Home / Historia / Regencja w służbie Rzeczypospolitej

Regencja w służbie Rzeczypospolitej

Odzyskanie niepodległości przez Polskę było wynikiem wielu różnych działań. Świętując dziś Dzień Niepodłegłości nie możemy zapomnieć, jak wielu ludziom i instytucjom ją zawdzięczamy. Jedną z takich postaci jest niewątpliwie arcybiskup metropolita warszawski Aleksander Kakowski, a instytucją – Rada Regencyjna Królestwa Polskiego.

W publikacjach poświęconych problematyce odzyskania przez Polskę niepodległości zazwyczaj przywołuje się – skądinąd zupełnie słusznie postacie wybitnych Polaków związanych z Czynem Legionowym lub działalnością emigracyjnych organizacji niepodległościowych: Piłsudskiego, Hallera, Belinę-Prażmowskiego, Kasprzyckiego, Sikorskiego, a także narodowców: Dmowskiego, Paderewskiego, Seydę, Zamoyskiego… Pisze się o godnym najwyższego uznania zbrojnym wysiłku jednych i politycznym kunszcie drugich, którym – niezależnie od różnic w pojmowaniu polskiej racji stanu – najdroższa była nade wszystko idea wskrzeszenia Rzeczypospolitej. Nie umniejszając w żadnej mierze znaczenia i politycznych efektów, które przyniósł zarówno czyn zbrojny Legionów, jak i działalność prowadzona przez Komitet Narodowy Polski w Paryżu, warto wspomnieć także o innych postaciach i instytucjach życia publicznego, które odegrały nie mniej ważną, choć być może nie tak spektakularną rolę w procesie odradzania się polskiej państwowości. Jedną z takich postaci jest niewątpliwie arcybiskup metropolita warszawski Aleksander Kakowski, a instytucją – Rada Regencyjna Królestwa Polskiego.
***
Kard. Kakowski: Kocham ten kraj i tę ziemię,
na której wzrastałem, wychowałem się i kształciłem,
miłuję ten naród, z którego pochodzę,
czuję jak on czuje, myślę jak on myśli,
cierpię gdy on cierpi, raduję się gdy on się raduje.
OSTATNI INTERREX

Przyszły prymas Polski urodził się 5 lutego 1862 r. w okolicach Przasnysza, w rodzinie powstańca styczniowego Franciszka Kakowskiego herbu Kościesza i Pauliny z Ossowskich herbu Dołęga. Kształcił się w seminarium duchownym w Warszawie, Akademii Duchownej w Petersburgu oraz na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie uzyskał doktorat z prawa kanonicznego. Święcenia kapłańskie przyjął w Warszawie 30 maja 1886 r. Po roku wikariatu uzyskał tytuł profesora prawa kanonicznego teologii pastoralnej i homiletyki w seminarium duchownym w Warszawie, a w 1898 r. został jego rektorem. Dwanaście lat później objął funkcję rektora Akademii Duchownej w Petersburgu kształcącej wówczas elitę duchowieństwa katolickiego w Rosji. Po śmierci metropolity warszawskiego arcybiskupa Wincentego Popiela w grudniu 1912 r. papież Pius X mianował biskupa Kakowskiego jego następcą. Z okazji ingresu do katedry warszawskiej, który odbył 14 września 1913 r., nowo powołany metropolita pisał w liście pasterskim: „Przychodzę do kraju swojego, do ziemi swojej, do ludu swego i do Kościoła swego. Kocham ten kraj i tę ziemię, na której wzrastałem, wychowałem się i kształciłem, miłuję ten naród, z którego pochodzę, czuję jak on czuje, myślę jak on myśli, cierpię gdy on cierpi, raduję się gdy on się raduje. Kocham Kościół święty i archidiecezję warszawską, w której jako kapłan na różnych stanowiskach przeżyłem i do której jako pasterz wracam”.

12 września 1917 r. Niemcy i Austro-Węgry powołały do życia Radę Regencyjną Królestwa Polskiego. Znaleźli się w niej: były przewodniczący Centralnego Komitetu Obywatelskiego i prezydent Warszawy – książę Zdzisław Lubomirski, przedstawiciel ziemiaństwa – Józef Ostrowski oraz metropolita Aleksander Kakowski. Arcybiskup został wybrany na przewodniczącego Rady, gdyż jako prymasowi Polski zgodnie z wielowiekową tradycją przysługiwał mu tytuł i godność interrexa. Warto podkreślić, że decyzję metropolity o wejściu w skład Rady Regencyjnej poprzedziły głębokie wahania i rozterki, gdyż nie uważał on kajzerowskich Niemiec za partnera uczciwego i lojalnego wobec Polski. Wymownym przykładem nieufności wobec intencji polityków niemieckich była jego ostentacyjna nieobecność na Zamku Królewskim w Warszawie 5 listopada 1916 r., kiedy generał-gubernator Hans von Beseler ogłaszał Akt Niepodległości Polski; arcybiskup uważał bowiem ów dokument jedynie za „[…] akt agitacyjny na rzecz armii niemieckiej […]”. Zabronił także przedstawicielom duchowieństwa wzięcia udziału w „dziękczynnym” wyjeździe luminarzy polskiej polityki, kultury i nauki do Berlina. Także po 16 lipca 1917 r., gdy marszałek koronny Tymczasowej Rady Stanu, Wacław Niemojewski, przekazał arcybiskupowi informację o wybraniu go na członka Rady Regencyjnej, metropolita wahał się nadal. W liście z 7 sierpnia pisał: „pragnąłbym pracować dla kraju, zgodnie z sumieniem i stanowiskiem, wszelako ta praca ma być wykonywana w takich warunkach, by istniały widoki że uwieńczona będzie pomyślnym a rychłym, skutkiem i rzeczywistym pożytkiem dla narodu. (…) Przyjęcie udziału w Radzie Regencyjnej czynię zależnym od kompetencji, jakie będą przyznane Radzie […]”. Ostatecznie zgodził się przyjąć członkostwo w Radzie, uzasadniając następująco swą decyzję: „Wszedłem do Rady Regencyjnej w duchu ofiary, z miłości dla Boga i miłości do Ojczyzny, z pominięciem siebie i swoich interesów ziemskich. Wszedłem jako Prymas Królestwa Polskiego, wierny dobru publicznemu; wszedłem w chwili, kiedy Ojczyzna nie miała uprawnionej władzy (…), wszedłem dla wydobycia od okupantów zdobyczy narodowych i ekonomicznych”.

U PROGU NIEPODLEGŁOŚCI
Rada Regencyjna zainaugurowała swą działalność 27 października 1917 r. na Zamku Królewskim w Warszawie. W tym samym dniu jej członkowie wydali oświadczenie, w którym podkreślali, że celem ich działania jest stworzenie „podwalin pod niepodległe i potężne państwo polskie z mocnym rządem, sejmem i siłą zbrojną. Takiego państwa wymaga nasza przyszłość i to znaczenie, które w przyszłym układzie państw europejskich Polska mieć powinna”. W ciągu dwunastu miesięcy swego istnienia Rada Regencyjna powołała do życia ciało ustawodawcze – Radę Stanu, kilkakrotnie powoływała Radę Ministrów Królestwa Polskiego, a także wydała wiele aktów prawnych, które – choć nie miały mocy ustaw, a jedynie regulacji – stanowiły punkt wyjścia w procesie tworzenia polityczno-ekonomicznych podstaw ustroju II Rzeczypospolitej. Objęła też zwierzchnictwo nad istniejącymi już polskimi formacjami zbrojnymi oraz przystąpiła do tworzenia regularnej armii. Na jej polecenie zaczęto tworzyć sieć polskich przedstawicielstw i placówek dyplomatycznych, w czym niezwykle pomocne okazały się rodzinne i osobiste koneksje księcia Lubomirskiego. 7 października 1918 r. Rada w specjalnym orędziu proklamowała utworzenie Polski Zjednoczonej Niepodległej składającej się ze „wszystkich ziem polskich, z dostępem do morza, z polityczną i gospodarczą niezawisłością, jako też z terytorialną nienaruszalnością” oraz zapowiadała przeprowadzenie pięcioprzymiotnikowych wyborów do sejmu odrodzonej Rzeczypospolitej. Był to zatem niezwykle doniosły akt wieńczący roczne wysiłki mające na celu stworzenie realnych atrybutów niezawisłej państwowości.
***
Kard. Kakowski: Piłsudski kilkakrotnie  – wyraził się bardzo dyskretnie,
że władzę »wziął«.  Tak, »wziął«, bośmy mu ją oddali dobrowolnie
dla dobra Ojczyzny.  Czy byłby ją »wziął«, tj. usunął nas,
gdybyśmy mu jej nie oddali samochcąc? 
Po powstaniu 7 listopada 1918 r. w Lublinie Tymczasowego Rządu Republiki Ludowej z Ignacym Daszyńskim na czele Rada Regencyjna musiała zmierzyć się z problemem politycznej uzurpacji i – ewentualnie – podjąć decyzję o jego siłowym rozwiązaniu. Regenci byli gotowi jednak raczej podać się do dymisji, niż zdecydować o użyciu siły. Stanowisko Rady w tej kwestii najlepiej oddają słowa metropolity: „Sprzeciwiłem się temu stanowczo, gdyż uważałem, że nie godzi się ażeby z rozkazu arcybiskupa polała się bratnia krew polska (…)”.
10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina przybył do Warszawy Józef Piłsudski uwolniony dzień wcześniej z twierdzy magdeburskiej. Wśród osób witających go na Dworcu Głównym znajdował się książę Zdzisław Lubomirski, z którym komendant udał się na rozmowy z pozostałymi członkami Rady Regencyjnej. W czasie spotkania dotarła do niego wiadomość, że lubelski rząd „oddał mu się do dyspozycji”. Dzień później Rada „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu”, a 14 listopada rozwiązała się, przekazując mu pełnię władzy politycznej.
Arcybiskup Kakowski po latach tak wspominał ów dzień: „Piłsudski kilkakrotnie  – wyraził się bardzo dyskretnie, że władzę »wziął«. Tak, »wziął«, bośmy mu ją oddali dobrowolnie dla dobra Ojczyzny. Czy byłby ją »wziął«, tj. usunął nas, gdybyśmy mu jej nie oddali samochcąc? Na to on sam jeden może dać odpowiedź. Mniemam, że nie usunąłby nas, tylko rządziłby przy nas”. W tych samych wspomnieniach znalazło się również miejsce na bardzo osobistą, wzruszającą refleksję: „Poranek 14 listopada 1918 roku, kiedym podpisał akt abdykacji, uważam za najszczęśliwszy dzień życia. Błogość i szczęście panowały w mojej duszy i spokój, nie tylko nadzieja, ale i pewność lepszej przyszłości dla Polski. Rada Regencyjna spełniła zadanie. Głównym naszym zadaniem było budowanie zrębów ustroju państwa polskiego. Państwo już żyło i zaczęło działać. A myśmy nic nie przesądzali i nie popełnili takich błędów, które by stanęły w poprzek życia państwa polskiego. Dziękowałem Panu Bogu, że mi pozwolił spełnić wielką misję w narodzie”.
Mariusz Ratajkiewicz
fot. wikipedia
mk