Home / Rozmaitości / Pokaż stópki!

Pokaż stópki!

Narodziny dziecka są momentem niezapomnianym, często przełomowym, który rozpoczyna przewartościowywanie życia rodziców. Już od momentu poczęcia, czy dowiedzenia się o istnieniu nowego członka rodziny u mamy pod sercem zaczynamy planować wystrój pokoju, nadanie imienia, czy nawet kim będzie w przyszłości nasz brzdąc. Niestety nie wszystkie dzieci mają szczęście bycia tak niecierpliwie wyczekiwanym.

Według danych WHO w 2018 roku na świecie w wyniku aborcji życie straciło prawie 42 mln dzieci. To mniej więcej tyle ile mieszkańców ma Hiszpania. Liczba ta co rok jest podobna, co pokazuje, że rokrocznie, z hasłami typu „wolność” czy „mój wybór” na ustach, wymordowuje się cały kraj. Mówienie „mnie to nie dotyczy” sprawia, że mogę czuć się po części odpowiedzialny za tak niechlubny wynik. Bo czy w jakiś sposób staram się tę kwestię zmienić? Czy robię coś, by uratować choć jedno życie? Nie? Milczenie jest więc zgodą, przyzwoleniem na zagładę tych, którzy również milczą, bo nie zaczerpnęli jeszcze pierwszego wdechu powietrza.

W imieniu tych, którzy sami obronić się nie mogą staje asystent kościelny Oddziału Okręgowego „Civitas Christiana” w Szczecinie, ks. Tomasz Kancelarczyk, z „Bractwem Małych Stópek”, które zrzesza kilkunastotysięczną grupę obrońców życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. Ich celem jest promocja wartości małżeństwa i rodziny, wspieranie osób i rodzin potrzebujących, a także działania formacyjno-edukacyjne dla młodzieży. Akcje podejmowane przez Bractwo są bardzo zróżnicowane. Wychodząc naprzeciw rozwoju technologicznego i „smartyzacji” wszystkich dziedzin życia stworzyli aplikację na smartfony o nazwie „Adoptuj Życie”. Dzięki niej można dokonać Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, przypomina ona o codziennej modlitwie, a nawet pokazuje jak nasze dziecko rośnie, jak zaczyna bić mu serduszko i przekazuje nam jedną myśl dziecka na dany dzień.

Często działania „Pro-life” kojarzone są z obroną życia przed narodzeniem, pomijając to co potem. Od razu na myśl przychodzi scena z serialu „Ranczo”, gdy pani Michałowa miała odwagę powiedzieć swojemu biskupowi, że „Kościół każdego życia poczętego tak samo broni, ale już urodzonego to nie tak samo. Zwłaszcza jak nieślubne”. Dzięki „Małym Stópkom” powstały akcje, które niosą pomoc dzieciakom z ubogich rodzin, np. „Bryka dla Smyka”, gdzie używane, ale często zachowane w idealnym stanie wózki dziecięce przekazywane są tym, których na zakup nowego nie stać. Jest „Pielucha dla Malucha”, która zachęca wszystkie ślubne pary, by prosiły swoich gości do wręczania pieluch i innych artykułów higienicznych zamiast kwiatów. Dary te przekazywane następnie są na rzecz fundacji. Nawet zmieniając opony w samochodzie w konkretnym szczecińskim warsztacie wulkanizacyjnym cała kwota za tę usługę przekazywana jest na organizację „Marszu dla Życia”.

Właśnie. „Marsz dla Życia” jest największym, najbardziej spektakularnym wydarzeniem, w którym Bractwo manifestuje swoją obecność i gotowość do działań. Organizowane nie tylko w Szczecinie, ale również w wielu polskich, jak i zagranicznych miastach skupiają tysiące uczestników. Jak podkreśla ks. Tomasz, sam Marsz nie jest celem tylko środkiem, momentem kulminacyjnym, który prowadzi do kształtowania i okazywania postaw społecznych prowadzących do ochrony życia.

„Pro-life” to też interesowanie się osobami starszymi, chorymi, niepełnosprawnymi. Mając świadomość, że Internet i media społecznościowe opanowały świat, ksiądz Tomasz szczególnie za pośrednictwem Facebooka informuje o konkretnych potrzebach konkretnych ludzi. A te wydawałoby się czasami błahe i prozaiczne dla nas, dla innych są wręcz skarbem, towarem luksusowym. Lodówka, którą udało się zdobyć dla pana Stefana, łóżko dla niepełnosprawnego Piotra, rowery dla Domu Samotnej Matki… to tylko kilka z naprawdę wielu rzeczy, na które złożyli się ludzie gotowi nieść pomoc bliźniemu.

Stopy nienarodzonego jeszcze dziecka są jednym z symboli „pro-life”. Umieszczenie przedstawiającej je przypinki w klapie marynarki lub swetra nie kosztuje wiele, a dzięki niej pokazuje, że jest się „za życiem”.

Mateusz Gawroński

/md