Home / Serwis specjalny ŚDM Kraków 2016 / Karolina. Prawdziwy anioł.
Fot.ksmkolbuszowa.blogspot.com

Karolina. Prawdziwy anioł.

Jak doszło do tego, że spokojna, nikomu niezagrażająca dziewczyna została okrutnie zamordowana? – rzecz o Karolinie Kózkównie.

Po bitwie pod Gorlicami, jednej ze strategicznie dość istotnych bitew pierwszej wojny światowej z uwagi na fakt zainicjowania początku klęski Rosji, ludność wsi Zabawa i pobliskiej Wał Rudy wraca do swych domów. Po odzyskaniu chociaż części dobytku, mocno uszczuplonego przez wycofującą się armię rosyjską, ludzie próbują odbudować zniszczony kościół w Zabawie, a wraz z nim upamiętnić ważne wydarzenia w parafii. Wśród minionych chwil trwającej przecież nadal wojny, jak się później okaże – o niepodległość całego państwa polskiego, wyróżnia się szczególnie jedno zdarzenie. Nikt z mieszkańców nie mógł wtedy i nie może do dzisiaj zapomnieć tragedii małżeństwa Kózków, a właściwie urodzonej jako czwarte dziecko jednej z ich córek: szesnastoletniej Karoliny.

*

Fot. pl.wikipedia.org
Fot. pl.wikipedia.org

Włosy miała rude, równiutko i schludnie podcięte, cerę jasną. Lubiła porządnie się ubrać w niedzielę. Wszak jej matka, z domu Borzęcka, pochodziła z najbogatszego rodu w okolicy. Ojciec Karoliny był człowiekiem prostym, prostego serca i umysłu. Życie codzienne Kózków wraz z ich jedenaściorgiem dzieci, podobne do wielu, przebiegało również w prostocie i harmonii, bez sporów, waśni i sprawiania komukolwiek celowej przykrości. Z nieukrywaną wiarą wyrażającą się we wspólnej modlitwie przy posiłkach i wieczorem, uczęszczaniu do odległego kościoła najpierw w Radłowie, a następnie w Zabawie. W czasie Wielkiego Postu śpiewano Gorzkie żale, a  w  okresie Bożego Narodzenia kolędowano. Było to zjawisko wówczas powszechne, kiedy chodzono od domu do domu z szopką „po kolędzie”, śpiewając kolędy i pastorałki. Liczne potomstwo zaś traktowano w rodzinie jako Bożą łaskę i błogosławieństwo. W takim klimacie dziewczyna rosła wśród kochającej ją rodziny, chętnie pomagając w gospodarstwie, nie stroniąc od szycia i opieki nad młodszym rodzeństwem. Należy przyznać, iż największą radość Karolinie sprawiała zawsze praca na rzecz innych. Wszystkich bliskich zaskakiwała nadzwyczajną dojrzałością i wrodzonym talentem społecznikowskim, czego dowodem było powierzenie jej przez wuja Franciszka Borzęckiego, znanego działacza katolickiego, wielu prac na rzecz parafii w Zabawie. Wśród nich odznaczała się jako wyjątkowa zelatorka Żywego Różańca, członkini Bractwa Wstrzemięźliwości czy prawa ręka do pomocy w prywatnej świetlicy wuja i bibliotece przy wypożyczaniu książek. Organizowano tam również wieczory wspólnego czytania, wspólnych śpiewów oraz recytowania wierszy religijnych i patriotycznych. Wszystkim tym wydarzeniom towarzyszyła stale i niezmiennie wspólna modlitwa. Karolina wyróżniała się silną osobowością, przy tym serdecznością, pogodą ducha, a jednocześnie wzorowo uczyła się w szkole i służyła pomocą wszystkim tym, którzy jej potrzebowali. Zdarzyło się nawet pewnego razu, że w zamian za udzielenie pomocy pewnemu ubogiemu została przez rodziców zganiona. Mimo to nie potrafiła nadal przejść obojętnie obok cierpiących, czego dowodem była pomoc koleżance, która wcześnie utraciła matkę, i serdeczna nad nią opieka. Mówiono więc o Karolinie: „prawdziwy anioł”. Ponadto umiała, co dziś nieczęsto się zdarza, dzielić się z innymi. Nie narzekała nigdy, zdolna do wyrzeczeń zgadzała się na własne, proste życie. Koleżance Marii Pająk mówiła, że woli być taka, jaka jest. Należy dobrze zdać sobie sprawę z faktu, iż życie Galicji początku XX w. miało charakter bardzo wspólnotowy. Ludzie biedni nigdy, przenigdy w tej dawnej Polsce pod zaborami, w czasach o wiele trudniejszych niż dzisiejsze, nie pozostawali bez opieki. Społeczeństwo pomimo wielu podziałów rozumiało ludzką krzywdę i cechowało się współczuciem wobec innych. Słowa te, dziś trochę mało popularne, należy przytoczyć przy okazji wspomnienia na temat życia i czynów dzisiaj już błogosławionej Karoliny Kózkówny, a być może, jak Bóg da, za niedługo świętej.
Jako wzór chrześcijanki brała oczywiście udział w  wielu pielgrzymkach i odpustach, m.in. do Bieczy, Zaborowa, Odporyszowa. Jednym słowem, religijność stanowiła czynnik porządkujący w  jej życiu. Chociaż bardzo młoda, żyła w wierności Bogu i  żywej wierze, ukazując powołanie do świętości.

*

Karolina jest i pozostanie niewinnym, prawdziwym aniołem, błogosławioną, którą śmiało można prosić – a powinna to czynić zwłaszcza młodzież – o  pomoc w sprawach trudnych Fot. ksmkolbuszowa.blogspot.com
Karolina jest i pozostanie niewinnym, prawdziwym aniołem, błogosławioną, którą śmiało można prosić – a powinna to czynić zwłaszcza młodzież –
o  pomoc w sprawach trudnych Fot. ksmkolbuszowa.blogspot.com

Tymczasem walka pozycyjna nad Dunajcem trwała w nieskończoność. Przez Zabawę i Wał Rudę przemaszerowały najpierw wojska austro-węgierskie, jak je nazywano: „madziarskie”, następnie niemieckie, a w końcu rosyjskie. Na początku listopada 1914 r. do Tarnowa dotarły pierwsze oddziały kozackie. Zajęły Radłów i przemieszczały się prosto na Wał Rudę. Ewakuowano już większość ludności cywilnej, zaś odważniejsi mieszkańcy pozostali jeszcze w domach. Z kościoła wyrzucono księdza i pozwolono mu zamieszkać w spiżarni leśniczówki, która wówczas należała do Karola Scheanutza, natomiast pod koniec XX w. znana była autorce jako miejsce jej wakacyjnych pobytów u stryja, zarządcy wałrudzkich lasów.
Czas wojny to czas głodu i śmierci. Rekwirowano zboże, bydło i wozy. Ogołacano z dnia na dzień ludzi z ich dobytku. Wyrządzono wiele szkód. Byli też tacy, którzy nie wyprowadzili się, myśląc, że z dala od zawieruchy wojennej (mieli na uwadze wówczas daleką drogę nad Dunajec) są w miarę bezpieczni. Należała do nich rodzina Kózków. Nikt nie spodziewał się tragedii.
Wieczorem, kiedy wszyscy szykowali się do snu, do wsi dotarł rosyjski żołnierz. Wtargnął nagle do domu Kózków, pytając o austriackie wojska. Kiedy Karolina, która wówczas znajdowała się w domu z młodszym rodzeństwem, odpowiedziała, że nie wiadomo, bo właśnie kilka dni wcześniej wycofały się z Wał Rudy, wpadł w furię. Nakazał iść natychmiast do komendanta. Dziewczyna nigdy tam nie dotarła. Została przez niego uprowadzona i zabita w pobliskim lesie ostrzem szabli, gdy broniła się, by zachować dziewictwo. Niewinna męczeńska śmierć w kwiecie wieku, Kózkówna miała szesnaście lat. Na miejscu męczeńskiej śmierci w wałrudzkim lesie okoliczna społeczność ufundowała wysoki, sześciometrowy krzyż z takim oto napisem na przybitej doń tablicy: „Karolinie Kózkównie, zamordowanej 18 listopada 1914 roku, ziomkowie”. Niestety w czasach stalinowskich krzyż zniszczono, usuwając zeń tablicę (co pamięta autorka, podobnie jak kult, jaki wówczas panował wśród mieszkańców). Po latach zbudowano na leśnych ścieżkach drogę krzyżową i ufundowano pomnik oraz epitafium w kościele w Zabawie. Na początku XXI w. dekretem bp. Wiktora Skworca ustanowiono diecezjalne sanktuarium w Zabawie oraz Centrum Leczenia Traumy Powypadkowej.
O Karolinie napisano wiele książek i opracowań. Pozostaje patronką Ruchu Czystych Serc – wspólnoty, która pragnie zachowywać czystość przedmałżeńską i wolność od nałogów: alkoholizmu i narkomanii – i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Pomogła wielu ludziom zarówno za jej króciutkiego życia, jak i  po śmierci, kiedy rozpoczął się jej kult. W cudowny sposób uzdrowiła z nieuleczalnych chorób ludzi, którzy się do niej zwrócili z modlitwą o pomoc. Pewna kobieta wyprosiła nawet łaskę macierzyństwa, inna zapobiegła wypadkowi w czasie wyprzedzania rozpędzonego TIR-a. Karolina jest i pozostanie niewinnym, prawdziwym aniołem, błogosławioną, którą śmiało można prosić – a powinna to czynić zwłaszcza młodzież – o pomoc w  sprawach trudnych.
W orędziu skierowanym na Błoniach Tarnowskich z okazji beatyfikacji Karoliny Kózkówny św. Jan Paweł II zadał pytanie: „Czy święci są po to, by zawstydzać?” i odpowiedział: „Tak, mogą być i po to. Czasem konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w całej prawdzie. Potrzebny […] aby odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości”. W tym roku przypada 102.  rocznica jej męczeńskiej śmierci.

Urszula Julita Adamska

pgw