Home / Historia / O tych co zostali w lesie

O tych co zostali w lesie

Kiedy w maju 1945 r. hitlerowskie Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację i cały Europa świętowała koniec wojny, w Polsce walki trwały nadal. Tutaj wojna skończyła się 44 lata później. Nowa zbrodnicza władza przyniesiona na sowieckich bagnetach, utrwalała terrorem „nowe porządki”. Zbrojne podziemie cały czas było aktywne. W lasach z bronią w ręku przeciw rodzimym komunistom i sowietom walczyli partyzanci AK, NSZ, WiN…

Trudno jest ustalić, kiedy rozpoczęło swoja działalność zbrojne podziemie niepodległościowe walczące z komunistami tak jak trudno jest podać datę, kiedy przestało istnieć. Historycy często za taką graniczną datę przyjmują rok, 1956 kiedy w Polsce nastąpiła tak zwana odwilż. Inni podają rok, 1957 kiedy w walce poległ ppor. Stanisław Marchewka PS. „Ryba” jeden z ostatnich dowódców podziemia niepodległościowego, żołnierz Armii Krajowej a następnie utworzonej po rozwiązaniu AK Armii Krajowej Obywatelskiej a później Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Niesprawiedliwym jednak by było zapominać o wielu żołnierzach, którzy nie złożyli broni w latach 50 i walczyli dalej. Wystarczy przypomnieć tutaj chociażby Józefa Franczaka PS. „Lalek” żołnierza ze zgrupowania mjr „Zapory” Hieronima Dekutowskiego. „Lalek” poległ z bronią w ręku 21 października 1963 r. w miejscowości Majdan na Lubelszczyźnie. Otoczony przez UB ranny w walce popełnił samobójstwo.

Amnestia

Działalność zbrojnego podziemie niepodległościowego można podzielić na dwa zasadnicze okresy: przed amnestią z lutego 1947 i po niej. Ogłoszona amnestia uchwalona przez sejm wybrany wcześniej w sfałszowanych wyborach, dawała możliwość ujawnienia się żołnierzom podziemia, bez żadnych szykan ze strony władzy za dotychczasową działalność.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna niż gwarantowały to nowe „władze”. Ujawniający się żołnierze byli typowania do pracy agenturalnej. Wielu z nich w niedługim czasie stanęło przed dramatycznymi wyborami: albo współpraca z Urzędem Bezpieczeństwa,albo właściwie wykluczenie z życia społecznego połączone z szykanami niemal zawsze całej rodziny. Żołnierzy ujawniających się w amnestii czekały aresztowania, ciężkie śledztwa z torturami, fikcyjne procesy i wyroki długoletniego więzienia a nierzadko wyroki śmierci. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić przed jak dramatycznymi wyborami musiało stanąć wielu ludzi. Ci, którzy się ujawnili obawiali się represji ze strony władz, które zresztą jak przypuszczano, następowały niemal natychmiast. Ci, którzy postanowili nie składać broni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że tej walki wygrać nie mogą, chociaż w wielu sercach tliła się nadzieja na przetrwanie i życie w wolnej Polsce.

Wielu żołnierzy absolutnie nieufnych wobec zapewnień komunistów nawet nie próbowało ujawniać swojej podziemnej działalności. Cześć dekowała się w nowej rzeczywistości zacierając ślady pracy w konspiracji inni zostawali w lesie z bronią w ręku. Wiele ośrodków konspiracyjnych znalazło się poza amnestią. Taka sytuacja miała miejsce szczególnie w Polsce centralnej i wschodniej. Oddziały leśnych z Narodowego Związku Wojskowego działały w okręgu warszawskim o kryptonimie „Mazowsze”, białostockim „Chrobry”. Na Podlasiu operował największy oddział partyzancki: 6 Brygada Wileńska dowodzona przez kpt. „Młota” Władysława Łukasiuka. Oddziały zrzeszenia Wolność i Niezawisłość walczyły na Lubelszczyźnie pod dowództwem „Uskoka” Zdzisława Brońskiego oraz „Żelaznego” Edwarda Taraszkiewicza. Walczyła Kielecczyzna, Rzeszowszczyzna, Podhale i Małopolska.

Walka

Na przełomie 1947-1948 roku w lasach walczyło ok. tysiąca partyzantów wspieranych przez kilkunastotysięczną siatkę wywiadowczą obejmującą swoim zasięgiem cały kraj. Oczywistym jest to ze żołnierze mieli ogromne oparcie w ludności cywilnej, która wspierała leśnych żywiąc ich, udzielając schronienia i wszelkiej potrzebnej pomocy. Oddziały partyzanckie, które operowały w terenie były stosunkowo niewielkie, największe z nich liczyły ok. 100 osób mniejsze po kilkadziesiąt często podzielonych na kilku osobowe patrole. Chociaż liczebność leśnego wojska w stosunku do siły, jaką dysponował resort bezpieczeństwa była wielokrotnie mniejsza, z pewnością niemogąca zagrozić rządzącym komunistom, zbrojne podziemie spędzało sen z powiek władzy ludowej. Na przełomie roku 1947/1948 przez Państwową Komisję Bezpieczeństwa został opracowany plan, który miał do końca zlikwidować walczące podziemie. Zastosowano represje wobec tych, którzy wspierali partyzantkę jak również wobec rodzin żołnierzy walczących w lesie często przesiedlając ich przymusowo na odległe tereny ziem odzyskanych. Latem 1948 r. bezpieka podjęła działania zakrojone na ogromną skalę, swoim zasięgiem obejmujące obszar całego kraju. Pod kryptonimem operacji „Z” i „P” przeprowadzono ogromne pacyfikacje. Do działań przeznaczono kilka tysięcy żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i samego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W samym tylko lipcu 1948 r. przeprowadzono łącznie 2027 akcji represyjnych często dopuszczając się zbrodni na ludności cywilnej. Wielka akcja okazała się skuteczna. Wielu żołnierzy podziemia zostało aresztowanych w gigantycznych obławach. Tysiące żołnierzy KBW przeczesywało tyralierą ogromne połacie leśne. Z kilku, kilkunastoosobowymi oddziałami leśnych walczyły dziesięciokrotnie większe oddziały wojska. Operacja jednak nie zlikwidowała podziemia do końca. Z bronią w ręku nadal pozostawało kilkuset „leśnych”. Próby ponownego odbudowania struktur podziemnych okazały się jednak mocno ograniczone. W zasadzie do końca 1949 r. w walce trwały już tylko pojedyncze oddziały partyzantów.

Kresy

W tym samym czasie ginęło również zorganizowane podziemie zbrojne na kresach Rzeczpospolitej, które znalazły się w granicach ZSRR. NKWD skutecznie walczyło z partyzantka w powiecie Grodno gdzie operował por. „Men” Mieczysław Niedziński, ponad to w powiecie Szczuczyn i Lida tam walczył oddział ppor. Anatola Radziwonika PS. „Olech”. W 1946 r. powstał jeszcze jeden oddział partyzancki operujący w okolicach Krzemieńca pod dowództwem kapelana 3 pułku strzelców konnych ks. Antoniego Bańkowskiego PS. „Eliasz”. Los tych oddziałów był z góry przesądzony. Po licznych obławach prowadzonych przez NKWD ostatnie oddziały walczących kresów zostały rozbite w walkach w 1950 r., pojedynczym partyzantom udało się przetrwać do końca roku 1953.

Z dokumentów resortu bezpieczeństwa wynika, że w roku 1950 zbrojne podziemie na trenie Polski to zaledwie ok. 250 żołnierzy walczących na Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie, Podlasiu oraz na Mazowszu. Z tą grupą resort bezpieczeństwa rozprawił się z iście sowiecką precyzją. Większość walczących grup była już dość dobrze rozpracowana operacyjnie przez resort bezpieczeństwa. Dzięki temu kolejne oddziały były rozbijane w akcjach poprzedzających ważne wydarzenia polityczne wyraźnie w celach propagandowych. Tak jak górnicy przed zjazdem partii wydobywali dodatkowe tony węgla tak resort dławił ostatnie ogniska zbrojnego podziemia niepodległościowego. Żołnierze w tych dramatycznych okolicznościach walczyli do końca. Śmierć, przychodziła albo z rąk znienawidzonego wroga,albo, kiedy nie było wyjścia była to śmierć samobójcza.

Akcje zbrojne leśnych coraz częściej ograniczały się już tylko do pojedynczych wyroków na szczególnie groźnych utrwalaczy władzy ludowej. Ostatnie z większych działań ofensywnych partyzantów to zajęcie we wrześniu 1949 r. Jedwabnego w powiecie łomżyńskim i zatrzymanie pociągu osobowego na stacji Gołodczyzna.

Cywile

Likwidacja zbrojnego podziemia niepodległościowego niosła ze sobą także liczne ofiary po stronie ludności cywilnej. Władze komunistyczne dopuszczały się masowego terroru mającego zastraszyć społeczeństwo. W maju 1945 r. podczas akcji represyjnej, wyciągnięto z domów 18 mieszkańców Siedlec, którzy chwilę potem zostali rozstrzelani na rogatkach miasta. Podobne tragedia rozegrała się w Hrubieszowie z tą różnicą że tutaj bezpieka mordowała w domach, zginęło kilkanaście osób. Obie egzekucje nie były poprzedzone żadnym śledztwem, ani sądowym procesem były zwykłą zbrodniczą zemstą za śmierć konfidenta i ubeka zlikwidowanych przez podziemie. Innymi przykładami terroru mogą być pacyfikacje całych wsi. Funkcjonariusze z PUBP w Puławach w ramach akcji represyjnych w 1946 r. spalili wieś Wąwolnica niszcząc sto kilkadziesiąt gospodarstw, podobny los spotkał mieszkańców Gut-Bujany k. Ostrowii Mazowieckiej. W samym tylko roku 1945 na terenie białostocczyzny komuniści spacyfikowali dziesięć wsi. Powyższe fakty pokazują doskonale jak utrwalała się nowa władza i jak wielkim bohaterstwem było przeciwstawienie się tej władzy.

W swoich wspomnieniach Lech Beynar doskonale znany jako Paweł Jasienia, żołnierz wileńskich brygad AK a następnie oddziału „Łupaszki” Zygmunta Szyndzielarza napisał: „(..)Należałem do tych, którzy pozostali w lesie. Unikając w ten sposób uwięzienia i wywiezienia na wschód. (…) Nie wierzyłem ani przez chwilę w wybuch wojny amerykańsko – rosyjskiej. Do wiary w absurdy nie jestem skłonny. Sadziłem ze stanowimy atut polityczny w ręku „polskiego Londynu”, który za cenę rozwiązania naszych oddziałów wytarguje lepsze warunki w nieuchronnym kompromisie. W lipcu 1945 r. dowiedzieliśmy się, że mocarstwa przestały uznawać „polski Londyn”. Coś w rodzaju kompromisu osiągnięto, zatem, a my pozostawaliśmy w lesie… bez żadnych wskazówek”

Żołnierze zbrojnego podziemia lat 1944-1956 zapisali wspaniałą kartę historii oręża polskiego. Zasługują na pamięć i szacunek tak samo jak partyzanci „Ponurego”, „Wilka” czy Powstańcy Warszawscy. Historie tych dzielnych ludzi powinny być świadectwem walki o Polskę dla kolejnych pokoleń.

Zainteresowanym polecam gorąco pracę pod redakcją dr. Tomasza Łabuszewkiego historyka IPN pt. „Ostatni leśni 1948 – 1953” wydaną przez IPN w 2003 r.

Remigiusz Malinowski
Artykuł ukazał się w numerze 01/2008.

Dodaj komentarz