Home / Biblia / Pismo Święte jest księgą żywą

Pismo Święte jest księgą żywą

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim rozmawia Ewa Czumakow

 Jak zachęcić współczesnego człowieka, szczególnie młodych ludzi, do systematycznego czytania Pisma Świętego?

Zachęcanie do czytania Pisma Świętego powinno iść w parze z zachętami do pogłębiania życia duchowego i religijnego. W lekturze Biblii nie chodzi bowiem jedynie o przyswajanie wiedzy oraz rozmaitych szczegółów historycznych, archeologicznych, kulturowych i innych (choć są one bardzo ciekawe i ważne), lecz o żywe spotkanie ze starożytnymi ludźmi, którzy –  wszczepieni w lud Bożego wybrania –  właśnie na kartach ksiąg świętych dają świadectwo swego spotkania z Bogiem. Chętnie sięgają po Pismo Święte ci, którzy wiedzą, co to jest doświadczenie religijne, mają w sobie głód i potrzebę Boga oraz na rozmaite sposoby starają się jej sprostać. Nie należy więc zachęt do czytania Pisma Świętego kierować do zupełnie przypadkowych osób, bo nawet jeśli zdecydują się je czytać, będzie to zapewne czytanie powierzchowne i płytkie, które nie przyniesie tych owoców, o jakie naprawdę chodzi. Pismo Święte powstało z wiary i dla wiary – jako owoc wiary ludzi, którzy spotkali Boga i mocno to spotkanie przeżywali. Z drugiej strony powstało celem budowania wiary, jej pogłębiania i pomnażania w kolejnych pokoleniach wyznawców Jedynego Boga.

W samym centrum Pisma Świętego jest Bóg, który objawił siebie w Jezusie Chrystusie. W konsekwencji – każda właściwie pojęta lektura Pisma Świętego to w gruncie rzeczy spotkanie z Chrystusem. Jeżeli chcemy do niej zachęcać, musimy wiedzieć, że jest to zachęcanie do głęboko osobistego poznawania Jezusa Chrystusa, Jego życia, działalności i nauczania. Znów nie o wiedzę tylko chodzi, lecz o głęboką, intymną zażyłość z Chrystusem. Ci, którzy są głębokimi chrześcijanami, mają potrzebę czytania Pisma Świętego.

Ważna jest prawidłowa kolejność: chrześcijanin powinien rozpocząć samodzielną lekturę Biblii od Nowego Testamentu, to jest od Ewangelii św. Mateusza, przez Ewangelię św. Marka, św. Łukasza i św. Jana, po wszystkie pozostałe księgi, do Apokalipsy według św. Jana, czytając np. jeden lub dwa rozdziały dziennie. Gdy przeczyta cały Nowy Testament i będzie miał o nim pełniejsze wyobrażenie, łatwiej mu będzie sięgnąć po Stary Testament. Wtedy zobaczy, że cały Stary Testament jest ukierunkowany ku Jezusowi Chrystusowi. Wyraźniejszy więc się stanie ten wymiar Starego Testamentu jako pierwszej części Biblii chrześcijańskiej, który nazywamy chrystologicznym, a nawet chrystocentrycznym. Stanie się wówczas dobrze widoczne, że całe Pismo Święte, obie jego części, w gruncie rzeczy mówią o Jezusie Chrystusie, gdyż pierwsza do Niego prowadzi, a druga o Nim opowiada.

 

Stary Testament zapowiada przyjście Jezusa Chrystusa, ale to nie dla każdego jest oczywiste.

Stary Testament jest wielkim oczekiwaniem, tęsknotą za Bogiem i za tym, żeby On siebie objawił. W Starym Testamencie mamy nie tylko zapowiedzi oczekiwanego i upragnionego niezwykłego działania Bożego, ale także intuicje i przeczucia, które go dotyczą, a nade wszystko tęsknotę wyrażaną w słowach: „Ukaż nam, Panie, swoje Oblicze, Oblicza swego nie kryj przed nami”. Oblicze Boże stało się najbardziej widoczne w Jezusie Chrystusie. Czas Starego Testamentu był długim przygotowaniem do tego, by Chrystusa rozpoznać i przyjąć oraz za Nim się opowiedzieć.

 

Ale wyznawcy tylko Starego Testamentu – weźmy Karaimów, którzy wyznają tylko Torę – mogą się obruszyć: my nie wierzymy w Jezusa Chrystusa.

Stary Testament bez Nowego Testamentu jest jak księga bez happy endu, to znaczy bez pomyślnego zakończenia. Stary Testament nie może być traktowany jedynie jako barwna opowieść o wierze i pobożności starożytnych Izraelitów i ewentualnie o tym, co z tamtej wiary i pobożności może być kontynuowane także dzisiaj. Ma on sens znacznie głębszy, niż tylko wydarzenia i osoby, które opisuje i przedstawia. Stary Testament jest drogą, a droga musi mieć określony cel i dokądś prowadzić. Jeżeli natomiast traktujemy Stary Testament wyłącznie jako zapis wydarzeń i przemyśleń z odległej przeszłości, to przecież mamy również inne księgi religijne, będące świadectwami religijności innych starożytnych ludów i narodów, w wielu przypadkach bardzo wzniosłe i piękne, a więc nie bardzo wiadomo, dlaczego mielibyśmy preferować Stary Testament.

 

Na początku powiedział Ksiądz Profesor, że Pismo Święte jest skierowane do ludzi, którzy już mają jakieś doświadczenie religijne. Ale co z tymi, którzy go nie mają? Obowiązuje nas, chrześcijan, nakaz ewangelizacyjny.

Nakaz ten wymaga od nas zastosowania właściwych metod, sposobów i środków. Najbardziej owocne jest nie tyle dawanie komuś na siłę Pisma Świętego, ile osobiste świadectwo własnej wiary zakorzenionej w zbawczej rzeczywistości, o której opowiadają księgi święte. Utrwalają one wiarę biblijnego Izraela i Kościoła apostolskiego. Gdy zainteresujemy kogoś Bogiem i Jego sprawami, dlatego że nasze życie wskazuje na specyfikę i odmienność ugruntowaną w wierze chrześcijańskiej, wtedy można mieć zasadną nadzieję, że wzbudzimy w innym człowieku chęć głębszego poznania Boga. Dopiero na tym etapie jednym ze składników procesu ewangelizacyjnego stanie się poznawanie Pisma Świętego. Jeżeli natomiast ktoś nie wie, czym jest doświadczenie religijne i nie ma w sobie poczucia obecności Boga i Jego działania w świecie, wtedy Pismo Święte pozostanie dla niego tylko jednym z wielu zachowanych tekstów literackich, które być może trzeba przeczytać, ale nie ma to przełożenia na życie ani dokonywane wybory moralne.

 

Dlaczego Pismo Święte budzi sprzeciwy?

Głównie z trzech powodów. Pierwszy – budzi sprzeciwy tych, którzy w ogóle są przeciwni religii i Bogu. Pismo Święte jest wielkim wezwaniem do wierności Bogu, nie tylko do wiary w Boga, lecz do uwierzenia Bogu, za czym powinno pójść właściwe postępowanie. Tymczasem wielu ludzi żyje tak, iż lepiej dla nich, żeby Boga nie było. Czytanie Pisma Świętego nastręcza im kłopotów nie tyle od strony doktrynalnej, ile przede wszystkim od strony moralnej, gdyż stawia określone wymagania, ukazuje wzorce i zasady życiowe, które trzeba podjąć. Biblia nie jest po to, żebyśmy przechodzili obojętnie obok jej treści i przykazań, które zawiera, lecz żebyśmy starali się według nich żyć. Tymczasem wielce wymowny paradoks polega na tym, że kto nie wierzy w Boga, uwierzy we wszystko. Dlatego na przeciwległym biegunie wobec Pisma Świętego leży absolutna łatwowierność względem wszystkich opcji światopoglądowych, które z Pismem Świętym nie tylko nie mają nic wspólnego, ale mu się sprzeciwiają.

Istnieje też drugi powód sprzeciwu. Ludzie chcą wyznawać Boga jako dalekiego, świętego, pełnego majestatu, blasku, przebywającego gdzieś w sferze duchowej. Natomiast rzeczywistą trudność sprawia uwierzenie, że Bóg nie tylko wchodzi w ludzkie dzieje, ale sam w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem. Właśnie wcielenie Syna Bożego, które stanowi sedno orędzia Pisma Świętego, budzi ustawiczne niedowierzanie i sprzeciw. W dzisiejszym świecie, w którym na rozmaite sposoby eksponuje się cielesność, płciowość, seksualność itd., właśnie ów cielesny aspekt historii zbawienia, cielesna forma obecności Boga w ludzkich dziejach, jest  znakiem sprzeciwu. To daje nam wiele do myślenia o kondycji współczesnej ludzkości. Trzeba dodać, że tan sam sprzeciw udziela się również nawet części wyznawców Jezusa Chrystusa, zwłaszcza tym, którzy wierzą płytko albo niedbale.

Trzeci powód  sprzeciwu wobec Pisma Świętego wynika z faktu, że nie brakuje ludzi traktujących Biblię jako swoisty podręcznik wszystkiego. Szukają w niej informacji przyrodniczych, kosmicznych, kosmologicznych, astronomicznych, rolniczych, posuwają się nawet do tego, że posługują się nią jako księgą kucharską. Jeżeli w ten sposób patrzy się na księgi święte, zatraca się ich najgłębsze wymiary i dochodzi do sprzeciwu wobec tego, co w nich naprawdę najważniejsze. Usuwa się pierwiastek Boży, zaś na to miejsce próbuje się forsować perspektywy, które bez trudu wpisują się w naszą ludzką logikę.

 

Dawniej nie czytało się samodzielnie Pisma Świętego, a ludzie wierzyli i jakoś dochodzili do zbawienia.

Dawniej nie było samolotów, telefonów komórkowych, Internetu ani wielu innych rzeczy, bez których obecnie nie wyobrażamy sobie życia –  a przecież ludzie żyli i byli szczęśliwi. Nie można patrzeć na świat w tych kategoriach, bo one są po części niesprawiedliwe, a po części nieprawdziwe. Niesprawiedliwe, bo nigdy nie było tak, że Kościół i wierzący zaniechali czytania Pisma Świętego. Zawsze było ono czytane i rozważane w liturgii, przede wszystkim przez duchownych i zakonników, stanowiąc fundament tego, co zwykło się określać jako lectio divina, czyli czytanie i formacja duchowa. Zawsze było też znane, często nie tyle jako tekst, bo w Europie aż do połowy XX wieku panował daleko posunięty analfabetyzm, ile za pośrednictwem ikonografii. Ikonografia dawnych – średniowiecznych, renesansowych czy barokowych kościołów –  jest pełna motywów biblijnych. Była to swoista Biblia pauperum – Biblia dla ubogich, to znaczy dla tych, którzy nie umieli czytać i pisać.

Od czasu Soboru Watykańskiego II, czyli od ponad pół wieku, jesteśmy zachęcani do czytania Pisma Świętego w językach narodowych. Sprzyja temu fakt, że bodaj wszędzie istnieją przekłady ksiąg świętych z języków oryginalnych na lokalne. W języku polskim nowych przekładów mamy kilka i możemy z nich wybierać ten, który nam najbardziej odpowiada. Istnieje więc łatwość w dostępie do Pisma Świętego, poza tym jego współczesne wydania nie są tak drogie i rzadkie jak dawniej. Obok tradycyjnego tekstu mamy także środki audiowizualne. Można zatem Pisma Świętego posłuchać i to w różnych warunkach, nie tylko w atmosferze absolutnej powagi i skupienia, ale np. w samochodzie, samochodzie czy poza domem. Dostęp do Biblii jest dziś łatwiejszy niż kiedykolwiek w przeszłości. To również stanowi rezultat zachęt do jej systematycznego czytania, a zarazem motywację, by jeszcze częściej po nią sięgać.

 

Stawia się zarzut, że czytanie Pisma Świętego przejęliśmy od protestantów.

Protestanci nie są kosmitami, lecz chrześcijanami. Tym, czego dokonali pół tysiąca lat temu i czemu pozostają wierni, jest głębszy powrót do Pisma Świętego. Aczkolwiek w niektórych aspektach bywa przesadny, dość jednokierunkowy i jednostronny, realizuje się bowiem kosztem deprecjonowania wielowiekowej Tradycji, to jednak właśnie protestanci dobitnie przypomnieli, że Pismo Święte jest fundamentalnym źródłem objawienia Bożego. W tym, co dotyczy Boga, nie możemy polegać jedynie na filozofowaniu oraz budowaniu własnych konstrukcji myślowych i teologicznych, lecz powinniśmy sięgnąć do źródła. Z kolei protestantom trzeba równie dobitnie przypomnieć, że źródłem wielkiej rzeki, którą są księgi święte, jest Tradycja, i to dwojaka – biblijnego Izraela oraz Kościoła. Gdy Biblia powstała, sama stała się źródłem i oparciem dla coraz bardziej pojemnej Tradycji, w której znalazła wyraz wiara kolejnych pokoleń wyznawców Jedynego Boga. Nie tyle pod wpływem protestantów sięgamy po Pismo Święte, ile raczej czynimy to równolegle do nich, a coraz częściej – także z nimi. W świecie chrześcijańskim istnieje również prawosławie. Kościoły  prawosławne też kładą duży nacisk na znajomość Pisma Świętego. Nie musi to być znajomość w sensie akademickim, naukowym, ale taka, która prowadzi człowieka do Boga i do pogłębiania wiary w Niego.

 

Jak ocenia Ksiądz obecność Pisma Świętego we współczesnej kulturze masowej?

Pismo Święte wciąż porusza ludzkie sumienia i serca, wzbudza emocje, roznieca wyobraźnię, pozostaje więc jednym z głównych składników kultury – i to nie tylko chrześcijańskiej, lecz również europejskiej i ogólnoludzkiej. Ponieważ wywołuje ważne skojarzenia i budzi ogromne emocje, jednym słowem ponieważ jest ważne, bywa wykorzystywane i sięga się po nie także w kulturze masowej. Odbywa się to na dwa zasadniczo odmienne sposoby. Jeden polega na używaniu Pisma Świętego, a drugi na nadużywaniu go. Jeżeli chce się używać Pisma Świętego, ci, którzy się na to decydują, włączają się w wielki nurt kultury europejskiej i światowej, która czyniła to zawsze. Każde muzeum, galeria i świątynia jest pełna nawiązań do wątków biblijnych. Natomiast jeżeli ktoś chce przeciwstawić się chrześcijaństwu i chrześcijanom, zwłaszcza katolikom, to nadużywa Pisma Świętego, gdyż dobrze wie, że właśnie wokół ksiąg świętych nasza wrażliwość jest daleko większa niż w innych przypadkach. Dlatego również w Polsce, szczególnie w ostatnich latach, mamy do czynienia z prowokacjami oraz z niechęcią i wrogością, które znajdują wyraz w szyderstwach i kpinie z Biblii, a nawet, jak to publicznie deklarowała dr hab. Magdalena Środa (pracownik Uniwersytetu Warszawskiego!), w chęci jej podarcia. To nic nie mówi o Piśmie Świętym, natomiast wiele mówi o ludziach, którzy składają tak wyzywające i hucpiarskie deklaracje. Ta sytuacja nakazuje nam dobre rozeznanie i ostrożność wobec entuzjazmu tej części katolików, którzy chcieliby widzieć wszystkich pod jednym dachem, bagatelizując i pomijając ogromne różnice, jakie istnieją w dziedzinie poglądów i postaw doktrynalnych i moralnych.

 

Jak zachęciłby Ksiądz młodzież do udziału w konkursie biblijnym „Civitas Christiana”?

Jest to jeden z bardzo ważnych i niezwykle potrzebnych składników poszerzania i pogłębiania wiedzy oraz kultury biblijnej. W konkursie biblijnym nie chodzi jedynie o ćwiczenie intelektu czy pamięci. Chodzi o sięganie do tych pokładów Pisma Świętego, których przesłanie pozostaje stale aktualne i żywe. Dzięki temu, że staramy się przyswoić i zapamiętać rozmaite szczegóły, konkurs biblijny pozwala w oparciu o to, co poznajemy, budować lepszy obraz historii zbawienia, jak też w ogóle Bożej obecności w świecie, zarówno dawniej, jak i dzisiaj. Dzięki konkursom biblijnym poznajemy świat Biblii, wielkich bohaterów wiary, wielkie wydarzenia biblijne. Lecz dzięki tym konkursom i nabywanej podczas nich wiedzy, Biblia po prostu żyje i wywiera skuteczny wpływ na nasze życie. Dlatego bardzo dobrze, że istnieją takie konkursy, oraz że włączają się w nie ludzie młodzi, bo przede wszystkim o nich tu chodzi. Sam udział w konkursie, nie mówiąc o dojściu do nagrody, pozostawia trwałe rysy w życiu uczestników tej wspaniałej intelektualnej i duchowej przygody. Kto raz zetknął się, zwłaszcza jako dziecko czy młody człowiek, z Pismem Świętym, to takie spotkanie wzbogaca jego pamięć i może ukierunkować całe dalsze życie. Będzie bowiem pamiętał rozmaite wątki, będzie do nich wracał i odżyją one zwłaszcza wtedy, gdy będą mu najbardziej potrzebne. A do tego z konkursami biblijnymi wiążą się konkretne wyrazy uznania – nagrody. Mając do czynienia z tak ważnym przejawem duchowości, wiary i kultury, jaki stanowią księgi święte, młody człowiek może się też poszczycić, że zna je o wiele lepiej niż inni.

 

Czyli młody człowiek może znaleźć w Piśmie Świętym aktualne treści dla siebie, odnoszące się do jego życia, do współczesności, nie tylko do świata starożytnego?

Oczywiście, bo Pismo Święte jest księgą żywą. Problemy, o których traktuje, wyzwania, przed którymi stawali jego bohaterowie, trudności, którym musieli oni sprostać, są odwieczne i wracają w każdym pokoleniu. Chyba nawet dzieje się tak, że w obecnym pokoleniu, w którym tak bardzo brakuje szacownych nauczycieli i prawdziwych autorytetów, gdy młodzi ludzie pilnie potrzebują dobrych przewodników po drogach swej młodości, właśnie Pismo Święte ukazuje im dobre wzorce i daje siłę do ich podjęcia. Poucza bowiem, że obok drogi niewinności istnieje również droga nawrócenia. Przypomina, że postępując na jednej, bądź na drugiej drodze, zawsze jesteśmy blisko Boga.

 

Ks. Waldemar Chrostowski – profesor nauk teologicznych, dyrektor Instytutu Nauk Biblijnych na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich, członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk.

 

Dodaj komentarz