(screen: marklucz, youtube.com)

Odzyskać Niezłomnych Bohaterów

Z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem, zastępcą prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, rozmawia Anna Staniaszek

Dlaczego zajął się Pan poszukiwaniem tajnych miejsc, gdzie komuniści ukryli szczątki naszych bohaterów?

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk – profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, od lipca 2016 r. wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej oraz p.o. dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji. / fot. Marian Wójcik

To historia sprzed wielu lat. W 1990 r. na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu odbyła się wielka uroczystość patriotyczna – symboliczny pogrzeb ofiar terroru komunistycznego. Jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie zachowały się kwatery pomordowanych w więzieniach żołnierzy podziemia niepodległościowego. Pochowano tam m.in. członków Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, oficerów Wojska Polskiego i żołnierzy Armii Andersa, uczestników Powstań Śląskich i Powstania Warszawskiego, żołnierzy z Brygady Świętokrzyskiej NSZ oraz uczestników wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. Nastąpiło odsłonięcie pomnika w kształcie muru więziennego. Na dwóch kwaterach postawiono sto kilkadziesiąt kamiennych krzyży. Byłem jednym z wielu tysięcy uczestników uroczystości, pamiętam swoje odczucia. Zastanawiałem się, jak to jest: organizujemy uroczystości, stawiamy pomnik, krzyże, a przecież ci ludzie nadal nie mają nazwisk. Określenie „ofiarom terroru komunistycznego” przynajmniej dla mnie było niewystarczające. Pamiętam, że postanowiłem to zmienić. Odnaleźć pojedynczego człowieka, by mu przywrócić imię i nazwisko oraz godnie go pochować. Wtedy docieranie do zbiorów archiwalnych było trudne w Polsce. Ale powoli, powoli udało się ustalić, kto gdzie leży, za co został skazany, kiedy stracony. To spowodowało, że wiele lat później, w 2011 r., kiedy już pracowałem w Instytucie Pamięci Narodowej, miałem wielką przyjemność, honor i satysfakcję, że na Osobowice powróciliśmy, a oba pola przebadaliśmy. Jeszcze w tym roku będziemy mogli w tych miejscach – już nie symbolicznie – postawić dla tych ludzi krzyże, wybudować nagrobki, na których będą prawdziwe imiona i nazwiska. Ta sytuacja z 1990 r. była dla mnie przełomowa: dochodzenie do imion i nazwisk ludzi, którzy zginęli. Konieczność przywrócenia ich imion i nazwisk. Pierwszych Żołnierzy Wyklętych, ofiary komunizmu odnaleźliśmy w roku 2003, także na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

Potem było wiele takich miejsc w kraju. Organizowanie zespołu, tworzenie metody. Uznaliśmy, że w tym procesie odnajdywania ludzi i przywracania im twarzy, życiorysów potrzebny jest zespół specjalistów z różnych dziedzin wiedzy. Bowiem każdy z nas w pojedynkę jest skazany na niepowodzenie. Dlatego w zespole są archeolodzy, antropolodzy, historycy, archiwiści, medycy sądowi, genetycy. Ta wspólna praca każdego z nas daje efekty. Dziś mamy zupełnie inną sytuację niż w czasach, w których zaczynaliśmy. W tym roku będziemy pracowali w kilkunastu miejscach w kraju i za granicą. To zupełnie nowa rzeczywistość. Można wprost powiedzieć, że wreszcie te prace mają charakter, jaki powinny mieć zawsze: charakter państwowy. Cieszę się, że tak właśnie jest.

Szczególne miejsce w Pana badaniach zajmuje Łączka – kwatera „Ł” na wojskowych Powązkach.

O Łączce mówię wszędzie, gdzie jest to możliwe. To najważniejsze miejsce w Polsce, z całym szacunkiem dla wszystkich innych miejsc w kraju, jeżeli mówimy o Żołnierzach Wyklętych. Bo na niewielkim obszarze kilkuset metrów kwadratowych, przy murze cmentarnym komuniści pogrzebali trzystu ludzi o tak znanych nazwiskach, jak gen. Emil Fieldorf „Nil”, rtm. Witold Pilecki, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Hieronim Dekutowski „Zapora”. Wśród dotychczas zidentyfikowanych szczątków żołnierzy zrzuconych do bezimiennych dołów jest m.in. ppłk Stanisław Kasznica, ostatni Komendant Główny Narodowych Sił Zbrojnych. Szczątki zostały sprofanowane. Wrzucone do dołu leżały na boku lub twarzą do ziemi. Dwie trzecie odnalezionych zostało zamordowanych „metodą katyńską”, strzałem w potylicę. Wielu miało związane ręce, a mjr Dekutowski i jego podkomendni zostali przed śmiercią ubrani w mundury Wehrmachtu.

Prace ekshumacyjne na Łączce (screen: marklucz, youtube.com)

Do czego to miało przekonać? Wiemy już, że na tym terenie pierwsze pochówki rozpoczęto w kwietniu 1948, a zakończono w roku 1956. Na Łączce chowane były potajemnie ciała więźniów więzienia mokotowskiego, szczególnych wrogów, których komuniści bali się po ich śmierci. Doły śmierci znajdowały się na cmentarzu cywilnym na Powązkach graniczącym wspólnym murem z dawnym Cmentarzem Wojskowym. W połowie lat 50. obszar Kwatery „Ł” został przysypany warstwą ziemi i gruzu. Na miejscu tym urządzono kompostownię, potem śmietnik, a w 1964 r. włączono je do sąsiedniego Cmentarza Wojskowego.To raz na zawsze miało wyeliminować możliwość odnalezienia grobu pomordowanych. Dotychczas odnaleźliśmy szczątki ponad dwustu pogrzebanych tam ludzi, a wcześniej zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej. Listę osób, które zostały pochowane na Łączce, mamy już skompletowaną w około 95%.

Z wydobyciem pozostałych były wielkie problemy.

W latach 80. powstało tam 200 nowych pomników.

Pochowano tam osoby zasłużone dla systemu, stalinowskich sędziów i prokuratorów. Tadeusz Płużański powiedział, że komuniści położyli się na naszych bohaterach.

Pochowano tam nie tylko sędziów i prokuratorów, ale także inżynierów, lekarzy, naukowców oraz ludzi z Informacji Wojskowej. Wokół Kwatery „Ł” leżą m.in.: Julia Brystigerowa, szefowa Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, czy sędzia Roman Kryże, który wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci w okresie stalinizmu. Na tym polegała największa przeszkoda. Nie mogliśmy dotrzeć do szczątków ludzi pochowanych głębiej. Dziś mogę publicznie powiedzieć, że 12 grudnia 2016 r. ostatnie „górne” szczątki z lat 80. zostały przeniesione. Dzisiaj Łączka czeka na rozpoczęcie kolejnych prac. Wracamy tam zaraz po świętach Wielkiej Nocy. Prace na tym wyjątkowym miejscu zostaną zakończone.

Prace ekshumacyjne na Łączce (screen: marklucz, youtube.com)

Od lipca ub.r. jest Pan wiceprezesem IPN, dyrektorem Biura Poszukiwań i Identyfikacji. Czy prowadzone przez Pana prace są traktowane inaczej, niż było to w latach poprzednich? Miałam przyjemność rozmawiać z Tadeuszem Płużańskim, który opowiadał o przeszkodach prawnych z prowadzeniem prac na Łączce. Poprzednie kierownictwo IPN nie potrafiło sobie z tym poradzić.

Mam nadzieję, że czas, o którym pani mówi, odszedł w niebyt. Rozpoczynamy nową epokę. Będziemy prowadzić prace poszukiwawcze w kraju i za granicą – nie maleńkim, a dużym zespołem ludzkim.

Poprzednio w IPN też było stanowisko dyrektora Biura Poszukiwań i Identyfikacji?

Był pełnomocnik prezesa ds. poszukiwań ofiar terroru komunistycznego. Wtedy razem ze mną i moją sekretarką pracowało 5 osób. W tej chwili w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji pracuje prawie 30 osób. Pomaga nam bardzo wielu wolontariuszy. To studenci, kibice, księża i bezrobotni. Mają od kilkunastu do 70 lat. Dla nich poszukiwania mają ogromną wartość. Dotykają relikwii.

Dziękuję za rozmowę.

dr hab. Krzysztof Szwagrzyk – profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, od lipca 2016 r. wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej oraz p.o. dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji. Od 15 lat kierował pracami ekshumacyjnymi – m.in. na „Łączce”, na warszawskim Wojskowym Cmentarzu na Powązkach (rozpoczęte 23 lipca 2012 r). Dzięki pracy zespołu udało się odnaleźć i zidentyfikować szczątki legendarnych dowódców podziemia niepodległościowego. Prace pod jego kierunkiem odbywają się również na Służewcu oraz na Cmentarzu Bródzieńskim w Warszawie, na Opolszczyźnie, w Białymstoku, w Rzeszowie, na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, gdzie we wrześniu 2014 r. zostały odnalezione m.in. szczątki Danuty Siedzikówny „Inki”. Prof. Szwagrzyk w 2007 r. został odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi.

dr Jarosław Szarek – prezes Instytutu Pamięci Narodowej, po zasięgnięciu jednoznacznej opinii Kolegium IPN nie przyjął dymisji prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Jak poinformowano w komunikacie wydanym 14 lutego br. po posiedzeniu Kolegium IPN, trwają rozmowy zmierzające do rozwiązania problemu. Sprawa poszukiwania i identyfikacji szczątków bohaterów narodowych jest i pozostanie priorytetem działalności Instytutu Pamięci Narodowej.

 

mk

Zobacz także w e-civitas:

Polityka historyczna państwa, pomost ze światem wartości | Konferencja w Toruniu

Polityka historyczna państwa była tematem konferencji naukowej, która odbyła się 30 marca w Wyższej Szkole …