Oswajany kraj

Śląsk kojarzy się najczęściej z węglem i kopalniami. Byłoby jednak ogromną ignorancją sądzić, że Śląsk to tylko czarne złoto. Do zaoferowania ma o wiele, wiele więcej. Setki lat tradycji i pielęgnowanej przez pokolenia kultury.

Zofia Kossak była pisarką wszechstronną, wszakże owa wszechstronność daje się ująć w jak najbardziej konkretne ramy tematyczne: chrześcijaństwo, patriotyzm, humanizm. Tego typu triada najpełniej chyba odpowiadałaby jej światopoglądowi i temu, co w poszczególnych powieściach możemy odnaleźć. Czy opisywała wyprawy krzyżowe, czy dzieje I Rzeczypospolitej, czy też tragiczne aspekty tego, co niósł ze sobą wiek XX i jego totalitaryzmy, na kartach jej książek zawsze dostrzegalna była Boża Opatrzność i najlepsze cechy cywilizacji chrześcijańskiej, która miałaby być ideałem życia społecznego, politycznie zaś najważniejszy był polski interes narodowy z naciskiem nie tyle na państwo, co ludzi właśnie. Doskonale widać to w niezwykłym zbiorze opowiadań wydanych przez IW PAX, opublikowanych po raz pierwszy w roku 1932. Zbiór, któremu autorka nadała tytuł Nieznany Kraj, wyrażać miał jej osobisty zachwyt nad ludźmi i ziemią śląską – dwoma rzeczywistościami, które w skład owego „kraju” ewidentnie wchodzą.

Dlaczego „nieznany”?

Rodzi się pytanie, które szczególnie może nurtować czytelnika: dlaczego „nieznany kraj”? Dziś pewne kwestie wydają się brzmieć dziwnie, chociaż po głębszym wejrzeniu w treść, wcale takimi nie są. Po pierwsze, należy wspomnieć nieco o historii. Ziemia śląska z pewnością jest jedną z kolebek narodu polskiego. W średniowieczu była dzielnicą ważną, mającą wszelkie szanse stać się stołeczną.

Być może, gdyby nie klęska i śmierć Henryka Pobożnego pod Legnicą, ten książę byłby dziś wspomniany jako jednoczyciel Polski po rozbiciu dzielnicowym. Gdyby historia ułożyła się jakoś inaczej, Wrocław byłby stolicą państwa, które być może nigdy nie sięgnęłoby po Kijów, ale kto wie, czy nie nad Łabę, a wówczas inaczej wyglądałaby oś Królestwa.

Ostatnią śląską szansą na odgrywanie kluczowej roli w historii Polski były czasy Henryka Probusa, który miał plan zjednoczenia kraju pod swoim berłem, ale stało się inaczej. Dwaj ostatni Piastowie, królowie Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki, nie mogli skutecznie rewindykować swych praw do tej ziemi, która jakiś czas jeszcze ciążyła ku Polsce. Kultura kraju pozostawała naszą jeszcze długo, ale czas robił swoje. Ziemia ta popadała w zapomnienie do tego stopnia, że nawet w czasach, kiedy potężne imperium Jagiellonów mogło sięgnąć po nią, nie czyniło tego. Śląsk, co na kartach omawianej książki znajduje tragiczny wydźwięk, został oddany na pastwę germanizacji. Dzielnica, której pierwsi Piastowie bronili ze wszystkich sił, zadając niemczyźnie najbardziej upokarzające klęski, do dziś dnia pełniące role symboli, powoli popadała w zapomnienie. Według Zofii Kossak, lud pozostawiony samemu sobie, nie mając jak tworzyć elity, bronił swej kultury i języka, jak umiał. Cena, którą za to płacił, była olbrzymia: pogarda niemieckojęzycznych nosicieli kultury, brak możliwości uczestniczenia w życiu państwowym, wreszcie represje, jakimi go poddawano za każdy przejaw polskich obyczajów.

Zapomnienie, którym Śląsk obdarowano ze strony ojczyzny, jest wielkim obciążeniem historycznym i kiedy dziś sławimy wielkie sukcesy Rzeczypospolitej na Kresach Wschodnich – zwycięstwa husarii, okupację Moskwy, próbę objęcia w posiadanie ziem nad Morzem Czarnym – jako spadkobiercy tamtych tradycji ze wstydem musimy przyjąć do wiadomości fakt, że pozostawienie kwestii Śląska, poza obszarem zainteresowania polskiej polityki, było jednym z większych historycznych zaniechań. Skoro Zofia Kossak mogła z czystym sumieniem swój cykl historycznych opowiadań nazwać Nieznanym Krajem, to znaczy, że w dziejach tej ziemi dokonało się wielkie zło.

Zadaniem pisarki nie było zachowanie ścisłości historycznej, nie wszystkie dziś znane fakty historyczne były też dla niej jasnymi. Na pewno stan badań nad historią tej ziemi jest znacznie lepszy. Niemniej, dziś, po kilkudziesięciu latach od pierwszego wydania publikacji, warto do niej sięgnąć po to, by wiedzieć, że troska o kraj musi być czymś nieustannym, jego poszczególne ziemie nie mogą być pozostawiane same sobie, ludzie muszą mieć poczucie bycia we wspólnocie narodowej.

Germanizacja

Większość opowiadań utrzymana jest w tonacji melancholijnej, wręcz smutnej. Nawet to, otwierające tom, noszące tytuł Nad Odrą w 1017 roku, którego przedmiotem jest anonimowy epizod z wojny Bolesława Chrobrego z Henrykiem II, gdzieś na zachodnich rubieżach państwa polskiego, nad tytułową rzeką. Jako tako zorientowany w historii czytelnik wie, że skutkiem tamtej kampanii był największy ku zachodowi rozrost Bolesławowego księstwa. Kończący wojnę pokój w Budziszynie przesuwał granicę piastowskiego dziedzictwa niemal nad Łabę. Ten sam czytelnik wie jednak, że był to stan chwilowy. Co prawda Śląsk w ciągu kilkuset najbliższych lat odgrywał, jak już wspomniano, rolę niepoślednią w historii politycznej i kulturalnej tworzącego się narodu polskiego, lecz linię Odry utrzymać było coraz trudniej. Na kolejnych kartach książki znajdziemy smutne opowiadanie o śmierci Henryka Probusa, wraz z którą kończył się pewien etap historii Śląska. Dalej mamy właściwie same opowiadania ludowe, tzn. takie, w którym lud jest podmiotem. Nawet jeśli pojawiają się w nich wybitni Polacy, jak syn Zygmunta III, Karol Waza, biskup wrocławski, który w literackiej wizji pisarki broni polskości norbertanek w Czarnowąsach, czy król Jan III Sobieski, który zanim udaje się pod Wiedeń, modli się w Piekarach, to nie pozostawiają oni trwałego śladu w postaci planu politycznego. Ślązacy uparcie trwają, dochowując wierności swej tożsamości.

Chciałoby się zapytać, dlaczego właściwie pozostali oni przy polskości, nie mając w tym żadnego interesu. Właściwie nie znajdziemy w książce odpowiedzi wprost. Tak, jak nie można odpowiedzieć, dlaczego jakieś drzewo urosło w tym miejscu i żyje, a na dodatek wciąż pozostaje sobą.

Przekazywana z pokolenia na pokolenie polskość była dla tej ludności naturalna – byli Polakami, bo chcieli, a chcieli, bo byli. Nawet, jeżeli ktoś na jakiś czas zapominał o tym, to prędzej czy później wracał do swej tożsamości.

Taki przykład znajdziemy np. w opowiadaniu o Karolu Miarce pt: Nawrócony. Swoją drogą, pojawia się w tym fragmencie postać jedynego chyba w całej książce Niemca, przedstawionego jako postać pozytywna – księdza, a potem wrocławskiego biskupa pomocniczego, Bernarda Bogedaina, który rzeczywiście odegrał pozytywną rolę w kwestii obrony praw języka polskiego na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku.

Być może dziś bardzo stanowczy paradygmat złego Niemca może być dla niektórych czytelników nadmiernie stronniczy, ale tu kłania się podstawowa zasada historii: niczego nie można oceniać z perspektywy rzeczywistości, w której żyjemy, a co najwyżej skutków konkretnych wydarzeń. Germanizacja była faktem historycznym, była ona tym silniejsza, im bliżej czasów nam współczesnych. Z drugiej strony, obrona języka i kultury polskiej również nabierała rozpędu, irytując przedstawicieli Prus, od 1871 roku będących emanacją imperialnych Niemiec, a do pewnego momentu gospodarzy Śląska Cieszyńskiego w Monarchii Habsburgów. W wypadku tej ziemi pozycja ludności polskiej była dodatkowo skomplikowana, co nie mogło umknąć i nie umknęło autorce Nieznanego Kraju – otóż tutaj ogromną rolę w obronie polskości odegrali protestanci, co jest specyfiką Cieszyńszczyzny. Jednak narodowość w tym przypadku przekroczyła granicę konfesji, co zostało ładnie ukazane w opowiadaniu Unia Sibicka.

Od przeszłości do dnia dzisiejszego

Kiedy Zofia Kossak pisała swą książkę, Polska istniała na mapie od niewielu lat. Posiadaniem swojej części Górnego i Cieszyńskiego Śląska mogła się cieszyć jeszcze krócej. Na kartach książki nie znajdziemy rewizjonizmu skierowanego wprost na fakt posiadania znacznej części kraju przez Niemcy, chociaż w tamtym czasie tak mogło być postrzegane opowiadanie U stóp św. Anny. Oczywiście tytuł nawiązuje do słynnego po dziś dzień sanktuarium, znajdującego się na górze o tej nazwie. Traktuje ono o walce tych Polaków, którzy pozostali po drugiej stronie i dalej trwali w oporze przeciw coraz bardziej agresywnym próbom eliminacji polskości na Opolszczyźnie. Głównym bohaterem utworu, który jest właściwie reportażem, jest jeden z najbardziej niezłomnych Polaków Śląska Opolskiego i jedna z ważniejszych postaci Związku Polaków w Niemczech, Arkadiusz Bożek, znany jako Arka Bożek, postać tragiczna. Znienawidzony najpierw przez Niemców, a po wojnie traktowany nieufnie przez władze komunistyczne, niepasujący do oficjalnej „krzywousto-odrobużnej” (jak złośliwie napisał Adam Doboszyński) wizji polskości, w której nie było miejsca na takie szczegóły, jak Ślązacy i ich sposób pojmowania polskości, dziś zaś „zagrożony” „ustawą dekomunizacyjną”, co nie tylko zakrawa na absurd, ale bez wątpienia nim jest. Tenże Arka Bożek, w dniu 6 marca 1938 roku, w Theater des Volkes w Berlinie na I Kongresie Polaków w Niemczech – tym samym, na którym proklamowano słynne 5 Prawd Polaków – wypowiedział znamienne słowa: „Wierzymy w to, że wszystko przez ludzi stworzone na świecie przemija i ta moda tego germanizowania nas tak samo się przeżyje, a naród nasz zostanie wieczny, bo jest nieśmiertelny”.

Dzięki posłowiu pani profesor Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz, czytelnik dowie się, że wydana pozycja nie jest zbiorem pełnym, a do tego, niestety, obarczona jest kilkoma ingerencjami cenzorskimi, dokonanymi dla wydań PRL-owskich. Oby to może i niewielkie, ale jednak, zwycięstwo minionego systemu nad twórczością Zofii Kossak było ostatnim.

Piotr Sutowicz

/wj

Zobacz także w e-civitas:

W Parlamencie Europejskim otwarto wystawę „Niedokończone Msze Wołyńskie”

Ekspozycja pokazująca martyrologium duchowieństwa wołyńskiego – ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej, …