Strona główna / Historia / Nie ugiął się przed nikim

Nie ugiął się przed nikim

Przy grobie kardynała Wyszyńskiego w warszawskiej katedrze św. Jana Chrzciciela nogi same zginają się do modlitwy. Choć w maju mija dokładnie 28 lat od jego śmierci, to pamięć o Prymasie Tysiąclecia wciąż jest żywa.

Jest gorące, majowe przedpołudnie. W zacienionym wnętrzu archikatedry św. Jana krzątają się wierni oraz grupki turystów. Część z nich ogląda zabytkowe wnętrze, robi zdjęcia, inni zatrzymują się i przyklękają na krótką modlitwę. Niemal dla każdego miejscem szczególnym jest kaplica z sarkofagiem Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.

– Za każdym razem, gdy przechodzę Starym Miastem, wpadam do katedry, choć na krótką modlitwę. Kardynał Wyszyński był dla mnie wzorem, bohaterem, przywódcą i świętym. Dlatego też modlitwa przy jego grobie jest moim obowiązkiem – tłumaczy Stanisław Kordecki z Warszawy.

Po kilku chwilach do katedry wchodzi następna osoba. Kieruje się w stronę kaplicy Prymasa Tysiąclecia. Modli się w skupieniu przez kilka minut.

– Kardynał Wyszyński był wzorem dla Polaków. Tylko on potrafił zjednoczyć nasz cały naród w trudnych czasach dla ojczyzny. Nie ugiął się przed nikim – podkreśla Janusz Urbański z Torunia, który sporadycznie bywa w Warszawie. – Modlę się przy jego grobie i czekam na beatyfikację – dodaje.

W tym miejscu modliło się już dziesiątki tysięcy wiernych. Wśród nich było aż dwóch Papieży oraz wielu innych dopaństwowych i kościelnych. Cały czas przy grobie Księdza Prymasa zatrzymują się grupy turystów i pielgrzymów z całego świata. A przewodnicy w różnych językach tłumaczą rolę Prymasa Tysiąclecia w najnowszej historii Polski.

Jednak są też tacy, którzy przed grób przychodzą regularnie. Przynoszą kwiaty i znicze.

– Często z nimi rozmawiam. Mówią, że modlitwy za wstawiennictwem kardynała Wyszyńskiego są wysłuchiwane – tłumaczy brat ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, który od kilku lat pracuje w katedrze. – Ludzie uważają, że dzięki modlitwie przed grobem odzyskali zdrowie albo uwolnienie od nałogów.

Podobnego zdania jest proboszcz katedry ks. prałat Bogdan Bartołd.

– Kult Prymasa Wyszyńskiego wciąż jest bardzo żywy. Więcej ludzi modli się przy jego grobie niż w kaplicy, gdzie umieszczone są relikwie błogosławionego arcybiskupa Felińskiego – podkreśla.

Kandydat na ołtarze

Proces beatyfikacyjny kardynała Wyszyńskiego ruszył w 1989 roku, czyli osiem lat po jego śmierci. Podstawą do jego wszczęcia była tzw. „sława świętości” wśród wiernych, hierarchii, biskupów, kapłanów i osób świeckich. Stwierdzono, że opinia świętości kardynała Wyszyńskiego utrwalana jest poprzez tzw. kult prywatny, czyli nawiedzanie grobu Prymasa czy też miejsca jego uwięzienia, na przykład w Prudniku, oraz zanoszeniem do Boga modlitw za jego pośrednictwem.

Po dwunastu latach w 2001 roku zakończył się jego etap diecezjalny. Po czym wszystkie zebrane w 37 tomach akta sprawy zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Obecnie przygotowywana jest dokumentacja (tzw. positio). Będzie ona niezbędna do opracowania dekretu o heroiczności cnót sługi Bożego. Do beatyfikacji niezbędne będzie także udowodnienie cudu za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Urszula Grzelak z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego podkreśla, że udokumentowano bardzo wiele łask nadzwyczajnych, otrzymanych za wstawiennictwem kardynała Wyszyńskiego. Później w sprawie autentyczności „nadprzyrodzonego znaku” jeden proces będzie musiała przeprowadzić archidiecezja warszawska, a drugi Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych.

Jeszcze długa droga

Jednak po dwudziestu latach od rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego nic nie wskazuje na to, by miał się on zakończyć w bliskiej przyszłości. Jego rzymski etap toczy się podobnie jak ks. Jerzego Popiełuszki od 2001 roku. O ile jednak w wypadku ks. Popiełuszki jesienią 2008 roku zostało złożone positio, czyli najważniejszy dokument sumujący przesłanki do beatyfikacji, to w przypadku kardynała Wyszyńskiego nie wiadomo, kiedy taki dokument zostanie złożony.

Powodów jest kilka. Prymas zostawił po sobie mnóstwo materiałów, które muszą przeanalizować teolodzy i historycy: tysiące homilii i przemówień (głosił ich 500–600 rocznie), dokumentów i listów, które kryją archiwa w Polsce i Watykanie, oprócz tego artykuły w gazetach, broszury i książki, jakie publikował przed wojną, wreszcie dziennik, który pisał przez kilkadziesiąt lat.

Innym powodem opieszałości w procesie może być także brak dystansu do okresu prymasostwa kardynała Wyszyńskiego, bo Prymas budził podziw, szacunek, ale i wywoływał emocje. Rządził Kościołem w Polsce przez ponad trzydzieści lat silną ręką, niektórzy mówią, że autorytarnie. To on wyznaczał kierunek pracy duszpasterskiej Kościoła i wymagał jego konsekwentnej realizacji, ale także pełnej jedności z nim biskupów, duchowieństwa i wiernych. Takie rządzenie Kościołem często wywoływało niezadowolenie. Natomiast bez emocjonalnego dystansu trudno oddzielić rządzenie Kościołem od jego osobistej świętości, życia na co dzień w bliskości Boga.

W postępowaniu procesowym dotyka się tego, jak rodziła się świętość człowieka w trudnej codzienności. Zdaniem ks. prof. Piotra Niteckiego, który pracuje przy tym procesie beatyfikacyjnym, świętość kardynała Wyszyńskiego była szczególnie trudna i skomplikowana. Wiązała się bowiem z niepopularnymi decyzjami, które Sługa Boży musiał podejmować, ale które wówczas nie wszystkim się podobały.

– Przecież to nie był zakonnik zamknięty w celi i przeżywający stany mistyczne, ale osoba publiczna, żyjąca i działająca w niezwykle trudnych uwarunkowaniach zewnętrznych – mówi w jednym z wywiadów ks. prof. Piotr Nitecki. – Dlatego też postępowanie beatyfikacyjne potrwa jeszcze wiele lat.

Święty bohater

– Na prymasa Wyszyńskiego można patrzeć w dwóch aspektach – uważa ks. Nitecki. – Prymas jest przez wielu traktowany jako bohater narodowy. W procesie beatyfikacyjnym chodzi jednak o coś więcej niż bohaterstwo, o pokazanie podstawowego źródła wielkości człowieka, którym jest sam Bóg. Kościół nie wynosi przecież na ołtarze ludzi za ich skuteczną działalność społeczną, ale za ich maksymalną bliskość z Bogiem i wiarygodne świadectwo Ewangelii wobec świata. Chodzi więc o to, by pokazać, jak mocny jest Bóg w ludziach, którzy na Nim, a nie na sobie, budują swoje życie – mówi ks. Nitecki.

Przeciwnicy tej beatyfikacji wielokrotnie wskazywali na Prymasa przywódcę, który był mocno uwikłany w politykę. Zdaniem postulatora takie patrzenie na kardynała Wyszyńskiego jest krzywdzącym uproszczeniem. A dziś mówimy o jego beatyfikacji z zupełnie innych względów.

– On nie dlatego był wielki i święty, że miał rację, walcząc z komunizmem. Był wielki dlatego, że był radykalny w swojej wierności Chrystusowi i ta maksymalna wierność była źródłem jego postawy wobec wszystkiego, co sprzeciwia się orędziu Ewangelii. On był antykomunistą w znaczeniu teologicznym, a nie politycznym. Przeciwstawiał się komunizmowi, bo był on sprzeczny z Ewangelią, a nie dlatego, że uważał inny ustrój za lepszy. Natomiast ludzie, którzy z nim walczyli i oceniali go w kategoriach politycznych, nie byli w stanie tego zrozumieć. Dlatego tak często oceniali Prymasa w kategoriach politycznych – uważa ks. Nitecki.

Artur Stelmasiak

Artykuł ukazał się w numerze 05/2009.

Prymasowskie sanktuarium

Archikatedra Warszawska w szczególny sposób związana jest z prymasostwem kardynała Stefana Wyszyńskiego. To właśnie dzięki staraniu najpierw Prymasa Hlonda, a później Wyszyńskiego katedra św. Jana Chrzciciela została podniesiona z wojennych ruin. Dlatego też w 1949 roku ingres odbył się do kościoła seminaryjnego św. Józefa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Do konsekracji odbudowanej katedry doszło dopiero w 1960 roku.

Tablica na frontonie świątyni przypomina „Jan Paweł II Papież-Polak z tej Katedry rozpoczął pielgrzymkę po ziemi ojczystej 2.VI.1979”. Przemawiał wówczas kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski: „Wita Ciebie, Ojcze Święty, Katedra Świętojańska, młodsza siostra królewskich katedr w Gnieźnie i na Wawelu”.

Prymas Tysiąclecia zmarł 28 maja 1981 roku. Modlitwy przy sarkofagu kardynała Wyszyńskiego nauczył nas sam Papież Jan Paweł II podczas kolejnych pielgrzymek do Polski.

– Przybywam także, aby przyklęknąć u grobu zmarłego Prymasa Tysiąclecia, do którego wielu Rodaków przychodzi się modlić. Jest to z pewnością bardzo często modlitwa za ojczyznę – powiedział Ojciec Święty w 1987 roku.

Check Also

Pierwszeństwo pracy przed wsparciem socjalnym!

Czy trzeba dziś przypominać Polakom, że praca jest obowiązkiem każdego człowieka, lenistwo jednym z grzechów …

Dodaj komentarz