Home / Felietony / Ni pies ni wydra, coś na kształt świdra

Ni pies ni wydra, coś na kształt świdra

Kilka słów o tzw. polskiej demokracji

W zasadzie od kilku lat w okolicach 4 czerwca “media głównego” nurtu tłoczą swym odbiorcom przekaz na temat wagi rocznicy wyborów roku 1989 w naszych dziejach. Niedługo dowiemy się, że wydarzenie to stoi w jednym szeregu z najważniejszymi wydarzeniami w dziejach ojczystych i winno być postawione na równi np. z rocznicą bitwy grunwaldzkiej, a nawet ta druga powinna nieco zejść w cień, gdyż może być używana przez środowiska ksenofobiczne dla propagowania polskiego nacjonalizmu, a może wręcz antysemityzmu, kto wie.

W roku bieżącym liczba ataków medialnych na społeczeństwo związana z przeżywaniem owego jubileuszu wydaje się trudna do zniesienia. Dla bezpieczeństwa w tych dniach lepiej nie otwierać lodówki, bo nie wiadomo, co z niej wyskoczy. Tymczasem jednak, jak na złość dla tego “pięknego” przekazu, wydarzyły się co najmniej dwa fakty wyraźnie psujące humor twórcom nowej narodowej “mitologii”. Po pierwsze, wrocławski sąd skazał grupę młodych ludzi protestujących przeciw publicznemu kultywowaniu wielkości profesora Z. Baumana we Wrocławiu na kary, które budzą u jednych zdziwienie, u innych wściekłość, a jeszcze gdzie indziej, nie chcąco, wygenerowały lokalną aktywność społeczną w postaci akcji “Wszystkich nas nie zamkniecie”. Ten przykład wpisuje się też w pewien obraz młodych Polaków, którzy nie chcą tylko grillować, ale również podjęli walkę o swą historię.

Drugim takim zdarzeniem była śmierć generała Jaruzelskiego i cały szereg nieszczęsnych reakcji po- okrągłostołowej elity społeczno- politycznej. Próba sprowadzenia go do roli ofiary historii, a w dalszej konsekwencji twórcy polskiej niepodległości pokazała obowiązujące nowe kierunki polityki historycznej, która nie ma konstytuować wspólnoty narodowej, a jedynie uwiarygodnić obecny ład polityczny i udowodnić jego bezalternatywność. Ten ostatni termin wydaje się być szczególnie ciekawy w odniesieniu do obecnej polskiej rzeczywistości, albowiem powszechnie używa się aksjomatów mających świadczyć o powszechności demokracji nie tylko w życiu politycznym, ale również w całej otaczającej rzeczywistości. Po prostu demokracja  jest jak woda, bez niej żyć się nie da. Pławimy się w niej, biorąc udział we wszystkich głosowaniach niejako na przekór tym, którzy wyrażają  jakieś dziwaczne wątpliwości, jakby nie wiedzieli, po czyjej stronie leżą jedynie słuszne wartości i racja. Chyba najlepiej to wyraził jeden z posłów partii rządzącej. Na zapytanie dziennikarza co do braku mandatu do parlamentu europejskiego dla  byłego ministra z tej partii odpowiedział, że widocznie wyborcy uznali demokratycznie, iż bardziej potrzebny jest on w kraju. Demokracja dzisiejsza, jak widać, to nie jest kwestia tego, kto kogo i po co wybierze, ale tego, kto i w jaki sposób skomentuje, żeby wyszło na jego. Jest to więc nie bitwa o prawdę, ale o to, kto kogo przegada i kto ma realny wpływ na podejmowanie decyzji.

Mówiąc poważnie, wygląda na to, że obecnie żyjemy w sytuacji, w której demokracja niestety umarła, albo jest bliska śmierci, a to, co widzimy jest coraz bardzie pustą farsą. Rządzący za wszelką cenę starają nam wmówić istnienie czegoś, w co chyba sami nie wierzą. Stąd niekończące się debaty, panele i konferencje, objawy paniki wszędzie, gdzie coś się wymyka spod kontroli choćby lekko, nawet gdyby to nie miało znaczenia. To także próba  tworzenia dyskursu, który prowadzi donikąd po to tylko, by obserwatorzy nie spostrzegli, że mają do czynienia z pustką. Zręby owej pustoty dostrzegł  już z początkiem XX wieku Gilbert Keith Chesterton, kiedy pisał “wolność słowa oznacza, w naszej cywilizacji współczesnej, że musimy mówić o mało ważnych rzeczach”.

Konstatując, trzeba stwierdzić, że jest źle, ale może być lepiej, jeżeli społeczeństwo zrozumie możliwość swej podmiotowości i dostrzeże swą wartość poza działalnością koterii politycznych i samo zacznie się demokratyzować. W przeciwnym razie trzeba będzie powiedzieć witamy w Orwellowskim 84. roku. Szczerze mówiąc, lekturę tej książki polecam jako przestrogę.

Piotr Sutowicz/ pgw