Home / Felietony / My, mężczyźni

My, mężczyźni

„Mężczyzna musi stoczyć bitwę, musi mieć w swoim życiu jakąś wielką misję, w którą się angażuje i która wykracza nawet poza dom i rodzinę. Musi mieć sprawę, której się poświęca aż po śmierć, ponieważ zostało to wpisane w tkankę jego istoty” (J. Eldredge).

My, mężczyźni, mamy zakodowaną w genach gotowość do walki, do bitwy, do starcia. Nasi przodkowie od małego byli szykowani na wojów, rycerzy, myśliwych. Jesteśmy wychowywani na legendach o wielkich bitwach i powstaniach. W naszych rodzinach są przekazy o tym, jak walczyli nasi przodkowie – gdy trzeba było iść, to szli. Często nie wracali, ale legenda ich walki zostawała. Ja też mam takich przodków, jak chociażby ppor. Karol Sikorski, który poszedł na powstańczą bitwę pod Brdowem 29 kwietnia 1863 r. Poszedł, bo koledzy szli, bo trzeba było, bo tak mu serce kazało. Poszedł, mimo że z domu nie chcieli go puścić. Jedna bitwa, która zaważyła na jego życiu oraz na życiu potomków, rodziny. Przeżył, ale te kilka godzin bitwy ukształtowało jego dalsze życie. I chyba każdy w rodzinie ma taką opowieść o przodku.

A jak my mamy walczyć, mężczyźni XXI wieku? Przecież (na szczęście!) nie ma wojen. Nawet zasadniczej służby wojskowej już nie ma. Jak my, mężczyźni, mamy poczuć swoją misję? Nie tylko możemy, ale musimy! Każdy mężczyzna musi, powinien poczuć misję, sprawę, i dla niej walczyć.

Będąc małymi chłopcami, uczymy się jak być mężczyzną, często nieświadomie, obserwujemy ojców, dziadków, mentorów. Gramy w piłkę, ćwiczymy się nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie, psychicznie. Robimy to nie tylko dla zabawy, ale po to, by stać się mężczyznami i przejąć misję.

Mężczyzna swoją misję może przejąć od innego mężczyzny. Nikt nie uczyni chłopca mężczyzną lepiej, niż inny mężczyzna, nikt nie wprowadzi go do środowiska i nie nauczy gestów, zachowań, wyrażeń, jak inny mężczyzna. Nie uczyni tego nawet najlepsza matka. To musi zrobić inny mężczyzna. To jest jak przekazanie miecza. Tak ważna jest więc rola ojca, starszego brata, kolegów. Muszą im zaszczepić gwałtowność, rozpalić ogień w oczach. Muszą powiedzieć: tak jesteś mężczyzną, masz już wszystko, jesteś gotowy do walki. Generał Anders swoich żołnierzy zagrzał do walki o Monte Cassino słowami: „Niech zamieszka w was lew!” I co? „I poszli szaleni, zażarci”, jak mówią słowa piosenki. Poszli w bój, bo po tych słowach stali się mężczyznami.

Pięknie można poczuć „Sprawę”, gdy się spotyka kombatantów. Oni stoczyli bitwę „za Sprawę” i żyje w nich to do dziś. Oni nie muszą nic mówić, opowiadać, moralizować. Wystarczy jeden uścisk dłoni, jedno spojrzenie w oczy, spojrzenie na bliznę po postrzale, ujrzenie, jak kroczy pewnie i wyprostowany mimo swoich 85 lat. I już wiesz wszystko. Ten, kto takich spotkań doświadczył, może o wiele łatwiej rozpoznać swoją misję.

Realizowanie misji i toczenie bitew jest źródłem do samouzdrowienia mężczyzny, poczucia wiatru w żaglach, przyjęcia wypełnienia i wypełniania przeznaczenia. Dzięki temu staniemy się liderami, ojcami w pełni spełnionymi. Nie będziemy szukać, bo będziemy wiedzieć, że już znaleźliśmy. Mężczyźni szukają przygody, potrzebują przygód dużo bardziej niż kobiety, które potrzebują ciepła, stabilizacji, troski. My, mężczyźni, jesteśmy stworzeni do bycia wojownikami. Dlatego już od małego strugamy miecze, łuki, strzały, marzymy, by być jak Zawisza Czarny. Robimy tak, bo jesteśmy stworzeni na kształt Boga, a Bóg jest wojownikiem. Bóg poprzez bitwy, które nam daje, tworzy z nas mężczyznę. Bóg nas wzywa do ryzyka, wzywa do bitew, do podjęcia trudu, wystawienia na szwank swojego imienia. Uczy nas odwagi, by wstać i powiedzieć: „ja się odważę”, wtedy kiedy inni milczą i się boją.

Dzisiaj media próbują przedstawiać mężczyzn w sposób zniewieściały, zabawny, wyluzowany. To nie mężczyźni, lecz „faceci” ciągle szukający swoich spodni „rurek” albo puderniczki. Do nas należy burzenie takich wypaczonych obrazów swoimi przykładami, swoją walką o sprawę i wartości, dawaniem świadectwa. To jest bitwa o nasze serca i nasze dusze. Ma to znaczenie również dlatego, że jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci, za ich wychowanie. Musimy wychować naszych synów na mężczyzn, odważnych, gotowych do bitwy, gotowych do narażenia się dla wartości, Boga, rodziny. To samo się tyczy wychowania córek; jakich będą widzieć nas, takich będą szukać mężów dla siebie. To od naszej postawy zależy, czy nasze dzieci będą z nas dumne, czy przejmą naszą sprawę, a przecież każdy mężczyzna o tym marzy.

Dlatego angażuj się, aktywizuj, podejmuj inicjatywy, rób coś, nie siedź, organizuj grupy ludzi, buduj wspólnoty, mów, że trzeba coś zrobić, ruszyć jakiś temat. Niech to będą inicjatywy w miejscu zamieszkania, na osiedlu, w parafii, w szkole, gdzie uczą się nasze dzieci. Niech to będą debaty, dyskusje, pomoc kombatantom, zbieranie podpisów, organizowanie wspólnego śpiewania, recytowania wierszy, pielgrzymki, wędrówki, biegi, rozgrywki sportowe. Znajdź swoją sprawę, misję i walcz o to.

Niezwykle ważną sprawą jest, by mężczyzna miał swoją pasję, która daje mu się zregenerować, nabrać sił, zmotywować, przygotować do dalszej walki. Każdy może mieć inną, ale powinien mieć pasję. Niech to będzie zbieranie znaczków, monet, wędkarstwo, rekonstrukcja historyczna czy modelarstwo. To też jest misja i walka. Jeżeli nasze dzieci będą widzieć, że mamy pasję, to łatwiej im będzie się nauczyć, że trzeba o coś się starać i walczyć. Wtedy same znajdą swoje pasje. Nasi synowie staną się mężczyznami. Możemy im je zaszczepić. I chociaż żony czasami narzekają i kręcą nosem, to rozwijajmy swoje pasje i wciągajmy w to nasze dzieci, bo to jest ważny element walki o ich dusze, serca, dorastanie i zbawienie. Czasami jest tak, że mężczyźni całe życie coś zbierają, kolekcjonują, szukają po to, by kresu życia pokazać wnukom: oto moje dzieło – teraz przekazuję je tobie, walcz i pielęgnuje je.

Tego, jak przygotować nas do walki i stać się mężczyzną, uczy Bóg: Mojżesz idzie na pustynię, Jezus idzie na pustynię, św. Piotr wypływa na głębię. Tak samo musimy robić i my. Musimy zostawić na jakiś czas kobietę, którą kochamy, tę, która jest dla nas najważniejsza. Przejść inicjację. Męska wędrówka wyprowadza mężczyznę z dala od kobiety, by mógł do niej wrócić z gotową odpowiedzią na wszystkie pytania. Musimy wejść na górę, zdobyć szczyt i wrócić, by zacząć nowe dzieło. Często jest tak, że kobiety tego nie rozumieją, ale każdy mężczyzna ma taki zew i powinien na niego odpowiadać.

Walka mężczyzny wymaga też połączenia sił z innymi mężczyznami. Spotkania, ustalenia taktyki, wypalenia fajki pokoju (choć może teraz bardziej cygara!) i podjęcia decyzji. Tak było od wieków. Mężczyźni szli na wiece, sejmiki, narady wojenne, by wspólnie podjąć decyzje i walkę, by móc na sobie polegać i pomagać. Spotykajmy się z innymi mężczyznami i wymieniajmy poglądy, dyskutujmy, bo nigdy nie wiemy, kiedy będziemy potrzebować pomocy, męskiej pomocy. Nie izolujmy się. Mężczyźni zawsze szli na wojnę razem, wspólne wojowanie budowało więzi, pomagało wygrywać. I niech nasi synowie patrzą, jak razem wojujemy, jak dyskutujemy i rozmawiamy, jak sobie pomagamy. To nauczy ich, jak mają się zachowywać, jak podejmować decyzje, nauczy ich męskiej solidarności i współdziałania.

I nigdy nie można tracić sprzed oczu misji, której się podjęło, trzeba myśleć o niej, kombinować, jak ją zrealizować. Czasami trzeba poczekać na sprzyjające okoliczności i wtedy wrócić do walki o nią. Nigdy nie można rezygnować.

 

Marcin Maślanka

Dodaj komentarz