My, nowe pokolenie!

2013/11/4

Nowe pokolenie Polaków, pierwsze, które urodziło się bądź wychowało po r. 1989, wchodzi w dorosłe życie. Wielu z nas studiowało lub studiuje, pracuje lub pracy szuka, niektórzy założyli rodziny. Od kilku lat zaczynamy być widoczni w życiu publicznym. Jacy jesteśmy, czego chcemy i dokąd zmierzamy?

Fot. Jakub Szymczuk
Fot. Jakub Szymczuk

Jacy jesteśmy?

Różnimy się od naszych rodziców. Prawdopodobnie jesteśmy od nich gorzej wychowani. Hasłem przewodnim naszego dzieciństwa oraz dorastania była moda na „luz”. Dyscyplina oraz autorytet starszych – ojca i matki, dziadków, wychowawców – te wartości były w dużej mierze negowane w kulturze, w jakiej się wychowywaliśmy. Wydaje się, że pod niektórymi względami jesteśmy mniej dojrzali od starszych pokoleń i urobieni przez kult „młodzieżowości”. W dużej mierze również dlatego, że w ten pogląd o „luzie” i „młodzieżowości” zaczęli wierzyć ci, którzy mieli uczyć nas poważnego podejścia do życia. Spora część naszych wychowawców uległa złudzeniu, że do dzieci trzeba mówić „po dziecinnemu”, a do młodzieży „po młodzieżowemu”. Wielu rodziców, nauczycieli czy księży stawało i staje w zawody, by przelicytować „ten świat” w odstawianiu przed dziećmi i młodzieżą teatrzyków na poziomie – jak im się wydaje – swoich odbiorców. Przegrywają, bo ich dydaktyczno- -popkulturowy teatrzyk zawsze będzie mniej atrakcyjny niż błyskotki, jakie oferuje telewizja czy internet. A my wynosimy z tego tylko takie przekonanie, że zamiast występować w roli autorytetu, „szołmeni” chcą się nam, a raczej swoim wyobrażeniom o naszej dziecinności czy młodzieżowości, przypochlebić. Uśmiechamy się na ich widok, lubimy ich, ale niespecjalnie ich poważamy i słuchamy. Nawet kilkuletnie dzieci czują, że nie traktuje się ich poważnie.

Upominamy się o jednoznaczne postawy w życiu publicznym również u naszych oficerów na duchowym froncie walki – u kapłanów. Jesteśmy zdegustowani biernością niektórych środowisk katolickich. Wypominamy naszym koleżankom oraz kolegom, choćby z duszpasterstw akademickich, że choć jest ich w całym kraju co najmniej kilkadziesiąt tysięcy, to na cywilizacyjnym froncie walki polskich uniwersytetów – prawie w ogóle ich nie widać. Chcemy to zmieniać.

Bardzo wielu spośród nas doświadczyło rozbicia rodziny, rozwodu rodziców, życia w rodzinie niepełnej. Odciska to piętno na naszym postrzeganiu małżeństwa, relacji między kobietą a mężczyzną, na trwałości naszych związków. Bardzo nie chcemy powtarzać tych błędów i bardzo często idziemy drogą tych samych schematów, pogłębionych o wszystkie nowe patologie naszej epoki. Zaznaliśmy mniej tradycyjnego życia rodzinnego, ale bardzo chcielibyśmy tak pokierować własnym życiem, by ten ideał zrealizować. Ta tęsknota jest w nas bardzo silna. Tym bardziej, że – przede wszystkim ze względów finansowych czy mieszkaniowych – wielu z nas nie może go osiągnąć. Z kolei mniejszość tych, którzy te przeszkody pokonali, często nie bardzo potrafi, a nawet, po „dorobieniu się”, nie bardzo chce ideał rodzinny realizować. Bo egoizm i hedonizm na naszym pokoleniu również odciska bardzo mocne piętno. Z drugiej strony jesteśmy pokoleniem, które w dużej mierze nasyciło się „błyskotkami”. Paradygmat konsumpcyjny jest w naszym życiu tak oczywisty, tak rozpowszechniony, że w ramach buntu wielu z nas zaczyna go otwarcie, bez żadnych kompleksów, kontestować. Brak poczucia niższości jest bodaj jedną z bardziej charakterystycznych cech, odróżniających nas od poprzednich pokoleń, przytłoczonych dramatem wojny, PRL i zabobonnego stosunku do Zachodu. My nie jesteśmy od kompleksów całkowicie wolni, ale szybko się ich pozbywamy.

Coraz mniej jesteśmy wspólnotą, również narodową. Im później się urodziliśmy, tym bardziej jesteśmy zanurzeni w świecie wirtualnym. Od najmłodszych lat posadzeni przed pulsującymi ekranami komputerów oraz telewizorów, mamy trudności z koncentracją i jesteśmy nadpobudliwi. Bezpośrednie relacje międzyludzkie traktujemy powierzchownie, zwłaszcza jeśli mamy wybór. Problemy rozwiązujemy, zrywając kontakty, znajomości, związki oraz – nawiązując nowe. Dotyka nas nihilizm, w którym wartości, normy zachowania, poglądy, traktowane są jako konwencja. W razie potrzeby, chęci, kaprysu – zmieniamy ją. Dołączamy do innego wirtualnego plemienia, które zaczyna stanowić o naszej tożsamości w stopniu o wiele większym niż rodzina, szkoła, Kościół. Paradoksalnie, ów rozkład życia wspólnotowego, jakiego doświadczamy na wzór społeczeństw zachodnich, staje się dla wielu w naszym pokoleniu swoistą szansą na zwrócenie się w kierunku wartości narodowych. Poprawność polityczna ukształtowana w latach 90. coraz mniej na nas oddziałuje. W społeczeństwie pogłębiają się podziały i następuje polaryzacja postaw. Ten sam trend odrzucenia postkomunistycznego konsensusu ostatniego dwudziestolecia wynosi do parlamentu szajkę Palikota, jak i gromadzi dziesiątki tysięcy młodych Polaków na Marszu Niepodległości. Rwące się więzi społeczne stawiają nas w sytuacji ostrej konfrontacji zupełnie odmiennych poglądów na naszą tożsamość, historię, rodzinę, ojczyznę, państwo, na wizję przyszłości.

Czego chcemy?

Z pewnością chcemy poczucia bezpieczeństwa. Coraz bardziej wyraźny jest w nas głód życia w stabilnych wspólnotach, które mogą nam to poczucie zagwarantować. Ów głód dobrze o nas świadczy. Świadczy o tym, że globalna popkultura nie zdołała w większości z nas zabić jeszcze podstawowych instynktów, jakimi kieruje się człowiek. To dlatego ciągle cenimy sobie swoją tożsamość narodową, religijną, swoje rodziny. Wypadamy na tym tle zdecydowanie lepiej niż większość naszych rówieśników z państw zachodnich. Dlatego coraz bardziej świadomie chcemy powrotu podstawowych wartości do naszego życia osobistego i społecznego, do naszej kultury. Szukamy, czasami po omacku, możliwości ekspresji tych dążeń. Chcemy zatrzymać procesy rozpadu łączących nas więzi, ocalić je, odbudować, przechować, rozwinąć i przekazać następnym pokoleniom. Chcemy walczyć o to, co dla nas ważne. Niekiedy musimy, bo szczęśliwie czujemy taką potrzebę, na nowo odkrywać stare prawdy o tym, co rzeczywiście jest wartością, co tak naprawdę jest ważne.

Chcemy o te wartości walczyć. Dążymy do pokoju, zdając sobie sprawę, że pokój jest stanem, który osiąga się po wygraniu wojny. Dlatego chcemy radykalnej, fundamentalnej zmiany w funkcjonowaniu naszego państwa. Po pierwsze chcemy, żeby ono było. Cenimy je sobie jako jedną z wartości ważnych dla naszej tożsamości, dla naszej polskości. Nie przekonują nas abstrakcyjne projekty przekazania suwerenności, znajdującej się w rękach socjalistów i liberałów, Unii Europejskiej. Państwo polskie to nie tylko nasza tradycja, ale i narzędzie realizacji narodowych interesów. Odrzucenie kompleksów sprawia, że nie mamy problemu w głoszeniu wszem i wobec: po pierwsze polski interes narodowy. Chcemy budować naszą wspólnotę narodową na wartościach wynikających z naszej wiary, idei, tradycji. Chcemy cieszyć się poczuciem siły opartej na własnych podstawach duchowych, kulturowych, ekonomicznych, politycznych, militarnych. Będąc cząstkami ogromnego organizmu – połączonego silnymi więzami, zdyscyplinowanego i dumnego narodu,

chcemy elementarnej sprawiedliwości w dostępie do rozwoju i nadziei na przyszłość naszych rodzin. Nie zamierzamy dokonywać tego przez dołączenie nielicznych szczęśliwców do zbudowanego w III RP systemu korupcji, niesprawiedliwości i ekonomicznego neokolonializmu. Nie chcemy układać się z dotychczasowymi elitami, my je chcemy odesłać tam, gdzie ich miejsce – na śmietnik historii. Staramy się kształcić i wychowywać nowe elity, co jest niezwykle trudne. Trudność pogłębia fakt, że nasze szkoły w coraz mniejszym stopniu wychowują. W coraz mniejszym stopniu nawet edukują, zdając się na tresurę testów. Musimy działać pomimo tego. Staramy się zorganizować masę krytyczną aktywnych jednostek. Naszym ulubionym świętym nie jest święty spokój i nie mamy chęci dążenia do „jedności za wszelką cenę”. Nie wierzymy w żadną mitologiczną „jedność prawicy” czy inne hasła, którymi próbuje się uciszać nasze aspiracje, by móc podtrzymać demoliberalny, pseudopatriotyczny i pseudochrześcijański konsensus ostatniego ćwierćwiecza. Upominamy się o jednoznaczne postawy w życiu publicznym również u naszych oficerów na duchowym froncie walki – u kapłanów. Jesteśmy zdegustowani biernością niektórych środowisk katolickich. Wypominamy naszym koleżankom oraz kolegom, choćby z duszpasterstw akademickich, że choć jest ich w całym kraju co najmniej kilkadziesiąt tysięcy, to na cywilizacyjnym froncie walki polskich uniwersytetów – prawie w ogóle ich nie widać. Chcemy to zmieniać.

Do czego zmierzamy?

Zmierzamy do coraz bardziej ostrego konfliktu wewnątrz naszego państwa i społeczeństwa, a także w otoczeniu międzynarodowym. Sytuacja jest „albo – albo”. Albo wygrają oni – lewica kulturowa, neoliberalna ideologia gospodarcza, pseudofilozofia „praw człowieka”, federacja unijna, globalizm, albo my – chrześcijański naród, który chce być suwerenny, silny, bogaty i bezpieczny. Niech się nikomu nie wydaje, że chodzi nam o „udział w debacie publicznej” lub „delegowanie przedstawicieli do ciał ustawodawczych”, ewentualnie o „korektę kursu polityki państwowej”. To mogą być narzędzia, jakieś etapy przejściowe, chwilowe przystanki, ale nigdy cele. Albo zwyciężymy i dokonamy radykalnej zmiany społecznej, zmiany polityki państwa we wszystkich dziedzinach, w treści podręczników szkolnych, zdobędziemy wpływ na kształtowanie treści kultury docierającej do milionów Polaków, wpływ na kształtowanie ich myślenia, albo rozkład będzie postępował. Podszyta poczciwością lękliwość wielu patriotów oraz katolików, którzy sądzą, że gdy zamkną oczy, wróg zniknie albo, że gdy przestaną nazywać go wrogiem, on przestanie nim być, jest w tej walce raczej przeszkodą niż pomocą. Musimy mieć przy tym świadomość, że nasze zwycięstwo nie oznacza demobilizacji, ale wręcz przeciwnie – wyznaczy nowy horyzont wysiłków, które nigdy nie będą miały końca, ale – w odróżnieniu od sytuacji obecnej – będą dawały nadzieję.

Fot. Jakub Szymczuk
Fot. Jakub Szymczuk

Kolejne pokolenie, które przyjdzie po nas, będzie mniej liczne, z mniejszymi szansami na dokonanie przełomu. Kolejne pokolenie, o ile my nic nie zrobimy, będzie się borykało ze wszystkimi naszymi problemami, z tym że w jeszcze większym natężeniu. Kolejne pokolenie może nie mieć szansy, jaka dzisiaj przed nami staje. Dlatego trzeba działać szybko. Przede wszystkim na polu organizowania sił narodowych, co dokonuje się przez mozolną, systematyczną pracę u podstaw. Na polu wychowania, nie bójmy się tego powiedzieć, nowego typu Polaka, który będzie łączył wysoką ideowość ze zmysłem praktycznym, poświęcenie z dyscypliną, a żywą wiarę z dobrą organizacją.

W tym trudzie, w tej pracy i walce ważne są również momenty przełomowe, budujące nasze morale, wyobraźnię, poczucie siły. Takie, jak coroczne Marsze Niepodległości. Wobec tego wydarzenia i związanej z nim symboliki oraz wartości określa się dziś młode pokolenie Polaków. Dlatego 11 listopada maszerują ci, którzy o Polskę i polskość chcą walczyć. Niezależnie od wieku i grupy społecznej. Maszerujemy przede wszystkim my – nowe pokolenie!

 

Robert Winnicki

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej