Home / Wiara Wspólnota Kościół / Patrzą z domu jednego Ojca

Patrzą z domu jednego Ojca

Brat Roger i Jan Paweł II, ewangelik i katolik, przyjaźnili się przez ponad 40 lat. Jeśli ruch ekumeniczny święci dziś sukcesy, to w głównej mierze dzięki nim.

Odeszli niemal razem. Jeden i drugi ubrani na biało: skromny zakonnik z monastycznej wspólnoty na południu Francji oraz jeden z największych papieży w historii Kościoła. Życiorysy brata Rogera i Jana Pawła II splatają się w wielu momentach. Ich wiara – prawie we wszystkim.

Fot.: Piotr Chmieliński

Tego dnia, gdy kard. Ratzinger, już jako następca Jana Pawła II otwierał list od brata Rogera Schutza, założyciela Wspólnoty Taizé, z Kościoła Pojednania wzniesionego w małej francuskiej wiosce nadeszła tragiczna wiadomość. Podczas wieczornej modlitwy, 16 sierpnia pośrodku licznej rzeszy młodych ludzi zgromadzonych wokół ubranych w białe sutanny braci, niezrównoważona psychicznie kobieta zadała bratu Rogerowi silny cios nożem. Okazał się śmiertelny. W czasie trwającej do późnej nocy modlitwy, brat Francois, jeden z najstarszych braci ze wspólnoty, mówił: „Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego przyjaciół. Śmierć brata Rogera jest cenna, wiele kosztuje przede wszystkim nas, naprawdę wiele”.

Przyjaźń czy braterstwo?

Z bratem Rogerem Benedykta XVI łączyła serdeczna przyjaźń. Może nawet taka, jaką darzyli się o. Schutz i Jan Paweł II, którzy znali się od czasu Soboru Watykańskiego II. Br. Roger spotkał kard. Wojtyłę w bazylice Świętego Piotra. I nie mógł przypuszczać, że zapraszając go do swojego domu w Rzymie, przyjmuje przyszłego Papieża. Arcybiskup Krakowa przyjechał do Taizé w 1964 i 1968 r. Brat Roger odwdzięczał się kilkakrotnie przyjeżdżając do Polski i przemawiając do górników podczas ich corocznej pielgrzymki do Piekar Śląskich. Kardynał Wojtyła przewodniczył Mszy świętej na zakończenie pielgrzymki i przyjmował braci w swoim domu w Krakowie. Po 1978 r. br. Roger był zaś stałym bywalcem papieskich pokoi, aż do ubiegłego roku.

Kogo potrzebuje Kościół?

Do wioski pod Lyonem Karol Wojtyła jednak wrócił. Już jako papież Jan Paweł II postanowił zatrzymać się w Taizé na krótko podczas swojej podróży do Francji. Przed Kościołem Pojednania rozstawiono namioty. Przybyło siedem tysięcy młodych ludzi. Część z nich całą noc trwała na nieprzerwanej modlitwie, w ciszy, do samego rana. O 8.30 po wspólnej modlitwie śpiewem bracia wyszli przed kościół, aby powitać papieża. Mijając pieszo dzwonnicę, Jan Paweł II nie mógł z powodu gęstej mgły dostrzec, że na największym z pięciu dzwonów dla upamiętnienia jego wizyty wyryto słowa, które wypowiedział rozpoczynając swoją posługę: „Nie bójcie się, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Mówił długo o tym, że we wszystkich Kościołach i wspólnotach chrześcijańskich, a nawet wśród najwyżej postawionych polityków świata, wspólnota z Taizé znana jest z pełnego nadziei zaufania, którym darzy ludzi młodych. „Właśnie dlatego, że podzielam to zaufanie i tę nadzieję, jestem tu tego ranka. Drodzy młodzi, by nieść światu radosną nowinę Ewangelii, Kościół potrzebuje waszego entuzjazmu i waszej wspaniałomyślności” – mówił Papież.

Idole młodych

Mniej więcej to samo przesłanie znajdowało się później wielokrotnie w listach i posłaniach kierowanych przez brata Rogera do młodych ludzi, którzy licznie, dziesiątkami tysięcy odpowiadały na jego zaproszenie do Pielgrzymki Zaufania Przez Ziemię. Opuszczając braci, Jan Paweł II niespodziewanie wrócił jeszcze do kościoła, aby pozdrowić młodych ludzi ostatni raz. – Muszę wam wyznać, że was opuszczam – oznajmił. – W dodatku ze smutkiem.

Ale papież musi być posłuszny! Ma wielu zwierzchników! – dodał wywołując śmiech i oklaski. Obydwaj fenomenalnie rozumieli młodzież. Jej tęsknoty duchowe, ambicje i rozterki opisywali, jakby sami je przeżywali. Nieprzypadkowo obydwaj gromadzili wokół siebie gigantyczne tłumy. Czy to podczas Światowych Dni Młodzieży, gdy na podrzymskim Tor Vergata do dwóch milionów młodych ze 159 krajów mówił Następca św. Piotra, czy na przełomie każdego roku, podczas organizowanych przez braci z Taizé modlitwach ekumenicznych w największych miastach Europy (w tym trzykrotnie w Polsce), gdy skromny zakonnik wchodził do jednej z wielu hal modlitwy oślepiany setkami fleszy na chwilę medytacji. Obydwaj szukali młodych, obydwaj ich znaleźli – Jan Paweł II szepcząc na łożu śmierci: „Teraz wy do mnie przyszliście”; brat Roger przyjmując wśród nich cios od chorej kobiety.

– Papież Jan Paweł II wzbudził nadzieję u tylu młodych ludzi. W bardzo wielu rozbudził zaufanie do Boga. Serce wypełnia wdzięczność za jego służbę sprawie komunii i pokoju, jaką pełnił przez ponad dwadzieścia sześć lat – powiedział po śmierci Jana Pawła II brat Roger.

Jedność przede wszystkim

Papież Jan XXIII, pozdrowił kiedyś brata Rogera: „Ach, Taizé, ta mała wiosna!”. Czy Papież Polak myślał o tym samym, gdy mówił o pasji, z jaką bracia z Taizé szukają pojednania wszystkich chrześcijan w pełnej komunii? „Słuchając krytyki czy sugestii chrześcijan różnych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich, by zatrzymać to, co jest w nich dobre, kontynuując dialog ze wszystkimi, ale też bez wahania wyrażając wasze oczekiwania i plany, nie rozczarujecie młodych i przyczynicie się do tego, że nigdy nie osłabnie wysiłek, którego pragnął Chrystus, aby doprowadzić do odnalezienia widzialnej jedności Jego Ciała w pełnej komunii jednej wiary. Wiecie, jak dalece ekumenizm uważam za obowiązek, który na mnie spoczywa, za pierwszą troskę duszpasterską w moim posługiwaniu. Liczę tu na waszą modlitwę” – mówił Jan Paweł do braci w 1986 r. Wspólnoty szukali razem i każdy na swój sposób. W jednej ze swoich ostatnich książek, „Bóg jest tylko miłością”, brat Roger opisuje kształtowanie się własnej postawy ekumenicznej: „Moja babcia ze strony matki intuicyjnie odkryła rodzaj klucza do powołania ekumenicznego, i to ona pokazała mi, jak należy je realizować. Poruszony świadectwem jej życia, naśladując ją, gdy sam jeszcze byłem bardzo młody, odnalazłem moją własną tożsamość chrześcijańską. Pojednałem w sobie źródła mojej wiary z tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając przy tym więzi z kimkolwiek.” To o nim Benedykt XVI powiedział: był pionierem jedności. – Brat Roger chciał żyć wiarą Kościoła niepodzielonego, nie zrywając z nikim więzi, w wielkim braterstwie – mówił kard. Walter Kasper podczas pogrzebu mnicha. – Tak, wiosna ekumenizmu rozkwitła na wzgórzu Taizé, właśnie w tym Kościele Pojednania, gdzie wierni wywodzący się z różnych chrześcijańskich tradycji spotykają się w szacunku i dialogu, na modlitwie i dzieleniu się jak bracia, inspirowani przykładem brata Rogera.

Na mocy papieskiego pozwolenia

Gdy 16 sierpnia ub. r. Benedykt XVI otworzył kopertę z listem od br. Rogera zobaczył niezwykle poruszające, pełne uczuć wyznanie. Zakonnik z Taizé pisał w nim, że w głębi swego serca pragnął zapewnić o komunii z papieżem i tymi wszystkimi, którzy zgromadzili się w Kolonii, podczas Światowych Dni Młodzieży. Pisał że „Wspólnota Taizé pragnie iść naprzód w jedności z Ojcem Świętym”. Potem odręcznie jeszcze dopisał: „Ojcze Święty, zapewniam Cię o moim uczuciu głębokiej komunii. Brat Roger z Taizé”. Dowód tej komunii był nadzwyczaj wyraźny w Watykanie 9 kwietnia 2005 r. Wiele stacji telewizyjnych zwróciło uwagę na br. Rogera, który podjechał do kardynała Ratzingera na wózku inwalidzkim i przyjął z jego rąk Komunię św. Założyciel Wspólnoty, choć wychowany w tradycji protestanckiej, od wielu lat w siedzibie założonego przez niego bractwa we francuskim Taizé uczestniczył w katolickiej Eucharystii. Podczas sprawowanych przez Jana Pawła II Eucharystii często przyjmował Komunię św. na mocy specjalnego papieskiego pozwolenia.

Święci szukający pokoju

Drugie rozdarcie, które dotykało brata Rogera i w równym stopniu Jana Pawła II to podział między narodami, między bogatymi i biednymi krajami. Dla brata Rogera oczywiste było wzajemne przenikanie się miłości Boga i miłości ludzi, modlitwy i zaangażowania, kontemplacji i działania. On sam pisał do młodych w liście z roku 2003 z okazji Europejskiego Spotkania Młodych w Paryżu: „Przygotowujemy pokój na ziemi, kiedy każdy z nas odważy się zapytać samego siebie: czy jestem zdecydowany na to, by starać się o pokój w swym wnętrzu, o bezinteresowność w życiu?” Czyż podobnie nie myślał Jan Paweł II, ten który nie doczekał się (sam o to nie zabiegał), by komitet noblowski docenił jego zaangażowanie na rzecz światowego pokoju? Ten, o którym mówi się że obalił Mur Berliński i uwolnił Europę Środkowo-Wschodnią spod jarzma komunizmu? Ten, który obalił granicę między ludźmi wolnymi i niewolnikami, i który podawał rękę zamachowcy z pl. Świętego Piotra Alemu Agcy? Nawet doświadczenie zamachu na życie czyni podobnymi biografie obydwu świątobliwych ojców… Obaj: Jan Paweł II i brat Roger byli ludźmi kontemplacji i modlitwy. Pierwszego dobry Bóg postawił na miejscu św. Piotra, by był sterem i żaglem Kościoła u schyłku dwudziestego wieku. Drugiego Pan wezwał do ciszy i samotności życia monastycznego. Do domu Ojca, jednego domu, odeszli tak, jak żyli – modląc się. Dla wielu byli kimś więcej, niż przewodnikiem i mistrzem. Byli jak odbicie Ojca Przedwiecznego i Jego uniwersalnej miłości.

 

Greg

Artykuł ukazał się w numerze 1/2006.

Życie brata Rogera

Fot.: Artur Stelmasiak

W 1940 roku, brat Roger w wieku 25 lat pozostawił swoją rodzinną Szwajcarię, aby zamieszkać we Francji, w kraju swojej matki. W ciągu następnych kilku lat odkrywał wezwanie do tego, by założyć wspólnotę, w której pojednanie pomiędzy chrześcijanami byłoby przeżywane na co dzień. Na swój dom wybrał małą wioskę Taizé, w Burgundii. Tam ukrywał uchodźców (zwłaszcza Żydów). Po wojnie przyłączyli się do brata Rogera inni, a na Wielkanoc 1949 pierwsi bracia złożyli swoje śluby wieczyste życia w celibacie, wspólnocie dóbr i prostocie życia. Zimą 1952-1953 podczas długich rekolekcji spędzonych w milczeniu, brat Roger napisał Regułę Taizé. Począwszy od lat pięćdziesiątych, niektórzy bracia zamieszkali w najuboższych częściach świata, aby dzielić życie z ubogimi. Dzisiaj małe fraternie znajdują się w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Na ile to tylko możliwe, bracia dzielą warunki życia z tymi, wśród których mieszkają, starając się by miłość była obecna pośród ubogich, dzieci ulicy, więźniów, umierających oraz głęboko zranionych przez zerwane więzi i opuszczenie. Pod koniec lat pięćdziesiątych znacząco wzrosła liczba osób odwiedzających Taizé, a od 1962 roku bracia razem z młodymi ludźmi związanymi ze Wspólnotą zaczęli odwiedzać kraje Europy Wschodniej. Dzisiaj wspólnota z Taizé liczy ponad stu braci, katolików i protestantów, pochodzących z ponad dwudziestu pięciu krajów.

Dodaj komentarz