polsce Kongresy Mariologiczne.

Inicjatywa nie tylko Ślubów Jasnogórskich, ale zwłaszcza peregrynacji była bardzo nie w smak władzom komunistycznym, które nie tylko robiły wszystko, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co robi Kościół i organizowały mnóstwo różnych akcji, imprez, alternatywnych przedsięwzięć, ale utrudniały realizację zaplanowanej przez Kościół w drobnych szczegółach wędrówki Obrazu po Polsce, aż posunęły się (2 września 1966 r., a więc już po centralnych obchodach 1000-lecia chrześcijaństwa w Polsce, które miały miejsce 3 maja 1966 r.) do jego „aresztowania” i zamknięcia w klasztorze jasnogórskim na 6 lat pod całodobową obstawą milicji. Wówczas wędrowały po Polsce puste ramy Obrazu wraz Ewangeliarzem i świecą, gromadząc nie mniejsze tłumy.

Same zaś uroczystości millenijne w dniu 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze nie mogły się odbyć z udziałem Pawła VI, gdyż na jego przyjazd nie zgodziły się władze PRL. Legatem papieskim został Ksiądz Prymas i On właśnie w obecności nieprzeliczonych tłumów odczytał Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Ojczyźnie i na całym świecie.

W okresie Soboru Watykańskiego II (1962-1965) trwały na Jasnej Górze czuwania soborowe. Powstały Księgi Soborowych Czynów Dobroci i blisko 7 tys. Ksiąg Świętego Niewolnictwa Parafii. Pielgrzymi wybierający się do Częstochowy mówili: Jedziemy na Sobór. W Watykanie podczas trwania sesji soborowych paliła się świeca z Jasnej Góry. Wielkim tryumfem Księdza Prymasa było ogłoszenie na zakończenie III Sesji Soboru Watykańskiego II w dniu 21 listopada 1964 r. przez Pawła VI (na prośbę Episkopatu Polski) Maryi Matką Kościoła. Kard. Wyszyński w swoim „pro memoria” napisał, że to na Jasnej Górze ten akt wymodlono gołymi kolanami.

Osobistym wkładem Księdza Prymasa, Episkopatu Polski, ale i całego polskiego Kościoła w Sobór było też umieszczenie w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium, w rozdziale VIII, fragmentu poświęconego Maryi. Zostało tu podkreślone duchowe macierzyństwo Maryi wobec Kościoła. Ojcom Soborowym  przekazano z Jasnej Góry różańce i pięć tysięcy hostii do odprawiania Mszy świętych. Episkopat zwrócił się do wszystkich episkopatów o oddanie Matce Bożej w macierzyńską niewolę Kościoła i świata.

Prymas bardzo często przybywał na Jasną Górę i wygłaszał wspaniałe kazania, uczynił z niej swoją oraz całego Episkopatu Polski „ambonę” i jakby „parafię”  ogólnopolską (a nawet szerzej, bo obejmującą także zagraniczną Polonię). To właśnie nie kto inny, ale Ksiądz Prymas przekształcił Częstochowę w duchową stolicę narodu, wyznaczając jej w polskim Kościele rolę twierdzy ducha narodu, mającej zatrzymać zaprogramowaną przez komunistów ateizację. Na Jasnej Górze był jako Prymas 136 razy, spędził tu w sumie 450 dni, czyli średnio 15 dni w roku. Kilka dni przed śmiercią powiedział, że klęka na progu Kaplicy Cudownego Obrazu i chce tam pozostać, żeby go wszyscy potrącali. I pozostał jako sługa klęczący przed główną bramą jasnogórskiego sanktuarium.

Wyrazem szczególnej czci, jaką darzył Maryję, były częste odwiedziny sanktuariów maryjnych (niektóre z nich nazywał wieńcem kresowych stanic obronnych) na oraz koronacje Obrazów. Na nieco ponad 180 koronowanych Obrazów Matki Boskiej, aż 43 ukoronował osobiście, w dużej części wespół z kard. Wojtyłą. Można sobie wyobrazić, co przeżywał Ksiądz Prymas, gdy ze względu na chorobę nie mógł w 1977 r. uczestniczyć w uroczystościach ogłoszenia przez Kościół autentyczności objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie – jedynego w dziejach Polski takiego wydarzenia. Przewodniczył kard. Karol Wojtyła.

 

Mariologia Prymasa Tysiąclecia

 

To, o czym do tej pory mówiliśmy, było przez Księdza Prymasa głęboko osadzone w myśli teologicznej. I choć byli  i są tacy – w kraju i poza granicami Polski – którzy zarzucali mu bądź czasami do dziś zarzucają, jak sam to nazwał – „maryjną dewocję” a nawet niezupełną zgodność z oficjalnym nauczaniem Kościoła (głównie chodziło o kwestię tzw. współodkupicielskiej roli Maryi), to w gruncie rzeczy trzeba raczej Księdza Prymasa uznać za prekursora w odkrywaniu miejsca i roli Maryi w ekonomii zbawienia, w dziejach Kościoła, ludzkości i świata, a zwłaszcza w dziejach Polski i w naszej współczesności.

Ksiądz Prymas podkreślał konieczność podbudowania polskiej pobożności maryjnej wiedzą teologiczną. Ale też przestrzegał przed przeintelektualizowaniem. Mówił, że mariologia musi być nie tylko postulatem rozumu, ale i serca. Tych, którzy zarzucali polskiej religijności zbytnią maryjność i uczuciowość, przekonywał, że to jest umiejętność wcielania prawd teologicznych w codzienną rzeczywistość. Mariologię Prymasa Wyszyńskiego chyba najlepiej analizuje ks. prof. Jerzy Lewandowski. Najpierw podkreśla, że dla Księdza Prymasa mariologia jest bardzo istotną częścią eklezjologii. Następnie stwierdza, że kard. Wyszyński przedstawia rolę Maryi w odniesieniu do Chrystusa (jest Ona, jako Bogurodzica) szczególnym sposobem związania Boga z ludzkością i ze światem, jest nową Ewą i pierwowzorem kobiecości, podnosi znaczenie macierzyństwa, jest Pierwszą Odkupioną, ale też w pewnym znaczeniu „Współodkupicielką” (bo dała światu Zbawiciela i trwała przy Nim aż po Krzyż), a w stosunku do Kościoła „Współrodzicielką”, Matką. Jest też Służebnicą Pańską.

Po drugie – ważna jest rola Maryi w relacji do człowieka i narodów. Jest więc także Służebnicą w stosunku do Kościoła i wszystkich ludzi. Od strony ludzkiej ma Ona centralne miejsce w ekonomii zbawienia – a od strony Boskiej to miejsce zajmuje Chrystus. Jej rola nie skończyła się z chwilą Wniebowzięcia, ale jest nieustannie Matką każdego z ludzi, Matką narodów i Matką ludzkości. Stoi Ona z woli Boga w sercu Kościoła. Kościół, jak Maryja, jest macierzyński i musi mieć przy sobie Matkę.

Ważna jest rola Maryi ze względu na Jej sposoby oddziaływania na historię ludzkości: dając światu Zbawiciela i służąc Chrystusowi, wstawiając się do Niego w naszych ludzkich sprawach oraz przejmując nad nami macierzyństwo.

Ksiądz Prymas wypracował – jak to wyżej powiedzieliśmy – teologię szczególnej obecności Maryi w dziejach Polski, tworząc mariologiczną wizję Narodu. Obdarzał Maryję licznymi tytułami, czerpiąc przy tym z bogactwa Ewangelii: Bogurodzica, Wspomożycielka, Służebnica Pańska, Matka Kościoła, Królowa Apostołów, Matka Pięknej Miłości i wiele innych. Twierdził, że polska maryjność nie jest słabością, ale siłą. Ona jednoczy Naród wokół spraw doczesnych i wiecznych. Nasz Naród ma instynkt dziecięcy – ucieczkę do Matki.

 

x x x

 

Gdy w 1956 r. został uwolniony z trzyletniego internowania, stwierdził, że nigdy nie wyrzekłby się tych trzech lat. Osobiste zawierzenie Księdza Prymasa Matce Bożej w dniu święta Jej Niepokalanego Poczęcia stało się dla niego źródłem i natchnieniem wszystkich jego późniejszych dzieł Maryjnych. Początkowo zamierzał wstąpić do zakonu paulinów. Odradził Mu to ks. Korniłowicz, mówiąc proroczo, że stoją przed Nim ważniejsze zadania. I choć został później konfratrem zakonu oraz jego protektorem, to jednak jako Prymas odegrał zasadniczą rolę w powojennej rzeczywistości Polski.

Mówił w latach późniejszych, że jego życiowe drogi „prowadziły po śladach, które wydeptała Maryja, idąc przede mną jak światło, gwiazda, życie, słodkość i nadzieja, jako wspomożycielka w ciężkiej sytuacji, niemalże pielęgniarka i karmicielka”.

Tekst referatu wygłoszonego na spotkaniu regionalnym w Gietrzwałdzie przygotowującym do przyjęcia przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” za patrona sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego.

Andrzej Taborski

Dodaj komentarz