Obraz Matki Boskiej Łaskawej w kościele jezuitów w Warszawie, fot. Adrian Grycuk, źródło: wikimedia.org

Matka wolności

Jeśli wierzyć zeznaniom naocznych świadków, tę właśnie postać Matki Bożej widzieli nacierający na Warszawę czerwonoarmiści, którzy po prostu uciekali z pola bitwy ze strachu. Strachu, który sparaliżował ich tak, że nie myśląc nawet o tym, że skazani zostaną za dezercję, uciekali tak szybko, że zatrzymali się dopiero w Wyszkowie.

Jest ciepłe popołudnie gdzieś w Polsce. Siedzimy ze znajomymi. Kolega bawi się telefonem. W moim padła bateria, więc proszę go, żeby pożyczył mi swój. Biorę do ręki świecącego smartfona, naciskam guzik, a tu zamiast śmiesznej melodyjki, czy tapety z najnowszym Lamborghini wyświetla się zdjęcie medalika z wizerunkiem Matki Boskiej… „To ryngraf mojego dziadka, jego nieśmiertelnik” – mówi. I widzę, jak mówi to z dumą. Zaczynamy rozmawiać o Jego bohaterskim dziadku, o wojnie, o patriotyzmie i w końcu o tym, dlaczego właśnie wizerunek Matki Boskiej jest na wojskowym emblemacie. I tak przechodzimy od bitwy pod Grunwaldem, poprzez potop szwedzki i słowa przysięgi Armii Krajowej, aż do Cudu nad Wisłą i znaczka z Matką Boską w klapie marynarki wielkiego działacza Solidarności. I wtedy już wiem, dlaczego tak jest. Dlaczego to właśnie Ją wybraliśmy. A może to Ona wybrała nas, żeby zawsze nad nami czuwać. Matka Boska od wieków byłą Królową Polski i z boskiego piedestału najbliższą nam postacią. W końcu to do niej wołamy.

Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża rodzicielko

My, Polacy, jak zresztą większość świadomych narodów nowoczesnego świata, uznajemy się za naród szczególny i wybrany. Za naród doświadczony losem, wojnami, okrucieństwem i beznadzieją, ale także za naród piękny duchem, przepełniony momentami jednoczących nas uniesień. Chociaż dumni ze swoich barw, to jednak niedowartościowani. Chociaż waleczni, to zawsze przegrani. Chociaż bohaterscy, to gdzieś tam podszyci strachem i powątpiewaniem. Tacy jesteśmy i nic tego nie zmieni. Tak, jak dotąd nie zmieniła tego nasza ponad tysiącletnia historia, tak nie zmieni tego pędząca na złamanie technologicznego karku teraźniejszość.

Jest jednak w naszym życiu Ktoś szczególny. Ktoś, komu zawsze możemy się poskarżyć. Ktoś, komu zawsze możemy się wypłakać. Ktoś, komu możemy opowiedzieć o wszystkim i schronić się w Jej ramionach. Nie na darmo zwracamy się do niej „Królowo Polski”, bowiem nie ma na świecie drugiego Narodu, który tak bardzo ją umiłował, a Ona odwdzięcza się swoją miłością do nas. Matka Boska. Maryja Panna.

Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych

Matka Boska od zawsze była w polskim sercu. To właśnie Ją, polscy rycerze walczący pod Grunwaldem, mimo iż posądzani o szerzenie pogaństwa i bratanie się z zabużańską „szarlatanerią” , prosili o łaskę i zwycięstwo, ruszając do walki z „Bogurodzicą” na ustach. Ciekawe, że tekst tej pieśni, uważanej za pierwszy polski hymn, odnotowano do tej pory już w kilkunastu wersjach, ale każda z nich zaczynała się od słów uwielbienia dla Matki Boskiej. Badacze polskiej historii nigdy jednoznacznie tego nie potwierdzili, ale bliskie prawdy jest stwierdzenie, iż po tej historycznej bitwie „Bogurodzica” zaistniała na arenie państw XV wieku jako hymn polski. Hymn, który pozwolił przekonać dwory na naszym kontynencie, że Polacy są prawdziwymi chrześcijanami, że uciekając się do prośby o łaski do Matki Boskiej, jawnie i otwarcie deklarują wielką i dozgonną do Niej miłość i oddanie. Nic więc dziwnego w tym, że „Bogurodzica” towarzyszyła rycerstwu przy innych bitwach, jak choćby 20 lat później pod Nakłem, oraz przy koronacjach polskich monarchów. Jako pierwszy usłyszał ją na dworze, pochylając głowę przed założeniem korony, Władysław Warneńczyk, w wawelskiej katedrze dokładnie w 24 lata po historycznym zwycięstwie swojego ojca pod Grunwaldem.

Polacy nie wymagali nigdy od Matki Boskiej, nie pomstowali, nawet w tych najokrutniejszych chwilach. Nie prezentowali nigdy roszczeniowej natury. Polacy zwracali się zawsze z prośbą o to, żeby nad nimi czuwała i widziała ich potrzeby. Jednak doskonale znane wszystkim przysłowie „jak trwoga, to do Boga” ma w sobie dużo prawdziwości. W chwilach trudnych i ciężkich Matka Boska zawsze była pierwszą, do której wznosiliśmy modły.

Ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać

Wybawienie tak bardzo wyczekiwane zawsze nadchodziło ze strony Królowej Polski, która zyskała też przydomek, czy wręcz tytuł, Jasnogórskiej Pani. To właśnie tutaj, w Klasztorze górującym nad Częstochową od 1384 roku znalazł się obraz, który dla Polski w latach późniejszych miał ogromne znaczenie. Jeszcze w XIV wieku, jak opisuje w kronikach Jan Długosz, właśnie ten obraz Maryi otaczany był kultem szczególnym. To właśnie do tego miejsca podążały pielgrzymki z Polski, Śląska, Węgier, Prus i Morowa. To właśnie tutaj ludzie widzieli cuda.

January Suchodolski, Obrona Jasnej Góry 1655, źródło: wikimedia.org

Jednak szczególną rolę sam obraz i cały klasztor jasnogórski zyskały w czasie najazdu szwedzkiego na Polskę, znanego jako potop szwedzki. Kto z nas nie przeżywał po wielokroć przygód bohaterskich rycerzy, opisywanych w sienkiewiczowskim Potopie? Kto z nas nie pamięta, jak waleczny Kmicic wypowiedział tuż przed wysadzeniem szwedzkiej kolumbryny swoje: „naści piesku kiełbasy”, ładując do środka proch i podpalając lont. To wszystko działo się pod okiem Jasnogórskiej Pani, która chroniła polski naród. To właśnie Jasna Góra stała się wówczas głównym ośrodkiem oporu przed najeźdźcą. A dzisiaj? Czy jest dla Po-laków Jasna Góra dzisiaj? Jest miejscem, do którego rokrocznie pielgrzymują setki tysięcy Polaków. Miejsce świętym. Miejscem, gdzie o każdej porze dnia i nocy rozbrzmiewają słowa:

Panno Chwalebna i Błogosławiona

Pielgrzymki na Jasną Górę odbywają się w Polsce co roku i są prawdziwym wyrazem uwielbienia dla Matki Boskiej. Setki kilometrów obfitują w piękne i niezapomniane życiowe historie.

To tam zawiązują się prawdziwe przyjaźnie, to tam często rodzi się miłość dwojga ludzi. To właśnie w czasie tego marszu, swoistego hołdu dla Maryi, Polacy tworzą jedną, wielka rodzinę. Nie istnieją podziały, nie ma lepszych i gorszych. Wszyscy idą razem.

Historycznie najstarszą pielgrzymką jest ta, idąca na Jasną Górę z Pabianic, bowiem pierwsze wzmianki o niej pochodzą 1468 r. Potem dołączały kolejne: łowicka w 1656 r., warszawska w 1711 r. i wiele innych. Aż po najmłodszą, z roku 1993, drogę z Lednicy – liczącą 260 kilometrów. Najdłużej modlą się, idąc na piechotę, pielgrzymi z Helu. Mają do przejścia ponad 630 kilometrów.

Ryngraf patriotyczny z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej, autor: Paweł Bociarski / źródło: wikimedia.org

Mieszkamy w wolnej Polsce, nasze dzieci rodzą się w wolnym kraju. Ale wracając do kart historii – jest wydarzenie, które wsławiło Maryję – Orędowniczkę sprawy polskiej w Europie, w latach dwudziestych minionego wieku. To wydarzenie nazwane zostało Cudem nad Wisłą. Kiedy tuż po odzyskaniu niepodległości u naszych bram po raz kolejny, nie dając czasu na wylizanie ran, stanął bolszewicki wróg, znowu ręce Polaków wzniosły się do nieba z prośbą o orędownictwo.

O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza

To właśnie wtedy, kiedy najazd Armii Czerwonej stał się realnym zagrożeniem, naród pokładający wielkie nadzieje w odrodzonym polskim wojsku, dowodzonym przez Marszałka Józefa Piłsudskiego, podjął też akcję modlitewną, która miała swój bardzo szeroki zasięg. 19 czerwca 1920 roku na Rynku Starego Miasta w Warszawie, w obecności władz kościelnych i państwowych, Polska została zawierzona Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Miesiąc później Episkopat ponownie wybrał Maryję na Królową Polski. W modlitwę o dobry los dla kraju włączył się także Kościół Powszechny, a dziesięć dni przed Bitwą Warszawską papież Benedykt XV skierował do wszystkich biskupów świata przesłanie „O zmiłowanie Boga nad nieszczęsną Polską”. Wszyscy czekali na cud. I cud w trakcie walki o Warszawę rzeczywiście się wydarzył. W nocy z 14 na 15 sierpnia 1920 roku, na niebie pojawiła się postać. Był to wizerunek Patronki Warszawy – Matki Bożej Łaskawej. To wydarzenie opisał jezuita, ojciec Józef Maria Bartnik, takimi słowami: „Matka Łaskawa pojawia się na niebie przed świtem, monumentalna postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo. Ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia się w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imię Maryi” rozegnało pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone”.

Jeśli wierzyć zeznaniom naocznych świadków, tę właśnie postać Matki Bożej widzieli nacierający na Warszawę czerwonoarmiści, którzy po prostu uciekali z pola bitwy ze strachu. Strachu, który sparaliżował ich tak, że nie myśląc nawet o tym, że skazani zostaną za dezercję, uciekali tak szybko, że zatrzymali się dopiero w Wyszkowie.

Historia ma swoje zakręty. Historia ma swoje interpretacje i tak, jak osądziła mniej lub bardziej sprawiedliwie wielkiego męża stanu, jakim niewątpliwie był Józef Piłsudski, tak wiele lat później potraktowała też przewodniczącego „Solidarności” – Lecha Wałęsę. Nie będę jednak z tym dyskutował, bo nie jest to tematem tego, o czym piszę, ale jeśli ktokolwiek na świecie i mówię tu o wolnym świecie, w latach osiemdziesiątych słyszał słowo Polska – to kojarzył je tylko i wyłącznie z Solidarnością i właśnie z postacią Wałęsy, który w klapie swojej marynarki zawsze nosił znaczek – wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Jasnogórskiej Pani, która miała wyprowadzić Polskę z czasów komunizmu.

Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj. Amen

Matka Boska była i jest zawsze dobrotliwa i mimo, że boska, to jednak dla nas, dla Polaków, zawsze dobra i uśmiechnięta. Jak trwoga to do Boga? – Chyba nie w tym przypadku, bo do Niej nie zwracają się Polacy tylko w strachu. Jej bezgranicznie wierzą i ufają. To Ona wyprasza łaski u swojego syna, bo o to też ją prosimy.

Jacek Kaczyński

/wj

Zobacz także w e-civitas:

Najważniejszy film religijny ostatnich lat z premierą w Watykanie

„Miłość i Miłosierdzie” podbija Watykan dokładnie 60 lat po zakazaniu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według …