Home / Historia / Prorok czasów niewoli

Prorok czasów niewoli

Czegóż pożytecznego można się jeszcze nauczyć o narodzie, państwie i Kościele z pism Prymasa Tysiąclecia? Wydawać by się mogło, że dziś nauczanie społeczne kard. Wyszyńskiego nieco straciło na aktualności. Żyjemy przecież w innych, lepszych, ciekawszych czasach. Młodzi Polacy plagę komunizmu, ciemności niewoli znają tylko z kart podręczników. Świeci nam słońce wolności. Słońce, owszem, czasami spowite chmurami bezrobocia, skropione mżawką recesji, zlane strugami narodowych tragedii, ale przecież także często uśmiechające się do nas zza chmur przyjaźnie, serdecznie i troskliwie. Czego pożytecznego my, dzieci Niepodległości, możemy się nauczyć od Proroka czasów niewoli?

 

Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia

Roztropnej miłości Ojczyzny. Nic mniej, nic więcej. Tego jednego bowiem potrzeba dziś – jak i wczoraj – do politycznego i ekonomicznego sukcesu Polaków oraz chwały i dobrobytu Polski. Historia kołem się toczy: zmieniły się okoliczności, zmieniły się czasy, ale nie zmienili się ludzie i z nimi nie zmieniły się polskie problemy. W opasłych tomach kazań i wystąpień  publicznych Księdza Prymasa dużo jest spraw istotnych już tylko dla historyków, ale Polak, katolik, obywatel zawsze odnajdzie w historycznych tekstach Prymasa nieprzemijający wzór roztropnej miłości Ojczyzny. Dlatego warto sięgać po opasłe tomy, aby na ich kartach w zniewolonej Polsce poczuć tchnienie wolnego „Króla-Ducha”; aby od prymasowskiego płomienia miłości Kościoła i Polski rozniecać iskierki naszej wiary i nadziei. Od kogóż bowiem nam się dziś uczyć roztropności, jeśli nie od kard. Wyszyńskiego – Prymasa i męża stanu tysiąclecia?

„Musimy mieć roztropność kierowniczą, po łacinie nazywa się to prudentia gubernativa, czyli roztropność zarządzania. Wiemy, że w wielkim trudzie odbudowania Polski zrobiono już bardzo wiele, ale jeszcze dużo zostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek” (Kazanie na Jasnej Górze, 26 VIII 1980). Trzeba – „na płaszczyźnie tych niepokojów, które napełniają naszą ojczyznę po brzegi” „przyjrzeć się dobrom trwałym, nienaruszalnym w społeczności naszego narodu, dobrom, które muszą być zachowane, szanowane i które muszą działać dla pożytku całej wspólnoty narodowej”. Dlatego esej ten, pisany w chwilach historycznej zmiany pokoleniowej w szeregach naszego Stowarzyszenia będzie traktował „o tym, jakie wartości trzeba uszanować, i co należy wypełnić, aby w ojczyźnie naszej powrócił spokój i ład”. Będzie to więc tekst o społecznym wymiarze wiary, roli wiary w życiu publicznym.

„Po pierwsze zacząłbym – pisze Prymas – od obowiązku poszanowania porządku religijno-moralnego w życiu narodu. Obowiązek ten ciąży na nas wszystkich, na każdym z nas, (…) na ojcach rodzin, na przedstawicielach poszczególnych wspólnot żyjących w ojczyźnie, na całym narodzie i na władzach”. Porządek religijno-moralny wedle przytoczonych słów Prymasa dotyczy także polityki, skoro ciąży także na „władzach, które na tym etapie wzięły odpowiedzialność za rozwój życia narodowego i zabezpieczenie należytego korzystania z wolności uzyskanej dla dobra naszej ojczyzny”. Dlatego polityka jest polem chrześcijańskiej odpowiedzialności. Religijność i pobożność nie jest bowiem ucieczką w zaświaty, od spraw tego świata. Wiara ma być zakwasem zaczynającym przaśne ciasto Rzeczypospolitej. Religia dla katolika nie ma być pobożnym azylem od brudu doczesnego, mamy być przecież „solą ziemi”… tej ziemi…

„A drugi element – to ład życia rodzinnego. (…) To jest wielka praca. Uświadomiliśmy sobie, że musi w naszym życiu narodowym istnieć prymat rodziny. W tym prymacie rodziny, tak jak w kołysce, najważniejszy jest prymat życia i obrony życia, gwarancja dla rodzących się Polaków, że ukształtowani mocami Bożymi pod sercami swych matek będą mogli bezpiecznie w ojczyźnie Polaków żyć, rozpocząć swoje dzieje, rozwijać je, usłużyć ojczyźnie i wrócić do Ojca niebieskiego, z którego wszelkie życie się wywodzi”. Prymas był nie tylko wielkim moralistą, ale przede wszystkim wielkim realistą. Wiedział, że prymat rodziny, ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci to postulaty nie tylko etyczne, ale także ekonomiczne: „Jeżeli tak, jeżeli istnieje prymat rodziny w społeczeństwie, jeżeli w rodzinie jest prymat życia, w takim razie ekonomia narodowa, czyli gospodarka narodowa musi być poniekąd rodzinna. To znaczy całe życie nasze gospodarcze, cały nasz trud, codzienny wysiłek czy to na roli, czy w kopalniach, w fabrykach, w warsztatach, czy na urzędach, w szkołach i uczelniach akademickich, całe życie społeczne musi być ukierunkowane ku rodzinie. Ekonomia narodowa musi mieć na uwadze zaspakajanie potrzeb rodzin ludzi ciężko pracujących”. Bez ekonomicznych podstaw życia narodu prymat rodziny to fikcja. Walka o ochronę życia nienarodzonych bowiem jest tylko początkiem walki o prymat rodziny. Dziecko poczęte, kiedy się urodzi, będzie chciało żyć. Dziecko narodzone, tak jak nienarodzone, ma prawo do życia, a to jest kwestią etyki, ale także ekonomii. Ekonomia zaś to pole odpowiedzialności polityka. Dlatego broniąc życia, uczestnicząc w marszach dla życia, nie możemy uciekać od odpowiedzialności za politykę.

Następna doniosła sprawa to kwestia „wychowania w narodzie (…) czyli takiego ukierunkowania młodego Polaka, aby wchodził on w życie publiczne, społeczne i zawodowe w poczuciu przede wszystkim swoich obowiązków, które ma do wykonania, oraz w poczuciu praw, które posiada w ojczyźnie”. I tutaj katolik nie ucieknie od polityki: „porządek życia rodzinnego wymaga bowiem wolności religijnej i kulturalnej, wymaga bezpieczeństwa ogniska rodzinnego. Trzeba chronić rodzinę – na poziomie państwa i samorządu – od wszelkich eksperymentów wychowawczych i społecznych, by przywrócić pokój w ognisku domowym”. Dalej Prymas podnosi kwestię obrony „godności kobiety, matki”. Kwestię, którą bez walki oddaliśmy w pacht feministkom.

Trzecim problemem, o którym przypomina nam dziś Prymas, jest ład życia społeczno-zawodowego: „Życie w rodzinie, w narodzie i w państwie jest tak zorganizowane, że wyznaczone są pewne zadania. W rodzinie są zadania matki, których ojciec nie wypełni, są zadania ojca, których matka nie wypełni. Są takie zadania, które muszą wypełnić oni oboje. Ale już w rodzinie kształtują się zadania starszego rodzeństwa wobec młodszego. To samo w życiu narodu”. Podobnie w życiu narodu są kwestie, które mogą wypełniać księża i biskupi. Ale są sprawy, których za laikat nie załatwią ani księża, ani biskupi. Najważniejszą z tych spraw jest res publica – Polska polityczna i samorządowa. Jeśli tam nie będzie katolików, to będą… Grodzkie i Biedronie! Dlatego unikajmy partyjniactwa, ale nie bójmy się polityki! Tej samorządowej, ale i tej państwowej! „Człowiek jest osobowością społeczną, mówi się po łacinie animal sociale. To znaczy ma ukierunkowanie do życia wspólnotowego w różnych grupach i zrzeszeniach społecznych czy też kulturalnych, a nawet sportowych”. Chciałoby się dzisiaj dodać, że nawet politycznych! „W nich człowiek rozwija swoje sprawności i doskonali się. Z tej czysto naturalnej właściwości osoby ludzkiej płynie nakaz uszanowania prawa człowieka do zrzeszania się”. Także do zrzeszania się w celu naprawy Rzeczypospolitej politycznej i samorządowej.

„Kościół uświęca różne grupy zawodowe”. W tym – jak pamiętamy z wizyty Jana Pawła II w polskim Sejmie – także polityków na szczeblu państwowym i samorządowym. Ludzie, biura, urzędy państwowe i samorządowe – to wszystko wymaga bowiem uświęcenia, „ażeby mogło dobrze funkcjonować dla moralnego rozwoju bytowania całej wspólnoty narodowej”. „Dzisiaj mówi się – niestety coraz rzadziej – o moralności i etyce lekarskiej, o moralności rolników, pracowników technicznych czy fizycznych. Można by wymieniać cały szereg działów ludzkiej pracy, w których potrzebne jest, oprócz sprawności mechanicznych i zawodowych, Boże błogosławieństwo. Tej moralności zawodowej mają odpowiadać zobowiązania sumienia: sumienność w pracy zawodowej, która ma ogromne znaczenie dla sprawności działań”. W każdym zawodzie potrzebna jest moralność i charakter, szczególnie zaś w polityce. Nigdzie bowiem nie ma takich pokus i tak wielkiej odpowiedzialności. Polityka nie jest łatwa ani przyjemna. Jest ciężką pracą. To brutalna gra zespołowa o wielkie interesy publiczne. Dlatego polityka jest ciężką pracą wymagającą mocnego charakteru i łaski Bożej. „Wiemy, że gdy nie ma rzetelnej pracy, to najlepszy ustrój gospodarczy zawiedzie i będziemy tylko mnożyli długi i pożyczki. Wszystko będzie zjadane na co dzień, bo bez pracy nie ma dobrobytu”. Polityka jako zawód i powołanie, jako „praca zawodowa jest nie tylko elementem ekonomicznym, jest również elementem społecznym i moralnym wiążącym się z formacją duchową człowieka. Jeżeli ta formacja jest pogłębiana, przestaje kuleć cała gospodarka narodowa”. A my, gruntownie uformowani społecznie katolicy stronimy od pieca polityki. Prymas dziś nie pochwaliłby takiej postawy.

„Praca bowiem, a nie bezczynność, jest sprzymierzeńcem człowieka, sprzymierzeńcem w jego życiu osobistym, w dobrobycie rodzinnym i domowym oraz w dobrobycie narodowym”. Nie strońmy od ciężaru i ryzyka politycznej pracy samorządowej i państwowej. Katolicy byli przez długi czas izolowani od zaangażowania politycznego, szczególnie na szczeblu państwowym, ale czasy dawno się zmieniły. „Nieraz tak bywa i w życiu publicznym, że trzeba poczekać”. Ale nie można wiecznie czekać. Musimy dziś być – pro publico bono – czynni i aktywni! Bo w przeciwnym razie miejsce katolików w samorządach i Sejmie zajmą geje i lesbijki.

„Korzeń naszego bytu narodowego i świadomości historycznej – mówił Prymas – sięga dziesięciu wieków. Skoro od wieków trwamy tutaj między Odrą, Wisłą i tak dalej… to jest to nasze miejsce. Z tym miejscem łączą się nasze obowiązki wobec innych: Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28). Z tym też miejscem związane są nasze prawa”. W tym także prawo i obowiązek uczestniczenia w polityce. „Polacy bowiem są tutaj potrzebni, na tej ziemi, którą Opatrzność Boga, Ojca ludów i narodów, wyznaczyła nam od wieków. Ale z tym łączy się nasza odpowiedzialność za to miejsce, za jego należyte uporządkowanie, za owładnięcie go, i za jego owocowanie, zarówno w wymiarze domowym, jak i międzynarodowym”. Jakże wielka jest więc odpowiedzialność za nasze, Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, miejsce tutaj i za wypełnienie wszystkich obowiązków, które ciążą dziś na nas w narodzie polskim!

Prymas roztropnie i odważnie walczył z czerwoną zarazą. My, dość nieudolnie, zmagamy się z zarazą… „różową”. Stajemy dziś bowiem wobec wielkich zagrożeń cywilizacyjnych, ale zagrożeń, jakby… nie do końca poważnych (wystarczy porównać Bieruta z Biedroniem); zmagamy się z wyzwaniami radykalnymi, poważnymi, hałaśliwymi, ale doprawdy… żenującymi. Bóg, widać, nie uznał nas za godnych lepszych przeciwników. Nikt nam nie przykłada noża do gardła ani bagnetu do piersi. Nie wiozą nas do lasu, by strzelać w tył głowy. Polaków się dziś fizycznie nie eksterminuje, ale ekonomicznie kolonizuje. Dlatego drzewo narodu demograficznie więdnie i usycha (polskie dzieci masowo rodzą się dziś nie nad Wisłą, a nad Tamizą). Policja polityczna niepokornych dziś nie pałuje, ale… bezrobocie wielu ludziom skutecznie tłumaczy, że Ojczyzna jest gdzie indziej… Niepodległa Polska – jak przejmująco obnażyła to tragedia smoleńska – jest państwem „sprawnym inaczej”. Państwo nie prowadzi dziś, jak za komuny, wojny z Kościołem. Z Kościołem wojuje dziś… telewizja. Ksiądz, biskup kiedyś miał być zdrajcą i szpiegiem. Dziś – ma być synonimem… pedofila. Różowy, popliberalny globalizm jest we frontalnym natarciu. Jego celem jest unicestwienie – najpierw teoretyczne, później praktyczne – rodziny, narodu, Kościoła i państwa. „Dobro czyń, zła unikaj” – to fundamentalna zasada działania ludzkiego. Dlatego popliberalizm chce przenicować, przewartościować nasze wartości. Promotorzy nowej ideologii globalnej chcą, aby ojciec, matka, ksiądz i biskup, państwo i naród byli synonimami zbrodni, przestępstwa i zła. Dobrzy mają być tylko geje i lesbijki.

„W tej chwili [jak za czasów Prymasa] przychodzi na naszą ojczyznę godzina rachunku sumienia”. Dlatego winna „budzić się w nas świadomość odpowiedzialności za naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie (…) całego narodu i państwa. Z tym (…) wiąże się poczucie obowiązków, które są do wypełnienia”. Katolicy mają w tej szczególnej chwili dziejowej szczególną odpowiedzialność dziejową. „Nikt z nas – pisze dalej Prymas – nie jest bez grzechu, nikt nie jest bez winy [wobec Polski] (…) Może to być wina wynikająca z braku obrony naszych praw, do czego jesteśmy zobowiązani. Może to być brak świadomości społecznej, swoista bierność”. Czy laikat katolicki nie dźwiga winy, którą jest „bierność i niewrażliwość na dobro wspólne, społeczne, rodziny, narodu i państwa”? Czy strach nie zamyka naszego katolicyzmu w kruchcie? Czy nie jesteśmy jak mysz kościelna, zamknięci w zakrystii, dokładnie tak, jak to planowali kiedyś komuniści? Czy my, laikat, nie jesteśmy „wielkim niemową” polskiego Kościoła? Dokładnie tak, jak dziś chcieliby tego „różowi”?

Obecna sytuacja nie jest tak tragiczna, jak była za czasów Prymasa, „niemniej jednak ogromnie ważną jest rzeczą nasza dojrzałość narodowa i obywatelska. A to wymaga, abyśmy mieli poczucie odpowiedzialności nie tylko za własne sprawy, ale za cały naród”. Bóg pozwolił przejść naszemu środowisku znaczącą transformację i jednocześnie pozwolił zachować godny zachowania dorobek naszych poprzedników. „Widocznie Bóg ma swoje zamiary, abyśmy Jemu wiernie i godziwie służyli”. Dlatego obawa przed partyjniactwem nie może czynić nas głuchymi i ślepymi na społeczny i narodowy wymiar wiary.

Mariusz Węgrzyn

Dodaj komentarz