Home / Historia / Pierwsza wojna II Rzeczypospolitej

Pierwsza wojna II Rzeczypospolitej

Lwów jest miastem głęboko tkwiącym w polskich sercach. Jak to ujął Józef Piłsudski – tam polskie serca biją najśmielej. Marszałek odznaczył to miasto, co jest niespotykanym wcześniej przypadkiem, krzyżem Virtuti Militari. Dziś nie do końca wiadomo czy skłoniła go do tego wyłącznie obrona Lwowa 1918 roku, czy też cała historia miasta naznaczona bohaterstwem mieszkańców.

Lwowianie odpierali nie tylko ataki Tatarów, Rosjan czy Kozaków dowodzonych przez Chmielnickiego. Wiele lat po zakończeniu I wojny światowej okazało się, że patriotyczna postawa lwowian i ich wierność Rzeczypospolitej nie zmieniła się. Doskonale bowiem sobie radzili z Sowietami i Niemcami. Dewiza Leopolis Semper Fidelis Tibi Poloniae (Lwów Zawsze Wierny Tobie Polsko) ma symboliczne znaczenie dla patriotów. Opatrzność sprawiła, by nieznany żołnierz lwowianin, poległy w obronie swego miasta został pochowany w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Dziś często nacjonalistyczna historiografia ukraińska, nazywa Polaków okupantami, zarzucając stłumienie ukraińskiego ruchu wolnościowego w mieście w 1918 r. Tymczasem Ukraińcy stanowili we Lwowie zaledwie 8-10 procent. mieszkańców. I nie była to „polska wyspa w ukraińskim morzu”, jak chciała sowiecka propaganda. Najczęściej jednak Lwów miał być postrzegany jako całkowicie ukraiński. Cmentarz Obrońców Lwowa, jest do dziś nazwą wymazaną z pamięci Polaków. Zamiast tego obecnie popularyzuje się nazwę „Cmentarz Orląt”. A leżą tam także dorośli żołnierze polegli w walce z bolszewikami w 1920 roku. Największe emocje budzą oczywiście wydarzenia z listopada 1918 roku zwane przez historyków pierwszą wojną II Rzeczypospolitej.

Źródła konfliktu zbrojnego o Lwów. Lwów miał ogromne znaczenie dla Polaków jak i Ukraińców miasto było największym ośrodkiem kultury, nauki i sztuki. Proporcje były jednak na polską korzyść. Instytucje ukraińskie oraz ich inicjatywy polityczne ginęły niedostrzegalne w cieniu polskich. Dla Polaków miasto miało decydujące znaczenie od stuleci, dla Ukraińców stało się takie dopiero gdy w XIX w. rządzili tu Austriacy. Zarówno Polakom jak i Ukraińcom szczególnie dobrze zaczęło się tam żyć w dobie liberalizacji austriackiej polityki wobec mniejszości, po przegranej przez Austrię wojnie z Prusami.

W Galicji oba narody były podobne liczebnie, z niewielką przewagą Polaków. Politycy ukraińscy chcieli podziału prowincji na polską i ukraińską. Granica etniczna była jednak niemal niemożliwa do przeprowadzenia wobec bardzo wymieszanych i rozrzuconych skupisk ludności polskiej i ukraińskiej. Politycy ukraińscy byli jednak zaślepieni i de facto nie chcieli podziału po połowie, jak na to wskazywała statystyka. Proponowali rozdzielenie na Galicję Zachodnią i Wschodnią z Sanem jako granicą. Ponieważ zachodnia część była wyraźnie mniejsza, był to podział już choćby z tego powodu wyraźnie niesprawiedliwy. Dla Polaków było to absolutnie nie do przyjęcia. Przeto Lwów stolica tolerancji i pokojowej koegzystencji obu narodów stawał się od ostatniej ćwierci XIX w. miejscem polsko-ukraińskich sporów. Już wtedy groziło to konfliktem. Co ciekawe nawet będąc w katastrofalnej sytuacji strategicznej, gdy Wojsko Polskie biło dotkliwie Armię Ukraińską, politycy ukraińscy nie chcieli pójść na ustępstwa. Strona polska nie chciała i nie mogła oddać polskiego etnicznie, historycznie i kulturowo miasta. Ukraińcy mieli tam niewielki odsetek ludności, parę, w porównaniu z polskimi, instytucji kulturalnych i opierali się na kontrowersyjnie interpretowanej historii sprzed ponad 600 lat.

Nasi przodkowie z początku XX wieku zrobili jednak rzecz godną podziwu, zaproponowali podział Galicji Wschodniej, będąc w znacznie korzystniejszej sytuacji militarnej ibyło uznane przez społeczność międzynarodową. W państwie ukraińskim nie znalazłby się Lwów, ale zaistniałoby ono po raz pierwszy na mapie, zyskując kapitalne atuty – miejsce, czas i możliwości dla snucia swych politycznych planów. Ukraińscy delegaci jak się wydaje, bez cienia samokrytyki, ustępliwości i realizmu, z jakimś fanatyzmem nie zgodzili się. Postawili wszystko na jedną kartę i wszystko przegrali. I sami wydają się być winni swojej traumie.

Pod koniec I wojny światowej jednostki rekrutowane we Lwowie w bezpośredniej okolicy były przez Austriaków wysłane daleko na front. Do miasta ściągnięto natomiast odziały rekrutowane na terenach, gdzie większość stanowiła ludność ukraińska. W tym czasie Polacy w wieku poborowym przebywali daleko poza miastem. Pomimo wszystko lwowianie, wykazując się naiwnością, pomimo pewnych niepokojących sygnałów myśleli, że Ukraińcy się nie ośmielą zaatakować.

Zamach

Około. godz. 2.00 W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 roku austriaccy żołnierze narodowości ukraińskiej internowali polskich kolegów ze swoich oddziałów. Ukraińcy od godz. 4.00 zajmowali najważniejsze budynki w mieścieRatusz, Dworzec Główny, Bank Austro-Węgierski, austriacką komendę miasta i koszary: Ferdynanda, Piotra i Pawła, przy ul. Kurkowej oraz Cytadelę. Niektórzy starsi żołnierze ukraińscy, przeznaczeni do obsadzenia Dworca Podzamcze mieli początkowo odmawiać wykonania rozkazu. Natomiast Austriacy, Węgrzy i Czesi w większości dali się internować bez oporu. Dopiero o godz. 6.00 polscy konspiratorzy dostrzegli wprowadzony w życie plan Ukraińców. Już godzinę później ukraiński dowódca Dmytro Witowski poinformował Kosta Łewyckiego, lidera ukraińskiej Narodowej Demokracji o przejęciu Lwowa.


Przybyła z Przemyśla z odsieczą grupa płk. M. Tokarzewskiego przed Szkołą Sienkiewicza we Lwowie

Obawiając się reakcji ludności ukraińscy zamachowcy rozstawili karabiny maszynowe w centralnych częściach miasta, na wypadek gdyby tłum zaczął szturmować ulicami. Skierowano również żołnierzy ukraińskich w samochodach ciężarowych, w celu rozpraszania ewentualnych polskich manifestacji. Działania ukraińskich wojskowych miały na celu zastraszenie ludności miasta.

Gdy mieszkańcy wyszli rano na ulice zdumiały ich niebiesko-żółte flagi, z których jedna powiewała na ratuszu. Lwowiacy członkowie wszystkich czasami „konkurencyjnych” polskich organizacji, bez względu na poglądy postanowili się temu przeciwstawić. Jednak większość polskich rekrutów znajdowała się poza miastem, w sporej części obowiązek patriotyczny przyjęli na siebie ludzie bardzo młodzi. Zaczęli około 7.00 – 8.00 rano podążać do siedzib polskich instytucji, na ul .Łozińskiego, do Czytelni Akademickiej, do Domu Akademickiego na skrzyżowaniu Senatorskiej i Łozińskiego. Obie grupy między 8.00 a 9.00 połączyły się. Nie obyło się bez sporów między piłsudczykami a endekami. Dowódcą po pewnych perturbacjach został kpt. Czesław Mączyński.

Jednym z wielu miejsc zbiórek była Szkoła Sienkiewicza. Na pytanie gońca załogi tej placówki (dowodził tu kpt. Zdzisław Tatar-Trześniowski), co robić w razie prób zajęcia jej przez Ukraińców, kpt. Kamiński – odpowiedział na piśmie: „Strzelać!”.

Ukraińskie walki

Postawa załogi Szkoły Sienkiewicza miała dać przykład całemu miastu i zagrzać je do walki. Znaczna część polskich dowódców była młoda między 19 a 37 rokiem życia. Szczególnie dzielnie bił się 19. letni pchor. Selzer-Sielski. Polskie dowództwo z inicjatywy kpt. Mączyńskiego zdecydowało się przeprowadzić powstanie w oparciu o punkty oporu w zachodniej części miasta, właśnie ze względu na znajdującą się tam Szkołę Sienkiewicza, a także Dworzec Główny i magazyny.

Na rozkaz kpt. Trześniowskiego ppor. Tadeusz Felsztyn zajął magazyn starej broni przy ul. Gródeckiej, a około godziny 10 odparł atak 50. osobowego oddziału ukraińskiego wspieranego przez umieszczony na ciężarówce karabin maszynowy. Wieść o tej potyczce, w której legioniści pobili liczniejszy i lepiej uzbrojony oddział przeciwnika rozniosła się po mieście, a ludzie zaczęli przynosić broń do szkoły. Tam też zgłaszała się młodzież chcąca walczyć.

Kolejnym ważnym punktem oporu był Dom Techników przy ul. Issakowicza. Dowodził tam pchor. Ludwik Wasilewski. Stamtąd polski oddział wyprowadził atak na Politechnikę, rozbrajając stacjonujących tam Austriaków. W tym samym dniu kpt. Tatar – Trześniowski zajął magazyn wojskowy w Rzęsie Polskiej. Do końca pierwszego dnia walk w polskich oddziałach znalazło się ponad 1100 ochotników.

Strona ukraińska straciła argument o bezkonfliktowym zajęciu Lwowa. Ukraińcy wieczorem pierwszego dnia zdali sobie sprawę, że nie opanowali miasta, a reakcja ludności sprawiła, że mogli się oceniać raczej jako okupanci niż gospodarze. Dochodziło do pobić żołnierzy z ukraińskimi barwami narodowymi. Na placu Bilczewskiego polscy wojskowi wyrwali z rąk tłumu jednego z nich. Ponieważ Naczelna Komenda, zmieniająca miejsca postoju znajdowała się we wschodniej części miasta, będącej pod ukraińską kontrolą. W zachodniej części od 2 listopada obroną dowodził kpt. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, wyznaczony przez kpt. Czesława Mączyńskiego, Polskie oddziały, które zaczęły już 2 listopada sięgać budynku Sejmu Krajowego (przyszły nowy budynek Uniwersytetu). Dworce w tym Główny udało się zająć por. Janowi Schrammowi.

Uchwycenie dworca było pierwszym krokiem do sprowadzenia posiłków. Z por. Schrammem zgodnie współpracował kpt. Roman Abraham, który zajął opuszczoną przez Węgrów Szkołę Konarskiego, znajdując tam pozostawioną przez nich część broni. W ten sposób powstał kolejny punkt mobilizacyjno-wypadowy. Politechnika została wprawdzie na moment zajęta przez Ukraińców, ale odbił ją pchor. Ludwik Wasilewski, zajmując także remizę tramwajową, która stała się silnym punktem polskiego oporu, a także ułańskie koszary na Wulce. Jego oddział nie tylko skutecznie odpierał regularne ukraińskie ataki, ale docierał nawet do Cerkwi Świętego Jura uważanej, za „ostoje ukraińskości”. Do 3 listopada Polacy zajęli lotnisko na Lewandówce, dysponując od tego momentu dwoma samolotami. Odparto tam atak przybyłych na ciężarówkach żołnierzy ukraińskich.

Po stronie ukraińskiej walczyli doskonale uzbrojeni żołnierze, a po polskiej bardzo często dzieci i młodzież. Polacy jednak też mieli swoje atuty. Jak to ujął ukraiński literat Jurij Andruchowycz, wypowiadając się o młodych polskich obrońcach Lwowa: – To były ich ulice, ich podwórka, zaułki, to tam umawiali się na pierwsze randki. Własnymi siłami sami mieszkańcy opanowali połowę miasta, broniąc się zaciekle w oczekiwaniu na pomoc, która przybyła 20 listopada. Nie dała ona wprawdzie mieszkańcom przewagi liczebnej, ale uzupełniła obrońców o żołnierzy conajmniej równych tym po stronie ukraińskiej. W nocy z 21 na 22 listopada wojsko ukraińskie wycofało się. Wielu młodych obrońców poległo. Najbardziej znani spośród nich to Antoś Petrykiewicz, lat 13, najmłodszy kawaler orderu Virtuti Militari i Jurek Bitschan lat 14. Ten ostatni bronił swego stanowiska nawet, gdy został śmiertelnie ranny.

Lwów wolny

22 listopada Lwów był wolny. W mieście zapanował entuzjazm. Pomimo wyzwolenia samego miasta Lwów był tkwił w oblężony aż do maja 1919 roku. Wojsko ukraińskie – utrudniało życie mieszkańcom. Żołnierze ukraińscy uszkodzili wodociąg w Woli Dobrostańskiej. Miesiąc od zakończenia bezpośrednich walk w mieście, niespodziewaną wizytę złożył walczącym żołnierzom Józef Piłsudzki. Jak wspomina uczestnik walk Antoni Nowak-Przygodzki: Dowódca plutonu „stary”, bo 21 lat liczący instruktor skautów obchodził grupki swoich żołnierzy i gawędził z nimi wesoło. Na plecach miał narzucony płaszcz żołnierski, który krył jego lewą rękę przestrzeloną pod Cytadelą. Strzał przebijając w łokciu kość przeciął nerw i unieruchomił rękę. […]. Starał się on oszczędzić młodziutkim żołnierzom obrazu sztywnych suchych palców – wychylającej się spod bandażów żółtej wyschniętej dłoni. W tej sytuacji zastał ich Piłsudski. Dowódca odcinka, nie wierząc własnym oczom, porwał pluton na nogi.

Obywatelu Komendancie! … – zaczął salutując. Piłsudski przerwał mu jednak marszcząc surowo brwi: – Baczność poruczniku! Porucznik pospiesznie wyrzucił z siebie słowo „Rozkaz”, wyprężył się jak mógł i znowu przeszedł do treści meldunku, gdy Piłsudski wskazując gestem niedbale zarzucony płaszcz oficera powtórzył mocniej: – Baczność poruczniku! Wtedy dopiero oficer zrozumiał, że jego odbiegający od przepisów wygląd wywołał gniew Komendanta. Natychmiast zaczął odpinać płaszcz by nałożyć go regulaminowo. Oczom Piłsudskiego ukazała się ranna, zabandażowana ręka. Na twarzy zamiast gniewu, oficer zobaczył ogromne wzruszenie.


Kompania legii kobiecej na ulicach Lwowa

Utrzymująca się pod Lwowem Ukraińska Halicka Armia jeszcze przez pół roku od wyzwolenia miasta oblegała Lwów. Używano artylerii wiedząc o bardzo niewielkiej liczbie ukraińskiej ludności w mieście. Zginąć pod ostrzałem mogli w większości Polacy. Przypadkiem pewien pocisk trafił w jedną z bardzo niewielu ukraińskich cerkwi w mieście pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego.

Kilkadziesiąt lat później ukraińscy mieszkańcy dokonali tam symbolicznego upamiętnienia, przy pocisku tkwiącym w ścianie świątyni umieszczono napis informujący że pochodzi z roku 1919. Sugeruje to oczywiście polski ostrzał cerkwi. Jednak wojska polskie przebywające wtedy już mieście nie strzelałyby do siebie. To nie pierwszy i nie ostatni element fałszowania historii miasta. Po kilku latach na odnawianej, znajdującej się jeszcze w rękach Polaków katedrze lwowskiej, tej samej, w której król Jan Kazimierz koronował Matkę Bożą na królową Polski pojawił się również pocisk. Dla jasności autochtoniczni lwowianie podpisali go „De obsidiuum Rutheniorum” (W czasie oblężenia ruskiego), byśmy nie zapomnieli, kto jaką rolę w tej historii grał.

Aleksander Szycht

Artykuł ukazał się w numerze 12/2008.

Dodaj komentarz