Home / Z życia "Civitas Christiana" / Męczennicy Świętej Sprawy

Męczennicy Świętej Sprawy

Myśl, która zrodziła się przed 38 laty, by ukazywać o. Maksymiliana Kolbe, jego życie i dzieło nie tylko jako coś historycznego, hagiograficznego, ale ciągle aktualnego, ważnego dla współczesnego człowieka była kontynuowana 28 maja 2019 r. podczas kolejnej Sesji Kolbiańskiej w Oświęcimiu.

W 78 rocznicę osadzenia o. Kolbe w KL Auschwitz, po nawiedzeniu jego celi śmierci i modlitwie za innych pomordowanych, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”, Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, Starostwo i Miasto Oświęcim zaprosili uczestników na swego rodzaju konfrontację Świętego z Błogosławionym, o. Maksymiliana Kolbe z ks. Jerzym Popiełuszko.

Dr hab. Marek Rembierz jest pewny, że dali oni „świadectwo mocy dobra w kontekście doświadczenia zła”, aż do oddania życia za świętą sprawę. Byłoby to niemożliwe, gdyby sami nie utożsamiali się z określonymi wartościami i odważnie ich nie realizowali. Stąd prelegent mówił „o odkrywaniu wartości na drogach do męczeństwa o. M. Kolbe i ks. J. Popiełuszki” i niejako zachęcał słuchaczy do pójścia tą drogą. Punktem wyjścia musi być świadomość, że doświadczenie dobra jest możliwe tylko w kontrze do istniejącego i dostrzegalnego zła. Jakże złudne jest przekonanie, że codzienne miłe uśmiechy, pozdrowienia są wstanie zniwelować otaczające człowieka zło. One są potrzebne, ale same w sobie nie są w stanie w chwili próby zdeterminować człowieka do heroicznego oddania swojego życia. Do tego potrzebne są kształtowane systematycznie przez lata cechy charakteru ludzkiego i nadprzyrodzonego. Od dzieciństwa przez pracę nad sobą w dorosłości, przez prostą pobożność złączoną z intelektualnym rozwojem obaj nabyli „inteligencję życia” (o. L. Dyczewski). Chodzi o umiejętności znalezienia się w sytuacjach, jakie niesie życie, w miejscach i środowiskach, gdzie było trzeba być. To spowodowało, że to oni – „zrobili to, co zrobili” (ks. J. Tischner), a nie warunki, w których się znaleźli, ani ich oprawcy, których zdumieli, wręcz rozsierdzili swoją postawą.

Pokazali bowiem, że to osoba czyni z siebie męczennika. Tylko wierność prawdziwym, uniwersalnym wartościom
otwiera przestrzeń wolności społecznej i politycznej. Własne zalęknienie i zastraszenie jest źródłem zniewolenia, utraty godności.

Poprzez swoje decyzję obaj Męczennicy, jak to stwierdził Jan Paweł II, dali świadectwo człowieczeństwa. A może by jednak, jak to postulował C. K. Norwid poprzez wychowanie siebie i innych ku jedynej i niezmiennej prawdzie „uniepotrzebnić” męczeństwo?

Dr Milena Kindziuk próbowała odnajdywać „inspiracje Maksymiliańskie w życiu bł. ks. Jerzego Popiełuszki”. Początki dostrzegła w Okopach , w rodzinnej wiosce. U babci Jurek układał w stosik prenumerowane przez nią egzemplarze „Rycerza Niepokalanej” oraz kolekcjonował Jej wizerunki. Często pielgrzymował do Niepokalanowa. Dla sąsiadów wyświetlał przeźrocza o o. Maksymilianie. Planował wstąpić do franciszkanów – na strychu przechowywał sznur do habitu. Był gorliwym czcicielem Maryi przez modlitwę i nabożeństwa, a przede wszystkim różaniec. Towarzyszył mu on w Bydgoszczy dniu uprowadzenia, gdzie w miejsce homilii, by nie drażnić władz, poprowadził przygotowane przez siebie rozważanie tajemnic różańca.

Inspirowanie się Maksymilianem nie polegało u niego na wspominaniu, podziwianiu, ale na działaniu w Maksymiliańskim stylu. Podczas przymusowej służby wojskowej jako kleryk miał odwagę być ostentacyjnie pobożny, był za to szykanowany. To jego pierwszy krok na drodze do męczeństwa. Następne od roku 1980, gdzie bez wahania trwał z robotnikami w Hucie Warszawa. Gdy w kościele św. Stanisława Kostki zaczął odprawiać Msze św. za Ojczyznę, wielu ludzi po latach przystępowało do spowiedzi i innych sakramentów.

Z Ewangelii, z wiary wypływała jest gotowość służenia innym, „by się nie skleszyć”. Jak Kolbe tworzy radio i gazetę parafialną, by prostym językiem dotrzeć do ludzi, których doskonale rozumie. Nie schlebia im, usprawiedliwia czy podburza, ale stawia wymaganie doskonalenia się wg. przykazań, aż po najtrudniejsze – zło dobrem zwyciężaj. Kazania przygotowuje na piśmie, precyzyjnie. Wykorzystuje w nich rozmowy z robotnikami, ale i profesorami. Tematy i dekoracje świątyni dopasowywał do konkretnego święta i rocznicy patriotycznej, odnosząc je zawsze do Ewangelii i Dekalogu. Zapraszał pisarzy, muzyków, aktorów, by przez prezentację utworów podnosili ducha udręczonym i świadomość narodowi. Sam był skromny i ubogi. Co miał, to rozdawał np. buty, sweter, które przetrwały do dziś jako relikwie. Tych punktów stycznych łączących obu Męczenników było wiele.

Na koniec warto jeszcze wsłuchać się w słowa ks. Jerzego z 1982 r. Nie mógł pojechać na kanonizację o. Maksymiliana, ale podczas Mszy św. w tym dniu powiedział: „Jeden z synów naszej Ojczyzny został zaliczony do grona świętych męczenników. Otrzymaliśmy w darze Patrona Polski udręczonej. Jego patriotyzm płynął z wiary. Ojczyzna i wiara idą w parze”. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że mówił o św. Maksymilianie, ale i proroczo o sobie. Obaj bowiem służyli świętej sprawie – Bogu i ludziom, w prawdzie.

Edward Szpoczek

/md