Mord na pamięci

Z red. Tadeuszem Płużańskim rozmawia Anna Staniaszek

Tadeusz Płużański / Fot. Bartosz Strzelecki
Tadeusz Płużański / Fot. Bartosz Strzelecki

Dlaczego zajął się Pan ,,Bestiami”? Czy to wynik doświadczeń życiowych Pana Ojca?
Wszystko to stało się zapewne dzięki Ojcu. Historia Taty była głównym impulsem, on spowodował, że zacząłem badać okres stalinowski. A nie było to takie proste. Wbrew obiegowej opinii nie uzyskałem od Ojca zbyt wielu informacji. Przeciwnie, niechętnie się dzielił swoją wiedzą, przeżyciami, szczególnie tymi po 1945 r. Opowiadał o swojej młodości, która przypadła na piękny okres w pełni wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej, potem o wrześniu 1939 r., kiedy niedługo po maturze poszedł na wojnę jako ochotnik i został ciężko ranny w bitwie pod Janowem Lubelskim, potem o konspiracji w Tajnej Armii Polskiej, w której poznał rtm. Witolda Pileckiego…

…którego był bliskim współpracownikiem.
Dokładnie, ale to było już w czasie okupacji sowieckiej. Wcześniej, przez niemal 5 lat był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof – o okropnościach tego piekła na ziemi też potrafił opowiadać. Znałem późniejsze lata życia Ojca, kiedy był już filozofem. Ale okres 1945–1956 to była dziura. Dziś rozumiem, że po prostu chciał mnie chronić. Żyliśmy w PRL-u, dalej rządziła komuna, a młodemu człowiekowi mogło coś strzelić do głowy. Dopiero gdy skończyłem 18 lat, a zbiegło się to z polską transformacją 1989 r., zacząłem poznawać historię Taty.

Wcześniej nie interesował się Pan Żołnierzami Wyklętymi? O nich za PRL mówiono. Dużo mówiono. Bardzo źle. Były artykuły, książki i filmy o walce z „reakcyjnym podziemiem”.

O rtm. Pileckim i jego antykomunistycznej grupie dowiedziałem się w dosyć szczególny sposób. Pewnego dnia, a było to w 1990 r., Ojciec poprosił mnie, abym poszedł z nim do sądu wojskowego. I tam, w tym dziwnym dla mnie miejscu, usłyszałem rzeczy, o których wcześniej nie miałem pojęcia. To było wielkie zaskoczenie, szok, że Tata był bliskim współpracownikiem kogoś takiego jak Witold Pilecki – polski bohater.

Mam identyczne doświadczenia życiowe. Mój ojciec, żołnierz konspiracyjnego Wojska Polskiego i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, również mi nie mówił o swej powojennej przeszłości. O wojennej – tak.
To doświadczenie tamtego pokolenia, pokolenia Kolumbów. Ci, którzy przeszli przez sowieckie piekło, nie byli w stanie o tym opowiadać. Nieprzypadkowo rtm. Pilecki powiedział przed śmiercią: „Oświęcim to była igraszka”. On przeżył Auschwitz, a zginął od kuli ubeka. 25 maja 1948 r., kiedy obok mordowano Pileckiego, Ojca też wyprowadzili na egzekucję – tyle że sfingowaną. Myślał, że to koniec, ale rozbawieni ubecy w końcu powiedzieli mu: „Ty, taki owaki, szpiegu i bandyto, masz szczęście, bo nasz prezydent [chodziło o agenta NKWD Bieruta] cię ułaskawił”. Ojciec nie tylko chronił rodzinę przed tymi informacjami, ale nie potrafił o tym mówić – to było zbyt traumatyczne. W celi obok komuniści zamknęli ówczesną żonę Taty i tak ją bili, że wybili z niej dziecko. Dowiedziałem się potem o tym z dokumentów, to nie są łatwe sprawy.

Był Pan na procesie rewizyjnym Ojca. Co dalej?

Tak bardzo mnie to zszokowało, że zacząłem badać sprawę tamtego procesu, wyroków śmierci. Przede wszystkim interesowało mnie, kto się chciał pozbyć mojego Taty, kim są ci mordercy. Po zmianie kary na dożywocie Ojciec spędził 8 lat w ciężkim więzieniu we Wronkach. Dodając do tego wcześniejsze, niemal roczne śledztwo na Rakowieckiej, mamy 9 lat w stalinowskich katowniach. Przez cały ten czas miał do czynienia ze zbrodniarzami.

Jak udało się Panu dotrzeć do „bestii”?
Zajmowałem się tym przez wiele lat. Z sędzią Janem Hryckowianem, który wydał wyrok śmierci, nie zdążyłem się spotkać, bo zmarł w latach 70., ale np. z prokuratorem Czesławem Łapińskim – tak. Początkowo były oskarżyciel zamierzał się spotkać z Ojcem, napisał list, że chciałby porozmawiać o tych „jakże trudnych i skomplikowanych czasach” i tym „tragicznym procesie”. A spotkanie – jego zdaniem – „miałoby się przyczynić do wypracowania wspólnej oceny”. Takiej oceny rzecz jasna być nie mogło, bo obaj stali po dwóch stronach barykady: Łapiński oskarżał, żądał kary śmierci, a Ojciec był oskarżonym. To są dwie różne historie i dwie różne Polski: Polska patriotyczna, wolna, bohaterska, a po drugiej stronie Polska sowiecka, komunistyczna, zbrodnicza. Ponieważ Tata nie miał zamiaru oglądać swojego prześladowcy, ta „przyjemność” spadła na mnie.

Zbrodniarze sądowi mieli wyrzuty sumienia?

To bardzo przykre, ale niestety nie, nie okazali żadnej skruchy, nie powiedzieli „przepraszam”. Zapewne mógłbym im nawet przebaczyć, przede wszystkim w imieniu Taty. Tymczasem ci sędziowie czy ubecy są do dziś przekonani o swoich racjach. Uważają, że to oni byli bohaterami, a z drugiej strony byli bandyci – tak nadal nazywają Żołnierzy Wyklętych. Pilecki czy mój Ojciec to dla nich przestępcy, od których trzeba było Polskę „wyzwolić”. To „wyzwolenie” widzimy dziś w bezimiennych dołach śmierci na „Łączce” – polskich patriotów komuna wyzwalała w sensie dosłownym od życia.

System był wyjątkowo perfidny, skoro na kościach pomordowanych i pochowanych na Cmentarzu Powązkowskim, na „Łączce” pochowano stalinowskich prokuratorów.

Pochowano tam prokuratorów, sędziów i śledczych.

Akurat tam.

To jest, jak Pani mówi, wyjątkowa perfidia. Nie wystarczyło bohaterów wyeliminować fizycznie. Trzeba było jeszcze popełnić drugą zbrodnię – na naszej pamięci. Próbowali wyrzucić ich całkowicie ze świadomości Polaków, co szczęśliwie – jak dziś widzimy – się nie udało. Ale na tym nie koniec. Po strzale w tył głowy wyrzucali gdzieś zwłoki, dodatkowo je bezczeszcząc. Bo zamordowanych zrzucano do wykopanych wcześniej dołów z dużej wysokości, gruchocząc im kości. Czyli ci „ludowi demokraci” nie mieli nawet szacunku dla ludzkich szczątków. Wyjątkowe barbarzyństwo. Ale to też jeszcze nie wszystko. Później komuniści się na tych pogruchotanych kościach, na zamordowanych i zbezczeszczonych polskich bohaterach położyli. Warto przypomnieć, że to decyzja ekipy Jaruzelskiego podjęta w 1982 r., w stanie wojennym. Czerwony dyktator postanowił po prostu ostatecznie ukryć zbrodnię komunistyczną, której dopuścili się jego koledzy. Dlatego na „łączkowych” dołach śmierci powstały groby funkcjonariuszy aparatu politycznego tzw. Ludowego Wojska Polskiego i bezpośrednich morderców Żołnierzy Wyklętych. Do dziś, niestety, pookrągłostołowa Polska nie poradziła sobie z tym problemem, respektuje zbrodniczy plan Jaruzelskiego, który w normalnym, sprawiedliwym państwie za to też powinien zostać osądzony.

Prawnie nie poradziła sobie.

Politycznie. Bo gdyby politycy i urzędnicy III RP chcieli, już dawno nasi bohaterowie zostaliby wydobyci, bez zasłaniania się jakimiś dziwnymi przepisami prawnymi, problemami formalnymi. My, jako Fundacja „Łączka”, od dawna mamy ekspertyzy prawne, których IPN nie chciał uznać, a mówią one, że komunistyczne groby na górze „Łączki” powstały w sposób nielegalny – właśnie po to, żeby zatuszować zbrodnie. Doszło do sytuacji schizofrenicznej: Żołnierze Wyklęci jako bohaterowie narodowi mają od kilku lat swoje państwowe święto, a do dziś większość z nich nie ma grobów i spoczywa w jakichś bezimiennych dołach. Dodatkowo: w świetle polskiego prawa oni wciąż pozostają groźnymi przestępcami, bandytami, szpiegami imperializmu i faszystami, bo współczesne państwo polskie nie anulowało wyroków, jakie wydali na nich komuniści. Wspomniany na początku proces rewizyjny grupy rtm. Pileckiego należy do wyjątków. Jak to się ma do Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych?

Nic się nie dzieje po zmianie władzy?

Mogę podzielić się z Państwem radosną informacją, że zablokowane 3  lata temu prace na warszawskiej „Łączce” zostaną wznowione na wiosnę br., prawdopodobnie w czerwcu, i klątwa Jaruzelskiego zostanie z tego miejsca zdjęta. Pozostaje kwestia przyspieszenia identyfikacji, bo do tej pory z dwustu wydobytych szczątków rozpoznano – przez 4 lata!!! – zaledwie 40. W końcu musimy ich wszystkich godnie upamiętnić – w postaci wielkiego narodowego panteonu. Petycję takiej treści Fundacja „Łączka” przekazała ostatnio prezydentowi Andrzejowi Dudzie – zebraliśmy pod nią podpisy ponad 85 000 Polaków z kraju i zagranicy. Dopiero po zrealizowaniu tych trzech punktów będziemy mogli powiedzieć, że Rzeczpospolita upomniała się o swoich bohaterów.

Tadeusz Płużański, syn Tadeusza Płużańskiego, naukowca i więźnia stalinowskiego. Dziennikarz, historyk, specjalizuje się w powojennej historii Polski. Autor wielu książek o Żołnierzach Wyklętych i ich oprawcach – nierozliczonych komunistycznych bestiach. Prezes Fundacji „Łączka”.

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Daj mi dusze, resztę zabierz

Z ks. Bogusławem Koziołem SChr, wicepostulatorem procesu beatyfikacyjnego kard. Augusta Hlonda, rozmawia Marta Kowalczyk.