Home / Felietony / Ida – Paszkwil z piwnego kapsla

Ida – Paszkwil z piwnego kapsla

Ida Pawła Pawlikowskiego otrzymała nagrodę Oscara przyznawaną przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej za najlepszy film nieanglojęzyczny. Stanowi to kolejny krok w kierunku tworzenia rzeczywistości równoległej, w której Polacy i Żydzi nie byli ofiarami Niemców, ale właśnie to my byliśmy sprawcami Holocaustu. Przykre, że Polski Instytut Sztuki Filmowej wskazał właśnie taki film.

Do pochylenia się nad tym filmem skłonił mnie wielki szum medialny – od najgłębszych odmętów mediów głównego nurtu po tzw. media „niezależne” wszyscy zachwycają się filmem w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Jestem po projekcji tego filmu. Na samym początku, nim fabuła się rozkręciła, spostrzegłem, że film jest dziwnie krótki. Ma zaledwie 80 minut, a standardowo filmy są 120-minutowe. Pytanie: dlaczego Ida jest tak krótka? „Aby wszyscy wytrwali do końca, zwłaszcza młodzież na Zachodzie, nieprzyzwyczajona do nudów i wytężonego myślenia”. Ta odpowiedź wiąże się z kolejnymi elementami filmu – niewiele tam dialogów, a ponurą scenerię epoki Gomułki potęguje czarnobiały obraz. Zdjęcia i muzyka nie ujęły mnie. To wszystko spowodowało, iż trudno było mi emocjonalnie zaangażować się w historię. W recenzji filmu chcę pochwalić grę aktorską Agaty Kuleszy-Figurskiej, która wcieliła się w demoniczną Wandę Gruz vel „Krwawą Wandę”. Pierwowzorem tej postaci filmowej jest autentyczna stalinowska prokurator, Helena Wolińska-Brus.

Film rozpoczyna się od spotkania młodej nowicjuszki Anny z siostrą przełożoną w zakonie. Matka przełożona prosi, by przed ślubami zakonnymi Anna odwiedziła swoją jedyną krewną, ciotkę Wandę. Po przybyciu do obskurnego mieszkania krewnej, od samego progu widz dowiaduje się, że ta ostatnia jest przeciwieństwem młodej nowicjuszki. Mężczyźni, alkohol i nieodłączny papieros to tylko kilka charakterystycznych atrybutów ciotki Wandy. Siostrzenica prosi ciotkę o wyjawienie, co się stało z jej rodzicami. Ta najpierw odmawia, ale w końcu razem wyruszają w podróż, by rozwikłać kulisy tajemniczej śmierci członków rodziny. Główna bohaterka dowiaduje się, że ma na imię Ida, nie Anna. Po kilku epizodach związanych z alkoholem i wizytą na komendzie milicji Ida zadaje pytanie: kim jesteś, Wanda? Dostaje odpowiedź, iż jest Krwawą Wandą, byłą prokurator w głośnych procesach, która przyczyniła się do śmierci „wrogów narodu”. Tuż przed końcem filmu następuje przyspieszenie i kilka szokujących zwrotów akcji. Okazuje się, że obydwie bohaterki są Żydówkami, a ich krewni zostali zamordowani przez ukrywających to polskich chłopów o symbolicznym nazwisku Skiba, z okolic Łomży. Uczestniczący w morderstwie chłopi ukrywali podczas wojny żydowską rodzinę. Nie wiedzieć czemu po jakimś czasie zdecydowali się ich zabić. Najprawdopodobniej ze względów majątkowych, by przejąć ich dom i ziemię. Potwierdza to młody Skiba, który będąc dzieckiem, uczestniczył w masakrze, a zgodził się pokazać i opowiedzieć historię pod warunkiem zrzeczenia się pretensji do majątku, który przejęli po pomordowanych. W mrocznym lesie, gdzie znajduje się zbiorowa mogiła, Skiba wyznaje, że Anna została oddana księdzu, a to z powodu wyglądu, niewskazującego, iż jest Żydówką. Dlatego przeżyła. Ciotka odnajduje w grobie czaszkę swojego syna, zabiera ją ze sobą i udają się wraz z Anną do Lublina, gdzie na starym, zdewastowanym cmentarzu żydowskim składają symboliczne szczątki. Po powrocie do Warszawy Wanda wyskakuje przez okno, odurzywszy się jak zwykle potężną dawką wódki. Widzimy także scenę ślubów zakonnych, w których Anna uczestniczy jedynie w charakterze wiernej, a nie składającej śluby. Następnie pokazana jest scena w mieszkaniu ciotki, po jej pochówku, kiedy to Anna spędza noc z zapoznanym incydentalnie saksofonistą, a następnie ubrana w habit udaje się do swojego klasztoru. Na tym kończy się film.

ida_fr-2
Warto pokrótce odnieść się do kilku motywów filmowych. Dziki styl życia stalinowskiej prokurator, a także niewypowiedziane w filmie jej zbrodnie są usprawiedliwiane traumą z przeszłości. Widz nie dowiaduje się nic o wojnie – co wówczas robiła bohaterka? Z jej wypowiedzi można jedynie wydedukować, iż była komunistką, ale obecnie powątpiewa w ideały, w imię których wówczas walczyła. Jej samobójstwo każe współczuć dramatowi bohaterki, widz odczuwa swoiste katharsis. W rzeczywistości pierwowzorem bohaterki, czego nie ukrywa reżyser, była Helena Wolińska-Brus, którą poznał on osobiście. W jednym z wywiadów prasowych stwierdził, iż Wolińska to: „dowcipna pani z niewyparzoną gębą. Myślałem: taka fajna, mądra kobieta. Dopiero dziesięć lat później z BBC dowiedziałem się, że była prokuratorem w czasach stalinowskich, a polski rząd żąda jej ekstradycji. Chciałem zrobić o niej dokument – żeby dowiedzieć się, jak to jest, kiedy w ciągu długiego życia tak wiele rzeczy może się z nami wydarzyć. Ile osobowości może pomieścić się w jednym człowieku”. Sam reżyser też niewiele ma wspólnego z Polską, gdyż właściwie funkcjonuje tylko poza jej granicami.

Wolińska, urodzona jako Fajga Mindla Danielak, była w latach 1945–1955 jedną z bardziej wpływowych osób na szczytach komunistycznej władzy. Wysokie miejsce w aparacie partyjnym i państwowym zawdzięczała małżeństwu z Franciszkiem Jóźwiakiem, przedwojennym działaczem KPP. Jako towarzyszka „Lena” pracowała najpierw w jego sztabie GL i AL, potem w milicji, a następnie w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Z Włodzimierzem Brusem, właściwie Beniaminem Zylberbergiem, z którym wzięła ślub jeszcze w 1940 r., zeszła się ponownie w 1956 r., porzucając Jóźwiaka. W 1949  r., w wieku 30 lat została podpułkownikiem LWP, a po opuszczeniu prokuratury pracowała w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, gdzie od 1957 r. była pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, skąd zwolniono ją w 1968 w trakcie porachunków frakcyjnych wewnątrz PZPR. W 1962  r. obroniła doktorat z zakresu nauk prawnych, na podstawie pracy Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego. Była jedną z osób opisanych w raporcie komisji Mazura, zajmującej się przypadkami łamania prawa w okresie stalinowskim, gdzie w kontekście jej pracy mowa o niej, iż „wprowadziła atmosferę strachu, była apodyktyczna, bezwzględna i ordynarna w obejściu, czym obniżała powagę piastowanego stanowiska i uchybiała godności osobistej towarzyszy pracy”. Jest to o tyle ciekawe, iż tak oceniali ją jej „towarzysze” i współpracownicy. Jej postać jest znana również z filmu Nil, gdzie oskarża i domaga się kary śmierci dla gen. Augusta Emila Fieldorfa, szefa Kedywu AK. Po zmianie prawa w Polsce w 1998 r., kiedy to umożliwiono ściganie zbrodni komunistycznych, wskutek braku ich przedawnienia otworzyła się furtka, by pociągnąć do odpowiedzialności karnej mieszkającą w Oksfordzie Wolińską. Wielokrotnie polskie organy ścigania i Instytut Pamięci Narodowej próbowały ściągnąć Wolińską przed oblicze polskiej Temidy. Bezskutecznie. Brusowie w ramach obrony rozciągnęli zasłonę polskiego średniowiecznego antysemityzmu, który miałby powodować chęć zemsty na starszej schorowanej żonie nobliwego profesora. Dopiero w 2007 r. odebrano Wolińskiej emeryturę specjalną. We wniosku o ekstradycję zarzucano jej bezprawne pozbawienie wolności w latach 1950–1953 24 żołnierzy Armii Krajowej, w tym gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Wniosek został odrzucony przez Brytyjczyków w 2006 r., z uzasadnieniem, iż Wolińska została naturalizowana w Wielkiej Brytanii jako repatriant-bezpaństwowiec, ofiara czystek etnicznych, a w chwili wyjazdu władze PRL wydały jej tzw. dokument podróżny, stwierdzający, że nie jest obywatelką polską. Oskarżona stwierdziła, że przedstawione jej zarzuty mają charakter polityczny i antysemicki, zaś w Polsce nie może w konsekwencji oczekiwać sprawiedliwego sądu. Zmarła nieosądzona w 2008 r., a jej pogrzeb odbył się w rytuale żydowskim – by zmylić dziennikarzy, 2 dni wcześniej niż podano do publicznej wiadomości, a uczestniczył w nim m.in. prof. Kołakowski.

Kolejnym motywem jest absurdalne umiejscowienie polskiego antysemityzmu w okolicach Łomży, a to za sprawą książek Jana T. Grossa oraz filmu Pokłosie w reżyserii Władysława Pasikowskiego, gdzie były przywołane okolice Łomży z Jedwabnem w szczególności, co tylko zdradza zamysł przekazania zachodniemu odbiorcy jednolitej wizji polskiego antysemityzmu. W filmie nie mam mowy o Niemcach, wojnie, realiach okupacji i zbrodniach, jakich dopuszczali się okupanci niemieccy i sowieccy. Żydów mordują tylko Polscy, brudni, leniwi i pazerni na majątek chłopi. Taki obraz utrwala wcześniej wytworzoną narrację na temat Polski jako miejsca Szoah i Polaków – sprawców Holocaustu. Polska w filmie jawi się jako kraj biedny, pełen smutku i bólu, a epicentrum wszelkiego nieszczęścia jest Kościół katolicki, który jest symbolem ducha polskości, a więc i antysemityzmu, gdzie tytułowa Ida jest tłamszona, a jej narodowość zatajana. Jest to bardzo kłamliwy, niesprawiedliwy i krzywdzący obraz.

Agata-Kulesza-Agata-Trzebuchowska-Ida
Problemem zasadniczym, jaki widzę przy okazji tego filmu, jest rola, jaką popkultura, a więc i film, odgrywają w życiu współczesnego człowieka. Jest ona czasem jedynym źródłem wiedzy o historii i świecie. Stąd powszechne przekonanie o polskim antysemityzmie. Ida byłaby chwalona za to, że pokazuje stalinowskie uwikłania Żydów po wojnie, ale film ukazuje te uwikłania jako akt rozpaczy ludzi potwornie skrzywdzonych i wyobcowanych, pozbawionych w nowej rzeczywistości swej tożsamości. Była stalinowska „bestia” jest ukazana w momencie, gdy nie jest już prokuratorem. Widz okazuje jej współczucie, ale jej ofiarom już nie, gdyż ich nie poznaje. Słaba, a momentami granicząca z niewiedzą znajomość realiów wojny i okupacji w Polsce zostanie odebrana najprościej, czyli tak jak w filmie. Polska jawi się jako kraj, w którym krwiożerczy chłopi zabijali ukrywających się Żydów, a stalinowscy prokuratorzy nie mścili za krzywdy, ale topili żal w kieliszku.

Do tej pory żaden polski film takich reżyserów, jak: Wajda, Polański czy Kieślowski, nie zdobył statuetki w tej kategorii. Moim zdaniem Ida zdobędzie tę statuetkę, co nie będzie powodem do dumy, lecz asumptem do kolejnych fal krytyki pod naszym adresem i nowej fali roszczeń majątkowych.

Warto na koniec wytłumaczyć sens tytułu odwołującego się do piwnego kapsla. Szykując się do napisania powyższego artykułu, ku mojemu zdziwieniu w sklepie ujrzałem plakat promujący ten film i jedną z marek piwa, niegdyś polskiego browaru. Reklama zachęcała do nabycia trunku i obejrzenia filmu Ida. Wystarczyło odczytanie kodu z kapsla i dostęp do internetu. Reklama dźwignią handlu…

Tomasz Rzymkowski

pgw