Home / Historia / Opiekun dzieci i malarz Matki Bożej

Opiekun dzieci i malarz Matki Bożej

Profesor był legendą polskiej chirurgii dziecięcej, wieloletnim kierownikiem pierwszej w Polsce Kliniki Chirurgii Dziecięcej przy ul. Litewskiej w Warszawie. W 1984 roku w warszawskim kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, w którym profesor najczęściej się modlił, odsłonięta została tablica pamiątkowa z jego wizerunkiem, ufundowana przez jego uczniów, warszawskich lekarzy. W zachowanych listach, jakie do profesora kierował Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński, odnajdujemy nie tylko słowa uznania dla postawy i kunsztu profesora jako lekarza, ale także wielokrotnie wspominane są tworzone przez niego rzeźby i malowane obrazy.

W kręgu malarskich zainteresowań chirurga Jana Kossakowskiego, oprócz postaci Świętej Rodziny, Madonny, Ukrzyżowanego Chrystusa, rycerzy i mitycznych stworów, spotykamy często sylwetę jednorożca. Ciekawe, do jakiej symboliki odwołuje się ta figura w kreacji artysty, mająca przecież w języku emblematów tak wiele znaczeń. W Chinach jednorożec uznawany był za symbol łagodności, życzliwości, mądrości i długowieczności. W chrześcijaństwie reprezentuje Chrystusa, a popularna legenda widzi w jednorożcu uosobienie czystości i niewinności. Zgodnie ze średniowieczną nauką, róg jednorożca był skutecznym antidotum na wszelkiego rodzaju trucizny, jednak zwierzę to było tak płochliwe, że żadnemu myśliwemu nie udało się go nigdy upolować. Jedynie dziewica potrafiła przywabić i oswoić jednorożca.

Czy profesor w swoim misyjnym oddaniu medycynie widział siebie niby owego mitycznego jednorożca, pełnego głębokiej wiedzy i szlachetnych zasad, ale postrzeganego jako niedzisiejsza osobliwość, żyjąca w swoim odrębnym świecie? Czy rzeczywistość i siermiężne czasy Polski Ludowej, w których przyszło mu realizować tak ważne dla niego lekarskie powołanie, nie skłoniły go do chronienia swojej koncepcji świata w średniowieczną symbolikę? Pełna sukcesów i międzynarodowego uznania droga naukowa profesora Jana Kossakowskiego, którego ziemiańskie, wręcz arystokratyczne pochodzenie, nie było za jego życia życzliwie widziane, zdawałaby się przeczyć sensowi stawiania takich pytań. Czy jednak te sukcesy nie były okupione nadmiernym wysiłkiem, wyciszeniem się w głoszeniu i realizacji wyznawanych ideałów, skupieniem się wreszcie wyłącznie na tak wdzięcznych pacjentach, jakimi były dla profesora dzieci? Czy te pełne radości, wesołe i pozornie beztroskie obrazki to wpływ wieloletniego przebywania z dziecięcymi pacjentami, czy także sposób na odreagowywanie pełnej bólu, ludzkiego cierpienia i codziennych przeszkód szpitalnej rzeczywistości?


???????????????

Warsztat artysty

Profesor opracował własną oryginalną technikę plastyczną. Na matowej stronie papierów fotograficznych o małych formatach malował specjalnymi kredkami szwajcarskiej firmy Caran d’Ache, gotowe zaś dzieło dość grubo pokrywał werniksem, którego chemiczny skład do dziś nie jest bliżej znany. Jak wspomina córka profesora, znana historyk sztuki Zofia Kossakowska-Szanajca: „Technikę swego malarstwa wymyślił sobie ojciec sam, wbrew wszelkim przyjętym zasadom. Jego niewielkie obrazki malowane są po drugiej stronie papieru fotograficznego, kredkami marki Carandache maczanymi w wodzie, co daje wspaniały intensywny kolor. Kontury robione są w czarnym tuszu. Partie złocone lub srebrzone były malowane farbami do kaloryferów, kupowanymi w mydlarniach czy sklepach z przemysłowymi farbami. Po ukończeniu każdy obrazek był powlekany jakimś werniksem, także kupowanym w mydlarni. Tych malowideł zrobił ojciec w czasie swej choroby chyba wiele dziesiątków. Ofiarowywał je odwiedzającym go gościom, lekarzom, rodzinie. Niektóre prace ojca były wystawiane między innymi w Muzeum Narodowym w Warszawie, które ku jego wielkiej radości i satysfakcji zakupiło od niego do swoich zbiorów osiem kompozycji. Obrazki ojca pokazywane były na kilku wystawach, również międzynarodowych, sztuki tzw. nieprofesjonalnej, i oddzielnie – w Galerii Boguckich przy Teatrze Wielkim w Warszawie oraz przy okazji różnych konferencji i zjazdów chirurgów dziecięcych w Warszawie i Poznaniu”.


???????????????

Jan Kossakowski nie tylko pokazywał swoją twórczość na licznych wystawach, ale i otrzymywał za nią prestiżowe nagrody. Między innymi w 1965 roku na Esposizione Internazionale del Medico Artista w Turynie we Włoszech zdobył dwie nagrody „Premio Carlo Erba”: złoty medal za „Madonnę” – rzeźbę w drewnie polichromowaną oraz srebrny za trójelementową kompozycję ceramiczną. Pewnym podsumowaniem tych artystycznych sukcesów profesora była wystawa w Stowarzyszeniu PAX w Poznaniu przy ul. Kramarskiej 2 w 1986 roku oraz dyskusja zorganizowana w Klubie im. Włodzimierza Pietrzaka, na której życie i działalność prof. Jana Kossakowskiego przedstawił redaktor tygodnika „Kierunki”, Adam Cymer.

Motywy sakralne i Napoleon

Chyba najliczniejszą grupę obrazów w bogatej malarskiej spuściźnie prof. Jana Kossakowskiego stanowią przedstawienia o tematyce sakralnej. Wyróżnić tu można kilka dominujących cykli, wśród których najważniejszą rolę dla profesora odegrała seria pięknych Madonn. Nie bez powodu przywołuję tu znany historykom sztuki termin „piękna Madonna”, określający średniowieczne rzeźby Matki Bożej, polichromowane i przyjmujące charakterystyczną, kontrapostową pozę. Niewielkie drewniane rzeźby autorstwa profesora swoim niezwykłym urokiem i silną ekspresją wyraźnie bowiem nawiązują do tych właśnie średniowiecznych figurek. Natomiast jego obrazy ukazujące najróżniejsze wizerunki Matki Bożej są po prostu piękne i dekoracyjne w sensie dosłownym. Matkę Bożą darzył Jan Kossakowski szczególnym uczuciem, co zauważono już wcześniej. W jego kolekcji znaczków pocztowych na przykład znalazł się bardzo bogaty zbiór z przedstawieniami Matki Boskiej, później przekazany przez rodzinę księdzu Prymasowi kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.

Na j c h ę t n i e j urodziwą, jak w sztuce ludowej, Matkę Bożą widział jako Królową Polski, trzymającą na ręku dzieciątko. Nakrycia ich głów wieńczył wspaniały polski orzeł w koronie, a w tle czasami rozróżnić można tak charakterystyczne monumenty, jak kolumna Zygmunta, postać Chrystusa dźwigającego Krzyż sprzed kościoła pw. Znalezienia św. Krzyża w Warszawie czy liczne polskie cmentarze. Widzimy również często postać dzieciątka przybraną w ogólnie znany ludowy krakowski strój z typową „krakuską” na główce. Wzruszająca jest „Madonna z Litewskiej. Opiekunka Chirurgów Dziecięcych”, która jest malarskim odwzorowaniem na płaszczyźnie fotograficznego papieru jednej z rzeźbionych przez profesora Madonn z Dzieciątkiem. Otaczają ją tym razem nie patriotyczne symbole, ale najzwyklejsze przypadki operacji chirurgicznych, jak wycięta ślepa kiszka czy złamane kości dziecinnych rączek i nóżek. Frontalnie ujmowanym, bogato zdobionym postaciom Matki Bożej i Dzieciątka najczęściej dyskretnie towarzyszy wierny i gotowy do wszelkich poświęceń, symboliczny jednorożec podziwiający zupełnie ziemską, wręcz zmysłową urodę Madonny o błękitnych oczach i ostrym, współczesnym makijażu.


Korespondencja pomiędzy S. Kossakowskim a prymasem Wyszyńskim

Scenom z życia Świętej Rodziny, takim jak Narodziny Jezusa, Hołd Trzech Króli, Ucieczka do Egiptu, przedstawieniom pasyjnym (Ukrzyżowania i Piety) towarzyszą liczne postacie św. Jerzego w zbroi i konno walczącego ze smokiem, a także charakterystyczne sylwety cesarza Napoleona na czele swoich wojsk. Typowa dla sztuki naiwnej dekoracyjność i drobiazgowość malarskiego szczegółu, widoczna też w twórczości prof. Jana Kossakowskiego, nabiera tu jednak innego wymiaru. Wzbogaca oczywiście artystyczną kreację, ale równocześnie określa dystans, jaki ustanawia autor wobec swojej sztuki. Nie widać tu znanej ze sztuki ludowej religijnej pokory, raczej czuje się chęć przybliżenia Boskiego majestatu i ukazania go w otoczeniu radosnych i barwnych detali naszego życia. Żartobliwy stosunek artysty do podniosłych scen szczególnie widoczny jest w jego obrazach ukazujących życie akademickie i rodzinne (doktorskie promocje, grupowe operacje, imieniny). Obezwładniony chorobą prof. Jan Kossakowski w ostatnich swoich latach władał z trudem już tylko lewą ręką, lecz nigdy nie utracił życzliwego, pełnego dyskretnego humoru, pogodnego stosunku do Bożego świata na Ziemi.

Jarosław Kossakowski

Artykuł ukazał się w numerze 03/2009.

Dodaj komentarz