Home / Opinie | Felietony / Nie ma Go, ale jest

Nie ma Go, ale jest

Jan Paweł II odszedł wprawdzie do Domu Ojca, ale wciąż pozostaje wśród nas. Także w swym nauczaniu. O to, czy jest ono wciąż aktualne i jak z niego możemy czerpać, zapytaliśmy ludzi życia publicznego.

Docenił polską literaturę


Janusz Odrowąż Pieniążek – dyrektor Muzeum Literatury im Adama Mickiewicza w Warszawie
Fot. Tomasz Gutry

Mam do tej rocznicy stosunek bardzo osobisty. Także dlatego, że dwukrotnie dostąpiłem zaszczytu rozmowy z Nim. Raz, w 1979 r. w Rzymie, kiedy sprawiłem Mu niespodziankę, pokazując rewers biblioteczny, który Jan Paweł II, wówczas jeszcze jako Karol Wojtyła, wypełnił w roku 1939 w Bibliotece Jagiellońskiej. Mamy to w zbiorach muzealnych. Bardzo był z niespodzianki zadowolony. I dwa lata temu, kiedy byłem w Watykanie z księdzem Majem na Mater Admirabilis, kiedy kopia świętego obrazu była ściągana do Polski, Papież parę słów z nami wtedy zamienił. Rozmowa, która mogłaby się niektórym wydawać zdawkowa, dla mnie, za każdym razem, stanowiła wielkie przeżycie. Ponieważ rzeczywiście jestem bardzo związany z literaturą, emocjonalnie wiązał mnie z naszym Papieżem również fakt, że Jan Paweł II był polonistą. Wszystkie Jego wzmianki o Mickiewiczu czy Norwidzie były, poza wszystkim innym, bardzo fachowe. I Jego odwołania do literatury polskiej wydają mi się bardzo istotne. Dla polonistów też płynie z jego słów nauka. On docenił naszą polską literaturę, dowartościował. I to jest dla nas ogromnie ważne.

Po roku, odkąd Go nie ma, widzę, że dzisiejszy Rzym jest oczywiście już innym Rzymem i inną już mamy epokę. Kiedy wielokrotnie przyjeżdżałem do Rzymu, zawsze na audiencjach byłem obecny. Także wtedy, gdy Papież przyjeżdżał do Polski, zawsze byłem uczestnikiem mszy czy różnych spotkań z Jego udziałem. Rzeczywiście, w tej chwili czujemy brak tego oparcia, najważniejszego, bo to jednak było najważniejsze dla nas oparcie. Rozmawiałem kiedyś na temat roli Jana Pawła II z historykiem, prof. Aleksandrem Gieysztorem i on stwierdził, że jest to w tysiącletniej historii Polski jedna z osób najważniejszych. Możemy dziś powiedzieć, że również najważniejszych w skali ogólnoświatowej. Wspominając Jana Pawła II zdajemy sobie sprawę, że choć nie ma Go, przecież ciągle pozostaje z nami. Dziś wszystko jest inaczej, jednak ten punkt odniesienia istnieje. Choć już nie jako do osoby żyjącej, lecz pozostającej w aureoli świętości. Jako pokolenie, które było świadkiem Jego pontyfikatu, możemy powiedzieć, że mieliśmy szczęście. Ja biskupa Karola Wojtyłę zobaczyłem po raz pierwszy na jubileuszu prof. Pigonia, chyba w 1961 r. Dokładnie pamiętam, gdzie siedział w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był wówczas dobrze zapowiadającym się biskupem. W dodatku poetą. Zapytałem wówczas, czy to przypadkiem nie Andrzej Jawień? Powiedziano mi. Tak, to On pisywał pod tym pseudonimem. O Jego poemacie wspomniałem w „Przeglądzie Powszechnym”, bodaj w 1951 r., gdzie wtedy pracowałem, pisząc o poezji katolickiej, już Go wówczas wymieniłem. Pamiętam duży poemat „Matka”, który do dzisiaj głęboko zapadł w mej pamięci. W nowej już Polsce, wtedy, gdy wszyscy postawili na biznes i robienie pieniędzy On przypominał rodakom jak ważna jest ich kultura. Nikt tego w taki sposób nie robił. Co nam pozostawił jako przesłanie? Myślę, że trzeba się wczytywać w Jego pisma i encykliki. Przede wszystkim w „Pamięć i tożsamość”. Tam jest owo przesłanie. Dobrze, że to wszystko się ukazało drukiem i mamy pod ręką. Można do tego zajrzeć. Jestem również czytelnikiem Jego wierszy. Sięgam do nich, bo są bliskie mojemu sercu. Pozostała po Nim pustka. Czy będziemy lepsi? Rok temu, gdy umarł i wszyscy Go opłakiwaliśmy, wydawało się, że po tej śmierci lepsi będziemy na pewno. Czy tak jest w istocie, nie jestem w tej chwili taki pewny. Może to wróci z falą…

Nie jest to łatwy przekaz


Bernard Margueritte, publicysta
Fot. Tomasz Gutry

Muszę przyznać, że pytanie o aktualność nauki Jana Pawła II jest dla mnie trochę dziwaczne. To tak jakby pytać, czy nauczanie Chrystusa jest jeszcze aktualne. Albowiem Papież-Polak jest Chrystusem naszych czasów. Jądro jego nauki jest bardzo proste: skoro Bóg stał się człowiekiem, każda, każdy z nas jest poniekąd boski. Powinniśmy zatem umieć szanować i afirmować godność osoby ludzkiej, działającej we wspólnocie, mojej osoby ludzkiej, twojej osoby ludzkiej, osoby ludzkiej wszystkich ludzi na świecie.

Aliści ta afirmacja osoby ludzkiej, tworzonej na podobieństwo Pana, powinna mieć miejsce we wszystkich wymiarach. Muszę więc szanować siebie i innych w dziedzinie moralnej i duchowej, lecz również społecznej i ekonomicznej. To znaczy, po prostu szanować dziesięć przykazań, to znaczy respektować życie od samego początku, to znaczy być wierny wartościom moralnym i duchowym bez których nie ma godności osoby. To znaczy też walczyć o społeczeństwo solidarne i sprawiedliwe, bo tylko w nim może się zrealizować człowieczeństwo, zarówno zamożnych jak i mniej zamożnych.

Widzimy zatem, że częste dywagacje na temat niespójności przekazu Jana Pawła II wynikają z niezrozumienia jego natury. Nie jest ani „na lewicy” ani „na prawicy”, jest dużo wyżej, ponad tymi podziałami. Sam Papież mówił expressis verbis w encyklice „Sollicitudo rei socialis”, że nasze odrzucenie kapitalizmu liberalnego z jednej strony i komunizmu z drugiej nie znaczy bynajmniej, iż pragniemy znaleźć „jakąś trzecią drogę między nimi”. Nasza droga jest inna: ona jest drogą Chrystusa!

Czy to jest łatwy przekaz? Na pewno nie, tym bardziej, że Jan Paweł II podkreślał, iż nie wystarczy szanować godność osoby ludzkiej w swoim sercu. Należy działać hic et nunc. aby ta godność była respektowana wszędzie na świecie. Mamy, powiedział Papież, „nieść światło Chrystusa wszelkim areopagom życia gospodarki, polityki, kultury”. Ta nauka jest nauką totalną, nauką moralną, duchową, społeczną, ale jest też wezwaniem do działania!

Powinniśmy wrócić i wracać bez przerwy do tekstów polskiego papieża. On nam powiedział wszystko. Tak, jego nauka jest wieczna, ale jest szczególnie na czasie dziś, kiedy tylu ludzi aspiruje, aby być traktowanymi godnie, w świecie, który wreszcie respektowałby wartości moralne i duchowe, ale także ideały solidarności i sprawiedliwości. Dlatego też, w ramach swoich skromnych możliwości, postanowiłem napisać książkę o spuściźnie po Janie Pawle i po Solidarności. Tytuł roboczy brzmi: „Polskie Drogi dla Świata”.

W rzeczy samej Polacy powinni być dumni ze swojego Papieża i ze siebie. Twierdzę, że wszystkie idee naprawdę wartościowe, podniosłe, wszystkie szlachetne aspiracje, które zostały wyartykułowane na tym świecie w ostatnim pół-wieku przychodziły z Polski! Mamy tylko zrealizować, w Polsce i wszędzie, ideały Sierpnia i zastosować nauczanie Jana Pawła. W Polsce przynajmniej jest teraz na to szansa.

Zostawił nam testament


Janusz Śniadek – przewodniczący NSZZ „Solidarność”

Mija pierwsza rocznica śmierci Jana Pawła II. Jak to przeżywamy? Chciałbym podkreślić, że Solidarność już rok temu, podczas obchodów swego 25-lecia podkreśliła ogromną, niepowtarzalną rolę Ojca Świetego w powstaniu Solidarności, w odzyskaniu wolności przez Polskę, jak i uwolnieniu procesu ogromnych przemian w całej Europie i świecie. To dobitnie zaznaczyliśmy, choćby w laudacji, kiedy w formie medalu staraliśmy się wyrażać swoją wdzięczność kierowaną do Ojca Świętego, deklarując gotowość realizacji tego wielkiego, pięknego, ale trudnego testamentu, który nam pozostawił. Jednym z kluczowych zdań w tej laudacji jest ślubowanie, że będziemy robić wszystko, żeby zrealizować testament. Testament, który w ogromnym stopniu zawarty jest w całym Jego nauczaniu. I dzisiaj, w rocznicę śmierci, m.in. przy naszej współpracy wydawana jest książka „Godność,praca i Solidarność” o nauczaniu Jana Pawła II. W tej choćby formule: wypowiedzi Jana Pawła II i odniesień będziemy się starali, żeby myśl, idee Papieża były obecne wśród nas. Elementem, który zapewne na trwałe się wpisze w tradycję „S” jest pielgrzymka Solidarności do Watykanu. Planujemy nie tylko jechać i modlić się o beatyfikację Jana Pawła II, złożyć hołd pamięci tego największego z Polaków, ale również prosić Go o wsparcie i pomoc. O siły duchowe, byśmy mogli udźwignąć trud realizacji obowiązków, które na nas nałożył. W sposób zupełnie wyjątkowy część Jego testamentu, skierowana właśnie do Solidarności, zawarta jest w Jego przepięknym, gorzkim niekiedy dla nas, wystąpieniu w 25. rocznicę pontyfikatu, które wygłosił 12 listopada na spotkaniu z nami. Są tam i upomnienia pod naszym adresem i słowa, że wszędzie tam, gdzie ludzie walczą i potrzebują pomocy w obronie swoich słusznych spraw nie może zabraknąć Solidarności. Nakazał związkowi trwać, organizować się i bronić ludzi, gdy potrzebują pomocy w obronie swojej godności. To jest zadanie ciągłe, nieustające. Czyli budowanie związku jest realizacją tego testamentu, który już w tym tysiącleciu, niedługo przed swoim odejściem nam przekazywał, i to w sposób kategoryczny. Jana Pawła II brakuje nam bardzo. Stworzyła się po Nim wielka pustka. Dlatego w naturalny sposób, gdy Jego zabrakło, osieroceni zaczęliśmy spoglądać w stronę abp. Stanisława Dziwisza – jako na najbliższego współpracownika Ojca Świętego. Tego, który najlepiej zna i rozumie nauczanie Jana Pawła II. Dlatego też poprosiliśmy abp. Dziwisza, by nam objaśniał, pomagał, ale i mobilizował, byśmy jak najlepiej rozumieli i realizowali zadania płynące z nauki Jana Pawła II. To, co najtrudniejsze w tej nauce wymaga od nas autentycznego, osobistego zaangażowania i ogromnego wysiłku. Chodzi o to, by deklarowana tak gorliwie gotowość i chęć nie okazała się przysłowiowym słomianym ogniem.

To hasło okazało się wydmuszką


Zdzisław Najder, historyk
Fot. Tomasz Gutry

Kiedy dzisiaj, w rok po Jego śmierci, myślę o Janie Pawle II – ogarnia mnie przemożne poczucie żalu. A także wstydu. Polacy, tak rozgłośnie dumni z „naszego” Papieża, nie sprostali temu, co nam z siebie dawał. Największy ideolog „Solidarności” jako nowego typu związku zawodowego (pamiętam, z jakim zapałem o nim mówił podczas prywatnego spotkania w 1982 roku), skupiającego pod hasłem godności pracy ludzi wszystkich warstw – musiał patrzeć, jak NSZZ „S” zmarniał w rutynowych koleinach klasowego syndykatu. Największy ponoć dla Polaków autorytet w sprawach światowych musiał widzieć, jak lekceważone były Jego wezwania, na przykład w sprawie wojny w Iraku.

Karol Wojtyła nauką i przykładem osobistym przekazywał posłanie wzajemnego szacunku, tolerancji i zaufania w życiu publicznym. Po Jego śmierci obiecywano, że „pokolenie Jana Pawła II” uczyni Polaków bardziej sobie przyjaznymi. To hasło okazało się wydmuszką. Nasze życie polityczne zionie nieufnością i wrogością; toczy się od podstępu do podstępu, od agresji do agresji. W miejsce poczucia wspólnoty mamy walkę. Zamiast o współtworzeniu cywilizacji europejskiej – słyszymy o „narodowych interesach” ważniejszych ponoć od wszystkiego innego. Hasła i pojęcia, dominujące dziś w naszym życiu zbiorowym, są uderzająco sprzeczne ze słownictwem i duchem papieskiego nauczania.

Ale może papieskie ziarno gdzieś tam zapadło w umysły młodych i wyda kiedyś owoce? Chciałbym w to wierzyć.

ROZMAWIAŁA:ALICJA DOŁOWSKA

Artykuł ukazał się w numerze 04/2006.

 

Dodaj komentarz