Home / Historia / Prymas trudnych czasów

Prymas trudnych czasów

Kardynał Józef Glemp, jako Prymas Polski zaszczytów miał wiele, jednak władza i godności nigdy go nie zmieniły. Przez całą swoją kapłańską posługę przeszedł pokornie. Pozostanie w naszej pamięci, jako skromny, pracowity, ale także wielki duszpasterz

Prymas Polski Kardynał Józef Glemp zmarł po długiej i wyczerpującej chorobie 23 stycznia 2013 roku. Miał 83 lata i prawie do końca swoich dni był aktywny duszpastersko. Po przejściu na emeryturę w 2006 roku, jako Prymas nadal uczestniczył w uroczystościach kościelnych w całej Polsce i poza jej granicami. Jeżeli tylko zdrowie mu pozwalało, nie odmawiał, odwiedzał nawet zwykłe małe parafie.

Ktoś w latach 70. zapytał Prymasa Tysiąclecia, czy już wyznaczył swojego następcę. Kard. Stefan Wyszyński uśmiechnął się i powiedział, że to jest już załatwione. I podobno właśnie w tym momencie spojrzał na stojącego niedaleko swojego sekretarza, ks. Józefa Glempa. – Zobaczycie, ten czarny będzie – powiedziała potem jedna z uczestniczek spotkania.

„Czarny”, czyli zwykły ksiądz w czarnej sutannie, w krótkim czasie doszedł do najwyższych stanowisk w Kościele. Karierę rozpoczął właśnie u boku kard. Stefana Wyszyńskiego. To on najpierw wysłał go na studia do Rzymu, a później mianował swoim osobistym sekretarzem. Prymas cenił ks. Glempa za to, że nie był tylko potakiwaczem, ale miał swoje zdanie. Jako jeden z nielicznych umiał przeciwstawić się w dyskusji kard. Wyszyńskiemu i mieć inne zdanie.

Nominacja w 1979 roku na biskupa warmińskiego była dla wielu zaskoczeniem. Wśród ewentualnych kandydatów wymieniano ks. Tadeusza Fedorowicza, ks. Józefa Tischnera, czy bp. Ignacego Tokarczuka. Według tego ostatniego, o nominacji bp. Glempa zadecydowała opinia prymasa Wyszyńskiego, który go świetnie znał i przekonał Jana Pawła II, że ks. Glemp jest osobą najbardziej odpowiednią na to stanowisko.

Utarło się, że to Prymas Wyszyński namaścił bp Glempa na swojego następcę. Niektórzy jednak uważają inaczej i wbrew krążącym pogłoskom kard. Wyszyński widział w roli swego następcy najprawdopodobniej abp. Bronisława Dąbrowskiego, ówczesnego sekretarza generalnego Episkopatu. O tym, że będzie nim bp Glemp zadecydował ponoć sam papież Jan Paweł II. Potwierdzał to również wielu wywiadach sam kardynał.

Skromny bp Glemp został arcybiskupem, metropolitą, kardynałem, Prymasem Polski, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Był twarzą i przywódcą polskiego Kościoła. Przyjmował najwyższych dostojników świata. Jako jedyny Prymas witał w Polsce aż dwóch papieży. Sam brał udział w konklawe, które wybrało Benedykta XVI.

Historia przyznała mu rację

Kardynał Glemp został pięćdziesiątym szóstym Prymasem Polski, był czternastym zarządcą na stolicy warszawskiej i dwunastym jej arcybiskupem. Przez niemal 26 lat stał na czele metropolii warszawskiej. Swoją posługę rozpoczął w trudnym dla Polski okresie. Kilka miesięcy po ingresie wybuchł  stan wojenny. Czasy były niespokojne. Pojawiły się represje wobec Kościoła, liczne szykany, zastraszanie, a nawet morderstwa księży.

Osoba jego wielkiego poprzednika, kard. Stefana Wyszyńskiego, niewątpliwie wyznaczyła bardzo wysokie standardy sprawowania tej funkcji i szczególnie pierwsze lata prymasostwa kard. Glempa były oceniane przez pryzmat kard. Wyszyńskiego. Po wprowadzeniu stanu wojennego kard. Glemp za wszelką cenę chciał ratować ludzi, nie dopuścić do tego, żeby polała się krew. – W tych trudnych latach zawsze zadawałem sobie pytane, co w takiej sytuacji zrobiłby prymas Wyszyński. Starałem się jak najdokładniej kontynuować jego linię – wspominał kard. Glemp. – Prymas Tysiąclecia doskonale wiedział, jak bardzo ideologia komunistyczna jest niebezpieczna i był jej stanowczym krytykiem. Mimo tej negatywnej oceny komunizmu, był otwarty na rozmowy z przedstawicielami władz, o ile chodziło o obronę podstawowych interesów Kościoła i ludzi wierzących także tego wspólnego dobra, jakim jest ojczyzna. Moja postawa była oparta dokładnie na tych samych przesłankach.

Linia przyjęta przez kard. Glempa została wyraźnie potwierdzona przez Jana Pawła II podczas jego podróży do Polski w 1983 r. Oceniając okres stanu wojennego trzeba stwierdzić, że Prymas Glemp nie dopuścił do tego, aby Kościół bezpośrednio zaangażował się politycznie i stał się stroną konfliktu, a jednocześnie zrobił wszystko, aby Kościół pełnił „misję jednania” i umożliwił dialog, prowadzący do pokojowego rozwiązania. – Podziwiałem jego roztropność i mądrość. Mimo, że jedni podpowiadali mu, aby był bardziej radykalny, a drudzy mówili zupełnie, co innego, kard. Glemp szedł swoją droga, na tej drodze się sprawdził. Dziś wielu jego ówczesnych oponentów przyznaje mu rację – mówi jego następca kard. Kazimierz Nycz – Historia przyznała rację Księdzu Prymasowi, co do słuszności jego trudnych wyborów. Ośmieliłbym się powiedzieć, że te wszystkie decyzje, jakie podejmował prymas Glemp były zgodne z linią Jana Pawła II.

Ostatni taki Prymas

Profesor Jan Żaryn mówi o kard. Glempie, że był on „ostatnim z wielkich Prymasów”. – Wielkość Prymasa Hlonda, Wyszyńskiego i Glempa wynikała z czasów, w których żyli, z ich odpowiedzialności niewspółmiernej do ówczesnej odpowiedzialności pozostałych biskupów za Kościół przed Bogiem i papieżem – podkreśla prof. Żaryn. – Prymasi ci opiekowali się wiernymi Kościoła katolickiego pozostającego pod pręgierzem ateistycznego państwa. Ta ich wielkość wynikała też ze świadomości, że to Kościół jest ostoją tożsamości narodowej i polskości.

Jednak rola Prymasa, jako interreksa, czyli narodowego i duchowego przywódcy w czasach bezkrólewia, wyczerpała się po 1989 roku. Wówczas to w kraju rozpoczęły się demokratyczne przemiany, którym patronował. Jednak liczne prymasowskie prerogatywy, jako głowy Kościoła w Polsce, stopniowo były wycofywane.  Kościół zaczynał funkcjonować na wzór zachodni, gdzie wszystkie decyzje podejmuje wspólnie cały Episkopat. Prymas został pierwszym pośród równych. Jego przywództwo stało się jedynie duchowe i honorowe, a nie tak jak wcześniej jurydyczne.

Kiedy jesienią 1989 r. przybył do Warszawy Nuncjusz Apostolski,  Prymas Polski przestał pełnić rolę papieskiego legata. W 1992 r. na skutek reformy administracyjnej Kościoła przestał być arcybiskupem gnieźnieńskim, gdyż zniesiono unię personalną tych dwóch archidiecezji. Z kolei archidiecezja warszawska została podzielona, wyłączono z niej diecezję łowicką oraz warszawsko-praską. Z 3 mln wiernych pozostała połowa. – Kard. Glemp wszystko to oddał i nie płakał, cieszył się, że nowa organizacja wyjdzie tym diecezjom na dobre. W tym oddawaniu prymas sprawdził się, jako człowiek naprawdę wielki – podkreśla kard. Nycz.

Prymas Glemp sprawnie przeprowadził Kościół przez okres przemian ustrojowych w Polsce. W trudnym czasie kształtowania się struktur demokratycznych konsekwentnie przypominał fundamenty katolickiej nauki społecznej. Podczas jednej z procesji Bożego Ciała zwracał uwagę na nadużycia popełniane przez ludzi sprawujących władzę. – Mówi się dziś o nadmiernym pobieraniu dóbr, o zagarnięciu, o wyłudzeniu, o niegospodarności, o defraudacji, o rabunku, o korupcji, o oszustwie finansowym, o łapownictwie, o aferze. Ileż słów – a to nie wszystkie, bo można by wymienić jeszcze kilkanaście – oddaje to, co niegdyś było treścią jednego: „kradzież” – zaznaczył Prymas.

Do historii przeszły jednak inne słowa. 22 maja 2000 r. na placu Teatralnym w Warszawie, podczas obchodów Wielkiego Jubileuszu Zbawienia, kard. Glemp wygłosił przejmujący rachunek sumienia Kościoła w Polsce. Przeprosił wtedy Boga m.in. za akty kolaboracji niektórych księży w okresie PRL, za życie niektórych duchownych ponad stan i uleganie nałogom oraz za tolerowanie przejawów antysemityzmu. Prosił także Boga o wybaczenie grzechów społecznych obecnych w Polsce, takich jak: brak powszechnego dostępu do pracy, brak dostatecznego bezpieczeństwa oraz poszanowania wartości moralnych w demokracji.

Zawsze był skromny

Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Prymas Glemp wystąpił z projektem budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Ma ona być przede wszystkim wypełnieniem zaległych zobowiązań Sejmu Czteroletniego, który 3 maja 1791 r. złożył Bogu obietnicę wzniesienia Świątyni Opatrzności Bożej, jako wotum dziękczynnego za wolność. – Idea Świątyni Opatrzności Bożej łączy się z wolnością, którą Polska się cieszy i do której zawsze dążyła. A wolność nie jest tylko sprawą polityczną. W tym zakresie jest, za co dziękować Bogu. Uważam też, że Polska będzie zawsze krajem religijnym, że nigdy nie stanie się typowo laicka. Wiary nie da się zagłuszyć. Widać to w Rosji, gdzie przez 70 lat wprawdzie zdołano zniszczyć tysiące cerkwi, ale teraz są one odbudowywane. Nawet, jeśli dokonuje się to dużym kosztem, sam naród tego chce. Podobnie i u nas, Świątynia Opatrzności Bożej powstanie, bo naród tego chce – mówił.

Kard. Józef Glemp przez lata pełnił funkcje metropolity warszawskiego, przewodniczącego Episkopatu Polski, cały czas piastując godność prymasa. W 2004 r. wybrano nowego przewodniczącego Episkopatu, którym został abp Józef Michalik. Kardynał Józef Glemp podczas wieloletniej kapłańskiej posługi nigdy nie przestał być zwykłym, skromnym człowiekiem. Nieżyjący już ks. inf. Zdzisław Król mówił, że Prymas Polski nie stworzył dystansu, nie stał się wyniosły. Wręcz przeciwnie: zadziwiał skromnością i stylem życia. Jeżeli miał tylko czas, to nie odmawiał spotkania z ludźmi. Dawał śluby i chrzcił dzieci zwykłych osób.

Wieloletni fotograf Prymasa, śp. Ryszard Rzepecki wspominał jak tuż po śmiercią kard. Wyszyńskiego wydał album poświęcony zmarłemu Prymasowi Tysiąclecia. Na jednym ze zdjęć za kard. Wyszyńskim z walizkami szedł ks. Glemp.  – Wówczas wydawca chciał wycofać cały nakład. Uznał, że nie wypada drukować albumu z fotografią, gdzie nowy Prymas niesie walizki. Pamiętam, że poszedłem z tym do kard. Glempa. Pokazałem mu album i zapytałem o jego zdanie – wspominał Rzepecki. – A kto miał nosić te walizki, Prymas Wyszyński? – odpowiedział nowo mianowany Prymas. – Wtedy zobaczyłem, że kard. Glemp to ten sam człowiek, którego wcześniej znałem, jako ks. dr. Józefa Glempa.

Kardynał był bezpośrednim i prostoliniowym człowiekiem. Nie wielu wie, że potrafił być także dowcipny. Jedną z anegdot znaleźć można w „Alfabecie” napisanym przez o. Leona Knabita. Benedyktyn przywołuje tam dowcip. Otóż kiedyś Jerzy Urban, rzecznik komunistycznego rządu, miał zagadnąć Księdza Prymasa, mówiąc, że są do siebie podobni. – Mamy takie same, wielkie uszy – stwierdził Urban. – To prawda, ale między nimi ja mam jeszcze twarz – odparł kard. Glemp.

Paweł Serafin

Dodaj komentarz