Home / Wiara Wspólnota Kościół / Od grzechu do przebaczenia

Od grzechu do przebaczenia

Wolność wyboru dostaliśmy darmo. Ale pielęgnując niechciany grzech wchodzimy układ z diabłem. Literatura zmaga się z tym tematem od biblijnego Hioba, poprzez Miltonowski „Raj utracony”, „Fausta” Goethego, „Manfreda” Byrona, „Biesy” i „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego po „Doktora Faustusa” Tomasza Manna, „Pod słońcem szatana” ernanosa, „Pokutnika” Isaaca Bashevisa Singera.

 

Szatan wciąż atakuje. Grzech pierworodny nie zakończył naszych zmagań z Lucyferem. Bohater „Pokutnika” dostrzega świadomy plan i celowość we wszystkich wydarzeniach, a na pytanie Złego: „Co się stanie, Józefie Szapiro, jeśli umrzesz, a po śmierci nie ma już życia?”, odpowiada: „Wierzę w Boga, Jego mądrość i w człowieczą wolną wolę”.

Wina nie może być wieczna

Jesteśmy grzesznikami, ale Bóg może wybaczyć nam każdy grzech. Wszystko zaczyna się jednak od przebaczenia samemu sobie. Rację ma Paul Ricoeur, gdy pisze: „Jakaż to pustynia lub raczej jakiż kafkowski zamek, gdy chrześcijanin traci sens przebaczenia, pielęgnując poczucie grzechu?”. Nie potrafią tego pojąć Stawrogin i Kiryłow z „Biesów”, Smierdiakow z „Braci Karamazow”. Niosą oni winę, brzemię zbyt ciężkie dla ich dusz, poddają się i popełniają samobójstwo. Litościwy Bóg ciągle jednak czeka. Odpowiada na każdy nasz gest, na nasz wybór w wolności. Smuci się, gdy go omijamy, opuszczamy, wyrzucamy z serca.

Wina nie może być wieczna. Wieczna zgryzota byłaby szatańskim tylko wymysłem. Hans Urs von Balthasar, znakomity współczesny teolog katolicki, rozważa tajemnicę zstąpienia Chrystusa do piekieł w Wielką Sobotę w kontekście zbawienia. Wydarzenie to jest dla niego źródłem chrześcijańskiej nadziei. Piekło zostało ostatecznie pokonane mocą miłości objawionej na krzyżu. Tak niezwykła teologia w XX wieku nie powinna nas dziwić. W czasach piekła dwóch wojen światowych, stalinowskiego terroru, śmierci Boga odsłania perspektywę nadziei, która może pomóc człowiekowi poznać prawdę o wiecznej miłości. Każe także wykrzyczeć ludzkości: „Do Ciebie, Panie, należy ostatnie słowo!”.

Obraz miłosiernego Boga obejmującego grzesznika, ściskającego mocno syna marnotrawnego jest toposem miłosierdzia, symbolem przebaczenia. Genialne dzieło Rembrandta kończy jego drogę twórczą. Smutek winowajcy klęczącego u boku Ojca przenosi nas do Amsterdamu, gdzie malarz niderlandzki umiera w zgryzocie i biedzie. Ten obraz przynosi oczyszczenie. Serce bije mocniej, gdy widzi się smutek pomieszany z radością, otwarte serce Ojca z uniżonością milczenia Syna. Gdy dostrzega się tęsknotę oczekiwanego z weselem oczekującego.

Dramat „Powrót syna marnotrawnego” Romana Brandstaettera też opiera się na znanej przypowieści ewangelicznej. Ale w swoim utworze polski twórca przedstawia tak naprawdę dzieje znanego malarza i grafika. Rembrandt dorabia się majątku, zyskuje sławę i prowadzi rozrzutny tryb życia. Po śmierci żony i dzieci, załamuje się i traci prawie wszystko. Gdy umiera druga żona i ukochany syn, artysta oczyma wyobraźni widzi ojca, który w każdą niedzielę czytał fragmenty Pisma Świętego. Dojrzewa do namalowania „Powrotu syna marnotrawnego”. Poznaje wtedy, że tylko Bóg Ojciec może przebaczyć, przywrócić radość i nakarmić wątpiącego chlebem życia. Bóg miłosierny lituje się nad nim, odpuszcza mu grzechy.

Niemy gest

Franz Kafka zmaga się z pytaniem o winę i wolność człowieka. Bohaterowie „Procesu” i „Zamku” nigdy nie poznają mechanizmów rządzących światem. Niewinny wśród winnych Józef K. zostaje zamordowany w biały dzień, chociaż nie wie dlaczego. Kafkowski dramat rozgrywa się poza dobrem i złem.

Jean Guiton odkrywa, że około 1880 r. można byłoby streścić wyniki moralnej analizy świata formułą „nawet winni są niewinni”. W 1945 r. trzeba zmienić już kolejność wyrazów – teraz „nawet niewinni są winni”. Żyjemy w czasach sędziów. Sędziowie są jednak nienawistni, często zamieniają się rolami z katami, tak jak u Dürrenmatta w „Sędzi i jego kacie”. Czy więc wszyscy jesteśmy nieczyści, grzeszni? Wolimy być buntownikami i wołać za Albertem Camus: „Buntuję się, więc jesteśmy”. Singer twierdzi, że nie ma różnicy między buntem i modlitwą. Czy jednak jest tak zawsze? Przecież trudno sobie wyobrazić modlącego się Konrada albo Kordiana. Ich gesty są wolnościowe, a przemiana następuje wówczas, gdy ingerują w ich życie egzorcysta lub Strach.

Bunt wołający o pomstę do nieba kończy się zazwyczaj wrzaskiem i wściekłością rewolucjonistów ogarniętych pasją zniszczenia. Wolę od zbuntowanego Prometeusza czy Kordiana księdza Robaka, który szukał przebaczenia u Gerwazego, zdając sobie sprawę, że wyznanie winy bez rozgrzeszenia jest tylko niemym gestem. Chodzi więc o to, o czym pisał także prawosławny teolog Paul Evdokimow – przebaczenie i odzyskanie łaski są pierwszym elementem całkowitego uzdrowienia człowieka, najważniejszą postawą pozwalającą na przeobrażenie jego Ducha.

Wołanie o przebaczenie

Literatura nie jest wyczerpana, jeżeli potrafi pokazać człowieka w jego zmaganiach ze sobą i ze światem, w jego poszukiwaniach Boga, wzlotach i upadkach. Miarą zwycięstwa staje się pokonanie lęku i odnalezienie miłości.

W „Józefie i jego braciach” Tomasza Manna jest scena, w której bracia rozpoznani przez Józefa obawiają się kary. Przed laty chcieli go zamordować, wrzucili do studni, potem sprzedali jako niewolnika i nie wiedzieli, że cudem się uratował. Na dworze faraona ich brat został ministrem. Teraz przebacza im, mówiąc: „A teraz nie smućcie się, nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali, bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami”.

Wołać o przebaczenie potrafią ci, którzy dokonali przemiany swego serca. Dostojewski doskonale to rozumiał. Były socjalista skazany na śmierć, potem katorżnik, walczył z ateizmem całe życie. Wiedział, co to znaczy wina i pokuta. Odczuł także, czym jest przebaczenie.

Raskolnikow, bohater „Zbrodni i kary”, długo dochodzi do Boga. Kiedy jest katorżnikiem, prosi Sonię o Biblię. Jego sumienie skażone grzechem i wina, do której potrafił się przyznać, otwierają go na Boga miłości.

W „Legendzie o Wielkim Inkwizytorze” Chrystus składa pocałunek na ustach hiszpańskiego władcy tego świata. Głęboki sens tej sceny odsłania zasadę Bożej bezinteresownej miłości. Na początku jest wolność człowieka, wina, a później przebaczenie. Miłość miłosierna triumfuje. Tylko w takim kontekście można mówić o zwycięstwie Bożych przykazań w świecie nietolerancji i grzechu.

Poznanie? Naprawdę poznanie tylko? – Przebaczenie. Przebaczenie czego? Miłość. Mój Boże: miłość.Rainer Maria Rilke Malte (tłum. Witold Hulewicz)

Zabrakło spowiedzi

Tołstoja zmagania ze śmiercią i z szatanem były długie. Poraniony w dzieciństwie, szuka Boga natarczywie, szarpiąc Go za poły płaszcza. Andrzej Bołkoński, bohater „Wojny i pokoju”, przebacza największemu wrogowi, Anatolowi Kuraginowi tuż przed śmiercią. „Doświadczyłem uczucia miłości najistotniejszej dla duszy, miłości, której niepotrzebny jest obiekt. I nawet teraz doznaję tego błogosławionego uczucia. Kochać bliźniego, kochać wrogów, kochać wszystko – to kochać Boga we wszystkich przejawach”.

Przebaczać to jednak także czuć się winnym. Czy tak odczuwał zasadę istnienia Bołkoński? W jego myślach jest dużo panteizmu, patrzenia na świat tak jakby człowiek nie był osobą, ale jeszcze jednym elementem natury.

Tytułową bohaterkę „Anny Kareniny” trapią bezustannie wyrzuty sumienia, że zdradziła męża. To jedna z przyczyn nieudanego związku z Wrońskim, a później samobójstwa. W ostatniej chwili przed śmiercią woła: „Boże, przebacz mi wszystko”. Tołstoj kończąc w ten sposób swoje dzieła chce bronić rodziny chrześcijańskiej, uznając ją wciąż za istotny czynnik rosyjskiej wiary i tradycji. Autor „Zmartwychwstania” zapomniał jednak o spowiedzi, która wyzwala i daje wolność. W tej wizji świata bez przebaczenia zabrakło znów Boga osobowego, twórcy nieba i ziemi. Panteizm okazał się znów oznaką słabości Tołstoja.

Do Niego należy ostatnie słowo

W literaturze dwudziestowiecznej można znaleźć wielu bohaterów, którzy odnajdą Boga w ostatniej chwili, tak jak major Scobie z powieści angielskiego prozaika Grahama Greena „Sedno sprawy”. Ten wielki grzesznik, który dokonał profanacji sakramentu, przed popełnieniem samobójstwo mówi: „Żałuję i proszę o przebaczenie”. Czy darowano mu winę? Czy Meursault, bohater „Obcego”, dokonujący morderstwa bez motywu, skazany na karę śmierci, wyleczy się z obojętności? Tak dużo przecież nie potrzeba. Jeden gest, jedno słowo, jedno westchnięcie. A Ames Cahty z „Na wschód od Edenu” Johna Steinbecka? Jako młoda dziewczyna zamordowała rodziców. Działając bez skrupułów zostaje właścicielką domu publicznego. Kobieta ucieleśniająca zło w poczuciu osaczenia popełnia samobójstwo. Co się z nią stanie? Można by tak wymieniać bez końca bohaterów XX-wiecznej prozy czasów pogardy. Jęki, krzyki, ból istnienia mają wskazywać na osaczenie, na śmierć człowieczeństwa. Ale przecież jest jeszcze Bóg. Do Niego należy ostatnie słowo.

Od winy do pokuty

Absurd istnienia to tylko wyznanie wiary egzystencjalistów. Tak naprawdę nie ma żadnego sensu. Radością są odkupienie i miłość. Zbawienie wiąże się ze wznoszeniem świadomości ku Niebu, z patrzeniem na dzieje świata z perspektywy Bożego przebaczenia.

Życie wieczne jest możliwe, ale trzeba dokonać wyboru i iść drogą od winy do pokuty. Grzechy będą nam odpuszczone tylko wtedy, gdy zaufamy Bogu; tylko wówczas, kiedy ufnie staniemy przed Nim w wolności. Jesteśmy bowiem nieznośnymi dziećmi, które zapominają, że nie ma ucieczki od grzechu. Zło istnieje, obrona przed nim jest trudna, a walka trwa aż po grób. Możemy jednak pokonać księcia tego świata, szukając Boga w sobie i w innych. „Wszystkie sposoby walki ze złem są dobre tylko po to, aby odpowiedzieć na określony atak, nie zaś by prowadzić wojnę moralną” – napisał Izaak Bashevis Singer. Niepotrzebne są wojny moralne, potrzebna jest nasza ciągła bitwa o zbawienie duszy. Walka o ostateczne zwycięstwo miłości w ludzkich sercach.

Sprostowanie W moim artykule „Świętość życia a wolność” („Nasz Głos”, styczeń 2006) z następującego fragmentu tekstu usunięto podkreślone zdanie: „Kultura jest tożsamością wspólnoty i budowana jest na wartościach najważniejszych. Jakie zatem wartości miałyby budować kulturę czy cywilizację śmierci? Jest to przede wszystkim absolutyzowanie wolności jednostki i odrzucenie prawdy o człowieku”. Bez tego zdania powstał zupełny nonsens, pod którym nigdy bym się nie podpisała. Wprowadzenie nowych śródtytułów, poza jednym, w innym miejscu oraz skreślenie istotnego zdania zamykającego dłuższy wywód – również budzi moje zastrzeżenia. Dlatego proszę o zamieszczenie niniejszego listu w najbliższym numerze „NG”. Z wyrazami szacunkuJolanta Klecel

Grzegorz Kozyra

Artykuł ukazał się w numerze 03/2006.

Dodaj komentarz