Źródło: pl.wikipedia.org, CC BY-SA 2.0.

Papież z Buenos Aires

„Oby Bóg Wam wybaczył to, coście uczynili”! Tymi słowami, na poły żartobliwie, na poły wyrażając w ten sposób swe wątpliwości i obawy, Franciszek zwrócił się do kardynałów po wybraniu go na Stolicę Piotrową 13 marca 2013 r. W tym miesiącu mija 5 lat pontyfikatu papieża z Argentyny.

Buona sera – zawołał Franciszek z okna papieskiego na powitanie wiwatujących tłumów, a więc – nie wypowiedział sakramentalnych przy tej okazji słów: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Trudno nie zgodzić się z opinią, że wiele jego decyzji, planów, gestów i słów budzi zarówno wśród hierarchii kościelnej, jak i wśród wiernych niemałe kontrowersje. Wątpliwości dotyczą m.in. kwestii rozgrzeszania i zdejmowania ekskomuniki z kobiet, które dopuściły się aborcji, ewentualnej Komunii świętej dla rozwodników czy postawy papieża jako głowy zachodniego Kościoła wobec problemu przyjmowania islamskich uchodźców. Na ten temat pisał w jednym ze swoich przesłań: „My, chrześcijanie, musimy przyjmować islamskich imigrantów przybywających do naszych krajów, życzliwie i z szacunkiem – tak, jak sami chcielibyśmy być witani i szanowani w krajach o tradycji islamskiej”. W innej z wypowiedzi stwierdził natomiast: „Musimy dać jasno do zrozumienia, że rozwodnicy nie są ekskomunikowani”. W skrajnych przypadkach papieża oskarża się o szerzenie herezji i odchodzenie od fundamentalnych, uświęconych tradycją zasad wiary.

Pierwsze spotkanie z wiernymi, źródło: pl.wikipedia.org, CC BY-SA 3.0

Jednocześnie światowe media, nawet te programowo niechętne Kościołowi, podobnie jak wielu socjologów, informują o fenomenie «efektu Franciszka», który powoduje, że w wielu krajach na niedzielnej Mszy świętej pojawiają się osoby, które wcześniej – w swoim odczuciu – nie były mile widziane w  Kościele. Prezentując określoną postawę wobec kluczowych problemów nękających współczesny świat, Franciszek w krótkim czasie stał się osobistością niezwykle popularną, a nawet – co znamienne – ikoną popkultury: został człowiekiem roku tygodnika „Time” i trafił na okładkę magazynu „Rolling Stone” (sic!), oraz na listę kandydatów do pokojowej Nagrody Nobla.

Nie jest jednak tajemnicą, że o ile – jak relacjonuje światowa prasa – poza murami Watykanu papież Franciszek cieszy się popularnością tzw. mas oraz liberalnych polityków i mediów, to jednocześnie jest otwarcie krytykowany przez wielu hierarchów, którym nie podoba się zarówno jego zgoła „obrazoburczy” styl sprawowania posługi papieskiej, jak i proponowane przez niego reformy. W kręgach nieprzychylnych papieżowi podkreśla się, że nie jest wybitnym teologiem, że ma zdecydowane, ale jednocześnie trywialne skłonności populistyczne, nie określa jasno swoich celów oraz zbyt lekceważąco odnosi się do kleru. Według honduraskiego kardynała Óscara Andrés Rodríguez Maradiagi z ust niektórych wpływowych hierarchów biorących udział w konklawe można obecnie usłyszeć pełne goryczy słowa: „Popełniliśmy straszny błąd”.

Wielu kardynałów niepomiernie rażą niekonwencjonalne wypowiedzi dla mediów oraz szokujące niekiedy – ich zdaniem – formy zachowania biskupa Rzymu. „Można odnieść wrażenie, że Kościół jest łodzią bez steru” – twierdzi amerykański kardynał, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, arcybiskup metropolita Saint Louis, Raymond Burke, stojący na czele konserwatywnego skrzydła w Kościele. Ten duchowny już pod koniec 2013 r., a więc w niecały rok po wyborze Franciszka, gdy Ojciec Święty oświadczył, że Kościół nie powinien się skupiać tylko na kwestiach aborcji, antykoncepcji i homoseksualistów, oświadczył w pełnym emocji wystąpieniu w amerykańskiej telewizji, że „Nie ma nic bardziej fundamentalnego, niż prawo naturalne i wynikające z niego normy moralne”. 3 lata później kard. Burke był też jednym z czterech sygnatariuszy listu skierowanego do Franciszka, zawierającego 5 dubii (tzn. wątpliwości) odnoszących się do przesłania wynikającego z jego apostolskiej adhortacji Amoris laetitia. Kardynał podkreślił przy tym, że wszyscy sygnatariusze listu są wiernymi katolikami, to znaczy, że kochają papieża z „pełnym posłuszeństwem wobec nauczania św. Piotra”. Jednocześnie jednak oświadczył, że nie akceptuje wielu założeń, na których opiera się ten dokument, ponieważ według niego „jest sprzeczny z tym, czego Kościół zawsze nauczał i co praktykował”. Przy tej okazji kardynał odniósł się również do „rzekomego” – jak to określił – konfliktu między nim a Franciszkiem, podkreślając, że relacje mediów przedstawiające jego i papieża pozostających w permanentnym ideologicznym sporze są nierzetelne i po prostu „zwyczajnie przesadzone”.

Trzeba jednak przypomnieć, że przy okazji obrad Nadzwyczajnego Synodu Biskupów w październiku 2014 r., w przeważającej mierze poświęconego problemom współczesnej rodziny, kard. Burke zaprezentował dzieło broniące tradycyjnej wizji małżeństwa. Książka Pozostać w  prawdzie Chrystusa, która powstała we współpracy z czterema innymi wpływowymi hierarchami – kard. Walterem Brandmüllerem, emerytowanym przewodniczącym Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, arcybiskupem Bolonii Carlo Caffarrą, kard. Velasio de Paolis, byłym przewodniczącym Prefektury Ekonomicznych Spraw Stolicy Apostolskiej oraz Gerhardem Ludwigiem Müllerem, wówczas prefektem Kongregacji Nauki Wiary, a więc jednym z najbliższych współpracowników papieża, została wydana m.in. we Włoszech, w Stanach Zjednoczonych i we Francji, ciesząc się dużym zainteresowaniem mediów i czytelników. Warto też pamiętać, że kiedy podczas obrad Synodu zaprezentowano powstały z inicjatywy Franciszka dokument, w którym znalazł się apel o większe otwarcie się Kościoła na rozwodników i homoseksualistów, wywołał on prawdziwe oburzenie konserwatywnych hierarchów. Kardynał Müller oświadczył wręcz, że jest on „niegodny, haniebny i całkowicie błędny”, a australijski kard. George Pell uznał raport za „tendencyjny i zafałszowany”. Przeciwnicy zmian proponowanych przez Ojca Świętego zabiegali nawet o oficjalne wsparcie Benedykta XVI, ale emerytowany papież zachował neutralną lojalność wobec swojego następcy. „To, z czym mamy do czynienia, to ni mniej, ni więcej tylko początek katolickiej wojny domowej” – ocenia brytyjski watykanista Damian Thompson. W innych publikacjach poświęconych tej problematyce pojawiają się znacznie dalej idące wnioski, niewykluczające nawet tego, że wcześniej czy później w Kościele katolickim dojdzie do schizmy (sic!).

Franciszek jednak niechętnie schodzi z raz obranej drogi i najwyraźniej nie zamierza zrezygnować ze swoich koncepcji reformowania Kościoła. Przy całej ciepłej i życzliwej powierzchowności jest człowiekiem zdecydowanym i – jak wspominają argentyńscy księża, którzy w latach 80. zetknęli się z nim w jezuickim kolegium w San Miguel – mającym bardzo twardą rękę. Na początku grudnia ub.r. papież udzielił wywiadu wydawanemu w Buenos Aires dziennikowi „La Nación”, w którym zapowiedział jasno, że zamierza nadal być sobą: „Wolę iść naprzód taki, jaki jestem. Nie boję się”. Kilka dni później dał temu zdecydowany wyraz w trakcie przemówienia skierowanego do purpuratów z okazji Bożego Narodzenia, wymieniając w nim 15 chorób toczących świat, Kurię Rzymską i Kościół powszechny oraz zachęcając duchowieństwo do przeprowadzenia rzetelnego rachunku sumienia. Mówił wówczas m.in.: „Zamiast być Kościołem, który wita i przyjmuje, trzymając drzwi otwarte, spróbujmy również być Kościołem, który znajduje nowe drogi, który potrafi wyjść z siebie i udać się do tych, którzy nie chodzą na msze, odeszli lub zobojętnieli”. […] „Powinniście być pasterzami, od których czuć zapach owczarni”. Ale także: „Ta gospodarka zabija. Niewiarygodne, że nikogo nie porusza fakt, iż bezdomny starzec zamarzł na ulicy, a sensacją dnia jest spadek kursów akcji o dwa procent!” czy: „Nawet odrobina miłosierdzia sprawia, że świat staje się mniej zimny i bardziej sprawiedliwy”.

Padły też wówczas bardzo znamienne słowa: „Każdy naród zasługuje na to, by zachować swoją tożsamość i nie podlegać ideologicznej kolonizacji”.

Papież prezentuje prawdziwą determinację nie tylko w  sprawach dotyczących Kościoła i problemów współczesnego świata, ale także wobec bardzo konkretnej i „lokalnej” kwestii, jaką jest funkcjonowanie we Włoszech sycylijskiej cosa nostra, kalabryjskiej ndranghety czy neapolitańskiej camorry. Mając włoskie korzenie, Ojciec Święty doskonale zdaje sobie sprawę, jak wielkie zło w aspekcie społecznym, ekonomicznym i etycznym stanowi działalność istniejących w tym kraju od wielu pokoleń struktur mafijnych. W swych wystąpieniach Franciszek wielokrotnie powtarzał: „Ci, którzy w swym życiu idą drogą zła, jak mafiosi, nie należą do wspólnoty z Bogiem. Są ekskomunikowani!”. Papież z Argentyny jako pierwszy obłożył mafię klątwą. W związku z tym Ojcu Świętemu grozi realne niebezpieczeństwo – nie brak opinii, że jeżeli tylko ojcowie chrzestni będą mieli taką możliwość, z pewnością spróbują go zgładzić. Pamiętajmy, że gdy w 1993 r. Jan Paweł II surowo potępił mafię, odprawiając Mszę świętą na Sycylii, cosa nostra w odpowiedzi podłożyła bomby w dwóch rzymskich kościołach.

W ostatnim czasie papieska ochrona została poważnie wzmocniona. Podczas wszystkich podróży Ojca Świętego jego bezpieczeństwa strzegą świetnie wyszkoleni ochroniarze, psy policyjne i strzelcy wyborowi rozmieszczeni na dachach budynków znajdujących się na trasie jego przejazdu. Zagrożenie bowiem płynie nie tylko ze strony mafii – od wielu miesięcy islamiści odgrażają się, że zabiją papieża i zatkną swój czarny sztandar na Bazylice Świętego Piotra. W listopadzie ub.r. rewelacje te uwiarygodnił samozwańczy kalif Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Bagdadi, który w kilkunastominutowym nagraniu obwieścił m.in., że „pochód mudżahedinów będzie trwał, dopóki nie dotrą i nie zdobędą Rzymu”.

Mariusz Ratajkiewicz

mak

Zobacz także w e-civitas:

Papież Franciszek: „nie kradnij” oznacza kochaj twoimi dobrami, wykorzystaj swoje środki, by kochać, tak jak potrafisz

„Nie kradnij oznacza: kochaj twoimi dobrami, wykorzystaj swoje środki, by kochać, tak jak potrafisz” – …