Home / Wiara Wspólnota Kościół / Miłość małżeńska – przedsmak wieczności
Fot.flickr.com

Miłość małżeńska – przedsmak wieczności

Żeby kochać innych, swego męża, żonę, trzeba najpierw pokochać samego siebie – przekonuje papież Franciszek w adhortacji Amoris laetitia. Miłość małżeńska naprawdę może dać nam przedsmak wieczności.

Papież Franciszek w nowej adhortacji Amoris laetitia podkreśla, że wzór miłości małżeńskiej jest zapisany w Hymnie o miłości św.  Pawła. Opisana tam miłość jest tą, która jednoczy małżonków. Miłość jest uświęcona, ubogacona i oświecona łaską sakramentu małżeństwa. Jest to „zjednoczenie woli” duchowe i ofiarne, które jednak zawiera w sobie czułość przyjaźni i namiętność erotyczną; jest w stanie przetrwać nawet wtedy, gdy uczucia i namiętności ulegają osłabieniu. Miłość ta jest wylana przez Ducha Świętego, jest odzwierciedleniem nierozerwalnego przymierza między Chrystusem a rodzajem ludzkim, którego kulminacją jest oddanie siebie aż do końca na krzyżu. Duch Święty daje małżonkom nowe serce, uzdalnia mężczyznę i kobietę do miłowania się tak, jak Chrystus nas umiłował. Miłość małżeńska osiąga pełnię, której jest wewnętrznie podporządkowana, ową caritas małżeńską.

Miłość i jej ciągły rozwój jest podstawą małżeństwa, co wyraża św. Paweł w 1 Liście do Koryntian: Gdybym […] miał […] wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. […] Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje… (1 Kor 13,2.4-8).

Doskonalenie miłości małżeńskiej jest konieczne, przypomina to nieustanne podkładanie drewna do tlącego się ogniska, by nigdy nie wygasło. Miłość, według papieża Franciszka, która się nie rozwija, jest narażona na ryzyko. Małżonkowie mogą się rozwijać, odpowiadając na Bożą łaskę przez większą liczbę aktów miłości. Dar Bożej miłości wylany na małżonków jest równocześnie wezwaniem do stałego rozwoju tego daru łaski.

Uczenie się cech pozytywnych miłości to ciągła walka z samym sobą, ze swoimi wadami, to uczenie się cierpliwości, eliminowanie niecierpliwości ze swego życia małżeńskiego. Istotna jest również postawa życzliwości, aktywna, dynamiczna i kreatywna. Postawa ta wskazuje na miłość, która czyni bliźnim dobro i je krzewi. Ponadto miłość odrzuca również postawę zazdrości i próbuje nie skupiać się na sobie. Prawdziwa miłość docenia osiągnięcia innych, nie odczuwa ich jako zagrożenia, uwalnia od gorzkiego smaku zazdrości. Ten, kto kocha, unika mówienia zbyt wiele o sobie, nie stawia siebie w centrum. Jest to postawa pokory jako część miłości. Miłowanie oznacza również chęć bycia miłowanym przez innych. Oznacza to, że miłość nie działa brutalnie, nie traktuje drugiej osoby szorstko. Jej sposób bycia, jej słowa, jej gesty są sympatyczne, a nie grubiańskie lub sztywne. Miłość nie rani innych. Miłość, im bardziej jest intymna i głęboka, tym bardziej wymaga poszanowania wolności i zdolności czekania, aż drugi otworzy drzwi do swojego serca. Uprzejma miłość tworzy więzi, pielęgnuje relacje, dzięki niej człowiek jest zdolny wypowiedzieć słowa otuchy, umocnić, dać pociechę.

Papież Franciszek przekonuje do tego, że aby kochać innych, swego męża, żonę, trzeba najpierw pokochać samego siebie. Kto nie potrafi kochać samego siebie, napotyka trudności w miłowaniu innych. W miłowaniu ważnym elementem jest przebaczanie sobie wzajemnych urazów. Przebaczanie powinno mieć nastawienie pozytywne, próbujące zrozumieć słabość innych, starające się szukać usprawiedliwienia dla drugiej osoby. Nie możemy pozwolić na narastanie i zakorzenianie się urazów. Wtedy każdy błąd lub upadek współmałżonka może zniszczyć więź miłości i rodzinną stabilność. Dlatego nigdy nie należy kończyć dnia bez pojednania w rodzinie. Małżonkowie powinni najpierw doświadczyć Bożego przebaczenia, usprawiedliwienia danego darmo, a  nie ze względu na ich zasługi. Czerpiąc z Bożej miłości, która jest bezwarunkowa, możemy kochać ponad wszystko, przebaczać innym, nawet gdy byli wobec nas niesprawiedliwi. W przeciwnym razie życie rodzinne będzie miejscem stałego napięcia lub wzajemnego udręczenia.

Integruje małżonków również radość z dobra drugiej osoby, kiedy uznana jest jej godność, gdy doceniane są jej zdolności. Mąż i żona nie mogą myśleć jedynie o swoich osobistych potrzebach, bo jak powiedział Jezus więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu (Dz 20,35). Miłość powinna również stawić czoło wszystkiemu, co mogłoby jej zagrozić: wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Małżonkowie, którzy się kochają i należą do siebie, powinni mówić dobrze jeden o drugim, powinni starać się pokazać dobrą stronę współmałżonka, a nie tylko jego słabości i błędy. Współmałżonek powinien nauczyć się kochać drugiego takim, jaki on jest, z  jego ograniczeniami. Miłość ziemska jest niedoskonała, doczesna, w pewien sposób ograniczona. Miłość powinna wybaczyć, zamilczeć w obliczu tych prawd.

Małżonkowie powinni sobie zaufać, nie kontrolować drugiego w sposób drobiazgowy. Miłość pozostawia wolność, wyrzeka się kontrolowania wszystkiego, posiadania, dominacji. Dzięki temu małżonkowie mogą odnaleźć siebie, doświadczyć szczerości i przejrzystości. Małżonkowie ukazują się sobie takimi, jakimi są, bez ukrywania. Rodzina, w której panuje zaufanie, odrzuca w sposób naturalny oszustwo, fałsz i kłamstwo.
W rodzinie należy „żywić nadzieję” i nie lękać się przyszłości. Nadzieja ta pozwala nam też patrzeć na osobę kochaną spojrzeniem nadprzyrodzonym, oczekiwać pełni nadziei, jaką otrzymamy w królestwie niebieskim pomimo naszych obecnych ograniczeń. Dzięki temu łatwiej jest znosić wszelkie przeciwności. Jest to miłość mimo wszystko, nawet jeżeli wokół są same przeszkody do tego, by kochać. Miłość małżeńska jest więc „największą przyjaźnią”, dąży do dobra drugiej osoby, wzajemności, intymności, czułości. Często miłość odnawia się na nowo poprzez cierpienie. Małżonkowie po wspólnym cierpieniu i zmaganiach mogą doświadczyć, że jednak było warto, czegoś się razem nauczyli, mogą docenić to, co mają.

Miłość małżeńska często staje się miłością owocną i obdarza życiem. Miłość ta nie wyczerpuje się wśród nich dwojga, małżonkowie oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość – dziecko. Nowe dziecko jest żywym odbiciem miłości małżeńskiej, trwałym znakiem jedności tego małżeństwa. Rodzina jest środowiskiem zrodzenia, ale także przyjęcia życia jako daru, który pochodzi od Boga. Każde nowe życie pozwala odkryć najbardziej bezinteresowny wymiar miłości, nieustannie nas zadziwiający. Rodziny wielodzietne są dla Kościoła radością. W nich miłość wyraża swoją hojną płodność.

Wiele par małżeńskich nie może jednak mieć dzieci, wiąże się z tym przeżywane cierpienie. Małżeństwo nie zostało ustanowione jedynie w celu zrodzenia dzieci. Choćby nawet brakowało tak upragnionego potomstwa, małżeństwo trwa jako związek i wspólnota całego życia, zachowując znaczenie i nierozerwalność. Jednym ze sposobów wielkodusznego macierzyństwa i ojcostwa może być adopcja. Małżonkowie otwierają się na tych, którzy są pozbawieni odpowiedniego środowiska rodzinnego. Adopcja jest pełnym miłości aktem obdarzania rodziną tych, którzy jej nie mają. Ci, którzy podejmują wyzwanie adopcji i  przyjmują osobę bezwarunkowo i bezinteresownie, stają się pośrednikami miłości Boga.

Małżonkowie nie mogą ustawać w drodze, wielkiej łaski mogliby doświadczyć, gdyby mogli się ze sobą zestarzeć i nauczyć się kochać miłością caritas. Miłość ta nie jest zbieżna z atrakcyjnością fizyczną czy psychologiczną, pozwala raczej zasmakować sakralności osoby, podziwiać jej piękno wewnętrzne, bez narzucającej się potrzeby jej posiadania. Czuła troska o osobę jest przejawem tej miłości, która wyzwala z egoistycznego pragnienia, by ją posiąść jedynie fizycznie. To przedsmak wieczności, bowiem zostanie sama miłość i ona właśnie będzie nam objawiona w całkowitej pełni.

Beata Sęczyk

pgw