Home / Historia / Nie jesteśmy narodem straceńców

Nie jesteśmy narodem straceńców

W 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego powraca toczony w Polsce od dawna spór najdobitniej streszczający się w rozciągniętym na trzy ostatnie wieki naszej historii pytaniu: „bić się, czy nie bić?”

Spór ten powraca, niestety, w starym stylu, z małymi tylko niuansami, dzieląc polemistów na apologetów i krytyków polskich walk o suwerenność i niepodległość własnego państwa. Powtarzane są te same argumenty budowane na bilansie narodowych strat i zysków oraz obcych knowań wrogich odbudowie Rzeczypospolitej. Znów mamy, więc do czynienia z analizą sensu martyrologii, z mantrą „spiskowej teorii dziejów, ze zdradą pozornych sojuszników „sprawy polskiej.”Nowością, pozytywną, choć niewyczerpującą sprawy, są próby odtwarzania scen z minionej przeszłości przez różne grupy rekonstrukcji historycznej budzące cenne zainteresowanie tradycją rodzimych dziejów. Sama dyskusja natomiast tkwi w martwym punkcie, w gruncie rzeczy nie wiele różniąc się od tej, którą toczyli między sobą polemiści dwóch szkół historycznych – krakowskiej i warszawskiej w drugiej połowie XIX wieku. Fakty w przedmiocie sporu są znane i dobrze udokumentowane. To, co go współcześnie ożywia, gdy prowadzony jest w różnych gremiach polskiego życia publicznego, to potrzeba uzasadnienia dzielących je różnic politycznych i światopoglądowych, a nieraz po prostu obrony partyjnych interesów. W niczym nie wyjaśniają one jednak fenomenu rodzimych dziejów, jakim jest dalekie od rzeczowego obrachunku polskie umiłowanie wolności na rzecz wyboru tylko jednej z dwóch wchodzących w grę opcji: bić się o Polskę, gdy trzeba bronić polskich granic i ideowych fundamentów jej historycznego bytu. Istnieją oczywiście cechy i cele wspólne całej ludzkości, ale próba ich wymienienia w wymiarze ponad materialnym napotyka na barierę w postaci konieczności przyjęcia kryteriów opartych o określony system wartości.Tu pojawiają się różnice wynikające z odmienności dzielących ludzkość przekonań i przyjętego sposobu wprowadzania ich w życie. Stąd nawet wspólnoty światopoglądowe, ideologiczne czy polityczne nie są w praktycznym działaniu tożsame.

 Fenomen polskiej wolności

Narody wywodzące się z tego samego obszaru kulturowo-cywilizacyjnego wykazują daleko idące odrębności mające wpływ na wybór własnej drogi historycznego rozwoju. Tak więc analizując taki a nie inny przebieg dziejów Polski trzeba sięgnąć do tych odrębności. Bez ich zrozumienia zarzuty pod adresem Polaków walczących o swoją wolność, podobnie jak np. pretensje do Czechów, że o nią nie walczyli, trafiają w próżnię.

Należy pamiętać, że początki państwowości obu sąsiadujących ze sobą narodów są ściśle związane z przyjęciem chrześcijaństwa. Wskazując na historiotwórczą rolę chrześcijaństwa w świecie musimy dostrzec jej dwa aspekty. Pierwszy z nich ma charakter jednoznaczny. Idee cywilizacji chrześcijańskiej, uzupełniając osiągnięcia nauki greckiej i prawa rzymskiego, wniosły do życia społecznego normy i praktykę konkretnego ładu moralnego: godność człowieka, zwartą rodzinę, samorząd, koncepcje życia osiadłego, ideę państwowotwórczą, a także dziedziczną własność. Nie było natomiast w świecie chrześcijańskim powszechnej zgodności, co do metod wdrażania owych idei w życie.

W kręgu cywilizacji chrześcijańskiej

W pierwszym okresie swego istnienia chrześcijaństwo na gruncie społecznym było ewangelicznym protestem przeciw systemowi pogańsko-niewolniczemu. Od czasu edyktu Konstantyna Wielkiego wnoszącego równouprawnienie wyznań religijnych występują w Kościele dwie tendencje: rozszerzania i gruntowania wiary siłą i słowem. Pierwsza z nich odbiegająca od zasady miłości bliźniego stała się metodą działania dwóch centrów wczesnośredniowiecznej cywilizacji cesarstwa zachodniego, przekształconego z czasem w „Imperium Rzymskie Narodu Niemieckiego” oraz wschodniego Bizancjum. Druga miała swoje źródło inspiracji i działania w Stolicy Apostolskiej. Metoda nawracania „ogniem i mieczem” wprowadzała nowy ład na zasadach uniformizmu. Gruntowała postęp nieraz na spalonej ziemi, z której rugowano zastane tradycyjne wartości obyczajowe i kulturowe bez prób ich obiektywnej oceny.

Z przyczyn w dużej mierze geopolitycznych środkowa Europa mogła uchronić się przed podległością ośrodkom cywilizacyjnego uniformizmu. Tak państwo wielkomorawskie jak i Polska przyjmując chrześcijaństwo z Zachodu nie w wyniku obcego najazdu, a na podstawie decyzji rodzimych władców, podporządkowały powstające organizacje kościelne bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Ich czysto misyjny charakter pozwalał uniknąć zależności od metropolii związanych z niemieckim cesarstwem, a ulokowanych w Magdeburgu, bądź w Moguncji, której od samego początku podlegało biskupstwo w Pradze czeskiej.Rozwiązanie przyjęte w Polsce spowodowało, że nowy porządek nobilitował wiele z zastanych wartości rodzimych. Stąd chrześcijaństwo mając swój początek w działalności misyjnej Kościoła i decyzjach własnych piastowskich dynastów nie kojarzyło się ludności z obcą przemocą, nie zaszczepiało idei krucjat i nietolerancji. Co więcej, integrując na naszych ziemiach elementy miejscowej tradycji nadało im cechy uniwersalistyczne, co stało się źródłem oryginalności i pluralizmu polskiej kultury narodowej. Dlatego tez Polska, nie znając większych rozbieżności między głoszonymi zasadami a ich codzienną praktyką, stała się szybciej i głębiej chrześcijańska niż sąsiadujące z nią kraje.

Wobec agresywnych sąsiadów

Na postawę tolerancji wpływało poczucie własnej siły ideowej płynącej z inspiracji czerpanej z Ewangelii a także wielowiekowa konfrontacja z obcymi najazdami, z niemieckim „parciem na wschód” oraz rosyjskim zaborczym dążeniem do jednoczenia ziem ruskich połączone z ideą uczynienia z Moskwy „trzeciego Rzymu”. Kolejne państwa niemieckie, jak i moskiewski carat próbowały uzasadniać swoje czysto imperialne, brutalne w sposobach, działania- celami misyjnymi, ideą nawracania na „prawdziwą” wiarę ludności na zawłaszczanych terytoriach. Polska przeciwstawiała się tym zagrożeniom na drodze zbrojnej i argumentami ideowymi płynącymi z uogólnienia przyjętych zasad i własnego dorobku dziejowego. W okresie potęgi państwa jej działania miały charakter nie tylko obronny, ale i prewencyjny.

Do tego obrazu naszej historii dodać trzeba tradycje walk z wojującym islamem tatarskim i tureckim, w których rola Polski pod koniec XVII wieku urasta do rangi „przedmurza chrześcijaństwa.”

Orężny i ideowy konflikt z Zakonem Krzyżackim, w miarę pogłębienia ruchu umysłowego i umocnienia religijnego w kraju, inspiruje powstanie konstruktywnej koncepcji ideowej i politycznej, której owocem stała się unia z Litwą. Jej myślą przewodnią sformułowaną w akcie ogłoszonym w Horodle, było przekonanie, że świat chrześcijański winien jednoczyć się „w miłości, która nikogo nie krzywdzi”. Ośrodkiem owej myśli stał się, odnowiony przez królową Jadwigę, Uniwersytet Jagielloński.

Polski pluralizm

Krakowscy profesorowie nadali swoim doktrynom charakter uniwersalny, co wyraziło się najpełniej w pismach Pawła Włodkowica przedstawionych na Soborze w Konstancji w 1415 r. Uczy on, zgodnie z ówczesnymi poglądami na jedność świata chrześcijańskiego, że papież, jako głowa Kościoła, powinien posiadać najwyższą jurysdykcję nad międzynarodową społecznością państw. Uznanie tej władzy nie może być jednak wymuszone siłą. Według schematu myślenia św. Tomasza „istnieje ona potencjalnie, a aktualizuje się poprzez zgodę dobrowolną i powszechne uznanie”. Włodkowic przypomina nadto, że wszelkie wspólnoty ludzkie, w tym narody i państwa zrastają się poprzez miłość. W oparciu o te sformułowania rozwijał Włodkowic tezy skierowane bezpośrednio przeciw Zakonowi Krzyżackiemu „podnosząc prawo Żmudzinów do usunięcia władzy im wstrętnej i to wbrew woli cesarza a nawet papieża.” Dalej niż inni pisarze średniowieczni idzie Włodkowic w potępieniu wojny. Uznaje tylko wojnę obronną…

Z czasem doktryna Uniwersytetu Jagiellońskiego została przez kolejne pokolenia zapomniana, ustępując egoistycznej koncepcji przywilejów „narodu szlacheckiego”. A jednak mimo błędów i upadków nie omijających tez niekiedy hierarchów Kościoła – wiele z tego dorobku pozostało. W tym zakorzenione głęboko przekonanie, że nie wolno nikogo zmuszać do przyjęcia swojego języka, wiary, kultury, nawet w wypadku osobistego przeświadczenia o ich faktycznej wyższości, co pozwoliło uniknąć Polsce szalejących gdzie indziej wojen religijnych. Kultura polska utrzymała dzięki temu swoje pluralistyczne cechy twórczo przysposabiając autentyczne wartości ze wschodu i zachodu. Stąd nieprzerwanie możemy obserwować zjawisko garnięcia się do niej i asymilacji, nawet w czasach upadku państwa, całych grup cudzoziemców ze wszystkich warstw społecznych i orientacji wyznaniowych, także z państw zaborczych. Ten fenomen podnosił Melchior Wańkowicz pisząc: „święć się Majestacie Asymilacyjny Rzeczypospolitej!”

Odrębność ustrojowa Rzeczypospolitej

Na gruncie takiego rozumienia wolności w stosunkach międzyludzkich, głęboko zakorzenionego w nauczaniu Kościoła rzymsko-katolickiego, zrodziła się wyjątkowa odrębność ustrojowa Rzeczypospolitej Wielu Narodów zwanej w Europie, przez jednych złośliwie, przez innych z aprobatą – „koronowaną republiką.” Jej formy organizacyjno- prawne określone zostały przez grono wybitnych polskich pisarzy politycznych czasów oświecenia wyprzedzających reformatorskie koncepcje ustrojowe myślicieli angielskich uważane w świecie za rozwiązania precedensowe. Nie wnikając głębiej w to zagadnienie wystarczy stwierdzić, że istotą polskiego fenomenu odróżniającą nas od innych państw i narodów był brak rodzimych rządów absolutnych rodzący szczególny kształt rozumienia i praktykowania pojęcia wolności. Zjawisko to w dobie przyśpieszonego rozwoju społeczno-gospodarczego świata, w Polsce nabrało w swych skutkach podwójnego wymiaru. Z jednej strony stało się podnietą do anarchicznego nadużywania wolności przez rządzących krajem możnowładców, którzy zapomnieli, że ten przywilej nie zwalnia od przestrzegania praw przez siebie ustanowionych i stałej pracy na rzecz wspólnego dobra. Egoizm elit objawiał się również w utrzymywaniu nierówności społecznych poprzez ograniczenie praw mieszczan i ucisk pańszczyźniany chłopów. Skutkiem tego stanu rzeczy było zacofanie i wszechstronne osłabienie państwa. Z drugiej strony, brak absolutyzmu w metodach rządzenia i łagodzące ucisk przesłanie wolności potwierdzane autorytetem wiary, utrzymywały poczucie jedności narodu wywodzące się również z bogatych tradycji wspólnej walki przeciw obcym najazdom grożącym zagładą nie tylko państwu ale i jego ludności. Jest rzeczą charakterystyczną, że zbiegostwo uciskanych i wyniszczanych w krajach ościennych wieloletnią obowiązkową służbą wojskową chłopów miało najczęściej za swój cel Polskę wolną od okrucieństw i wojskowego przymusu wobec własnych poddanych.

W obronie wolności i tożsamości

Utraciliśmy niepodległość w czasie, gdy wprowadzane reformy zapowiadały powrót do źródeł konstytuujących naszą tożsamość, mający zapewnić odrodzenie narodu i państwa. Zabory groziły przekreśleniem ich wielowiekowego dorobku. Stąd mimo głębokich podziałów społecznych i różnych wyborów postępowania w polskich duszach krył się mniej i bardziej świadomy, spontaniczny duch protestu przeciwko pogwałceniu naszych praw i zakorzenionych głęboko narodowych wartości. Ten instynkt polskości był silniejszy od lęku przed siłą, obawy utraty materialnego stanu posiadania, pokusy łatwego oportunizmu wobec zaborców nagradzających posłuszeństwo ich władzy, silniejszy od klasowych uwarunkowań. Stąd i uwłaszczeni dopiero w Powstaniu Styczniowym chłopi brali jakiś udział we wszystkich walkach o niepodległość.

Polska przez wieki szła własną drogą „przemienionych kołodziejów” i dlatego świat jej nie rozumie i nie pochwala. Odrodzenie wymagało upowszechnienia narodowego mitu jedności w walce o niepodległość. Odzyskać ją bowiem mógł tylko naród nowoczesny, wszechstanowy, w którym świadomość narodowa byłaby udziałem wszystkich warstw społecznych. I to zadanie nie mogło zostać spełnione bez wstrząsów i ofiar. Jeśli ktoś tego nie rozumie, a może lepiej powiedzieć: nie czuje, będzie błądził w ocenie naszych dziejów porozbiorowych! Nie byliśmy narodem bezmyślnych straceńców jak się to często sugeruje. Ten zarzut najdobitniej obala ostatni dyktator Powstania Styczniowego Romuald Traugutt, który swoim postępowaniem uratował moralny wymiar i sens wszystkich polskich zrywów powstańczych. W jego odezwie „Do rządów i ludów Europy” (Warszawa 18 marca 1864 r.) fragment skierowany pod adresem katolickiej Austrii tłumaczy sens polskiej walki o wolność: Esencja zgruchotanego przez krzyż poganizmu, owo divide et impera w całej swej ohydzie doskonale się przechowało aż dotąd w tradycji rządu austriackiego Dla takiego rządu prawdziwa wolność człowieka, równość wszystkich przed prawem, stosunki międzynarodowe oparte na braterstwie i miłości chrześcijańskiej muszą wydawać się mrzonkami, a ci, którzy w nie wierzą ludźmi, co najmniej słabego umysłu i godnymi politowania; my zaś z pokorą i zupełną szczerością wyznajemy, że dla nas te mrzonki są głównym prawidłem i kardynalnym prawem tak w stosunkach jednostek jak i całych narodów między sobą. Dla nas „nie pożądaj cudzego; nie czyń drugiemu, czego nie chcesz, aby tobie czyniono” jest główną podstawą wszystkich stosunków społecznych… Austria uważa siebie za państwo przeważnie katolickie, a cesarz jej tytułuje się cesarzem apostolskim… Edykt cesarza nakazuje otwarte prześladowanie Polaków w ich własnym kraju, za to tylko, że Bóg ich Polakami stworzył i wlał w nich pragnienie swobody i niepodległości, ów dar zarówno wszystkim Narodom przez Stwórcę udzielony. Edykt ten nas nie dziwi ani trwoży; następstwem jego być musi obfitszy przelew krwi polskiej, ale krew męczenników płodna jest, ona to jest nasieniem, którego owocem będzie zbawienie nie tylko uciemiężonych, ale i samych ciemiężców.

W większości europejskich kancelarii dyplomatycznych ten wywód, o ile go w ogóle czytano, wzbudził zapewne wzruszenie ramion. A jednak Polska powstała wyposażona w milion obrońców. „Powstała z naszej krwi…” W polskiej tradycji umiłowania wolności tkwi ważne przesłanie dla naszych czasów. Obyśmy go przyjęli wbrew globalnym trendom XXI wieku!

Wojciech Janicki

Dodaj komentarz