Ominąć piętrzące się rafy

2013/02/6

Przez ostatnie 20 lat Polska rozwijała się dynamicznie, nadrabiając dystans do rozwiniętych krajów Zachodu. Nigdy w nowoczesnej historii poziom rozwoju gospodarczego w Polsce nie był tak wysoki w stosunku np. do USA, jak jest dziś.

Ta sytuacja to nie tylko powód do satysfakcji, ale również okazja, by u progu nowego roku zastanowić się nad wyzwaniami rysującymi się na przyszłość. Te wyzwania mają nie tylko polityczny, ale również – a może przede wszystkim – ekonomiczny charakter. Wydaje się, że na drodze dalszego rozwoju pojawią się przed Polską takie zagrożenia nie tylko o wewnętrznym, ale i zewnętrznym charakterze. Już jakiś czas temu nazwano ostatnie kilka lat okresem turbulencji. Te turbulencje, choć o ekonomicznym charakterze, przemodelowują jednocześnie polityczny obraz świata… i wciąż trwają.

 

Zagrożenia wewnętrzne

Spójrzmy zatem krótko na zagrożenia o charakterze wewnętrznym, a potem w tym kontekście rozważmy, co się zmienia w otaczającym nas świecie i jakie będzie to mieć potencjalne konsekwencje dla Polski i jej miejsca w świecie.

Dotychczasowy rozwój gospodarczy Polski, ten po 1989 r. i wcześniejszy, miał ekstensywny charakter. Oparty był na transferze technologii, imporcie kapitału i produktów wysokoprzetworzonych, zaawansowanych technologicznie, a także wykorzystaniu relatywnie tanich i względnie dobrze wykwalifikowanych pracowników. Ten model rozwoju wyczerpuje się: wraz z modernizacją gospodarki, korzyści z importu technologii maleją (ponieważ gospodarka jest coraz nowocześniejsza, a stopień jej zacofania coraz mniejszy, przyrosty produktywności czynników produkcji z tym związane są coraz mniejsze – inaczej mówiąc, uruchomienie nowoczesnej fabryki FIAT-a w latach 70. w Tychach było dużo większym przełomem dla polskiej gospodarki, niż uruchamianie montowni, fabryk samochodów i części samochodowych w 2000 r.), uzależnienie od importu wynikające z ograniczonego rozwoju gałęzi przemysłu technologicznie zaawansowanych jest coraz bardziej „kulą u nogi”, procesy społeczne i demograficzne też działają na niekorzyść.

Proces urbanizacji i formowania się gospodarki postindustrialnej właściwie już się zakończył – w rolnictwie pracuje pewnie poniżej 10 proc. siły roboczej; w dodatku długotrwały niż demograficzny powoduje, że na rynek pracy zaczynają wchodzić pokolenia, których jest mniej niż tych, które go opuszczają. To pewnie będzie skutkować wzrostem płac; w dodatku problemy fiskalne państwa ową presję na wzrost płac mogą wzmocnić przez wzrost podatków. Konkurować niskimi kosztami pracy będzie coraz trudniej…

Odpowiedzią na te problemy rozwojowe była w ostatnich 10 latach narastająca ekspansja fiskalna państwa. Pozwoliła ona dzięki inwestycjom publicznym nie tylko uniknąć skutków globalnego kryzysu, ale utrzymać wysokie tempo wzrostu. Pomogły w tym transfery pieniędzy z Unii Europejskiej. O tyle, o ile taka strategia przyczyniła się do zbudowania fundamentów dla wzrostu w przyszłości, była zasadna. Jednak oprócz rozwoju infrastruktury transportowej i komunikacyjnej, inwestycji mających na celu poprawę jakości życia w aglomeracjach czy wreszcie wydatków na sektor edukacyjny – w efekcie poprawiających jakość kapitału ludzkiego w przyszłości, istotne sumy zostały przeznaczone na inwestycje z publicznego punktu widzenia mające antyrozwojowy charakter.

Sztandarowym przykładem są finansowane z publicznych pieniędzy budowy kosztownych obiektów sportowych i rekreacyjnych – hal, stadionów czy aquaparków. Powstają one często wbrew racjonalności ekonomicznej – zarówno jeśli chodzi o koszt inwestycji, jak i lokalizację i strumień wydatków niezbędnych do ich utrzymania w przyszłości. Wiele z tych obiektów nie tylko było kosztowne w budowie, ale będzie stanowić obciążenie dla samorządów czy budżetu państwa w następnych latach, w dodatku nie wpływając istotnie na poziom jakości życia mieszkańców miast je posiadających. Konsekwencją ekspansji fiskalnej jest narastający dług ograniczający zdolność inwestycyjną państwa w przyszłości. Poziom tego długu powoduje, że obecna skala inwestycji publicznych będzie w przyszłości trudna do utrzymania.

Inną możliwą odpowiedzią na problem słabnięcia dotychczasowych motorów wzrostu jest przejście z modelu wzrostu ekstensywnego do intensywnego, opartego na innowacjach, zaawansowanych technologiach, wysokiej produktywności pracy i kapitału czy wreszcie świadczeniu zaawansowanych technologicznie usług na skalę globalną. To jednak zadanie niełatwe do realizacji, zwłaszcza w niezbyt sprzyjającym otoczeniu zewnętrznym.

 

Wpływ otoczenia zewnętrznego

Przyjrzyjmy się temu otoczeniu. Na świecie dokonuje się właśnie najprawdopodobniej rewolucja w pozyskiwaniu kopalnych węglowodorów – gazu ziemnego i ropy naftowej. Liderem tej rewolucji są Stany Zjednoczone. Cena gazu ziemnego w USA spadła kilkakrotnie w ciągu ostatnich kilku lat, a w dodatku obecnie występuje tam znacząca nadwyżka podaży nad popytem. Ponieważ rynek gazu na świecie ma charakter regionalny (głównie ze względu na słabo rozwinięte technologie transportu morskiego), na razie skutki tego procesu w Europie są ograniczone. Wydaje się jednak, że wkrótce cena gazu również tu zacznie spadać, znacząco ograniczając dochody budżetowe Rosji i osłabiając pozycję rosyjskiego gazowego giganta, Gazpromu. Z jednej strony to oczywiście dla Polski dobrze, z drugiej – destabilizacja ekonomiczna Rosji nie musi być procesem z naszego punktu widzenia pożądanym, o ile towarzyszyć jej będzie destabilizacja polityczna. Z polskiego punktu widzenia Rosja nawet słaba i skonfliktowana i tak będzie silna i groźna, a w dodatku nieprzewidywalna.

Symetrycznie do zmian na rynku gazu zaczął się właśnie zmieniać rynek ropy naftowej. Niedługo USA z importera przemienią się w eksportera, a tankowce z Zatoki Perskiej popłyną nie w stronę Ameryki Północnej, ale Azji i Europy. Rynek ropy naftowej ma globalny charakter – tu ceny będą spadać na całym świecie zgodnie z prawem jednej ceny – w naszym przypadku znów istotne będą ekonomiczne konsekwencje tego procesu dla Rosji. Może on ewentualnie również pogłębiać destabilizację w krajach arabskich, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla globalnego bezpieczeństwa.

 

Azjatyckie wyzwanie

Kolejne godne uwagi obszary znajdują się w Azji. Tam wciąż rosną gospodarki krajów-gigantów, demokratycznych Indii i komunistycznych Chin. Jednocześnie narastają wewnętrzne napięcia w ramach tych gospodarek, a załamanie rozwoju, zwłaszcza Chin, może skutkować ekonomicznym „trzęsieniem ziemi”, które bez wątpienia i my poważnie odczujemy. Czy rzeczywiście istnieje takie ryzyko? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale nawet w Japonii nie udało się utrzymać trwałej stopy wzrostu dłużej niż 30–40 lat. W Chinach nie ma zaś politycznych instrumentów rozwiązywania napięć społecznych względnie skutecznych w demokratycznym kapitalizmie – fali społecznego niezadowolenia nie można opanować wymianą rządzących partii politycznych.

 

Zmiana amerykańskich wektorów

Zmienia się też polityka USA. Zarówno z powodu technologicznej rewolucji w dziedzinie ropy i łupków, jak i procesu reindustrializacji – powrotu części przemysłu z Chin. Ponadto główny ciężar amerykańskiej polityki przesuwa się coraz bardziej z Atlantyku na Pacyfik – tam są przecież główni partnerzy Ameryki. Dziś trudno liczyć na USA jako na naprawdę zaciętego sojusznika w obronie polskich interesów. Jednocześnie, o czym warto także pamiętać, spada znaczenie Rosji dla USA – dziś Rosja jest słaba, a w dodatku jej zasoby naturalne tracą część atrakcyjności wskutek omawianych już przemian technologicznych. To z kolei dla Polski korzystne.

 

Europejski punkt odniesienia

Wreszcie uważniej trzeba się przyjrzeć sytuacji w Europie. Wprawdzie obecnie globalne znaczenie Starego Kontynentu spada, jednak to tu znajduje się bezpośredni punkt odniesienia dla Polski. O zagrożeniach, jakie niosą przemiany technologiczne dla Rosji, wspomniałem już wyżej. Unia Europejska zaś boryka się z własnymi kłopotami. Do tej pory nie został rozwiązany kryzys długu publicznego, jaki niektóre gospodarki Unii, w szczególności grecką, wepchnął w wieloletnią już recesję. Obecnie stabilność finansów publicznych krajów południa UE jest sztucznie podtrzymywana. Dotyczy to Grecji, Hiszpanii, Portugalii i w nieco mniejszym stopniu Włoch. Ze względu na wiążące się z tym ryzyko polityczne i ekonomiczne największe kraje Wspólnoty wciąż utrzymują status quo. Nie jest jednak oczywiste, czy jednocześnie tworzą się warunki do stabilizacji sytuacji we wspomnianych wyżej krajach, czy może jedynie jest odsuwany w czasie moment ich bankructwa. W związku z tym kluczową datą w 2013 r. w kalendarzu politycznym i ekonomicznym UE są wybory parlamentarne w Niemczech (październik lub listopad).

Pod powierzchnią pozornej stabilizacji w ramach UE dokonują się poważne zmiany strukturalne. W ciągu ostatniej dekady, wskutek udanych reform na przełomie wieków, konkurencyjność odzyskała gospodarka niemiecka. Poskutkowało to odpływem kapitału i miejsc pracy z krajów południa UE, stają się niejako katalizatorem kryzysu w tych krajach. Znaczny wzrost konkurencyjności niemieckiej gospodarki jest nie bez znaczenia z polskiego punktu widzenia – ze względu na silne powiązania polskiej gospodarki z niemiecką, a Niemcy to nasz główny partner handlowy.

 

Przekształcenia w wytwarzaniu i konsumpcji energii

Jednocześnie w kilku krajach – w szczególności w Niemczech, we Francji, w Hiszpanii i krajach skandynawskich dokonują się dynamiczne przekształcenia w obrębie wytwarzania i konsumpcji energii. W szczególności gospodarka niemiecka w coraz większym stopniu uniezależnia się od tradycyjnych sposobów pozyskiwania energii, odchodząc od energetyki opartej na węglu, ropie naftowej i atomie w stronę wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Towarzyszy temu przemiana modelu wytwarzania energii – spadek znaczenia wielkich przedsiębiorstw/elektrowni i towarzyszący mu rozwój „energetyki obywatelskiej”, gdzie obywatele stają się równocześnie konsumentami i producentami (prosumentami) energii na potrzeby systemu. To nowe podejście spowodowało przebudowę systemu przesyłu energii w Niemczech. Ale można zapytać, jaki to ma związek z Polską. Ano taki, że w Polsce właśnie ruszają wielkie inwestycje związane z rozwojem energetyki poprzedniej generacji, brak natomiast faktycznych działań mających na celu nadrobienie dystansu. W szczególności ma powstać elektrownia atomowa – może się zaś okazać, że potencjalna nadwyżka jej mocy nie da się spieniężyć.

Wprawdzie w perspektywie kilku lat wybierane teraz w Polsce rozwiązania mogą się wydać tańsze, ale w perspektywie już tylko nieco dłuższej mogą istotnie negatywnie wpłynąć na konkurencyjność polskiej gospodarki. Bo o ile rozwój energetyki obywatelskiej, w związku ze spadkiem cen paneli słonecznych i innych urządzeń, jest wielce prawdopodobny, to w obszarze modernizacji sieci przesyłowej (obecnie straty w tym obszarze sięgają w Polsce 40 proc. wytwarzanej energii, a możliwa jest ich redukcja o co najmniej połowę) kluczową rolę do odegrania ma państwo.

 

Polska gospodarka w Europie Środkowo-Wschodniej

Na koniec wreszcie spójrzmy na nasz region. Polska gospodarka jest obecnie największa w Europie Środkowo-Wschodniej, a z wyłączeniem niemieckiej i rosyjskiej, największa również w basenie Morza Bałtyckiego. To zaś oznacza, że Warszawa ma wciąż ogromny potencjał, żeby stać się kluczowym ośrodkiem finansowym i handlowym regionu. W dużym stopniu taką funkcję już pełni, ale wciąż możliwy jest wzrost jej znaczenia. Podobnie przy przemyślanej polityce państwa (transportowej, podatkowej) porty Trójmiasta mogą zyskać na znaczeniu jako podstawowe ośrodki przeładunkowe w regionie, zwłaszcza teraz, gdy powoli kończy się budowa bursztynowej autostrady i modernizacja linii kolejowej do Gdańska. Dziś przecież nawet polscy przedsiębiorcy ze względu na możliwości komunikacyjne i politykę podatkową często wybierają Hamburg zamiast Gdyni. W obu wypadkach, Warszawy i Trójmiasta, stałoby się to kosztem Niemiec, więc gra będzie niełatwa, ale warta świeczki.

Prognozy rozwojowe dla polskiej gospodarki w najbliższych dekadach nie są złe. Pojawiają się też nowe możliwości dokonania skoku cywilizacyjnego. Byle tylko sternicy polskiej gospodarki potrafili ominąć coraz to nowe, piętrzące się przed nią rafy…

Piotr Koryś

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej