Oświęcim: spotkanie poświęcone siostrze serafitce Marii Eligii Staweckiej

7 listopada br., w uroczystej atmosferze 100. rocznicy odzyskania Niepodległości w Oddziale Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Oświęcimiu odbyło się spotkanie poświęcone „odważnej dziewczynie, pełnej pasji kobiecie, żołnierzowi oddanemu sprawie Niepodległości, zachwyconej Bogiem, wiernej swym ślubom zakonnym do końca” , czyli siostrze serafitce Marii Eligii Staweckiej, porucznikowi Legionów Polskich. 

Powyższe słowa opisujące postać siostry Eligii to słowa sióstr serafitek z Oświęcimia i s. Urszuli Dzielawskiej, która licznie zebranym na spotkaniu członkom i sympatykom KSCCh opowiedziała pasjonującą historię życia Siostry porucznik Leopoldyny Staweckiej, w zakonie Marii Eligii.

Leopoldyna, dla rodziny i przyjaciół Olga, urodziła się 11 października 1896r. w Bochni, tam też ukończyła szkołę podstawową. W domu rodzinnym wychowywana była w głębokiej wierze katolickiej, umiłowaniu Ojczyzny i pragnieniu życia w Polsce niepodległej.

Już w wieku kilkunastu lat żywo interesowała się sprawami Ojczyzny, wstąpiła do Związku Strzeleckiego, a gdy wybuchła I wojna światowa siedemnastoletnia Olga wyruszyła na front  z 1 Pułkiem Piechoty Legionów Polskich. Na froncie walczyła krótko; ranna w jednej z potyczek i na wieść o śmierci ojca wróciła na krótko do Bochni. W Krakowie ukończyła kurs dla sanitariuszek i podjęła pracę w szpitalu wojskowym, gdzie opiekowała się rannymi legionistami.

Gdy jesienią 1918r. wybuchła wojna polsko–ukraińska, Olga Stawecka z oddziałem studentek krakowskich dołączyła do Ochotniczej Legii Kobiet we Lwowie, organizowanej przez major Aleksandrę Zagórską. Wraz z „Orlętami” broniła miasta Lwowa. Za walkę o Lwów otrzymała odznakę „Orlęta”. W tym czasie zdała maturę wojskową, została komendantką oddziału OLK w Stanisławowie, a w 1920r. komendantką Legii Lwowskiej.

Duży wpływ na życie Leopoldyny miały autorki polskiej literatury – Gabriela Zapolska, Helena Mniszek, z którymi zaprzyjaźniła się i utrzymywała kontakt.

Początkiem 1920 r. Olga zawarła z kapitanem Józefem Popkowskim związek małżeński, który ze względu na niedopełnienie i na jej prośbę, został w 1924 r. rozwiązany dyspensą z Rzymu.

Wiosną 1920 r. Olga wyruszyła na front wojny polsko-radzieckiej, walczyła w obronie Wilna. Została ranna w prawe płuco. W sierpniu stanęła do walki w obronie Warszawy. Za tę walkę otrzymała stopień porucznika Wojska Polskiego, odznaczenie „Krzyż Walecznych” i odznakę „Za trud ofiarny”. Końcem roku 1920 objęła dowództwo nad Legią Warszawską.

Po ustabilizowaniu się sytuacji w kraju zrezygnowała ze służby wojskowej i udała się na roczny urlop. Kiedy jednak w maju 1921 r. wybuchły walki związane z III Powstaniem Śląskim, wzięła w nich udział.

W tym czasie powrócił do niej, znany od lat dziecinnych, głos powołania do życia zakonnego. Jesienią  1924r. została przyjęta do Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej (Sióstr Serafitek) w Oświęcimiu, zaczęła nowicjat i otrzymała imię Eligia. Jej formację w zakonie przerwała choroba – odezwała się rana otrzymana w walkach z bolszewikami, wywiązała się gruźlica. Po przerwie na leczenie siostra Eligia kontynuowała nowicjat, w 1928r. złożyła profesję zakonną i rozpoczęła pracę wychowawczyni w domu dziecka w Oświęcimiu.

Choroba jednak powróciła. Śluby wieczyste Siostra Eligia złożyła już na łożu śmierci.

Zmarła 7 stycznia 1933 r. w Białce Tatrzańskiej, w wieku 37 lat. W uroczystości pogrzebowej w Oświęcimiu wzięły udział licznie zebrane Siostry Serafitki, Wojsko Polskie, przedstawiciele władzy miejskiej, byłe legionistki, mieszkańcy Oświęcimia.

Pochowana została na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu w kwaterze Sióstr Serafitek.

Na zakończenie spotkania s. Urszula Dzielawska zaprosiła zebranych do Oświęcimskiego Centrum Kultury na spektakl teatralny „U Pana Boga na warcie – s. Eligia Stawecka, seraficka porucznik”, przygotowany  przez klasę teatralną SP nr 8 w Oświęcimiu.

Henryka Szupiluk

/md

Zobacz także w e-civitas:

Po śladach wiary

Każda lektura buduje w naszych głowach jakiś obraz opisywanej przez autora rzeczywistości. Dokładnie to samo …