Strona główna / Historia / Między nacjonalizmem a globalizmem
fot. Łukasz Burzyński

Między nacjonalizmem a globalizmem

Jesteśmy Polakami! W 1938 roku w Berlinie zabrzmiały te słowa proroczo i zbawczo. Dziś o ich losie przesądzi ponowoczesna rewolucja.

Kiedy wpiszemy do wyszukiwarki internetowej hasło Jesteśmy Polakami! to najwyżej pozycjonowana jest urocza, śpiewana przez dzieci piosenka o tym właśnie tytule. Ale dalej wydaje się, że beztroska radość się kończy, a hasło to zaczyna sprawiać nam niejakie kłopoty.

Rok przed wybuchem II wojny światowej, 6 marca odbył się w Berlinie (w Theater des Volkes) I Kongres Polaków w Niemczech. Przybyło nań (mimo trudności stwarzanych przez Niemców, np. zawieszania niektórych połączeń kolejowych) ponad 5 tyś. Polaków  jako reprezentacja półtoramilionowej społeczności polskiej mieszkającej na terenach ówczesnej Rzeszy. Kongresowi przewodniczył wielki patriota ks. Bolesław Domański. Uchwalono wtedy Pięć Prawd Polaków rozpoczynających się od stwierdzenia: Jesteśmy Polakami. Słowa te pokazują jak wielką wagę może mieć oczywistość w postaci zadeklarowanej tożsamości. Jest ona czymś więcej niż sama obywatelskość. Tożsamość narodowa jest rdzeniem kręgowym patriotyzmu, który w tamtych czasach zagrożenia totalitaryzmem (narodowego socjalizmu), wymagał wielkich ofiar.

Zagrożenia totalitaryzmem są najbardziej niebezpieczne, toteż wymagają zdecydowanych reakcji łącznie z walką zbrojną i gotowością do oddania życia. Ze względu na położenie geopolityczne Polski mieliśmy często do czynienia z takimi zagrożeniami i dlatego utrwalił nam się obraz patriotyzmu heroicznego jako odpowiedzi na łatwo definiowalne zagrożenia bytu narodowego. W czasie zimnej wojny nasz patriotyzm przybrał formę patriotyzmu kontestującego, którego ostrze wymierzone było w zagrożenie niepodległości. Po przemianie systemowej, łatwo definiowalne zagrożenia zaczęły znikać. Pojawiły się nowe zjawiska, trudne do jednoznacznego przyporządkowania a właściwe unikające jak ognia wszelkich klasyfikacji i jednoznaczności. Inność i niejednoznaczność stały się liberalnym rozcieńczalnikiem dla dotychczasowych definicji i wartościowań. Rozpoczął się czas nowej, fascynującej, ultranowoczesnej narracji. Patriotyzm w jakiejkolwiek formie (no może poza płaceniem podatków i ekologią) stał się kompromitującą zaszłością i jako przejaw nacjonalistycznej aberracji został zwyczajnie przez ponowoczesnych skasowany. Lajtowe podejście do tego kraju nie wymaga żadnych poświęceń poza segregacją odpadów komunalnych. Nacjonalizm zaś to jakiś bezpaństwowy faszyzm przejawiający się w każdej patriotycznej manifestacji czy patriotycznym symbolu. Obywatelskość to stygmatyzowanie ludzi granicami, paszportami i odrębnością przepisów.

Klasyfikowanie przez postmodernę patriotyzmu jako nacjonalistycznej aberracji godzi w tożsamości narodowe i ma na celu totalne zglajszachtowanie ideologiczne, kulturowe i moralne narodów Europy. Ma wypracować z nich tworzywo podatne na przyjęcie gigantycznego implantu ponowoczesnego myślenia. Manipulacja ta w obecnej fazie przebiega wielowątkowo: jako neomarksizm, liberalizm, genderyzm, skrajny feminizm czy fanatyczny antyklerykalizm. Wszystkie te wątki zbiegają się jednak w jeden, potężny nurt ponowoczesnego totalitaryzmu. I właśnie ten fakt zostaje sprytnie zamaskowany retoryką neutralną, pozbawioną historycznych konotacji: jest to proces przyjaznej globalizacji, czyli zbliżania, skracania dystansów, ujednolicania i tworzenia niemal rodzinnych zażyłości ze wszystkimi. Zahipnotyzowany postmodernistycznymi bibelotami człowiek jest w stanie działać i myśleć tylko en masse. Staje się mieszkańcem zbiorowej świadomości.

To, co nie udało się wszystkim poprzednim wersjom totalitaryzmu, przechodzi gładko w oświeconym, nowoczesnym, dzisiejszym społeczeństwie. Tak jakbyśmy pędzili w szybkich samochodach nie wiadomo dokąd, mając wypięte wszystkie pasy bezpieczeństwa i z dziarskim okrzykiem: après nous, le déluge.

Niefrasobliwość wpadania w objęcia kolejnego totalitaryzmu, uleganie ponowoczesnej iluzji podpowiada mi nieodparcie dość ryzykowną diagnozę: to diabelska sztuczka, a właściwie pokusa. A piszę to pod wpływem Ewangelii czytanej w I niedzielę Wielkiego Postu o kuszeniu Jezusa. Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Dyskretny urok pokusy.

Jedyną postawą dystansującą nas zarówno od nacjonalizmu, jak i totalitaryzmu jest tradycyjny patriotyzm. Przypomniany opatrznościowo w Pięciu Prawdach Polaków.

Ks. Marek Żejmo

/md

Check Also

Pierwszeństwo pracy przed wsparciem socjalnym!

Czy trzeba dziś przypominać Polakom, że praca jest obowiązkiem każdego człowieka, lenistwo jednym z grzechów …