Home / Historia / Potężna broń
Cud słońca w Fatimie 13 października 1917 r. / Fot. www.santuario-fatima.pt

Potężna broń

28 lipca 2014 r. będziemy obchodzić setną rocznicę wybuchu I wojny światowej. Była to pierwsza wojna o charakterze totalnym, w której zaangażowane były nie tylko armie, ale także ludność cywilna. To pierwszy tak ogromny konflikt zbrojny w historii ludzkości. Trwał on cztery lata i przyniósł miliony zabitych. Kto zmierza ku Bogu, nie oddala się od ludzi, ale staje się im prawdziwie bliski. W nikim innym, jak w Maryi, nie możemy tego dostrzec wyraźniej. Zdanie wypowiedziane przez Ukrzyżowanego do ucznia – do Jana, a przez niego do wszystkich uczniów Jezusa: «Oto Matka twoja» (J 19, 27) – w każdym kolejnym pokoleniu staje się wciąż na nowo prawdziwe. Maryja faktycznie stała się Matką wszystkich wierzących. Do Jej matczynej dobroci, do Jej czystości i dziewiczego piękna odwołują się ludzie wszystkich czasów i ze wszystkich stron świata ze swymi potrzebami i nadziejami, ze swymi radościami i cierpieniami, w ich samotności, jak również w doświadczeniach życia wspólnotowego. Zawsze doświadczają Jej dobroci, Jej niewyczerpanej miłości, która wypływa z głębi Jej Serca”. Tymi słowami papież Benedykt XVI kończył swoją pierwszą encyklikę, Deus Caritas est, przypominając, że Maryja jest zawsze z nami, a zwłaszcza wtedy, gdy grozi nam jakieś niebezpieczeństwo.

Święty Jan XXIII mawiał, że najważniejszy jest pokój w ludzkim sercu, wszystko inne jest tylko tego konsekwencją. Brakowało ludziom tego pokoju serca, który rodzi się z bliskości Boga. Wszystkie nasze problemy – chociaż mogą być jeszcze niewidoczne – zaczynają się zawsze wtedy, kiedy przestaje się ufać Bogu. Wie doskonale o tym Ta, która zaufała do końca, która jest wzorem zawierzenia Bogu.

,,O Maryjo, Maryjo, wydajesz mi się tak piękna, że gdybym nie wiedział, że tylko Bogu samemu należy się najwyższa cześć – adorowałbym Ciebie. Jesteś piękna, lecz któż zdoła wypowiedzieć, jak bardzo jesteś dobra?” (św. Jan XXIII, Dziennik duszy). Dobroć najczulszej z matek szczególnie wyraziła się w licznych objawieniach prywatnych uznanych przez Kościół. Możemy zauważyć, że w okresie poprzedzającym tragiczne wydarzenia XX w. szczególnie wzrosła liczba objawień Maryjnych.

Zacznijmy od 1830 r. Katarzynie Labouré, 24-letniej nowicjuszce Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Paryżu, w kaplicy przy ul. du Bac, ukazała się Maryja. ,,Moje dziecko, dobry Bóg chce powierzyć ci pewną misję – powiedziała. – Czasy są złe. Francji przytrafiają się różne troski – obalony będzie tron. Cały świat będzie nawiedzony przez wszelkiego rodzaju nieszczęścia. Lecz przychodźcie do stóp ołtarza. Tam łaski spłyną na wszystkich… (…) …będą ofiary wśród duchowieństwa Paryża (…) Ksiądz arcybiskup… – tu Maryja zaczęła płakać. – Moje dziecko, krzyż będzie pogardzany, rzucą go na ziemię. Popłynie krew, znowu przebiją bok naszego Pana. Moje dziecko, cały świat pogrąży się w smutku”.

Jako ratunek Maryja wskazała Jezusa Eucharystycznego: ,,Tam łaski spłyną na wszystkich”. Kościół przecież nie ma nic cenniejszego od Mszy św.

Następnie, zwracając się do s. Katarzyny, powiedziała: ,,Każ wybić medalik według tego wzoru. Osoby, które będą go z ufnością nosiły, zwłaszcza na szyi, otrzymają wiele łask”. Medalik rozpowszechnił się z nadzwyczajną szybkością. Za jego pośrednictwem ciągle dokonują się niezliczone nawrócenia i uzdrowienia.

Widzący z Fatimy: Łucja, Franciszek i Hiacynta
Widzący z Fatimy: Łucja, Franciszek i Hiacynta

19 września 1846 r. we Francji, niedaleko wioski La Salette niebo znów otwarło się nad ziemią. Dwojgu ubogim pastuszkom: Melanii i Maksyminowi, objawiła się Matka Boża. Mieli oni zanieść światu Jej orędzie nawrócenia, ogromnej troski o zbawienie ludzi. ,,Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się, przyszłam oznajmić wam wielką nowinę. Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej podtrzymywać. Od jak dawna już cierpię za was. Chcąc, by Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona ustawicznie Go o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście nie wiem jak się modlili i nie wiem co czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić trudu, którego się dla was podjęłam. Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni tak ciężkim ramię Mego Syna. Woźnice przeklinając wymawiają Imię Mego Syna. Te dwie rzeczy tak bardzo obciążają ramię Mojego Syna”. Opuszczanie niedzielnej Mszy św., nieświętowanie niedzieli, przekleństwa wielu ludziom mogą wydać się błahe, ale nie Maryi, która widzi, jak ludzie, odchodząc od Boga, skazują się na wieczne potępienie. Przez cały czas tych objawień Maryja płakała.

W 1858 r. w Lourdes Najświętsza Panna prosiła 14-letnią córkę młynarza, Bernadetę Soubirous, o modlitwę i pokutę za grzeszników. ,,Pokuta! Pokuta! Pokuta!” – trzykrotnie rzuciła swe naglące wołanie. ,,Módlcie się do Boga za grzeszników” – tymi słowami przypomniała, że jesteśmy odpowiedzialni za zbawienie innych.

19 lat później Matka Boża przemówiła po polsku. W Gietrzwałdzie za pośrednictwem 13-letniej Justyny Szafryńskiej i 12-letniej Barbary Samulowskiej skierowała następujące słowa: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec!” Gdy dziewczynki zadawały pytania o zdrowie i zbawienie różnych osób, gdy pytały, czy ,,Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?”, czy ,,osierocone parafie na południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?” – w odpowiedzi usłyszały: „Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić”. Maryja powiedziała też: „Nie smućcie się, bo Ja będę zawsze przy was”. Ostatnie słowa przekazane dziewczynkom brzmiały: „Gorliwie odmawiajcie różaniec”.

W 1917 r. w Fatimie Matka Boża powtórzyła prośbę trojgu portugalskim pastuszkom, Hiacyncie, Franciszkowi i Łucji: „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny! (…) Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi”. Wtedy też przekazała dzieciom trzyczęściową tajemnicę: o istnieniu piekła, o ocaleniu, jakie jest w Jej Niepokalanym Sercu, oraz o prześladowaniu chrześcijan przez komunistów i cierpieniu Ojca Świętego. Ostatnie Jej słowa brzmiały: ,,Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu. (…) Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”.
W obliczu różnych trudności, problemów dnia codziennego Maryja jest dla nas podporą. Przez Nią czułość Boga spływa na świat. Ona dodaje otuchy i nieustannie przypomina, że jest cały czas z nami. Przypomina o ,,potężnej broni”, jaką mamy pod ręką, potężniejszej od uzbrojenia największych mocarstw, potężniejszej od bomby atomowej. Ta broń to MODLITWA.

W Kalwarii Zebrzydowskiej w 1979  r. św. Jan Paweł II mówił: ,,…nie ustawajcie w modlitwie. Trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie ustawać (por. Łk 18, 1). (…) Niech z tego miejsca do wszystkich, którzy mnie słuchają tutaj albo gdziekolwiek, przemówi proste i zasadnicze papieskie wezwanie do modlitwy. A jest to wezwanie najważniejsze. Najistotniejsze orędzie!”
Kiedy się modlimy, uznajemy, że sami sobie nie wystarczamy, uznajemy, że potrzebujemy Boga – i to jest prawda o nas.

,,Trudności, jakie na początku tego nowego tysiąclecia pojawiają się na światowym horyzoncie, skłaniają nas, by uznać, że nadzieję na mniej mroczną przyszłość może w nas wzbudzić jedynie interwencja z Wysoka, zdolna pokierować sercami tych wszystkich, którzy żyją w sytuacjach konfliktowych, i tych, którzy trzymają w swych rękach losy narodów. Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i «naszym pokojem» (Ef 2, 14). (…) …weźcie znów ufnie do rąk koronkę różańca… (…) Oby ten mój apel nie popadł w zapomnienie nie wysłuchany!” (św. Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae).

 

Ks. Rafał Jaworski/kw