Home / Rozmaitości / Poszukują i oczekują odpowiedzi
Fot. igorovsyannykov, źródło: pixabay.org

Poszukują i oczekują odpowiedzi

Jaka jest polska młodzież u progu dorosłości? Widzimy ich na ulicach i w autobusach ze słuchawkami w uszach, wzrokiem utkwionym w smartfony. Wydają się wyizolowani, zamknięci w wirtualnym świecie elektronicznych gadżetów. A przecież dosłownie za chwilę po raz pierwszy pójdą do wyborów i będą decydować o naszym wspólnym losie.

„Ach ta młodzież!” – westchnienie pełne pretensji i wyrzutów towarzyszy starszym pokoleniom od zawsze. Jest niczym pretensja do płochości, niedojrzałości i pewnej dozy szaleństwa, która towarzyszy bardzo młodym ludziom i jest wpisana w ich czas. Młodzież musi się wyszumieć jak młody las.

Jednak tak naprawdę nie wiemy, jacy są. Dlatego każde badanie socjologiczne jest cenne, bo pozwala na poznanie tego, co myślą, czego się lękają, jak postrzegają rzeczywistość, jakie wyznają wartości i jakie mają plany. Takiej wiedzy nigdy dosyć. Choć zawsze jest tylko szczątkowa, bo przecież nie sposób objąć badaniem całej populacji. Dobre i to.

Fot. rawpixel.com / źródło: pexels.com

 

Emigracja – wariant awaryjny

Eksperci, zatrudnieni przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, przez pięć miesięcy – do marca ub. roku – prowadzili ankiety wśród młodzieży w wieku 17-18 lat, odwiedzając szesnaście szkół w szesnastu województwach. Badaniem zostało objętych 396 osób w wieku 17-18 lat, spośród uczniów sześciu liceów ogólnokształcących, sześciu techników i czterech zasadniczych szkół zawodowych. To nie jest duża grupa, badacze jednak starali się, aby była w miarę reprezentatywna.

Portret zbiorowy tej młodzieży wart jest uwagi. Zaprzecza obiegowym opiniom, że młodzi mają tylko pstro w głowie. Pokazuje, że ta młodzież jest bardziej dojrzała, niż się nam wydaje.

Okazuje się, że wcale nie marzą o wyjeździe z kraju, chcą tu żyć i pracować, zakładać rodziny, związać z ojczystą ziemią swój los, mieć wpływ na to, co się tu dzieje.

Mimo wielu pretensji do modelu, w jakim starsze pokolenie ukształtowało zastaną przez młodych rzeczywistość, uważają Polskę za świetne miejsce do życia. Emigracja jest dla nich wariantem zapasowym. Choć większość z nich ma jakiegoś członka rodziny i bliskiego znajomego w Niemczech, czy Wielkiej Brytanii, który mógłby ułatwić im tam życiowy start, chcą zostać w kraju, wyjazd traktując jako plan awaryjny, gdy nie znajdą tu pracy i zabraknie środków do życia.

Trzeba też przyznać, że wchodzą w dorosłość w czasie, gdy bezrobocie spadło na tyle, że to raczej praca szuka pracownika, nie odwrotnie. Oczywiście, naprawdę dobrze płatnych ofert jest nadal mało i praca czeka na ludzi nie we wszystkich rejonach Polski. Są przecież w dalszym ciągu i takie, gdzie utrzymuje się bezrobocie strukturalne i szanse na zatrudnienie są nikłe.

Chcą żyć bezpiecznie

Jednak lęk tej grupy młodzieży przed brakiem pracy jest duży. Mają jeszcze w pamięci problemy z zatrudnieniem swoich rodziców, często także w najbliższym otoczeniu zetknęli się z biedą i wykluczeniem. Dlatego tak cenią sobie zabezpieczenie socjalne w trudnych życiowych sytuacjach, gdy pomoc człowiekowi w szczególnej potrzebie powinna być według nich czymś naturalnym i prawnie zapewnionym przez państwo czy władze gminy. To daje poczucie bezpieczeństwa. W żadnym razie nie chcą jednak żerować na „socjalu”, gotowi ciężką pracą zarabiać na byt.

Ale marzą o pracy za godziwe wynagrodzenie, umożliwiające życie na przyzwoitym poziomie. Chociaż zdają sobie sprawę z tego, że pozycja zawodowa oraz większe pieniądze zależeć będą od ich kwalifikacji oraz zdobywanego doświadczenia. Irytuje ich jednak partyjne kolesiostwo, załatwianie lepszej pracy przez rodzinę i znajomych, choć jak wskazywały badania sprzed paru lat, większość Polaków traktuje pracę zdobytą po znajomości jako normę, nie widzą w tym nic złego.

Wartością dla tej młodzieży jest rodzina, bo daje oparcie, poczucie wspólnoty, zapewnia też możliwość realizacji życiowych planów. Dlatego chcą zakładać rodzinę i osiąść w kraju, bo – mimo wad i niedostatków – cenią sobie to miejsce do życia.

Wystarczy im do szczęścia spokojne życie w granicach Polski, a często swojego rodzinnego miasta. „Chcemy mieć spokój, chcemy, żeby było bezpiecznie”. Tego wymagają od klasy politycznej.

Okazuje się, że mimo młodego wieku i narzucanych nachalnie przez media i współczesną kulturę wzorców dezawuujących rodzinę, nie dali się skołować ideologii gender, ani lewicowym hasłom, lansującym w skrajnej postaci nawet ślub z samym sobą.

Jeśli chodzi o plany na przyszłość, to trzeba podkreślić, że młodzież z lepszych liceów konstruuje je odważnie. Znalezienie się w uznanej szkole wzmacnia ich na lata, daje poczucie mocy sprawczej własnych czynów. Jednak generalnie, młodzież ceni edukację zdobywaną w polskiej szkole.

Badania przeprowadzone w grupie 10 tysięcy uczniów w wieku 12-19 lat, w ramach projektu edukacyjnego BohaterON – włącz historię i Instytutu Pamięci Narodowej, wykazały, że prawie 80 proc. polskich uczniów czuje się patriotami, choć większość z nich nie wykazuje aktywnych postaw patriotycznych. Analitycy załamują ręce, że młodzi są bierni społecznie i politycznie. Nie angażują się w społeczne organizacje, rzadko biorą udział w demonstracjach, za wyjątkiem Marszu Niepodległości. Jeżeli już uczestniczą w wydarzeniach publicznych, to ich nie organizują, nie są inicjatorami. Nie mają „swojej” partii, której program w pełni mogą zaakceptować. Na taką jeszcze czekają…

Fot. GaryKnightrdo, źródło: flickr.com

 

Eurosceptycyzm i mediosceptycyzm

Jeśli wymienić, co ich przeraża u progu dorosłości, to nie tylko widmo braku pracy, ale też terroryzm i uchodźcy. Boją się gwałtów, przemocy oraz tego, że imigranci zabiorą im socjalne wsparcie w momencie trudnym życiowo, „pogorszą ich i tak kiepską sytuację materialną”. Uczniowie akcentowali potrzebę jak najszybszego usamodzielnienia się imigrantów, tzw. „pójście na swoje” poprzez możliwość zarabiania na własne utrzymanie. Podają przy tym przykłady własnych rodziców, którzy ulegli wypadkowi przy ciężkiej pracy, są na rencie socjalnej i żyją za marne grosze. Młodzi pozostają bardziej otwarci na pracujących w Polsce Ukraińców (których uznają za bliższych kulturowo), niż wyznawców islamu jako ludzi o kompletnie innej mentalności i hierarchii wartości.

Dlatego są zdecydowanie przeciwni przyjmowaniu uchodźców, szczególnie muzułmanów.

W opiniach tych młodych silnie daje o sobie znać eurosceptycyzm, brak wiary w skuteczność rozwiązywania problemów na europejską skalę przez brukselskich eurokratów, odklejonych od rzeczywistości, których reprezentują aktualni liderzy unijni, na czele z „bohaterem” afery podatkowej LuxLeaks, Jeanem-Claude’em Junckerem – przewodniczącym KE, czy byłym przewodniczącym José Barroso, który pracuje dziś w banku Goldman Sachs.

Uważają, że narzucone przez UE kwoty produkcji i inne sztywne regulacje poprzez dyrektywy zabijają polską przedsiębiorczość, hamując możliwości rozwoju kraju. Unię Europejską nazywają wręcz „fabryką kłamstwa”. Wraz z dorastaniem nowego pokolenia Polaków, czy dalszym pogłębianiem się kryzysów w Europie – powinniśmy spodziewać się narastania w kraju tendencji eurosceptycznych.

Pokolenie 17-18 latków pozostaje nieufne w stosunku do państwa, polityków, instytucji – również lokalnych – a także wobec mediów. Dziennikarzy oceniają krytycznie. Są wręcz przekonani, że nie ma u nas wolnych mediów.

Wiedzę o świecie najczęściej czerpią z informacji migawkowych, z „telewizyjnego paska”. Telewizję jednak rzadko oglądają, informacji szukając w internecie. Przy czym, sprawdzanie prawdziwości wiadomości często ograniczają do przeczytania innego linku otrzymanego według tego samego algorytmu na Facebooku lub poprzez inne media, głównie społecznościowe. Co ciekawe, wielu młodych porównuje te informacje, ocenia stopień ich obiektywności, i dochodzi do prawdy samodzielnie, nie dając sobie wcisnąć propagandowego „kitu”. Dzięki temu trudniej nimi manipulować.

Młodzi przeżywają współczesny terroryzm islamistyczny – głównie medialnie – jednak jako pokoleniowe doświadczenie. I doceniają, że Polska nie jest na celowniku dżihadystów, jak w przypadku Francji, Belgii, Hiszpanii czy Niemiec.

Wskazują też na fakt, że kraje jednolite narodowościowo nie borykają się z konfliktami etnicznymi, które również nas dotykały boleśnie jeszcze w granicach II Rzeczpospolitej. Nie dali sobie wmówić, że „ubogacenie kulturowe” w rozdartym sprzecznościami świecie, które tak nachalnie lansowały mainstreamowe media jako wartość samą w sobie, nie niesie zagrożeń dla wspólnoty, w której żyją.

W dorosłość wchodzą młodzi eurosceptycy z wielkimi zastrzeżeniami do polityki UE, którzy nie dali się przekonać, że „wiatr z Zachodu” niesie samo tylko dobro, sypiąc wyłącznie kasą, która spada na kraj niczym manna z nieba.

Fot. raw, źródło: pixabay.com

 

Bóg, absolut – tego poszukują

Bóg jest dla nich ważny, ale równocześnie wyrażają brak zaufania do księży i Kościoła, który często postrzegają jako „instytucję finansową”.

Metropolita łódzki, abp Grzegorz Ryś, poinformował, że choć z przeprowadzonej wśród maturzystów (przez prof. Kaję Kazimierską z Uniwersytetu Jagiellońskiego) ankiety wynika, że 94 proc. ankietowanych wskazało jako najważniejszą dla nich wartość rodzinę, to jednak młodzi nie przeżywają rodziny jako wartości w kontekście wiary. Rodzina kojarzy im się ze wspólnotą, oparciem, przekazem wartości życiowych, „ale już gdy chodzi o wiarę, to oni raczej widzą w niej pewien model pobożności” zauważa abp Ryś.

Wyniki tego badania wskazują też, że 78 proc. ankietowanych maturzystów „nie szuka ważnych wartości w religii”. A skoro „wiara nie kształtuje rodziny, pojawia się pytanie: co ona w ogóle kształtuje, skoro oni nie szukają w religii wartości istotnych życiowo?” – pyta dramatycznie abp Ryś.

Metropolita przypomniał, że podczas spotkania z młodymi zadał pytanie, o co chcieliby zapytać Pana Boga. Na 7 tys. obecnych, ponad 2 tys. wybrało opcję „nie mam pytań do Pana Boga”.

Co myśmy z tymi młodymi zrobili, mając ich na katechezie, w Kościele, u spowiedzi? „Zrobiliśmy z Pana Boga pojęcie, abstrakcję, definicję. Z wiary zrobiliśmy kawałek pobożności, praktyk, z którymi się zgadzam albo się nie zgadzam. Poszło wszystko w katechezę, w nauczanie – oni dość dużo z tej religii wiedzą – natomiast, kiedy pada pytanie, gdzie doświadczasz Boga – są bezradni – ocenił arcybiskup.

Jakie jest wyjście? Abp Ryś widzi konieczność pracy z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych i z młodzieżą po bierzmowaniu. Wskazał, że bierzmowanie trzeba młodym ukazać jako sakrament inicjacji, a nie, jak dotąd, dojrzałości chrześcijańskiej, i wyjść do nich z konkretnymi propozycjami.

Myślę, że przede wszystkim trzeba zacząć od parafii, bo wielu księży ma problem nawet z głoszeniem mądrych kazań. Z przekładaniem zasad płynących z Ewangelii na rozwiązywanie problemów współczesnego człowieka. A to właśnie młodzież takich wskazówek oczekuje.

Nie ma co wyrywać sobie włosów z głowy, bo jest i dobra wiadomość. Z badań przeprowadzonych na londyńskim Uniwersytecie St. Mary’s wynika, że choć religia coraz mniej interesuje młodych Europejczyków, polska młodzież jest najbardziej religijna. Wśród wszystkich 21 przebadanych krajów, najwięcej wierzących młodych ludzi w wieku od 16 do 29 lat jest w Polsce. Deklarację wyznawania wiary chrześcijańskiej złożyło w ankiecie 83 proc. pytanych. Nikt nie wskazał na wyznawanie innej religii, a laickość zgłosiło tylko 17 proc. respondentów. Czyli w sumie, nie jest źle!

Alicja Dołowska

/wj