Home / Historia / Ostatni cesarz Błogosławiony Karol I Habsburg
Karol I Habsburg / Fot. Wikipedia

Ostatni cesarz Błogosławiony Karol I Habsburg

Austriacki imiennik Karola Wojtyły okazał się ostatnim błogosławionym wyniesionym przez niego na ołtarze.   

Urzekający jest widok z Monte na rozrzucone szeroko po zboczach, jasne od tynków i ceglane od dachówek domostwa Funchal, stolicy Madery, i na bezkres Atlantyku. Żeby się dostać do sanktuarium Matki Bożej, wcięte tarasem w zbocze na wysokości 550 m, należy wpierw pokonać własną bojaźń przy wspinaniu się wynajętym autem po niezliczonych krętych uliczkach, łamiących się pod kątem prostym, nachylonych miejscami niczym drabina Jakubowa ze Starego Testamentu lub drabina Klimaka z bizantyńskich ikon. Stoi tam, na Monte, kościół o dwóch wieżach, skromny barok portugalski, w środku ozdobiony malowidłami w ramach powykręcanych w linie płynne na rokokową modłę. W ołtarzu widnieje słynąca łaskami figura Maryi, w sukienkach. Sklepienie jest zbite z desek w kolebkę, malowane na sposób wiejski.

Boczną kaplicę zajmuje czarny sarkofag, prosty, bez ozdób, z krzyżem na wieku. Tu spoczywa ostatni cesarz Austro-Węgier, Karol I Habsburg. W rogu jego portret w imperialnych szatach, na stoliku pod portretem spoczywa opasła księga, biografia cesarza, obok leżą też jakieś papiery, w wazoniku ustawiono sztuczne kwiatki i wszędzie porozwieszano węgierskie wstążeczki. Takimi samymi wstążkami w narodowych barwach Węgier opleciono kratę odgradzającą kaplicę od nawy.

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? (Mt 19, 24- 25).
No właśnie, czy władca, człowiek sprawujący najwyższą władzę w państwie, może się zbawić? Zbawić – to znaczy osiągnąć świętość. Czy jest w stanie? Czy może być w pełni chrześcijaninem ktoś sprawujący funkcje państwowe, polityczne, społeczne, reprezentacyjne? Bo świętość to nic innego jak pełnia chrześcijaństwa, świadomość, że to swoje chrześcijaństwo należy pielęgnować bez względu na czas, miejsce i okoliczności, w których przyszło człowiekowi żyć i działać. Czy mogą być czasy lepsze lub gorsze, bardziej lub mniej sprzyjające pielęgnowaniu swojego chrześcijaństwa?

Karol I Habsburg, ostatni cesarz Austro-Węgier, sprawujący najwyższą władzę w trwającym sześć i pół wieku imperium habsburskim, zmarł tu, na Maderze, przy kościele Matki Bożej w 1922 r., w wieku zaledwie trzydziestu pięciu lat, po dwóch latach panowania, od 1916 do 1918 r. Już same te daty wskazują, w jak trudnych, złożonych, odpowiedzialnych, wręcz dramatycznych czasach przyszło mu rządzić imperium, które na jego oczach, wbrew jego woli, przechodziło w niebyt. Do tego jako władca i polityk musiał być zaangażowany w I wojnie światowej, i to po stronie państw trójprzymierza: Prus, Austrii i Włoch, a więc państw odpowiedzialnych za wszczęcie tej wojny. Takiego człowieka Jan Paweł II beatyfikował w Rzymie w 2004 r.!

Karol I Habsburg nigdy nie szykował się do objęcia najwyższej władzy w imperium austro-węgierskim, nie miał bowiem najmniejszych szans, by przeskoczyć długą kolejkę kandydatów czekających na objęcie tronu po ewentualnej śmierci panującego 68 lat Franciszka Józefa I. Nie należał do linii następców tronu. Mógł się najwyżej zadowolić stanowiskiem w wojsku i w tym kierunku szła jego wszechstronna edukacja. W 1903 r. został mianowany podporucznikiem, by dwa lata później rozpocząć regularną służbę wojskową. W pierwszych latach wojny światowej pracował w sztabie głównym.

Tymczasem jakieś fatum zaciążyło na losie ostatnich Habsburgów austriackich. Wszyscy prawowici następcy tronu po kolei schodzili ze sceny historii, niekiedy w tragicznych okolicznościach. Ten korowód śmierci rozpoczął się rozstrzelaniem w 1867 r. Maksymiliana, cesarza Meksyku, rodzonego brata Franciszka Józefa. Kreowany do objęcia tronu arcyksiążę Jan Nepomucen Salwator, bliski krewny cesarza, wraz z załogą i pasażerami przepadł gdzieś bez wieści podczas sztormu na Atlantyku. Najmłodszego brata, Ludwika Wiktora, sam cesarz skazał na banicję i izolację od społeczeństwa na skutek jego skłonności homoseksualnych. Ukochany syn, arcyksiążę Rudolf, numer jeden do tronu, został znaleziony martwy od postrzału rewolwerowego w myśliwskim zameczku Mayerling – prawdopodobnie popełnił samobójstwo po uprzednim zastrzeleniu swej kochanki. Przedwcześnie też zmarł inny brat Franciszka Józefa, arcyksiążę Karol Ludwik. Ale ten przynajmniej pozostawił dwóch synów, z których starszy, Franciszek Ferdynand, został namaszczony na następcę tronu, lecz właśnie jego, wraz z małżonką, zastrzelił bośniacki zamachowiec na ulicach Sarajewa w 1914 r., które to zabójstwo bezpośrednio przyspieszyło i tak już wiszący w powietrzu wybuch wojny światowej. W tym wszystkim starzejący się imperator stracił w 1898 r. małżonkę, cesarzową Elżbietę, ugodzoną w serce pilnikiem przez włoskiego skrytobójcę na genewskim bulwarze.

Przeczuwając bliskość własnej śmierci, tuż po zamachu w Sarajewie, Franciszek Józef wezwał z armii do siebie dalszego krewniaka, Karola, wnuka swojego brata, i to jemu powierzył prawa do tronu habsburskiego. Przez dwa lata, aż do śmierci cesarza w 1916 r., młody Karol u jego boku przyglądał się mechanizmom władzy, bo sam jeszcze nie rządził, jako że do ostatnich chwil stary cesarz silną ręką trzymał stery państwa.

Nie jest łatwo zatrzymać rozpędzoną machinę wojny, a już na pewno tym hamulcem nie mógł być młody austriacki monarcha, ignorowany przez potężnego cesarza Prus, Wilhelma II, który do końca wierzył w możliwość wyjścia ze światowego konfliktu w charakterze zwycięzcy. Jeśli Karol I usiłował wyprowadzić Austrię z wojny, czynił to nie jako pacyfista, lecz powodowany świadomością straszliwych cierpień żołnierzy i ludności cywilnej. W wojnie widział czystą postać zła, coś, co nie mieściło się w jego chrześcijańskim widzeniu porządku politycznego i społecznego państw europejskich. Nie znaczy to, żeby Karol I był gotów zrzec się obowiązku sprawowania władzy. Nie, próbował zatrzymać ją dla ratowania jedności państwa, którego istnienie w dotychczasowej formie zagrożone było przez masonów i liberałów, otwarcie sięgających po władzę. To dlatego dwukrotnie udawał się na Węgry, bo jako koronowany król Węgier miał nadzieję utrzymania przynajmniej tego katolickiego kraju w swych rękach, skoro Austria ogłosiła się republiką i wydziedziczyła Habsburgów, konfiskując cesarskie majątki, a ich samych skazując na banicję.

Nie udało się. Zwycięzcy w wojnie Anglicy ujęli Karola I w Budapeszcie, dokąd cesarz udał się po raz wtóry, przetransportowali go do portu na Morzu Czarnym, gdzie już oczekiwał angielski okręt, Cardiff, by wywieźć cesarza z Europy. Aż do Gibraltaru kapitan okrętu nie otrzymał rozkazu, dokąd ma dostarczyć Karola I. On sam sądził, że tak jak Napoleon zostanie uwięziony na Wyspie Świętej Heleny. Kiedy okręt wyszedł na Atlantyk, nadeszła z Londynu wiadomość, by odstawić cesarza na portugalską wyspę Maderę. Do portu w Funchal statek przypłynął 19 listopada 1921 r. U boku cesarza, który nigdy nie abdykował, pozostawała wierna, kochająca małżonka, cesarzowa Zyta. W styczniu następnego roku przybyła ona do Europy po swoje siedmioro dzieci, które przebywały dotąd na wygnaniu w Szwajcarii. Po powrocie z dziećmi na wyspę stwierdziła, że jej małżonek już poważnie niedomaga. Niebawem ostre zapalenie płuc powaliło młodego człowieka, który zmarł w Wielką Sobotę 1922 r., w samo południe.

Choroba była skutkiem niedożywienia, zimna, wilgoci, prymitywnych warunków, w jakich przyszło żyć parze cesarskiej na Maderze. Cierpieli tak skrajną biedę, iż musieli się wyprowadzić z zajmowanej przez jakiś czas willi Victoria i przenieść do schroniska Rocha Machado koło sanktuarium Maryjnego na Monte, gdzie ofiarowano im schronienie bez konieczności świadczenia opłat. Zresztą żadną gotówką nie dysponowali, bo nigdy nie nadeszła ani jedna przesyłka pieniężna z Europy, choć utrzymanie cesarskiej rodziny zostało uzgodnione przez rządy Ententy. Okazało się, że osobiste klejnoty cesarzowej Zyty, zdeponowane w Szwajcarii, przepadły bez śladu wraz z zaufanym człowiekiem, wyznaczonym do ich zabezpieczenia. Kiedy zmarł Karol I, nie było nawet w czym go pochować, uproszono zatem zwrot garnituru, który cesarz podarował kiedyś jednemu ze swoich sług. Na pogrzeb przyszło niemal całe miasto, kilkadziesiąt tysięcy ludzi, przekonanych, że chowają świętego. Pochowano go w bocznej kaplicy kościoła Matki Bożej, gdzie codziennie uczestniczył we Mszy świętej.

Przez całe dorosłe życie Karol  I uchodził za przykład cnót chrześcijańskich, czy to jako młodzieniec w okresie szkolnym, czy jako żołnierz pełniący służbę wojskową, podczas wojny na froncie i w sztabie głównym, wreszcie na tronie cesarskim. Jego religijność, pokora, poddanie się wyrokom Opatrzności były tak autentyczne i głębokie, że wszędzie miano go za świętego, toteż niebawem ogłoszono sługą Bożym i w 1949 r. rozpoczęto proces beatyfikacyjny, sfinalizowany przez Jana Pawła II w 2004 r. w Rzymie. Za wymagany w procesie beatyfikacyjnym cud uznano nagłe i trwałe uzdrowienie niechodzącej od wielu lat s. Marii Zyty Gradowskiej, polskiej misjonarki z Brazylii.

Również życie rodzinne pary cesarskiej świeciło przykładem. W 1911 r. dwudziestoczteroletni Karol poślubił z miłości urodziwą księżniczkę włoską, Zytę Burbon-Parmeńską, dziewczynę od siebie o pięć lat młodszą. W ciągu jedenastu lat wspólnego życia doczekali się siedmiorga dzieci, ósme – córka Elżbieta – przyszło na świat już po śmierci ojca. Aż do swej śmierci w wieku 97 lat cesarzowa Zyta nie pozbyła się żałobnego stroju po mężu. Oddała się wychowaniu dzieci, święcie wierząc, że nadejdzie czas powrotu monarchii austriackiej, do czego przysposabiała swego najstarszego syna, Ottona. Życie religijne małżonki ostatniego cesarza Habsburga było do tego stopnia autentyczne i głębokie, iż w 2009 r. został otwarty jej proces beatyfikacyjny.

 

Jan Gać/kw