Home / Wiara Wspólnota Kościół / Paradoks przebaczenia

Paradoks przebaczenia

Drugie przykazanie kościelne mówi, by „przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Zazwyczaj idziemy do spowiedzi tuż przed świętami kościelnymi, rocznicami śmierci bliskich, czy przy okazji innych „wyjątkowych” Mszy św.

Spowiedź jest dla mnie zawsze bardzo trudna. Wyznać swoje grzechy obcemu księdzu. Zgroza. Zapominam, że „udzielając sakramentu pokuty, kapłan wypełnia posługę Dobrego Pasterza. Ale czasami naprawdę trudno jest o tym pamiętać. Dziwne, jak spowiedź może się różnić od spowiedzi. W jednym kościele minęła mi ona tak szybko, że nawet nie pamiętam, czy ksiądz modlił się do Boga, czy tylko coś wybełkotał i zastukał w drewienko, żebym się odczepiła i poszła zanudzać kogoś innego. Następnym razem poszłam gdzie indziej i tam mnie wysłuchano. Dostałam słowa otuchy, ksiądz zainteresował się, z kim rozmawia, nie traktował mnie jako kolejnego penitenta, który zaraz i tak pójdzie grzeszyć.

Łaska Pana

W kontekście ludzkich słabości nie ma nic piękniejszego nad łaskawe spojrzenie Boga na człowieka. Spojrzenie wypełnione przez posługę godnego pasterza – kapłana. Święty Piotr, gdy wyparł się Chrystusa, zrozumiał to najpełniej. Ogrom Bożego miłosierdzia nad tym, który wyparł się Go trzy razy, zrobił na nim tak ogromne wrażenie… Chyba nie był w stanie tego znieść – dorosły mężczyzna zaczął płakać (Łk 22, 62). Czy współcześni ludzie potrafią tak głęboko przeżywać tajemnicę tego miłosierdzia? Czy stać nas na łzy skruchy? Bez przesady; ronić łzy po każdym przekleństwie, zapaleniu papierosa, upiciu się, pobiciu, obmowie, wyrazie zazdrości, złości… Inni by pomyśleli, że jesteśmy nienormalni. A Bóg? Jego nie widać, może czasami nawet nie czuć. I wydaje się nam, że łatwiej jest sprostać wymaganiom świata, niźli Jego. On jednak chce, byśmy byli „światłością przed ludźmi” (Mt 5, 16). Nawet, jeśli w jakiejś grupie społecznej może to być uznawane za tzw. „obciach”. Jeśli jesteśmy chrześcijanami, to powinniśmy swoją postawą wyznawać, że tylko Jezus jest Panem. Skoro kochamy

Może nie doceniamy niewidzialnej, Bożej łaski pojednania, bo po prostu za mało grzeszymy? Wydaje się to absurdem, ale… „Komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje?” (Łk 7, 47). Powinniśmy uderzyć się w pierś i przyznać się przed samym sobą – ile zawdzięczam Panu, ile On mi wybaczył, czego bym sam nie potrafił przebaczyć bliźniemu. Oto jest wdzięczność wyrażana we wzajemnej miłości: ja – Bóg Ojciec i ja – człowiek.

Jak przebaczyć bratu?

Każdy kiedyś pokłócił się z drugim człowiekiem, nie odzywał się, nie chciał go widywać. Cokolwiek. Często trwamy w przekonaniu, że ktoś zrobił nam coś tak podłego, tak niewyobrażalnie bolesnego i złego, że nie potrafimy wybaczyć. Możemy nawet później trwać w modlitwie, iść na Mszę św., udawać pobożnego chrześcijanina. Dlaczego „udawać”? Bo wyznajemy Pana tylko ustami. Co niedziela, czy może nawet codziennie powtarzamy modlitwę pańską „Ojcze nasz, który jesteś w niebie; święć się Imię Twoje…”


Wielki Post to jedyny okres liturgiczny w ciągu roku, w którym jest obowiązek spowiedzie tak, aby na Wielkanoc przyjąć Komunię św.

Ze znanej nam modlitwy wynika, że ilekroć ją odmawiamy, przebaczamy ludziom ich winy. Jak wielka jest więc obłuda społeczeństwa, które wychodząc z kościoła opowiada o nienawiści i złu wyrządzonym przez innych. Nie chcemy słuchać Boga, nie… On co najmniej raz do roku odpuszcza nam grzechy, nawet „te najgorsze”. My odczuwamy z tego radość, albo i traktujemy jako coś zupełnie normalnego, jako coś, co przeradza się w rutynę i na pewno nam się należy!? No bo czego tu się spodziewać? Wiadomo przecież, że pewnie ksiądz w konfesjonale powie nam, byśmy częściej uczestniczyli w sakramencie pojednania, albo od niechcenia stwierdzi: „Bóg cię kocha, idź w pokoju”. Odmówimy trzy razy „Ojcze nasz” na znak pokuty, a już za chwilę łaska zostaje zmarnowana. Pytanie tylko, czy na tym polega prawdziwa miłość? Od Boga oczekujemy wybaczenia („odpuść nam nasze winy”), od siebie niekoniecznie („przecież to nie moja wina!”).

Przesłanie miłości

Postawa Chrystusa w Jego ziemskiej wędrówce była nacechowana miłością w stosunku do ludzi. „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata” – mówi Chrystus (Łk 6, 51). Poprzez komunię z Nim, możemy uzyskać łaskę zbawienia. To chyba najpiękniejsza obietnica dana ludzkości. By spożywać ten chleb, musimy jedynie przyznać się do grzechu przed samym sobą i przed Kimś, Kto wie o wszystkim. Czy potrafisz docenić niesamowitą łaskę odpuszczenia win i cieszyć się nią? Czuć tak niewyobrażalne szczęście po odejściu od konfesjonału, że ma się ochotę krzyknąć na cały głos: Alleluja!”? Wdzięczni za to, że sam Jezus, sam Bóg „wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom, a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” (Flp 2, 7– 8). Trudno jest nam Go naśladować, ale chociaż spróbujmy, byśmy przy okazji kolejnej spowiedzi mogli wyznać mniej grzechów i z sercem pełnym miłości do Pana, brali życie pełni pokoju, jaki nam niesie.

Katarzyna Zientek

Artykuł ukazał się w numerze 03/2006.

Dodaj komentarz