Home / Historia / Naród podniósł głowę

Naród podniósł głowę

Powstanie Styczniowe było manifestacją woli odzyskania niepodległości. Militarnie przegrane, opłacone ogromną daniną przelanej krwi i nieszczęść, wydawało się szaleństwem. Ale dzięki niemu przetrwaliśmy, jako naród.

Rozlało się po wszystkich ziemiach kraju, którego nie było wówczas na mapie świata. Rozpoczęte 22 stycznia 1863 roku przy trzaskających mrozach, w fatalnym klimatycznie momencie, przyspieszone zapowiedzią wcześniejszej branki, której zadaniem było wcielenie do wojska młodzieży, śniącej o wolnej, niepodległej Polsce. Podjęte zostały partyzanckie starcia z wrogiem, który – jak wyliczyli historycy – miał dwudziestokrotną przewagę.

Abp Zygmunt Szczęsny Feliński za wezwanie cara
do dania Polakom niepodległości przypłacił
20-letnim zesłaniem w głąb Rosji

Wielu mówiło i mówi do dziś, że było to szaleństwo. Ale to „rozumni szałem” ostatni romantycy chwycili za broń, by przetrwał naród – poddany rygorom rusyfikacji miał się według planów carskich namiestników rozpłynąć w wielkiej rosyjskiej fali.

Święta rocznica

W tym roku przypada 150. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego, jednego z największych narodowych zrywów niepodległościowych. Warto przypomnieć, jak wyglądały lata, miesiące i dni przed „tą nocą” z 22 na 23 stycznia 1863 roku. I dlaczego zdecydowano się na czyn powstańczy w samym środku zimy, rzucając rękawicę wrogowi, którego liczebna przewaga sił była tak porażająca. Trzeba się cofnąć o 30 lat.

Po upadku Powstania Listopadowego na ziemie zaboru rosyjskiego, czyli do Królestwa Polskiego, wkroczyła 100-tysięczna armia rosyjska. Nastąpiło zaostrzenie polityki carskich namiestników wobec Polaków. Zniesiono polską Konstytucję z 1815 roku, zlikwidowano Sejm. Namiestnikiem Królestwa Polskiego został feldmarszałek Iwan Paskiewicz. Wprowadzono rosyjski podział administracyjny. Zlikwidowano utworzony w 1915 roku Uniwersytet Warszawski, rozpoczęto rusyfikację szkolnictwa. W 1832 roku car wydał Statut Organiczny – dokument zastępujący konstytucję i ograniczający autonomię Królestwa Polskiego.

W latach 1832-1834 dla zastraszenia Polaków wybudowano cytadelę warszawską, Większość uczestników i przywódców Powstania Listopadowego udała się po jego klęsce na emigrację. Ich majątki zostały skonfiskowane. Pozostałych najczęściej czekała zsyłka na Sybir. Próby walki zbrojnej zostały na pewien czas odsunięte. Był to okres starań o rozwój gospodarki i kultury. Pewne ożywienie polityczne nastąpiło wraz z przewidywaną klęską Rosji w wojnie krymskiej.

Złagodzenie zaś ucisku narodowego w latach 50. XIX wieku doprowadziło do zawiązywania się na terenie kraju coraz liczniejszych kółek patriotycznych, które powstawały przede wszystkim w warszawskich szkołach. Aktywowały się liczne organizacje konspiracyjne, w większości akademickie i młodzieżowe.

„Żadnych marzeń, panowie”

Choć nastroje roku 1856 nie były powszechnie entuzjastyczne, to jednak wraz z objęciem tronu przez nowego cara oczekiwano poluzowania rygorów. Początkowa polityka Aleksandra II, który objął rządy po swym ojcu Mikołaju I, była wobec Polaków łagodniejsza. W kwietniu 1856 Aleksander zniósł w Królestwie i na Litwie stan wojenny. W maju ogłosił amnestię, choć pod wieloma surowymi warunkami, dla popowstaniowej emigracji z 1831 r., ułaskawił część zesłańców na Sybir.

Wszystko to pozwalało mieć nadzieję, która rosła niczym śnieżna kula. Jednak słowa wypowiedziane do senatorów i szlachty w Belwederze podczas wizyty cara w Warszawie w końcu maja 1856 r. jednoznacznie określiły jego politykę na przyszłość:

„Przybywam do was pełen najlepszych zamiarów w stosunku do kraju (…). Lecz żądam, aby porządek, ustalony przez mego ojca, w niczym nie został naruszony. Dlatego też, panowie, żadnych marzeń, żadnych marzeń! Potrafię, bowiem poskromić porywy tych, którzy zechcą żyć nimi dalej (…). To, co zrobił mój ojciec, dobrze zrobił i ja to utrzymam.”

Nadchodził jednak czas bezkompromisowych postaw politycznych. Na wzrost wpływów niepodległościowych radykałów, często jednocześnie zwolenników gruntownych przemian, działało kilka przyczyn: dorastało nowe pokolenie ziemiańskiej, inteligenckiej, w pewnej części również i mieszczańskiej młodzieży, które nie pamiętało wcześniejszych klęsk. Wychowane w kulcie wielkości Polski i poległych za jej wolność bohaterów – nie miało obciążających wspomnień.

Po wtóre, sukces Włoch w walkach o zjednoczenie i niepodległość – wsparty przez Napoleona III, utrzymującego przyjazne stosunki z polskimi emigrantami politycznymi – sprawił, że Polacy z nadzieją spoglądali w stronę Francji. Po trzecie – Rosja, po przegranej wojnie krymskiej (1856) wkroczyła w okres reform i pewnej liberalizacji. Na ziemiach polskich zawiedzione nadzieje coraz częściej splatały się z oczekiwaniem niepodległościowych czynów.

Naród podnosi głowę

Przejawem radykalizujących się nastrojów patriotycznych stały się liczne manifestacje, msze w intencji Ojczyzny, narodowych rocznic i bohaterów. Zapłonem do patriotycznych wystąpień był pogrzeb wdowy po generale Sowińskim, Katarzynie. 11 czerwca 1860 roku kondukt żałobny przeszedł z ul. Królewskiej na cmentarz ewangelicki. Trumnę generałowej nieśli studenci, kondukt zgromadził kilkanaście tysięcy ludzi. Pogrzeb zamienił się w patriotyczną manifestację i pokazał temperaturę niepodległościowych nastrojów.

W rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego w kościele Karmelitów na warszawskim Lesznie odbywały się nabożeństwa. Odezwy wzywające do udziału w obchodach listopadowej rocznicy zgromadziły liczne rzesze warszawiaków. Wtedy po raz pierwszy tłum śpiewał „Boże coś Polskę”. I – już otwarcie – „Jeszcze Polska nie zginęła”, pieśń, której nawet melodia była od trzydziestu lat zakazana. W lutym 1861 warszawiacy upamiętnili rocznicę Bitwy Grochowskiej. Latem 1861 pod Dubienką, gdzie Tadeusz Kościuszko walczył w 1792 r. z kilkakrotnie liczniejszymi wojskami rosyjskimi.

Aby upamiętnić tę zwycięską bitwę, zebrało się tysiące ludzi. Szlachta z Podlasia i Wołynia usypała tam kopiec. Religijne odpusty były także matecznikami narodowych inicjatyw. We wrześniu 1861 na Jasnej Górze z ponad 80 tysięcy piersi wydobywało się „Boże coś Polskę” niebawem na Świętym Krzyżu zgromadziło się 30 tysięcy wiernych. Bunt powodował represje: aresztowania, przesłuchania, aż wreszcie krwawe tłumienie demonstracji. Pierwsi zabici i ranni padli w starciach w lutym 1861 roku.

Do masakry doszło na pl. Zamkowym 8 kwietnia, gdy carscy żołdacy oddali strzały do bezbronnego tłumu, zabijając sto osób i raniąc ponad czterysta. Od tego momentu wybuch powstania był nieunikniony. Doszło do niezwykle ożywionych działań konspiracyjnych, mających na celu przygotowanie zbrojnego wystąpienia. Podziemie grupowało się wokół dwóch obozów: Białych i Czerwonych, mających różne koncepcje walki. Częste i liczne zgromadzenia spowodowały ostrą reakcję zaborcy. 14 października 1861 Rosjanie wprowadzili stan wojenny. Rozpoczęło się brutalne tłumienie protestów, carscy żołdacy wdzierali się nawet do kościołów. Nowym namiestnikiem został gen. Aleksandr Lüders, na którego 27 czerwca 1862 roku przeprowadzono w Ogrodzie Saskim nieudany zamach.

Wszyscy siedzieli jak na beczce prochu. Iskrą zapalną okazała się wieść o zaplanowanej wcześniej brance, czyli przymusowym poborze młodych do carskiego wojska. Chodziło o wyłapanie patriotycznej młodzieży i zduszenie ducha buntu w zarodku. To była przyczyna przyspieszonego wybuchu powstania. Wielu duchownych katolickich wsparło powstanie słowem i czynem. Liczni księża prócz opieki duszpasterskiej angażowali się do różnych funkcji niezbędnych do przetrwania konspiracji.

Byli tacy, którzy przyłączali się do leśnych oddziałów nie tylko w roli kapelanów – jak choćby ks. Antoni Mackiewicz czy ks. Stanisław Brzóska, mianowany przez Rząd Narodowy naczelnym kapelanem wojsk powstańczych w stopniu generała. Ks. Brzóska brał udział w wielu bitwach. Dowodził czterdziestoosobowym oddziałem konnym, który przetrwał aż do wiosny 1865 roku. Wielu duchownych zapłaciło jednak za udział w powstaniu śmiercią, zsyłkami na Sybir.

Przypomnijmy tak wybitne postacie jak abp. Zygmunt Szczęsny Feliński, o. Rafał Kalinowski czy o. Honorat Koźmiński. W oku cyklonu znalazł się ks. Zygmunt Szczęsny Feliński, kiedy został arcybiskupem. warszawskim. Był to okres ogromnych napięć. W wyniku manifestacji patriotyczno – religijnych kościoły w Warszawie były od czterech miesięcy zamknięte. Swą działalność rozpoczął abp Feliński od otwarcia świątyń, prosząc jednocześnie wiernych o powstrzymanie się od śpiewania w nich pieśni patriotycznych.

Przeciwny rozlewowi krwi, starał się mediacjami z władzą łagodzić nastroje, ale w chwili powstańczej próby opowiedział się po stronie narodu. Wystosował list protestacyjny do Aleksandra II. w którym pisał:

„Krew płynie obfitymi potokami, represja zaś, zamiast uspokoić umysły, coraz więcej je rozdrażnia (…), Polska nie zadowoli się autonomią administracyjną (…); uczyń z Polski naród niepodległy (…)”.

Zapłacił za to 20 letnim zesłaniem w głąb Rosji. Zmuszony do opuszczenia Warszawy w 1863 roku, został deportowany do Gatczyny k. Petersburga, skąd pod przymusem przeniesiono go do Jarosławia nad Wołgą. „Pasterz – Wygnaniec”, „apostoł pokoju i zgody narodowej”, „męczennik za wiarę i Ojczyznę” – człowiek ogromnego ducha, w najcięższych chwilach pozostał z narodem przeciwstawiając się caratowi – za co zapłacił wieloletnim zesłaniem.

Słowa Prymasa Tysiąclecia Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego trafnie ujmują życie świętego: „Wstąpcie do katedry, zejdźcie do podziemi, tam leży człowiek, o którym mówiono, że przegrał, a to jest zwycięzca”. Powstanie Styczniowe mimo przegranej i straszliwych następstw, było też – jak pokazała historia – ocaleniem polskiego ducha.

Dominik Różański

Dodaj komentarz