Home / Rozmaitości / Pożar w cyrku

Pożar w cyrku

Hasło pielgrzymki Benedykta XVI do Polski zachęca nas, abyśmy trwali mocni w wierze. Ale czym jest właściwie wiara? Co to znaczy, że ktoś wierzy? O tym wielokrotnie pisał kard. Joseph Ratzinger, obecny Papież.

W pewnym cyrku wędrownym w Danii wybuchł pożar. Dyrektor cyrku wysłał, gotowego już do występu błazna, do sąsiedniej wsi po pomoc. Błazen pobiegł do wsi i zaczął prosić mieszkańców, aby czym prędzej przyszli i pomogli gasić pożar w cyrku. Wieśniacy uważali jednak krzyki błazna tylko za świetny chwyt reklamowy, który ma zabawić jak najwięcej ludzi na przedstawienie: klaskali i śmiali się do łez. Tymczasem błazen miał ochotę raczej płakać niż się śmiać. Daremnie błagał i tłumaczył ludziom, że nie ma tu żadnego udawania, a cyrk naprawdę się pali. Jego błagania wywoływały tylko nowe wybuchy śmiechu. Ludzie uważali, że błazen świetnie gra swoją rolę. W efekcie cyrk spłonął, a co gorsza ogień przeniósł się po polach do wsi i ona także spłonęła.

Teolog w stroju błazna

Tę historię opowiada kard. Joseph Ratzinger na początku swojej książki „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”. Historia z pożarem cyrku, zdaniem Ratzingera, dobrze ilustruje sytuację, gdy ktoś usiłuje mówić o wierze chrześcijańskiej do ludzi, którzy z racji bądź swego zawodu, bądź sytuacji społecznej nie są oswojeni ze sposobem myślenia i przemawiania Kościoła. Błazen jest teologiem, którego nikt nie bierze na serio w jego błazeńskim stroju ze średniowiecza. Cokolwiek by mówił – jego rola nadaje mu etykietę i w pewien sposób go klasyfikuje. Wie się zawsze z góry, że to jest tylko błazen. Wiadomo, o czym mówi i że to tylko przedstawienie, które z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

 

„W obrazie tym uchwycono bez wątpienia coś z trudnej rzeczywistości, w jakiej znajduje się teologia i teologiczne mówienie; jakaś przygniatająca niemożność przełamania szablonów myślenia i przemawiania oraz niemożność ukazania, że sprawy teologii są sprawami ważnymi dla życia ludzkiego” – pisze Ratzinger.

Pokusa niewiary

Trudna jest więc sytuacja człowieka wierzącego, który próbuje głosić swą wiarę innym. Tym bardziej, że sam staje często wobec pokusy niewiary. Wiara jest łaską i nigdy nie można być stuprocentowo pewnym, że zawsze będzie się ją posiadać. Ratzinger podaje przykład św. Teresy od Dzieciątka Jezus, której wiara przez większość życia była niezachwiana. A jednak, tuż przed śmiercią, dręczyły ją wszystkie możliwe argumenty przeciwko wierze. „Prześladują mnie myśli najzagorzalszych materialistów” – zapisała w swoim pamiętniku.

Ale też – z drugiej strony – niewiara niewierzącego też nie jest niezachwiana. „Tak więc – pisze Ratzinger – jak wierzący wie, że mu zawsze grozi niewiara, i tę niewiarę musi zawsze odczuwać jako nieustanną pokusę, tak dla niewierzącego wiara pozostaje zawsze zagrożeniem i pokusą w jego pozornie na zawsze zamkniętym świecie. Jednym słowem, nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknąć niepewności w rzeczach wiary, będzie musiał doświadczyć niepewności niewiary, która nigdy nie może ostatecznie na pewno powiedzieć, czy jednak wiara nie jest prawdą. Dopiero gdy ktoś odrzuci wiarę, okazuje się, że nie można jej całkowicie odrzucić”.

Co to znaczy wierzyć

Co to jednak znaczy, gdy ktoś mówi „wierzę”? Aby to wyjaśnić Ratzinger sięga do apostolskiego wyznania wiary, które jest swoistym wprowadzeniem w chrześcijaństwo i zebraniem jego istotnej treści. Twierdzi, że istota chrześcijaństwa polega na tym, że jest ono wiarą. Jeżeli człowiek mówi „wierzę”, to oznacza, że jest przekonany, iż przestrzeń jego świata nie jest wytyczona tym, co można ujrzeć i czego można dotknąć, lecz szuka drugiego sposobu dojścia do rzeczywistości, który to sposób właśnie nazywa wiarą.

W słowie credo zamyka się zasadniczy wybór naszej postawy wobec rzeczywistości jako takiej; nie oznacza ono stwierdzenia tego czy owego, ale oznacza zasadniczą postawę wobec bytu egzystencji, siebie samego i całej rzeczywistości; oznacza opowiedzenie się za tym, że to, czego nie można ujrzeć, co nie może w żaden sposób stanąć w polu widzenia człowieka, nie jest czymś nierzeczywistym, lecz odwrotnie, że to, czego nie można ujrzeć, jest właściwą rzeczywistością, która utrzymuje i umożliwia wszelką rzeczywistość” – pisze Ratzinger. I dodaje: „Wierzyć znaczy uznać, że wewnątrz egzystencji ludzkiej istnieje punkt, który nie może zasilać się tym, co widoczne i dotykalne, ani na tym się opierać, ale który styka się z tym, czego dojrzeć nie można, tak że staje się to dla niego dotykalne i okazuje się niezbędne dla jego egzystencji”.

Dotychczasowi Papieże o imieniu Benedykt:
62. Benedykt I ( 575 – 579 )
81. św. Benedykt II ( 684 – 685 )
104. Benedykt III ( 855 – 858 )
117. Benedykt IV ( 900 – 903 )
132. Benedykt V ( 964 – 966 )
134. Benedykt VI ( 973 – 974 )
135. Benedykt VII ( 974 – 983 )
143. Benedykt VIII ( 1012 – 1024 )
145. Benedykt IX ( 1032 – 1048 )
194. bł. Benedykt XI ( 1303 – 1304 )
197. Benedykt XII ( 1334 – 1342 )
245. Benedykt XIII ( 1724 – 1730 )
247. Benedykt XIV ( 1740 – 1758 )
258. Benedykt XV ( 1914 – 1922 )

Skok w przepaść

Ratzinger nie ma wątpliwości, że taką postawę można osiągnąć tylko poprzez to, co w języku biblijnym nazywa się „odwróceniem”, „nawróceniem”. Bo jednak ze swej natury człowiek ciąży do tego, co widzialne, co można dotknąć. Musi się więc odwrócić, aby dojrzeć, jak jest ślepy, gdy wierzy tylko temu, co widzą jego oczy. „Bez tego zwrotu egzystencji, bez pokonania naturalnego ciążenia nie ma wiary. Wiara właśnie jest nawróceniem, w którym człowiek odkrywa, że się łudzi, gdy idzie jedynie za tym, co uchwytne. Jest to zarazem najgłębszy powód, dlaczego wiara nie da się udowodnić. Jest ona zwrotem w bytowaniu i osiąga ją tylko ten, kto dokonuje tego zwrotu. Ponieważ zaś z natury ciążymy w innym kierunku, przeto wiara jest codziennie czymś nowym i tylko w nawróceniu trwającym całe życie możemy pojąć, co to znaczy mówić: wierzę ” – podkreśla Ratzinger.

Autor rysuje w tym miejscu sugestywny obraz: wiara oznacza zawsze skok poprzez bezdenną przepaść, bo zawsze jest ryzykiem, że się przyjmie jako rzeczywiste i podstawowe to, czego nie widać. Obecny Papież podkreśla, że wiara nigdy nie była takim nastawieniem, jakie samo przez się przypadałoby ludzkiemu istnieniu; zawsze była rozstrzygnięciem angażującym głębię ludzkiej egzystencji, domagającym się od człowieka zwrotu, jaki osiąga się jedynie poprzez decyzję.

Tak więc wierzyć po chrześcijańsku oznacza zawierzyć sensowi, który utrzymuje mnie i cały świat. Wiara jest przyznaniem prymatu temu, co niewidzialne, jako właściwej rzeczywistości.

Wierzę w Ciebie

Ratzinger mocno podkreśla, że głównym rysem wiary chrześcijańskiej jest jej charakter osobowy. Dlatego, że wiara jest czymś więcej niż opowiedzeniem się za duchową podstawą świata. Jej istota nie zawiera się w sformułowaniu „wierzę w coś”, ale „wierzę w Ciebie”. Konkretnie: „wierzę w Jezusa Chrystusa”. To dzięki Niemu to, co niedotykalne, staje się dotykalne, to, co dalekie, staje się bliskie. „Wiara chrześcijańska żyje tym, że nie daje sensu obiektywnego, lecz że ów Sens zna mnie i kocha, że mogę mu się powierzyć z gestem dziecka, które wie, iż w matczynym ťtyŤ zawiera się odpowiedź na wszystkie jego pytania” – pisze Ratzinger.

Od napisania „Wprowadzenia w chrześcijaństwo” minęło już ponad trzydzieści lat. Dlatego w 2000 r. kard. Ratzinger napisał krótki wstęp – komentarz do tego dzieła. Historia bowiem w szybkim tempie posuwała się naprzód. „Z dzisiejszej perspektywy – czytamy w tym wstępie – szczególnie znamienne dla ostatnich dziesięcioleci minionego wieku wydają się lata 1968 i 1989. Rok 1968 oznaczał rewoltę nowego pokolenia, które (…) pragnęło, by w końcu nastąpiła poprawa warunków życia, by w świecie zapanowały wolność, równość i sprawiedliwość; było przy tym przekonanie, że drogę prowadzącą w kierunku pożądanych zmian wyznacza wielki nurt myśli marksistowskiej. Natomiast rok 1989 oznaczał nieoczekiwany kres reżymów komunistycznych w Europie, po których pozostało smutne dziedzictwo spustoszonej ziemi i spustoszonych dusz.”

I w tym momencie Ratzinger stawia retoryczne pytanie: „Czy w sytuacji takiej bezradności chrześcijaństwo nie powinno z najwyższą powagą spróbować odnaleźć własny głos, by móc nowe tysiąclecie ťwprowadzićŤ w swe przesłanie – by móc chrześcijańskie przesłanie ukazać jako wspólny drogowskaz?”

 

Kardynał Ratzinger

należał do grona najbliższych współpracowników Jana Pawła II. Mówi się nieraz, że bez niego pontyfikat Jana Pawła II i „polityka” Watykanu miałyby zupełnie inny kształt. Był jednym z pracujących w tle „inżynierów” Soboru Watykańskiego II. Odpowiedzialny za czystość wiary katolickiej niemiecki hierarcha bywał nazywany „pancernym kardynałem”, chociaż jest człowiekiem dialogu, otwartości, prostoty i pokory. Mówiąc o działalności Kongregacji zawsze podkreślał kolegialny tryb jej pracy. Zaliczając się do ścisłego grona najwybitniejszych współczesnych teologów, kardynał często mówił, że jest najzwyklejszym chrześcijaninem i chce bronić pokornej wiary zwykłych ludzi przed wyniosłością teologów. O wierze pisał i mówił językiem prostym i klarownym, ujawniając zawsze fascynację Kościołem i tradycją.

Ratzinger urodził się 16 kwietnia 1927 r. w Marktl, w diecezji pasawskiej, w głęboko katolickiej rodzinie bawarskiej. Ojciec był bardzo pobożny, wymagający i sprawiedliwy. Religijność matki była ciepła, serdeczna i jasna – wspomina kardynał. Wcześnie odkrył w sobie powołanie pedagogiczne, chciał przekazywać wiedzę, uczyć i pisać. Pod koniec wojny dostał się do niewoli i z amerykańskiego obozu jenieckiego został zwolniony w lipcu 1945 r.

Po święceniach w 1951 r. pracował jako wikary i katecheta w Monachium. Co niedzielę głosił kazania dla dzieci, które cieszyły się wielką popularnością i gromadziły coraz więcej dzieci i dorosłych. Prowadził też duszpasterstwo młodzieży.

Rok później podjął pracę w seminarium duchownym, rozpoczynając tym samym swoją drogę naukową. Ze względu na odwagę w badaniach, krytyczne opinie i nowoczesne podejście do teologii miał poważne problemy z habilitacją, którą jednak w końcu obronił. Był profesorem teologii m.in. na uniwersytetach w Monachium, Tybindze i Ratyzbonie. Studentów fascynował dynamiką wykładu, świeżością języka i egzystencjalnym podejściem do wiary.

Uczestniczył w Soborze Watykańskim II. W 1977 r. otrzymał nominację na arcybiskupa Monachium. – Miałem wówczas 50 lat, znalazłem swoją wizję teologiczną i mógłbym stworzyć dzieło, którym wniósłbym swój wkład do teologii – tak Ratzinger wspominał rozterki związane z nominacją. Nominację jednak przyjął.

Niedługo potem podczas Synodu Biskupów poznał kard. Karola Wojtyłę. Właściwa znajomość między nimi zaczęła się jednak w 1978 r. A w 1981 r. Jan Paweł II powołał go na prefekta Kongregacji Nauki Wiary. 19 kwietnia 2005 r. został wybrany Papieżem i przybrał imię Benedykt XVI.

Andrzej Romanowski
Artykuł ukazał się w numerze 05/2006.

Dodaj komentarz