Home / Opinie | Felietony / Renesansy równoległe: Pogoń Szczecin i Pogoń Lwów

Renesansy równoległe: Pogoń Szczecin i Pogoń Lwów

herb_pogon_lwowLato roku 1903 – skąpane w słońcu lwowskie uliczki tętniły rozmowami o niedawno zamordowanym monarsze serbskim Aleksandrze I czy powstaniu przeciwko Turkom w Macedonii. Ale dla niewielu młodych ludzi był to czas wypełniony zgoła niepolitycznymi zajęciami. Futbol zawędrował na tereny polskie już pod koniec XIX wieku, ale na powstanie sformalizowanych, i – co ważne – polskich, organizacji piłkarskich trzeba było poczekać do początków zeszłego stulecia. I choć dyskusje o pierwszym klubie piłkarskim powstałym na terenie Polski można ciągnąć podczas długich nocnych rozmów, większość znawców i historyków futbolu wskazuje Lwów jako kolebkę polskiej „kopanej”.

W podstarzałej monarchii austro-węgierskiej na przełomie wieków XIX i XX mieszkał już zwyczaj samoorganizacji różnego rodzaju polskich stowarzyszeń, w tym sportowych. Tam też uczniowie czterech lwowskich szkół, nie spodziewając się zapewne doniosłości swoich działań, założyli dwa kluby sportowe – pierwszym była Lechia Lwów stworzona przez uczniów III i IV Gimnazjum (z pomocą byłych futbolistów lwowskiego „Sokoła”) oraz Czarni Lwów powołani do życia przez uczniów I i II Szkoły Realnej. Obydwa kluby powstały w odstępie zaledwie kilku dni i w świetle odkrytych niedawno dokumentów to Lechii Lwów należy się miano pierwszego polskiego klubu piłkarskiego.

Kultura futbolu eksplodowała nie tylko we Lwowie. Faktem jest, że jak grzyby po deszczu powstawały w mieście założonym przez Daniela I Halickiego kolejne kluby: uczniowska Pogoń, żydowska Hasmonea, wojskowa Sparta, ale także w innym znaczącym mieście zaboru austriackiego – Krakowie powstały drużyny m.in. Cracovii i Wisły, a wkrótce dołączył do nich AZS Kraków. Polonia Przemyśl czy Resovia to nazwy kolejnych zespołów mających swoje początki jeszcze pod cesarsko-królewskim panowaniem.

Inne zabory nie były w tyle – w rosyjskiej Łodzi powstał Touring Club, który mimo kolarskiego charakteru w 1906 rozegrał swój pierwszy mecz, a w Warszawie powstała błądząca do niedawna po B-klasie Korona. Również na terenach wchodzących w skład Cesarstwa Niemieckiego powstawały zespoły piłkarskie, ale miały one charakter stricte niemiecki: Blitz Breslau czy Germania Kattowitz – nazwy mówią same o zgoła teutońskiej duszy tych stowarzyszeń.

Wreszcie, w przededniu Wielkiej Wojny, w czerwcu 1911 roku powstał Związek Footbalistów Polskich, przekształcony niebawem w Związek Polski Piłki Nożnej. A gdzie? Ano, tylko we Lwowie!

Odzyskanie niepodległości w 1918 roku oznaczało kilkudziesięcioletni okres popularyzacji polskiej piłki nożnej – dość powiedzieć, że Lwów zawsze miał w niej miejsce szczególne – w okresie międzywojennym lwowskie kluby stanowiły siłę, z którą trzeba było się liczyć.

Pogoń Lwów zdobyła cztery tytuły mistrzowskie (1922, 1923, 1925, 1926), zaś trzykrotnie wicemistrzowskie (1932, 1933 i 1935) jednak kolejna wojna światowa niemal na trwałe wydarła lwowską piłkę z ziem Polskich i kluby takie jak Czarni, Pogoń czy Lechia nie miały już nigdy zagrać w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej.

Linia Curzona a sprawa lwowska

„Linia Curzona” z 1920 roku zaproponowana przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych jako demarkacyjne rozgraniczenie Polski i młodego państwa bolszewików pozostawiała Lwów w granicach Polski, ale odcinała od Rzeczpospolitej wielkie połacie ziem wschodnich łącznie z Wilnem. Wskutek wygranej wojny polsko-bolszewickiej udało się przesunąć tę doraźnie odkreśloną linię na wschód w myśl traktatu ryskiego z 1921 roku, ale angielski lord, który nieco ignorancko, jakby dzieląc jakąś ahistoryczną krainę na krańcu świata, określił granicę Polski, nie przypuszczał zapewne, że jego pomysł zostanie powielony przez jednego z największych zbrodniarzy XX wieku.

Po II wojnie światowej, mimo brytyjskich, niezbyt zresztą zaciekłych i zdecydowanych, nacisków na Stalina, ten postanowił, że Lwów znajdzie się w granicach ZSRR. Sowiecki zbrodniarz nareszcie dokonał tego, co nie udało mu się podczas wojny polsko-bolszewickiej – zdobył Lwów. Lord Curzon podsunął nieświadomie dyplomatyczną legitymizację oderwania od Polski ogromnych obszarów po II Wojnie Światowej Józefowi Stalinowi, który z przebiegłością i bezwzględnością kaukaskiego bandyty wziął jeszcze więcej niż odkreślił na mapie niegdysiejszy wicekról Indii.

Tak zaczął się exodus Polaków z Kresów Wschodnich, którzy wędrowali na tzw. Ziemie Odzyskane – w tym do Szczecina, otrzymanego w ramach „rekompensaty” za utracone ziemie wschodnie.

Właśnie ze Szczecinem jest związany klub piłkarski, którego początki na ziemiach odzyskanych odwołują się do historii lwowskiej piłki, choć dzisiaj jest to już tylko cień dawnych powiązań i wspomnień.

– Lwów? Pogoń, a co Pogoń ma wspólnego z Lwowem? Jest tylko szczecińska Pogoń, Portowcy! – odpowiada Bartosz, kibic Pogoni Szczecin zapytany o koligacje szczecińskiej Pogoni z Lwowską zagadnięty przed meczem z Legią Warszawa.

– Nie współpracujemy z Pogonią Lwów w sensie oficjalnym, jednym z pomysłodawców uczczenia pamięci lwowskiego klubu był Florian Krygier, którego nazwiskiem nazwany jest stadion Portowców, teraz historia zatarła się w pamięci kibiców – mówi Krzysztof Ufland, rzecznik prasowy Pogoni Szczecin. – Ale to fakt, przejęliśmy barwy od lwowiaków, jednak gest był bardziej symboliczny.

– Prowadzimy nieoficjalną współpracę i wymieniamy doświadczenia z Pogonią Lwów reaktywowaną w 2009 roku – dodaje rzecznik.

Koło historii

Dzisiaj mecze Pogoni Szczecin gromadzą na Stadionie Miejskim im. Floriana Krygiera ogromną rzeszę fanów. Nic dziwnego – klub po awansie do Ekstraklasy w 2012 roku przeżywa prawdziwy renesans po erach ekscentrycznych właścicieli: tureckiego biznesmena Sabriego Bekdasa, szwedzko-polskiego biznesmena Lesa Gondora (vel Leszka Gondorowicza, ex-taksówkarza podpyrzyckich Lipian) i chyba najbardziej znanej epoce Antoniego Ptaka, który wymarzył sobie „brazylijską Pogoń”, a wskutek nadzwyczajnego biznesowego kaprysu doprowadził do upadku szczecińską drużynę, która musiała zaczynać swój marsz w górę w sezonie 2007/2008 od IV ligi. Klub, głównie dzięki zaangażowaniu zachodniopomorskich przedsiębiorców oraz Stowarzyszenia Klub Sportowy Szczecin Nowa, szybko piął się w górę, do Ekstraklasy.

Marcin Robak zachwycał w sezonie 2013/2014 skutecznością, a za jego plecami szaleli dwaj samurajowie Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama wspomagani przez niepokornego Patryka Małeckiego i kapitana Bartosza Ławę, zaś w bramce stał słynący z ciętego języka, ale i znakomitego boiskowego nosa bramkarz Radosław Janukiewicz – taka Pogoń pod wodzą Dariusza Wdowczyka zakwalifikowała się do grupy mistrzowskiej i choć końcówka sezonu była nieudana, klub zakończył zmagania na 7. miejscu.

Kibice żałują – była szansa na czołową trójkę i europejskie puchary, ale w porównaniu z lwowskimi Pogończykami, dzisiejsza, szczecińska Pogoń ma jeszcze wiele kart w swojej historii do zapisania.

Zapisuje je także na nowo Pogoń Lwów reaktywowana w 2009 przez polskich studentów przy pomocy Konsulatu RP we Lwowie, Fundacji “Semper Fidelis” oraz istniejącego od lat Stowarzyszenia Sympatyków LKS Pogoni Lwów. Obecnie klub po awansach z najniższej klasy rozgrywkowej na Ukrainie gra w Premier Lidze lwowskiej (IV poziom rozgrywek). Dość powiedzieć, że polska drużyna regularnie rozgrywa sparingi z zespołami takimi jak Cracovia, Radomiak czy będącym klubem partnerskim lwowiaków Chrobrym Głogów, a na pierwszy mecz towarzyski z Polonią Chmielnicki przybyły delegacje polskiego sejmu i senatu.

A więc historia kołem się toczy, może za jakiś czas Pogoń Lwów nawiąże do mistrzowskich tradycji międzywojennej drużyny…

Maciej Walczak

mm