Home / Historia / Reperkusje powstania styczniowego w literaturze

Reperkusje powstania styczniowego w literaturze

W tym roku obchodzimy 150 rocznicę największego powstania narodowego. Tysiące  ofiar, ogromne straty finansowe, represje carskie prowokują pytanie: czy było warto? Okrągłe rocznice obligowały do odpowiedzi Orzeszkową, Żeromskiego, Piłsudskiego, Rembeka, Terleckiego, Konwickiego, Kaczmarskiego. Czyj głos zabrzmi w tym roku?

 

W powstaniu styczniowym życie straciły dziesiątki tysięcy osób, jeszcze więcej skazanych zostało na katorgę, wielu emigrowało za granicę. Władze carskie skonfiskowały tysiące majątków ziemskich, wprowadziły cenzurę, ogłosiły stan wojenny, który trwał do 1905 roku, nazwę Królestwo Polskie zamieniły na Priwislanskij Kraj.

Pokolenie pisarzy debiutujących w okresie tzw. pozytywizmu niechętnie podejmowało się oceny powstania. Nie pozwalała na to cenzura, ale też zbyt świeże rany, bolesne wspomnienia, świadomość strat. W większej mierze na zbiorową wyobraźnię wpłynął cykl „kartonów o powstaniu” Artura Grottgera, wymownie zatytułowany Polonia i Lituania. Sceny utrwalone jakby chwilę po wielkiej tragedii przepełnione są patosem i powagą. Nie znajdziemy tam krwi, śladów gwałtu, swędu spalenizny. Tego doświadczyli wszyscy, ale nie to powinni zapamiętać. Takie było zadanie Grottgera.

Podobnie myślała Eliza Orzeszkowa kreśląc dwadzieścia lat później fabułę Nad Niemnem. Tam miejsce spoczynku powstańców otoczone było kultem, a ich heroizm dla kolejnych pokoleń miał być zachętą do codziennego zmagania o byt. Odwiedzana z nabożeństwem przez dwójkę bohaterów powieści, Jana i Justynę, mogiła nie dla wszystkich jednak miała takie samo znaczenie. Dobitnie wyraża to rozmowa Zygmunta Korczyńskiego, pozującego na artystę egocentryka, z matką od lat pozostającą w żałobie po zabitym podczas powstańczej potyczki mężu:

– Idź na mogiłę ojca, Zygmuncie, idź na mogiłę ojca! Może z niej… może tam…

– Mogiła! – sarknął – znowu mogiła! (…) Ależ ja za mogiły bardzo dziękuję… przede mną życie, sława…

– Bez sławy, bez grobowca, przez wszystkich zapomniany, w kwiecie wieku i szczęścia ze świata strącony, twój ojciec… tam…

– Mój ojciec – wybuchnął Zygmunt – niech mi mama przebaczy… ale mój ojciec był szaleńcem…

W rozmowie tej zaznaczyła Orzeszkowa dwa skrajnie różne punkty widzenia. Zadecydowała o nich różnica wieku rozmówców, ale też różnica priorytetów. Kosmopolita Korczyński nie rozumie przywiązania do polskości, walki do ostatniej kropli krwi o każdą piędź ziemi ojców:

Tylko szaleńcy i krańcowi idealiści bronią do ostatka spraw absolutnie przegranych. Ja także jestem idealistą, ale trzeźwo na rzeczy patrzeć umiem i żadnych pod tym względem iluzji sobie nie robię… a nie mając żadnych iluzji, nie mam też ochoty składać siebie w całopaleniu na ołtarzu–widma. Proszę o wybaczenie, jeżeli mamy uczucia czy wyobrażenia obrażam, ale rozumiem, doskonale rozumiem, że osoby starsze mogą pozostawać pod wpływem tradycji, osobistych wspomnień, etc. My zaś, którzy za cudze iluzje pokutujemy, swoich już nie mamy. Kiedy bank został do szczętu rozbity, idzie się grać przy innym stole. Tym innym stołem jest dla nas cywilizacja powszechna, europejska cywilizacja…

Porównanie Polski do rozbitego banku jest tak dobitne, że nie sposób znaleźć jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla rozpieszczonego jedynaka. Ocena Orzeszkowej jest jednoznaczna i kategoryczna. Ale w XX wieku ona sama i inni koledzy po piórze nie będą już tak jednomyślni.

 

 

Co nas nie zabije to nas wzmocni

Słabnąca pozycja Rosji po wojnie z Japonią i rewolucji 1905 roku po raz pierwszy od wielu lat dała Polakom nadzieję na wyswobodzenie spod opresji zaborcy. Dla pisarzy stała się okazją do refleksji na temat naszej kondycji narodowej i ogromnej przepaści dzielącej szlachtę i chłopów.

Prawie pięćdziesiąt lat po powstaniu styczniowym Eliza Orzeszkowa pisze ostatnie dzieło – cykl nowel zatytułowany Gloria victis. W ocenie Orzeszkowej powstanie wydaje się być absolutną koniecznością, a nie romantycznym zrywem lub młodzieńczą mrzonką. Znamienne jest jednak, że losy powstańców od samego początku naznaczone są widmem klęski. Szczególnie wymowna jest ostatnia nowela zatytułowana tak jak cały cykl, przez badaczy literatury nazywana rapsodem, pieśnią żałobną wyśpiewaną na cześć powstańców. Głosząc chwałę zwyciężonym pisarka przypomina, iż śmierć powstańców nie poszła na marne, nawet jeśli pojedynczy ludzie zapomną, to pamięć zbiorowa przechowa heroizm ich czynu, który stanie się wzorem dla następnych pokoleń.

Skrajnie różne oceny powstania znajdziemy w rozmowach bohaterów powieści Stefana Żeromskiego pt. Wierna rzeka wydanej po raz pierwszy w roku 1912. Panna Salomea, uboga szlachcianka, córka powstańca, potajemnie przechowująca rannego księcia Józefa Odrowąża, powstanie nazywa bezsensownym zrywem, przynoszącym jedynie straty i cierpienia.  Polemizujący z nią Hubert Olbromski, komisarz Rządu Narodowego, w bestialski sposób zamordowany przez Rosjan, do śmierci wierzył, że znaczenie powstania docenią dopiero przyszłe pokolenia.

             I nie pomylił się. Cenne wnioski z powstania wyciągnął Józef Piłsudski. W 1918 roku pozwoliły mu przywrócić Polskę na mapę Europy. 24 stycznia 1924 roku w odczycie zatytułowanym Rok 1863 Marszałek podkreślał: rok 1863 dał wielkość nieznaną, wielkość, co do której i teraz świat wątpi, gdy mówi o nas, wielkość, zaprzeczającą wszystkiem temu, co my o sobie mówimy, wielkość cudu pracy, ogromu pracy zbiorowej, siły zbiorowej wysiłków woli, siły moralnej…W 1933 roku, w 70. rocznicę wybuchu powstania styczniowego na uroczystym obiedzie w kasynie garnizonowym marszałkowa Aleksandra Piłsudska mówiła do weteranów: Każde pokolenie ma swoje wielkości, które je kształtują. Wasze pokolenie miało Mickiewicza i Słowackiego. Dla nas w ciężkich latach niewoli, Wyście byli tą wielkością. O Was mówiło nam nie słowo pisane, lecz cicho szeptana Legenda. Dziś, w dzień Waszego święta, składamy Wam hołd i cześć.

Kult dla Marszałka, świadectwa garstki żyjących jeszcze powstańców i ich potomków długo nie pozwalały wątpić w znaczenie czynu z 1863 roku.

 

W poszukiwaniu katharsis

Atak Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku, nowy porządek Europy wypracowany podczas konferencji jałtańskiej nieuchronnie zwracają naszą pamięć do wydarzeń z XVIII wieku, polityki carycy Katarzyny, Fryderyka II i Habsburgów. Status Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie pozostawiał swobody pisarzom trzymanym na pasku władzy. Ranga powstania styczniowego była jednak na tyle istotna, że kilku z nich na kartach swoich powieści do niego wróciło.

W 1956 roku Stanisław Rembek wydał zbiór opowiadań zatytułowany Ballada o wzgardliwym wisielcu oraz dwie gawędy styczniowe. Kiedy po dwudziestu latach książkę odkrył Juliusz Machulski stwierdził: nigdy nie czytałem lepszej polskiej prozy historycznej. Co tak urzekło Machulskiego? Perspektywa, z jakiej Rembek powstanie opisał. Beznadziejna, heroiczna walka powstańców, zderzona z bestialstwem katów, w oczach młodego Rosjanina, który do carskiej armii zgłosił się na ochotnika, by zaimponować ukochanej, urasta do wymiarów krwawego obłędu. W szwadronie służy również wyróżniający się niebywałym okrucieństwem wobec miejscowej ludności Polak, rotmistrz Dobrowolski. Rosjanin nie rozumie determinacji powstańców, ale tym bardziej sympatii jego nie wzbudzają czyny Dobrowolskiego. Krwawy spektakl, w którym przyszło mu uczestniczyć, pokazuje jak łatwo przekroczyć granicę między katem i ofiarą i jak łatwo pogubić się w chaosie wojny.

Kolejnej próby rozrachunku podjął się w swojej trylogii na temat powstania styczniowego Władysław Terlecki. Genezy cyklu (Spisek, Dwie głowy ptaka, Powrót z Carskiego Sioła) należy upatrywać w dyskusji na temat naszego charakteru narodowego, toczącej się w okresie tzw. odwilży, po opublikowaniu drugiego wydania Hubalczyków Melchiora Wańkowicza. Terlecki jest przeciwny upiększaniu prawdy historycznej i kreowaniu legendy, która zaciemnia i zubaża obraz historii i żyjących wówczas ludzi. W 1962 roku pisze: Czytałem ostatnio protokoły śledczej komisji badającej sprawy Rządu Narodowego. […] Wstrząsająca to była lektura. Jak bardzo literatura piękna umie uwikłać się w kłamstwa, kiedy staje się – z konieczności historycznych, albo bez tych konieczności – dyletancką dydaktyką! Ile prawdy o ludziach tego czasu i ich sprawach mówią owe niesprawnie zanotowane słowa sądowego protokolanta. Cóż więcej literatura naszego czasu może ofiarować przyszłemu i dzisiejszemu czytelnikowi?

            Badając sądowe protokoły powstańców dostrzegł Terlecki pokrewieństwo psychologiczne między inteligencją ówczesną i współczesną. Miał odwagę głośno powiedzieć przykrą prawdę, iż wobec zewnętrznego zagrożenia Polacy nie potrafili iść ramię w ramię, a stroną atakującą, wbrew powszechnemu mniemaniu, często bywali Biali. Bohaterami wszystkich części trylogii są postaci rzeczywiste.  Ich uwikłania, dylematy, mimowolne zdrady, kolaboracje, posunięcia taktyczne pokazują ogromną złożoność sytuacji, która w setną rocznicę powstania wskazuje jak wielki wpływ na naszą historię miała dezintegracja więzi społecznych i indywidualne ambicje. Pytania Terleckiego o kondycję psychiczną człowieka, który swoje czyny umie tłumaczyć intencjami, o wpływ ideologii i umiejętność brania ich w posiadanie, mają wymiar uniwersalny i stawiają tego pisarza w gronie największych, którzy mieli odwagę wstępować na ścieżki nieprzetarte przez moralistów i filozofów.

W 1963 roku Tadeusz Konwicki opublikował Sennik współczesny. Ta afabularna powieść z przemieszaną teraźniejszością i przeszłością sięgającą 1863 roku jest kolejnym głosem w dyskusji na temat współczesności jako swoistego czasu „senności” i stanu duszy głównego bohatera, uwikłanego w koszmar wojennej partyzantki i powojennych zebrań partyjnych. Na kompozycję powieści istotnie wpłynęła poetyka snu. Luźno ze sobą powiązane sceny, co do których nie jesteśmy pewni, czy rozgrywają się we śnie bohatera, czy na jawie, wywlekają na wierzch koszmary, zmory, urazy, dobitnie wskazując na dramat jego istnienia i konieczność oczyszczenia. Swojemu rozmówcy zdradza: Widzi pan, ja w swoim życiu zatoczyłem wielkie koło i na powrót pewne sprawy stały się dla mnie ważne. Bo teraz poza anegdotyczną wartością doszukuję się w nich jakichś większych znaczeń, jakiegoś sensu, który stanowi o porządku naszego bytowania. […] Miałem w życiu wiele możliwości wyboru, pozostałem przy udręce. Bo chcę znaleźć w tym sens. Zgodzi się pan, że wypadło nam wiele przeżyć. Naszym losem można by obdzielić kilka pokoleń. Więc chyba dlatego odczuwamy potrzebę jakiegoś podsumowania, wniosku, nie wiem, doprawdy nie wiem; jakiegoś porządku, który by wszystko uzasadnił. Podobny klimat mają inne powieści Konwickiego, zwłaszcza autobiograficzna Bohiń. Czas miniony nadał kształty postaciom, które nie potrafią żyć własnym życiem, podobnie uczynił z krajobrazem obróconym ku przeszłości. Nawarstwiła się nad nim i zastygła historia, min. w postaci powstańczego kurhanu, wygrzebanego z rzeki krzyża. Pamięć jest nie tylko źródłem kompleksów bohaterów Konwickiego, jej działanie ożywia idee, wydobywa wartości, bez których trudno myśleć o pełnym człowieczeństwie.

Motywy z powstania styczniowego powróciły w trudnym dla Polaków okresie w albumie Muzeum Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego. Tak pisał o tym przedsięwzięciu Jacek Kaczmarski: Program Muzeum powstał w 1981 roku w oparciu o wybrane dzieła polskiego malarstwa historycznego. Jego intencją było umieszczenie polskich doświadczeń okresu „Solidarności” w perspektywie historycznej tak, by odbiorca pojął, że jest świadkiem procesu, a nie jakiegoś wyjątkowego wydarzenia. Album zawiera 21 poetyckich interpretacji nawiązujących do znanych obrazów historycznych, min. Matejki, Gierymskiego, Malczewskiego. Nośna melodyka i w większości prosta harmonia sprawiły, że do dziś utwory te wywołują w słuchaczu przejmujące wrażenie i nie pozostawiają wątpliwości o wpływie historii na naszą mentalność. Fenomen ruchu społecznego „Solidarność” nie pojawił się jednak znikąd, przywołane w piosenkach płótna malarzy historycznych pokazują, że wspólne zrywy – mimo dzielących nas różnic – zostały na trwałe wpisane w dzieje naszego narodu, który w obliczu zagrożenia jest w stanie zewrzeć szeregi i wypowiedzieć posłuszeństwo.

 

Historia w popkulturowej odsłonie

Po ’89 roku w polskiej kulturze, inspirowanej przez napływającą do nas z Zachodu kulturę popularną, tematy historyczne pojawiają się intencjonalnie, a czas dla historii, coraz bardziej skracany w programach szkolnych, nie pozwala na pogłębione refleksje, uwzględniające różne punkty widzenia, zależności, wpływy.

W spolaryzowanym świecie mediów ich odbiorcy zdają się ulegać lansowanym uproszczeniom i schematom. Dzieląc ludzi na swoich i obcych, wśród kolorów wyróżniając czarny i biały, nie dostrzegają różnorodnych odmian szarości, o które upominali się choćby wspomniani w tym artykule autorzy powieści. Sukces Muzeum Powstania Warszawskiego i różnych innych inicjatyw z nim związanych przekonuje, że tak dla nas, jak i chcących nas poznać turystów, historia jest ważna i nie można o niej zapominać. Niepokoić może jednak chęć zawładnięcia tą historią przez siły polityczne, instytucje, koncerny, przykrojenia jej do potrzeb precyzyjnie określonej grupy docelowej (targetu), odprasowania wszystkich zagnieceń i pofałdowań, modnego dziś liftingu w wykonaniu upiększonych za pomocą fotoshopu celebrytów, z wykorzystaniem jarmarcznych gadżetów i wypłukanych ze znaczenia gestów.

W artykule tym starałam się pokazać jak do ’89 roku okrągłe rocznice mobilizowały pisarzy. Było ich więcej, ale już ten skromny wybór dowodzi jak ważne dla kolejnych pokoleń Polaków było powstanie styczniowe. Czy dziś, w świecie zdominowanym przez postawę pragmatyczną, polegającą na realnej ocenie rzeczywistości i podejmowaniu działań gwarantujących osiągnięcie zamierzonych skutków, stać byłoby nas jeszcze na taki czyn? Co sądzą o tym pisarze mający ułatwiony debiut choćby dzięki nowym technologiom? Czy nadal są sejsmografami społecznych napięć i niepokojów i diagnostami swojego pokolenia? Odpowiedź na te pytanie przyniosą najbliższe miesiące.

Anna Małgorzata Pycka

 

Dodaj komentarz