Home / Opinie | Felietony / Oziębianie klimatu… w polityce

Oziębianie klimatu… w polityce

Czy są jeszcze szanse, by Polska i Rosja powróciły do dobrych sąsiedzkich stosunków, tak by były one przykładem dla całej Europy?

Kiedy w ostatnim dniu lipca 2005 r. troje dzieci pracowników rosyjskiej ambasady i młody Kazach padło w Warszawie ofiarą chuligańskiej napaści, przedstawiciel rosyjskiego MSZ Borys Małachow uznał, że incydent nie był przypadkowy i świadczył o istnieniu w Polsce antyrosyjskiego nastawienia.

?? ?????????

Rzecznik MSZ Aleksander Chećko tłumaczył, że polska dyplomacja traktuje napad jako „ubolewania godny akt bandytyzmu”, pozbawiony podtekstów politycznych czy międzynarodowych. A komentatorzy polskich gazet pisali, że pobicie dzieci rosyjskich dyplomatów Kreml wykorzystuje do politycznej rozgrywki z Polską. Czym sobie zasłużyliśmy? „Rzeczpospolita” cytowała jednego z czołowych kremlowskich doradców, Gleba Pawłowskiego: „Angażujecie się na obszarze postsowieckim wbrew interesom rosyjskim, a każde takie działanie Moskwa traktuje jako akt wrogi”.

Kilka tygodni wcześniej prezydent Aleksander Kwaśniewski, który włączył się „w działania wrogie” w czasie Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie wybierając się do Moskwy na kontrowersyjne obchody 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej 9 maja 2005 roku, tłumaczył, że „Polska jest szczególnie zainteresowana dobrą współpracą Rosji z Unią, dlatego, że im lepsza współpraca, tym więcej dla nas bezpieczeństwa, spokoju, normalności w tej części świata”.


Władimira Putina denerwuje polskie weto w rozmowach UE- Rosja oraz tarcza antyrakietowa
Fot. www.prezydent.pl

Tymczasem na „odpowiedź” na wydarzenia z lipca 2005 r. nie trzeba było długo czekać: 10 sierpnia w Moskwie pobity został II sekretarz polskiej placówki dyplomatycznej. Przypadek? Raczej nie. Prędzej przykład chaosu, jaki może nastąpić tam, gdzie nie ma racjonalnie prowadzonej polityki, wolnej od uprzedzeń i wrogości.

Londyński „Independent” napisał wówczas, że Polska i Rosja stoją na progu poważnego kryzysu, chociaż sondaż przeprowadzony przez radio Echo Moskwy wykazał, że 75 proc. Rosjan wstydzi się za pobicia Polaków. „Die Welt” komentując tę sprawę napisał, że w ostatnim czasie „rosyjski niedźwiedź” czuje się prowadzony przez Polaków na sznurku po międzynarodowej arenie, a prezydent Władimir Putin nie może wybaczyć Warszawie wsparcia dla ukraińskiej rewolucji. Wszystko prawda.

– Głównym źródłem rosyjskiej urazy był wpływ Polski na ukraińskie wydarzenia na przełomie 2004 i 2005 r. – uważa Grigorij Jawlinskij, jeden z liderów rosyjskiej opozycji, współzałożyciel liberalno-konserwatywnej partii Jabłoko.

Wojna na górze

Ale nie chodzi tylko o Ukrainę. Katyń, tarcza antyrakietowa, mięso, rura pod Bałtykiem, sprawa Ukrainy i jej geopolitycznej orientacji, niepodległość Czeczenii… Polska i Rosja znajdują się ostatnio w stanie permanentnej walki, by nie powiedzieć – wojny: handlowej, dyplomatycznej, batalii o pamięć historyczną.

Zresztą, czemu „by nie powiedzieć”? Skoro nawet z polskiego MSZ pod adresem Rosji płyną coraz mocniejsze słowa? W maju minister spraw zagranicznych Anna Fotyga sama zauważyła, że embargo handlowe na polskie produkty jest „pewnym rodzajem wypowiedzenia wojny”. Jej zdaniem Rosja sięgnęła po „bardzo ostre narzędzie”. Ale czy jej brak odpowiedzi na zaproszenie do Rosji to najlepsza… odpowiedź? Ministerstwo twierdzi, że nie ma po co jeździć do Rosji, skoro nie ma woli porozumienia w sprawach rosyjskiego embarga na mięso. Czy takie stawianie sprawy ułatwi w przyszłości rozwiązywanie konfliktów polsko-rosyjskich?

Na szczęście dla nas stanowisko Unii w sprawie rosyjskiej blokady handlowej jest jasne. Ale określany jako supertrudny majowy szczyt Unia Europejska-Rosja w Samarze, na którym rozmawiano o polskim mięsie, konflikcie Moskwa-Tallin i rosyjskiej demokracji zakończył się niestety niczym. Nie podpisano żadnego dokumentu.

– Nie widzimy podstaw rosyjskiego zakazu importu mięsa z Polski – podkreślił w maju przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. I dodał, że „problem Polski jest problemem europejskim”.

– Polscy koledzy nie rozmawiają z nami już od ponad roku. Bogu dzięki, jest niemiecka kanclerz. Będziemy pracować dalej – zrewanżował się podczas konferencji prasowej Władimir Putin.

– Dla Rosji nie jesteśmy poważnym konkurentem i Rosjanie świetnie o tym wiedzą. Co innego Unia Europejska – to dla Rosji partner bardzo znaczący – mówił niedawno w wywiadzie dla „Dziennika” prezydent Lech Kaczyński.

Obywatele ponad podziałami

Kiedy dokładnie rok temu CBOS pytał Polaków, czy wyobrażają sobie dobre stosunki z Rosjanami, „tak” lub „raczej tak” odpowiedziało aż 69 proc. Za całkowicie niemożliwe uznało to zaledwie 2 proc. z nas.

– Od roku 2000, od kiedy badamy opinie o możliwości przyjaznych i partnerskich stosunków z Rosją, najwyższy odsetek odpowiedzi twierdzących odnotowaliśmy przed czterema laty – w roku 2002. Od tego czasu wiara w możliwość oparcia wzajemnych relacji polsko-rosyjskich na zasadach partnerskich z roku na rok słabnie. W porównaniu z rokiem ubiegłym liczba osób uważających, że możliwe są takie stosunki między Polską a Rosją, zmalała o 6 punktów procentowych – zauważa Micha Strzeszewski, który opracowywał badanie.

Niedźwiedź i zając?

Skoro Rosja jako głównego rywala na geopolitycznej scenie wciąż traktuje Stany Zjednoczone, trudno będzie ocieplać te stosunki debatując jednocześnie nad antyrakietową tarczą. Choć główny negocjator amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, zastępca sekretarza stanu John Rood, który pod koniec maja rozpoczął negocjacje w Polsce podkreśla, że Stany Zjednoczone ciągle rozmawiają o tym problemie z Rosją, od początku, kiedy pojawił się pomysł umieszczenia bazy w Polsce, Rosja przy każdej okazji próbuje udowodnić, że instalacje będą wymierzone w jej terytorium.

Od czasu, gdy w 1991 r. Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej przekształciło się w Stowarzyszenie Polska-Rosja wiele się zmieniło. Ale to nie znaczy, że jest dużo lepiej. Jednym z podstawowych założeń polityki polskiej było budowanie partnerstwa i współpracy przez jak najszybsze rozpoczęcie procesu pojednania obu narodów. Miało temu służyć oczywiście wymazywanie „białych plam” we wzajemnej historii, ujawnienie prawdy o Katyniu i rzeczywistym charakterze „wyzwalania” Polski spod okupacji hitlerowskiej. Ale strategiczne interesy Polski i Rosji okazały się inne. 11 marca 2005 r. rosyjska Naczelna Prokuratura Wojskowa ogłosiła oficjalnie, że „nie ma podstaw do uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię ludobójstwa”. W uzasadnieniu podano m.in., że internowanie polskich oficerów, sposób ich przetrzymywania i traktowania był odpowiedni do norm obowiązujących w tamtych czasach oraz że aczkolwiek zabicie ich było przestępstwem, ale nie miało znamion eksterminacji narodu polskiego. Decyzja ta oznacza, że w Rosji zbrodnia katyńska traktowana będzie jako przestępstwo pospolite, zatem uległa już przedawnieniu.

Uzdrawianie pamięci

„Polska przystępuje do wojny z pomnikami” – pisał niedawno rosyjski dziennik „Kommiersant”. To prawda: w ramach tzw. ustawy dekomunizacyjnej (minister kultury Kazimierz Ujazdowski przedstawił 23 maja projekt ustawy o miejscach pamięci narodowej), polskie władze chcą dokonać przeglądu pomników. Wojewodowie będą mogli usuwać monumenty gloryfikujące reżim nazistowski i komunistyczny.

Co o tym sądzą Rosjanie – wiadomo. – Ci, co bezczeszczą pomniki bohaterów wojny, znieważają swój własny naród, siejąc waśń i atmosferę braku zaufania między państwami i narodami – oświadczył prezydent Rosji Władimir Putin w Moskwie na defiladzie wojskowej z okazji tegorocznego Dnia Zwycięstwa nad faszyzmem. – Nie mamy prawa zapominać, że przyczyn każdej wojny należy szukać w błędach czasu pokoju, a ich korzeni w ideologii konfrontacji i ekstremizmu – dodał prezydent.

Ale zaskoczeniem jest w tej sprawie stanowisko Polaków. Ponad połowa (57 proc.) uważa, że pomniki żołnierzy radzieckich należy pozostawić tam, gdzie są; 28 proc. jest zdania, że trzeba je przenieść na najbliższy cmentarz żołnierzy radzieckich; 8 proc. wyraziło przekonanie, że trzeba je usunąć, a 7 proc. nie potrafiło zająć stanowiska w tej kwestii – wynika z najnowszego sondażu Ośrodka Badania Opinii Publicznej (OBOP). Dla 38 proc. badanych pomniki żołnierzy radzieckich są znakami wyzwolenia; dla 33 proc. – znakami zniewolenia Polski przez Związek Radziecki, a 29 proc. nie potrafiło wyrazić w tej sprawie swojej opinii. Może na proces uzdrowienia pamięci jest już za późno?

A może wystarczy, byśmy zrezygnowali (załóżmy tak na chwilę) z chęci wyegzekwowania odpowiedzialności Rosjan za zbrodnię katyńską albo inne bolesne zaszłości? Niektórzy dowodzą, że nawet jeśli historię pozostawi się tylko w gestii historyków, to i tak nad Warszawą i Moskwą mostu przyjaźni przerzucić się nie da. A może nawet nigdy się nie dało?

Tomasz Gołąb

Artykuł ukazał się w numerze 06/2007.

Dodaj komentarz