Home / Historia / Niezbywalne dziedzictwo Millenium

Niezbywalne dziedzictwo Millenium

Z profesorem Wiesławem Wysockim rozmawia Mariusz Ratajkiewicz

Panie Profesorze, czy w istocie symboliczny akt, określany mianem Chrztu Polski, dokonał się w momencie przyjęcia sakramentu przez Mieszka I i jego najbliższe otoczenie? Chrystianizacja całego kraju musiała być bowiem w istocie procesem długotrwałym i zapewne niepozbawionym określonych trudności…

Decyzja Mieszka o przyjęciu sakramentu chrztu była zapewne w dużej mierze jego osobistym wyborem, mającym źródło w indywidualnej duchowości, choć oczywiście niewolnym od pragmatycznych uwarunkowań. Trzeba jednak pamiętać, że w ówczesnych realiach władca samodzielnie podejmujący wszelkie decyzje był postrzegany jako personifikacja swego ludu, bo przecież jeszcze nie narodu, i dlatego przyjęcie przez niego chrztu stanowiło symbol przenoszony niejako automatycznie na całe społeczeństwo. W tym znaczeniu możemy utożsamiać chrzest Mieszka, jego dworu i drużyny z Chrztem Polski, choć oczywiście, jak Pan wspomniał, rzeczywista chrystianizacja ziem polskich trwała znacznie dłużej i nie była wolna od zrozumiałych perturbacji.2016-03-08 (3)

Przyjęcie chrztu przez władcę Polski było doniosłym aktem nie tylko o charakterze religijnym, ale także wielkiej wagi decyzją polityczną. Jak duże znaczenie miała ona, szczególnie w dłuższej perspektywie, zarówno dla umocnienia pozycji naszego kraju w ówczesnej Europie, jak i dla konsolidacji narodu wyznającego teraz jedną religię i wartości, które ona ze sobą niosła?

Istotnie, trudno oba aspekty tej ważkiej decyzji rozpatrywać w oderwaniu od siebie. Mówiąc o jej duchowym, osobistym wymiarze związanym z osobą Mieszka I, nie można jednocześnie zapominać o towarzyszących jej pragmatycznych przesłankach, jak również dalekosiężnych skutkach. Pamiętajmy, że Chrzest Polski poprzedzał niemal o sto lat tzw. Wielką Schizmę, która po wiekach dogmatycznych i liturgicznych sporów ostatecznie – jak na razie – rozdzieliła Kościół wschodni od zachodniego. Tak więc z całą pewnością już wiele lat wcześniej na ziemie polskie przybywali misjonarze ze Wschodu (być może wysłannicy apostołów Słowiańszczyzny, Cyryla i Metodego), a później także z Zachodu. Jak się wydaje, wybór jednego z Kościołów zachodnich na realizatora książęcych zamierzeń był wyborem w dużej mierze intuicyjnym, świadczącym o ogromnej przenikliwości i politycznym wyczuciu Mieszka, dodajmy – wyborem dla nas bardzo szczęśliwym. Przyjęcie chrześcijaństwa w wersji zachodniej uczyniło bowiem Polaków na zawsze narodem wiernym tradycji i wartościom cywilizacji łacińskiej, narodem wolnych ludzi. Pozostając w kręgu tej kultury, Polska w następnych wiekach stała się mocarstwem, ojczyzną suwerennych narodów, których elity zrównano w prawach i przywilejach z poddanymi Korony Królestwa Polskiego. Dość powiedzieć, że wówczas, kiedy tworzono polityczne podstawy funkcjonowania modelowej – jak się powszechnie uważa – demokracji angielskiej, niekłamany podziw Europy budził jedynie ustrój trzech państw na naszym kontynencie: Rzeczypospolitej Weneckiej, Republiki Szwajcarskiej i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ten jedyny w swoim rodzaju duch polskiej wolności, wyrażający się w zawołaniu skierowanym do innych narodów: „Wolni z wolnymi, równi z równymi”, przetrwał wieki i tragiczne zawirowania dziejowe. Warto przypomnieć, że wielu zesłańców syberyjskich opisuje w swych pamiętnikach niekłamany podziw, z jakim autochtoni, Buriaci, odnosili się do Polaków, określając ich mianem „ludzi wolnych”, którzy przecież tak naprawdę znajdowali się w otchłani fizycznego zniewolenia. Tę opinię o wolnych Polakach potwierdza także, choć bez pozytywnych intencji, w swych znakomitych szkicach syberyjskich – Zapiski z podziemia i Zapiski z domu umarłych – genialny pisarz i mistyk prawosławia Fiodor Dostojewski. Pamiętajmy też, że ta piękna cecha polskiej duszy, nierozerwalnie związana z miłością ojczyzny, była wspaniale kultywowana w czasach Drugiej Rzeczypospolitej. Żyjąc dziś w zupełnie odmiennych realiach cywilizacyjnych i kulturowych, musimy dołożyć wszelkich starań, aby ten sposób myślenia na trwałe zagościł w mentalności współczesnych Polaków.

Jak należy postrzegać wybór Czech na – by tak rzec – orędownika naszych religijnych aspiracji: czy wybór ten był wynikiem obiektywnej konieczności, czy może raczej elementem przemyślanej strategii politycznej?

Wybór Kościoła czeskiego na wykonawcę woli Mieszka był decyzją ze wszech miar przemyślaną i trafną. Cały czas bowiem, szczególnie po podboju Łużyc w 963 r., na zachodnich rubieżach księstwa Polan tlił się konflikt z Cesarstwem, grożąc otwartą inwazją rycerstwa niemieckiego na ziemie polskie. Ponadto Mieszko prowadził wówczas działania zbrojne skierowane przeciwko Wieletom, m.in. anektując tereny Lubuszan pozostające w bezpośredniej strefie wpływów Cesarstwa. Co zrozumiałe, uniemożliwiało to skorzystanie z ewentualnej „oferty ewangelizacyjnej” kierowanej do nas znad Łaby. Natomiast Czesi i ich Kościół pozostawali już wówczas trwale w sferze oddziaływania politycznych wpływów i tradycji Zachodu, mając dobre relacje zarówno z Cesarstwem, jak i ze Stolicą Apostolską. Tak więc chrzest przyjęty z Pragi nie mógł być postrzegany jako gest wrogi wobec cesarza, będąc jednocześnie aktem przyjaznym wobec Rzymu. Mieszko dodatkowo umocnił te pozytywne relacje, zobowiązując się do płacenia podatku św. Piotra (świętopietrza) i oddając się tym samym pod opiekę Stolicy Apostolskiej, która z kolei uznała ziemie polskie za terytorium misyjne bezpośrednio podległe Rzymowi. Na skutek przyjętych w 968 r. ustaleń przybył do Poznania, prawdopodobnie z Ratyzbony, duchowny znany w historiografii pod imieniem Jordan, zostając pierwszym biskupem Polski. Niezależnie od działalności religijnej, osoby z jego otoczenia zajęły się organizacją książęcej kancelarii, a już wkrótce, opierając się na nowo powstałej administracji kościelnej, zaczęły się tworzyć struktury nowoczesnego państwa.

Czy wraz z aktem chrztu Mieszka i jego dworu miało także miejsce wyświęcenie polskich duchownych, którzy stanowili zalążek przyszłego stanu kapłańskiego w polskim Kościele?

Najprawdopodobniej w tym czasie została wyświęcona grupa polskich duchownych, choć w początkowym okresie misję ewangelizacyjną w państwie Mieszka prowadzili przede wszystkim kapłani czescy. Zapewne nie zabrakło także misjonarzy innych narodowości, by wspomnieć choćby Galla Anonima. Już w pierwszych dekadach XI w. na ziemiach polskich zaczęły powstawać klasztory różnych zgromadzeń, które oprócz posługi ewangelizacyjnej pełniły ważką rolę edukacyjną, a często także administracyjną. Co znamienne, w następnych wiekach polski Kościół stał się zdecydowanie bardziej ofensywny w działaniach na rzecz krzewienia wiary niż jego czeski patron, przeprowadzając z powodzeniem akcje misyjne w Prusach i na Pomorzu, a później – na Litwie i Żmudzi.

Jakie refleksje towarzyszą Panu Profesorowi przy porównaniu obchodów milenijnych w 1966 r. i uroczystości zaplanowanych w związku z obecną rocznicą?

Oczywiście pierwsza refleksja, jaka się nasuwa, dotyczy odrębnego charakteru ówczesnych uroczystości państwowych towarzyszących – jak eufemistycznie określały to władze komunistyczne – Tysiącleciu Państwa Polskiego oraz realizowanych w Kościele i przez Kościół obchodów Millenium Chrztu Polski. Warto przypomnieć, że niektóre z milenijnych wydarzeń gromadziły nawet do dwustu tysięcy wiernych, co oczywiście było nie tylko dowodem niesłabnącej religijności narodu, lecz także swoistym wyrazem sprzeciwu wobec komunistycznej opresji podnoszonym przy okazji uroczystości rocznicowych. Doszło wówczas do swoistej konfrontacji społeczeństwa z władzą, od lat konsekwentnie ignorującą polityczne aspiracje i duchowe potrzeby narodu. Dobrze, że dziś możemy wszyscy wspólnie świętować to wielkie wydarzenie w naszych dziejach, a przedstawiciele rządu Rzeczypospolitej będą gościć na kwietniowych obchodach organizowanych przez Episkopat. Z drugiej strony może jednak szkoda, że przy okazji planowania obchodów 1050. rocznicy zabrakło wydarzenia na miarę Wielkiej Nowenny zainicjowanej i wspaniale przeprowadzonej przez Prymasa Tysiąclecia.

pgw