Fot. Ułani w 1920 r. Narodowe Archiwum cyfrowe

Wiek niepodległości: Piłsudski najlepiej broni się sam

Z prof. Jackiem Piotrowskim rozmawia Anna Staniaszek.

Józef Piłsudski urodził się 5 grudnia 1867 r. 7–8 grudnia 2017 r. łódzki Instytut Pamięci Narodowej zorganizował pod Bełchatowem konferencję naukową Droga do Niepodległej w 150. rocznicę urodzin Marszałka. Czy dużo jest takich inicjatyw?

Prof. Jacek Piotrowski

Tak, na terenie całego kraju. I wydaje mi się to ze wszech miar trafne. W konferencji zorganizowanej przez łódzki IPN licznie uczestniczyła młodzież. To bardzo cieszy. Młodzież, jeśli czerpnie wiedzę z podręczników, które z natury rzeczy spłycają czy upraszczają przeszłość, o wielu wydarzeniach nie ma szans się dowiedzieć. Natomiast uczestnicząc w konferencjach naukowych, dowiaduje się o sprawach, o których nawet od nauczycieli dowiedzieć by się nie mogła. Cieszę się więc, że takie inicjatywy są podejmowane.

Pierwszym Honorowym Obywatelem Miasta Bełchatowa jest Józef Piłsudski. Rada Miejska nadała mu ten tytuł bardzo wcześnie, bo 12 czerwca 1926 r. To pokłosie inicjatyw oddolnych, samych mieszkańców miasta.

Nadawanie nazw ulic, szkół nie było sterowane przez administrację państwową. Bardzo często były to inicjatywy lokalne, oddolne. Nieprzypadkowo dziś w kraju jest 505 ulic nazwanych imieniem Piłsudskiego, 89 pomników, wiele szkół. Uniwersytet Warszawski im. Józefa Piłsudskiego to też inicjatywa przedwojenna. Już wtedy ludzie postrzegali Marszałka jako postać ważną, może nawet wyjątkową, bardzo zasłużoną. Starali się więc go upamiętniać na różne sposoby.

Wśród polityków Marszałek niestety dobrej prasy nie miał…

To zależy, z której strony politycznej barykady.

Nie lubiła go lewica, choć należał do PPS, był redaktorem oraz kolporterem „Robotnika” i zapłacił za to więzieniem.

W jego relacjach z lewicą bywały różne okresy. Bywało bardzo dobrze, gdy był jednym z nich i postrzegano go jako dawnego towarzysza Mieczysława jeszcze z konspiracji w czasach imperium carów. Po Brześciu nie chcieli z nim jednak mieć nic wspólnego. On sam określił to słynnym powiedzeniem, że wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku niepodległość. Ale były ruchy polityczne będące jego bardziej zdecydowanymi przeciwnikami, choćby narodowcy. Ja bym zwrócił uwagę na to, że w tak długiej karierze politycznej, jaka była udziałem Piłsudskiego, właściwie nie było nurtu politycznego, z którym okresowo przynajmniej nie współpracował – z różnych względów, z różnych powodów i w różnych okolicznościach. Np. z ruchem ludowym.

Potocznie widzi się marszałka Piłsudskiego jako przeciwnika Witosa, bo zamach majowy był wymierzony przeciwko jego rządowi. A przecież Wincenty Witos jako premier Rządu Obrony Narodowej w 1920 r. zachował się wobec Marszałka bardzo lojalnie.

Niektórzy twierdzą, że Piłsudski przeżył wtedy załamanie i napisał dymisję, dając Witosowi, który zamknął ją w sejfie i nigdy nie upublicznił. Zachował się wobec niego elegancko.

Marszałek był człowiekiem idei. Niepodległość była najważniejsza. A to, z kim ją uzyskał i jakimi metodami, było rzeczą wtórną.

No i kwestia narodowców, najsilniejszej partii opozycyjnej w II Rzeczpospolitej.

W latach 1922–1926 endecja była wiodącym ruchem politycznym. Rządy, które wtedy powstawały, bez narodowców nie mogły istnieć. Oni na ogół stanowili bezpośrednie zaplecze polityczne ówczesnych rządów w parlamencie, choć marszałek starał się i czasem udawało mu się uzyskać jakiś wpływ na te rządy. Mozaika polityczna była niezwykle skomplikowana.

Miarą politycznego talentu Piłsudskiego jest też to, że w tej mozaice potrafił się odnaleźć i w jakiś sposób nią zarządzać – przy tak dużych podziałach politycznych, przy tak dużym rozdrobieniu głosów…

Nie było przecież, tak jak w obecnym parlamencie, progu 5%. Partii i partyjek w kolejnych sejmach było naprawdę sporo, aż do wyborów brzeskich. Marszałek potrafił się w tym odnaleźć. Uważał, że to złe dla Polski, starał się to zmienić. Sięgnął po przemoc. Dokonał zamachu, aby rządy partii nad Polską ukrócić. Lepiej, gorzej, ale w ramach oficjalnego życia politycznego, jakie się wtedy toczyło, dawał sobie radę.

Elementem tej układanki stał się Władysław Sikorski, który od 1928 r. był generałem bez przydziału, za to w dyspozycji ministra spraw wojskowych, z generalską pensją.

Z gen. Sikorskim sprawa jest dość skomplikowana. Trzeba byłoby wrócić do czasów legionowych, sporów, jakie obaj panowie toczyli. Ale najbardziej symptomatyczne jest zachowanie gen. Sikorskiego w dniach zamachu majowego. Bo choć był dowódcą okręgu wojskowego we Lwowie i bardzo liczono na to, że przyśle wojska na pomoc stronie rządowej, to on się od tego uchylił, zasłaniając się zagrożeniem ze strony sowieckiej oraz ewentualnie ze strony ukraińskich nacjonalistów. Wojsk na pomoc nie przysłał żadnej ze stron. To wszystko pokazuje, że był on również przede wszystkim państwowcem. Nie mając pewności, która ze stron osiągnie przewagę, nie chciał przedłużać wewnętrznego konfliktu, który wielu polityków uważało za największe nieszczęście, jakie mogło się przytrafić. Miarą wielkości Witosa, poza tym, że był premierem w 1920 r., było to, że potrafił w dniach majowych podać swój rząd do dymisji, żeby niepotrzebnych ofiar nie było jeszcze więcej, a wojna nie rozlała się na cały kraj. Skończyło się de facto rozruchami w Warszawie. Krwawymi, oczywiście. Zginęło 400 osób, ale na szczęście i dzięki Bogu, nie rozlało się na całą Polskę. Groziło to przecież secesją dzielnic zachodnich i bardzo nieciekawym rozwojem wydarzeń.

Józef Piłsudski miał zwolenników, którzy go po prostu kochali, i zagorzałych przeciwników. Nie tylko prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie chciano pochować na Wawelu. Były wielkie problemy z pochówkiem tam marszałka.

Sam Marszałek złożył obietnicę kardynałowi Sapieże, że pochówek jego ukochanego poety Juliusza Słowackiego będzie ostatni. Słowa nie dotrzymano już po śmierci Marszałka. W zależności od poglądów politycznych – zwolennicy Marszałka powiedzą, że miał on świadomość własnej wielkości, a przeciwnicy – że wykazał się megalomanią, mówiąc: niech. Czyli w rzeczywistości dał na to przyzwolenie. Niektórych może to śmieszyć, innych wzruszać. To przetrwało do dziś. Tak samo jest w naszych czasach. Mamy tu lukę 123 lat zaborów, ale podejrzewam, że i wtedy byłyby ostre dyskusje, czy ktoś zasługuje na pochówek na Wawelu, czy w Panteonie Narodowym. To normalne, nie ma w tym nic sensacyjnego.

Czy w związku ze 150-leciem urodzin marszałka Piłsudskiego ukazały się prace, na które warto zwrócić uwagę?

Nie wydaje mi się. Nie ukazały się żadne przełomowe prace. Historycy cały czas muszą się zmierzyć z zagrożeniem, że wszystko, co można było odszukać, ujawnić i upublicznić, już było. Ale stosunkowo niedawno (2011) opublikowano pamiętniki wojenne kapelana hallerczyków Kazimierza Nowiny-Konopki SJ, który o Piłsudskim też sporo pisze. Przeleżały w archiwum ojców jezuitów do 2010 r. Ciągle więc jednak znajdujemy nowe źródła. W czasach, gdy ja pisałem biografię Aleksandra Prystora, nie znaliśmy dzienników ks. Bronisława Żongołłowicza, wiceministra wyznań i oświecenia publicznego w latach 30. Odkryto je na Litwie w latach 90. Ciągle więc dochodzą nowe źródła. Ich wartość jest bardzo różna. Od prac o zasadniczym znaczeniu po przyczynkarskie. Daleko jest do wypełnienia wszystkich „białych plam”.

A opracowania, biografie marszałka?

Najlepsza jest wydana przez Ossolineum biografia prof. Włodzimierza Sulei. Wiele cennych ustaleń poczynił prof. Andrzej Garlicki.

Uważam, że postać Piłsudskiego najlepiej broni się sama – w pismach, mowach, rozkazach wydanych przed wojną. Najlepiej czytać samego Piłsudskiego. Miał talent pióra, potrafił pięknie pisać. A do annałów powinien przejść rozkaz, który napisał do żołnierzy po zamachu majowym; przepiękny od strony literackiej. Przekonał on ludzi niechętnych, także w wojsku, że jego intencje były szczere.

Polecam więc, aby sięgnąć do samego Piłsudskiego. Udzielał on także wielu wywiadów, wygłaszał wykłady, pisał wspomnienia z różnych okresów swego życia. To się po prostu dobrze czyta, nawet po upływie tylu lat.

Czy może być podsumowaniem naszej rozmowy zwrotka Ułańskiej jesieni, którą napisał jego osobisty adiutant, pierwszy ułan II Rzeczpospolitej, gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski?

 Lecz gdyby mi kazały wyroki ponu-

re

  Na ziemi się meldować, by drugi raz

żyć,

 Chciałbym starą z mundurem

wdziać na siebie skórę,

 Po dawnemu wojować, kochać się i

pić.

Jak najbardziej. Były to piękne czasy. Okres rycerski w dziejach Polski, której uosobieniem był Józef Piłsudski i przywołany przez panią gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski.

mak

Zobacz także w e-civitas:

Byczyna – genius loci

Z burmistrzem Byczyny Robertem Świerczkiem rozmawia Alicja Berger-Zięba.