Home / Historia / Pamięć o ofiarach Katynia

Pamięć o ofiarach Katynia

W bieżącym roku mija 75. rocznica zbrodni katyńskiej, największej zbrodni na Wschodzie w czasie II wojny światowej. Wiosną 1940 r. NKWD strzałami w tył głowy bestialsko zamordowało 22 000 polskich obywateli, elitę intelektualną II RP. Zginęli za wierność Polsce.

Kiedy wojska hitlerowskie 1 września 1939 r. podstępnie zaatakowały naszą ojczyznę, Wojsko Polskie heroicznie broniło zachodnich granic. To byli nasi synowie, mężowie, ojcowie… W tym trudnym i niebezpiecznym okresie w domach pozostały nieprzygotowane do życia w wojennych warunkach ich matki, żony i dzieci. Oprócz troski o swój byt towarzyszył im ogromny lęk o walczących.

Ekshumowane ciała w KatyniuCZAS OKUPACJI
17 września 1939 r. do polskiego społeczeństwa dotarła informacja, że wschodnią granicę Polski przekroczyła Armia Czerwona, aby pomóc Polakom wyprzeć Niemców. Nastąpiła pewna ulga. Była nadzieja, że wojna niezwłocznie zostanie zakończona, a wojsko wróci do swoich rodzin, do domów…

Nie dotarła natomiast wiadomość, że walczący z Niemcami polscy żołnierze zostali przez czerwonoarmistów rozbrojeni, po czym jako jeńcy wojenni byli pędzeni za wschodnią granicę. Szli pieszo, pod zbrojną eskortą, bez żadnych racji żywieniowych, posilając się wybieranymi z pól burakami i popijając je wodą z rzek, rowów.

Osadzono ich tuż za granicą w przejściowych obozach zorganizowanych w stodołach, kościołach, na dworcach kolejowych. Sowiecka policja polityczna, NKWD, która przejęła nadzór nad jeńcami, dokonała selekcji. Żołnierzy niższych rang zwolniono, natomiast zatrzymano oficerów Wojska Polskiego, żołnierzy Żandarmerii Wojskowej i Korpusu Ochrony Pogranicza oraz funkcjonariuszy Policji Państwowej i innych służb państwowych. Następnie przez wiele tygodni wieziono ich bydlęcymi wagonami w warunkach uwłaczających ludzkiej godności w głąb Związku Radzieckiego i umieszczono w trzech obozach jenieckich: Kozielsk, Ostaszków i Starobielsk.

Pozostające w kraju rodziny nie miały żadnych informacji o swoich bliskich, nie dochodziły o ich losie żadne wiadomości. Z niepokojem oczekiwały na jakiś sygnał dotyczący syna, męża, ojca…

Pod koniec listopada 1939 r. od osadzonych w obozach NKWD polskich jeńców do rodzin nadeszły pierwsze listy. Wiadomości z Kozielska, Ostaszkowa, Starobielska. Pisali, że są zdrowi, czują się dobrze i już wkrótce, po zakończeniu wojny wrócą do ojczyzny. Cenzurowane przez NKWD listy były krótkie, lakoniczne. Przebijała w nich troska o pozostawione rodziny, ale przede wszystkim wyrażana była nadzieja na rychły powrót. Każda otrzymana z obozu wiadomość tak bardzo dodawała pozostawionym rodzinom otuchy.

Wkrótce niepokojący stał się fakt, że od kwietnia 1940 r. do kraju nie docierały od jeńców żadne wiadomości. Także listy wysyłane po tym terminie do obozów wracały niedoręczone adresatom, a znajdujące się na zwrotnych kopertach pieczątki RETOUR-PARTI oznaczały nieobecność jeńca w obozie. Niepokój o najbliższych wzrastał.

Kolejne miesiące również nie przynosiły żadnych informacji. W akcie desperacji najbliżsi krewni kierowali rozpaczliwe listy do komendantów obozów z zapytaniami o los osadzonych tam polskich jeńców. Listy pozostawały bez odpowiedzi.

13 kwietnia 1943 r. to dla rodzin polskich oficerów ujętych przez Armię Czerwoną data tragiczna. W tym dniu Radio Berlin nadało komunikat, że Niemcy okupujący zachodnią Rosję odkryli w lesie koło Smoleńska masowe groby polskich oficerów – jeńców obozu Kozielsk. Ekshumacja dokonana przez Komisję Techniczną Międzynarodowego Czerwonego Krzyża pozwoliła ustalić, że mord miał miejsce wiosną 1940 r.

Rozpacz i desperacja rodzin. Doszukiwano się prowokacji niemieckich okupantów. Niemcy jednak dokumentowali swoje odkrycie. Na łamach niemieckich dzienników lokalnych wydawanych w języku polskim, tzw. gadzinówek, znajdowały się codzienne rubryki zatytułowane „Rozpoznane ofiary” z danymi personalnymi zamordowanych. Na ulicach miast zostały ustawione głośniki, przez które powtarzano komunikaty o tym tragicznym odkryciu. Lektorzy czytali przerywane muzyką żałobną długie listy z nazwiskami zidentyfikowanych polskich oficerów.

Najbliżsi zamordowanych przez wiele tygodni śledzili publikowane listy, ciągle jednak nie dowierzając prawdziwości tych informacji. Wiele żon, matek i dzieci nie przyjmowało do wiadomości tego faktu. Prawda była zbyt bolesna…

O ile świat poznał tragiczny finał życia jeńców obozu w Kozielsku, to los osadzonych w Ostaszkowie i Starobielsku nadal nie był znany. Ruszyła fala poszukiwań. Listy z zapytaniami kierowano do Polskiego Czerwonego Krzyża, Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża, Zarządu Głównego PCK z siedzibą w Londynie, a także do Stalina. Poszukiwania te były bezskuteczne. Odprawiano liczne Msze św. w intencji pomordowanych i odnalezienia zaginionych.

Odpowiedzialnością za mord katyński Niemcy obwiniały ZSRR. W odpowiedzi rząd radziecki powołał specjalną komisję, która po fikcyjnym zbadaniu sprawy wydała oficjalny raport stwierdzający, że zbrodnia została dokonana jesienią 1941 r. przez hitlerowskie Niemcy. Taką kłamliwą wersję władze komunistyczne lansowały przez wiele lat.

WYZWOLENIE?
Koniec wojny nie przyniósł ujawnienia prawdy o zbrodni katyńskiej. Przez dziesiątki lat komunistyczna propaganda utrzymywała, że sprawcami zbrodni katyńskiej byli hitlerowcy, a po tzw. odwilży politycznej 1956 r. słowo „Katyń” było zakazane całkowicie.

Nowa, „wyzwolona” Polska, aby zapomnieć o ofiarach Katynia, eliminowała także ich najbliższych. Dla tych, którym NKWD zamordowało mężów i ojców, był to czas represji ze strony komunistycznych władz, lata wykluczenia ze społeczeństwa. Rodziny ofiar Katynia traktowano jako wrogów ustroju, obywateli drugiej kategorii. Represje były drastyczne. Żony zamordowanych oficerów zwalniano z pracy, następowały eksmisje rodzin oficerskich z zajmowanych mieszkań, dzieciom odmawiano indeksów na wyższe uczelnie, a ich synowie będący w wieku poborowym byli kierowani do karnych kompanii Ludowego Wojska Polskiego lub ciężkiej, szkodliwej pracy w kopalni uranu. Były też przypadki zatrzymań osób, które nie dostosowały się do zakazu poruszania sprawy zbrodni katyńskiej.

Choć oficjalnie sprawa katyńska pozornie była tajemnicą dla całego świata, mimo grożących represji stosowanych przez władze Polski Ludowej, w rodzinach i wśród przyjaciół pamięć o zamordowanych była żywa. Krzewili pamięć o zamordowanych, wspólnie się modlili.

Już w latach 50. na wielu cmentarzach spontanicznie wyznaczono miejsca, aby czcić pamięć ofiar Katynia. Co roku 1 listopada ustawiano brzozowe krzyże z napisem „Katyń”, składano kwiaty, palono znicze. Wszystkie te symbole pamięci były jednak przez Służbę Bezpieczeństwa natychmiast usuwane.

W Warszawie na wojskowych Powązkach, wbrew zakazom komunistycznych władz i grożącemu niebezpieczeństwu, od 1974 r. regularnie w dniu Wszystkich Świętych organizowano katyńskie uroczystości religijno-patriotyczne. Brały w nich udział tysiące warszawiaków, a także wiele osób spoza stolicy. Modlili się i oddawali hołd zamordowanym członkowie rodzin ofiar Katynia, ale także osoby niespokrewnione z zamordowanymi. W uroczystościach tych przeszkadzali funkcjonariusze bezpieki – zastraszali, wyrzucali kwiaty, palili wieńce.

W lipcu 1981 r. odważnie ustawiono tu kamienny krzyż z napisem „Katyń”, datą „1940” i z nazwami jenieckich obozów NKWD. Jednak tej samej nocy niezmiernie ciężki, 4,5-metrowej wysokości obelisk został przez Służbę Bezpieczeństwa zdemontowany i wywieziony z cmentarza. Zaginął na wiele lat. Podrzucony został na cmentarz dopiero w 1989 r.

W 1984 r. wielkiego, bardzo niebezpiecznego dzieła dokonał ks. Stefan Niedzielak, ówczesny proboszcz parafii św. Boromeusza na Powązkach w Warszawie. Na zewnętrznej ścianie kościoła stworzył miejsce poświęcone ofiarom Katynia, gdzie zostały umieszczone tabliczki inskrypcyjne zamordowanych. To przedsięwzięcie przypłacił życiem.

W tym okresie powstało w Polsce wiele potajemnych organizacji krzewiących pamięć ofiar Katynia. Od 1970 r. podziemne Wydawnictwo Polskie wydało kilka broszur o tematyce katyńskiej, a powstały w Krakowie Instytut Katyński cyklicznie wydawał „Biuletyn Katyński”. Pojawiały się edycje emigracyjne, a po powstaniu w Polsce Solidarności liczne publikacje. Organizowano cieszące się wielkim zainteresowaniem spotkania popularyzujące problematykę katyńską, których najbezpieczniejszym miejscem były przykościelne sale. W intencji ofiar Katynia odprawiano liczne Msze św.

U schyłku komunizmu w Polsce o zbrodni katyńskiej mówiono coraz głośniej. Zarówno rodziny zamordowanych, jak i całe społeczeństwo domagało się prawdy o Katyniu. Domagano się, aby świat poznał prawdziwą historię tej polskiej tragedii!

WOLNO GŁOŚNO MÓWIĆ
Po 1989 r. sprawa zbrodni katyńskiej przestała być tematem zakazanym. Najbliżsi ofiar Katynia mogli głośno mówić o swojej tragedii sprzed pół wieku, ujawnić swoje pokrewieństwo z zamordowanym, wykrzyczeć swój ból… Połączeni wspólną tragedią chcieli być razem.

Zrzeszyli się w organizację o nazwie Rodzina Katyńska, a celem ich było upamiętnianie zamordowanych. Pierwszym jednak najważniejszym zadaniem było przekazywanie społeczeństwu fałszowanej przez 45 lat prawdy o zbrodni katyńskiej.

Przełomowym dniem w odkłamywaniu historii zbrodni katyńskiej był 13 kwietnia 1990 r. kiedy prezydent Związku Radzieckiego Michaił Gorbaczow oficjalnie przyznał, że „odpowiedzialność za zbrodnię katyńską ponosi NKWD”. Ta wypowiedź radzieckiego przywódcy często wywoływała zażarte dyskusje, były liczne przypadki nieprzyjmowania do wiadomości faktu, że mordu dopuścili się Sowieci.

Najbliżsi zamordowanych pracowali. Organizowali spotkania w szkołach, kościołach, Domach Kultury. Mówili o Katyniu prawdę. Argumentowali ją przekazanymi Polsce przez stronę radziecką, a później rosyjską aktami katyńskimi, które zawierały m.in.: podpisaną przez Stalina decyzję o rozstrzelaniu polskich oficerów, a także imienne listy wywozowe polskich jeńców z obozów do miejsc straceń. W przekazanych Polsce dokumentach ujawniono także nieznane miejsca ukrycia zwłok jeńców obozu Ostaszków i Starobielsk, którymi są odpowiednio Miednoje i Charków.

Niezwłocznie też rodziny zrzeszone w Federacji Rodzin Katyńskich podjęły starania o budowę cmentarzy w miejscach ukrycia zwłok polskich jeńców. Zwrócono się do polskiego rządu i negocjacjami z Rosją i Ukrainą rozpoczęto trudny, długi proces budowy. Pokonując wiele trudności natury politycznej, technicznej i finansowej, przy wsparciu Rodzin Katyńskich wybudowano Polskie Cmentarze Wojenne, których otwarcie w Katyniu, Miednoje i Charkowie nastąpiło w r. 2000, a w Bykowni w r. 2012.

Dla rodzin zamordowanych było to wielkie przeżycie. Każdy skrawek tej nasiąkniętej polską krwią nekropolii został poświęcony, a nazwiska upamiętnione. Bezimienne doły śmierci, do których wrzucono ciała polskich jeńców, po wielu latach stały się polskimi cmentarzami. To był pogrzeb po 60 latach, a dzieci zamordowanych musiały na ten dzień czekać całe swoje dorosłe życie.

Aby upamiętniać zamordowanych, Rodziny Katyńskie zorganizowały wiele wystaw. Eksponatami były pamiątki po zamordowanych, które przez lata sowieckiej okupacji w obawie przed rewizjami SB były głęboko ukrywane w rodzinnych archiwach. Dowodziły one bezsprzecznie, że zbrodnia nie była dziełem hitlerowskich Niemiec, jak głoszono w latach komunizmu, lecz sowieckiego NKWD, popełniona wiosną 1940 r.

Organizowano także liczne konkursy adresowane do młodzieży szkolnej, które przybliżały młodym Polakom wiedzę o NKWD-owskiej zbrodni na polskich oficerach.

Rodziny zamordowanych oficerów polskich podejmowały wiele przedsięwzięć, aby Polska o męczennikach Katynia pamiętała. Wzniesiono dziesiątki pomników, ufundowano wiele tablic inskrypcyjnych z nazwiskami zamordowanych, imieniem Ofiar Katynia nazwane są ulice, place, skwery. W licznych kościołach są kaplice katyńskie, a w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie kaplica szczególna, gdzie na marmurowych ścianach są wyryte nazwiska wszystkich ofiar Katynia.

Od kilku lat trwa akcja pt. „Katyń… ocalić od zapomnienia”. Polega ona na sadzeniu – przy szkołach, kościołach, Domach Kultury – dębów pamięci, z których każdy jest poświęcony jednemu zamordowanemu.

Najbliżsi przywołują pamięć zamordowanych, organizując Msze  św. i uroczystości co roku 13 kwietnia, w Dniu Pamięci Ofiar Katynia, i 17 września, w rocznicę sowieckiej napaści na Polskę. Szczególnym rodzajem upamiętnienia są publikacje, dziesiątki wydawnictw i setki artykułów o zbrodni katyńskiej, a także medale, karty, ekslibrisy, znaczki.

Mimo upływu 75 lat od tych tragicznych wydarzeń, z uwagi na niedostępność akt znajdujących się w kremlowskich archiwach nie wszystkie sprawy są nam znane. Strona rosyjska nie przekazała Polsce jeszcze 35 tomów akt katyńskich i teczek osobowych, które posiadał każdy jeniec. Polska oczekuje także na wyjaśnienie niezrozumiałego umorzenia prowadzonego przez Główną Prokuraturę Wojskową Rosji śledztwa katyńskiego, a następnie utajnienie jego uzasadnienia.

Najbardziej istotna jest jednak sprawa udostępnienia listy 3870 nazwisk polskich więźniów zamordowanych 1940 r. na Białorusi, wskazania miejsca ich pogrzebania i umożliwienia wybudowania tam Polskiego Cmentarza Wojennego. Domniemanym miejscem ukrycia ich zwłok są Kuropaty koło Mińska.

Jan Paweł II na spotkaniu z Rodzinami Katyńskimi w 1996 r. powiedział: „Tragiczne wydarzenia, które miały miejsce na wiosnę 1940 roku w Katyniu, Charkowie i Miednoje, są rozdziałem w martyrologium polskim, który nie może być zapomniany. Ta żywa pamięć powinna być zachowana jako przestroga dla przyszłych pokoleń”. W kontekście wypowiedzi Ojca Świętego należy się zastanowić, jakie podejmować kroki, aby kolejne pokolenia o ofiarach Katynia pamiętały.

Danuta Malon

mm