Home / Wiara Wspólnota Kościół / Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży

Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży

Miejsce wybiera Bóg i On uświęca.70 lat temu na Siekierkach, z dala od zgiełku Warszawy, objawiła się Maryja i Jezus z przesłaniem, w którym nie ma nowinek – jest wezwanie do modlitwy i nawrócenia. Jedynym znakiem, jaki Maryja przekazała na prośbę gromadzących się na modlitwie ludzi, była zapowiedź, że tutaj zabrzmią dzwony.

W maju 1943 r. 13-letniej Władzi Fronczak objawiła się Matka Boża i Pan Jezus. Maryja wzywała do poprawy życia i nawrócenia. Miejscowa ludność i mieszkańcy Warszawy z przekazywanych orędzi, szczególnie w czasie wojny, czerpali otuchę i nadzieję przetrwania trudnych sytuacji życiowych. Na 15 miesięcy przed Powstaniem Patronka Warszawy pozwala się widzieć na Siekierkach, by przestrzec lud stolicy przed grożącą katastrofą i ocalić tych, którzy się do Niej uciekają. Uważano to za wielki znak wskazujący, że Matka Boża opiekuje się Warszawą i Polską w czasach, w których wielu traciło nadzieję. Jak wskazuje wiele świadectw – tych, którzy powierzyli jej swoje problemy, nie zostawiła bez pomocy. Poleciła wybudowanie w miejscu objawień kapliczki i przepowiedziała, że w późniejszym czasie na Siekierkach powstanie świątynia z jedną wieżą.

Po wojnie na Siekierki nadal przyjeżdżali wierni szukający pomocy, zainteresowani przez świadectwa napotkanych osób, zachęcani przez ostatnie objawienie 15 września 1949: „Przyszedłem przypomnieć wam, że jestem z wami. Odchodzę, a wy zanoście prośby do Matki Mojej, bo Ona was teraz słucha”. Widywano pielgrzymów wędrujących na kolanach od przystanku pod wiśnię z kapliczką, które według zapowiedzi przetrwały całkowite spalenie wsi przez wycofujących się Niemców. Zgodnie z wolą Maryi w 1946 r. z przynoszonych przez pielgrzymów cegieł z gruzów Warszawy wzniesiono niewielką kaplicę, poświęconą 8 maja 1949 r. Terenem wokół kaplicy opiekowała się grupa mieszkańców. Podejmowano starania o odprawianie Mszy św. i nabożeństw z uwagi na znaczną odległość dzielącą Siekierki od warszawskich kościołów.

Dziś w miejscu objawień na warszawskich Siekierkach  stoi większa kaplica, a obok sanktuarium. Podwarszawska wieś znalazła się w środku rozrastającej się Warszawy. Nadal uczestniczką i animatorką spotkań modlitewnych jest pani Władysława Papis, którą posłużył się Pan Bóg przy zapoczątkowaniu sanktuarium. Miejsce to jest uprzywilejowane. Kilkanaście tomów Księgi Łask – podziękowań i próśb – dokumentuje uzdrowienia, ratunek w trudnych wydarzeniach i dary duchowe otrzymane za pośrednictwem Matki Bożej. Organizowane są spotkania z panią Władysławą i powraca pytanie: dlaczego ona i w tym miejscu.

 

Miejsce

Zanim wody Wisły dotrą do centrum Warszawy, oddzielając Zamek Królewski i Stare Miasto od Pragi, zataczają od południa łuk okalający ziemie zwane Siekierkami. Tereny te, mimo formalnego włączenia w granice Warszawy w 1916 r., do lat 90. pozostały dziewicze. Mimo że mieszkańcy czuli się warszawiakami, żyli na wsi, złączeni ze stolicą handlem i przenikającymi stopniowo wzorami życia. Byli ludźmi z pogranicza dwóch kultur.

Większość rodzin siekierkowskich zajmowało się rolnictwem. Ziemia była płodna. Świeże owoce i warzywa wieziono dwa razy na dobę prosto z pola do Warszawy. Śmietana, sery, masło, wszystko razem. Hodowano świnie, specjalnie sprowadzane krowy rasy żmudzkiej. Kobiety roznosiły mleko „na gospody” na pobliskim Czerniakowie i dalej, do Śródmieścia.

Duża liczba mieszkańców trudniła się wydobywaniem piasku z rzeki. Brzeg Wisły od strony tzw. „łuku siekierkowskiego” był gęsto zarośnięty wikliną. Wiele rodzin wyplatało kosze na bieliznę, do noszenia węgla, które sprzedawano w całej Warszawie. Działała kuźnia, gdzie okoliczni gospodarze podkuwali konie. Interes kwitł, bo obok wsi zakładali bazy dorożkarze.

Dla przyjezdnych z Warszawy Siekierki to był inny świat. Tramwaje nie jeździły, zielono, cichutko. Każdy dom stał w sadzie. Przed domami ławeczki. Prawie w co drugim domu był choćby mały gołębnik. Pola, łąki i sady, a tuż obok rozległa plaża nad Wisłą, którą tłumnie odwiedzano.

 

Wiara i niewiara

Niemcy zaraz po wkroczeniu na teren Warszawy rozstrzelali kilku mężczyzn, którzy nie zdążyli wrócić przed godziną policyjną z targu w Powsinie. Podczas okupacji było spokojnie. W 1941 r. żołnierze niemieccy zajęli nowo wybudowaną szkołę. Codziennie ćwiczyli na terenach wokół wsi.

W maju wieczorną porą ludzie gromadzili się na nabożeństwa majowe przy krzyżach przydrożnych – w większości dzieci i młodzież, dorośli byli zajęci pracą. W wielu domach znajdowały się ołtarzyki z figurą lub obrazkiem Maryi, przy których modlono się Litanią loretańską i śpiewem pieśni maryjnych.

3 maja 1943 r., po modlitwie przy pobliskim krzyżu 12-letnia Władzia Fronczak wróciła do domu. Kontynuowała modlitwę w intencji ukrywającego się na Siekierkach żydowskiego chłopca i drugiego chłopca chorego umysłowo, któremu dokuczali koledzy. Za oknem na tle kwitnącej wiśni zobaczyła świetlistą postać podobną do Matki Bożej malowanej na obrazach.

Widzenia powtarzały się. Władzia zapraszała sąsiadów do wspólnej modlitwy. Po powrocie z mieszkania Władzi synowie opowiadali matce poruszeni: „Mamo, Frączakowa widzi Matkę Boską. Klęczy na skraweczku okna i modli się, i śpiewa. Myśmy ją drapali pod podeszwy, a ona nic nie czuła. Mamo, ona widzi, bo ani się nie ruszy”.

Ludzkie reakcje przydają objawieniom wiarygodności. Nikt Władzi nie zachęcał ani nie wyróżniał, nie było wielbicieli szukających poklasku. Spotykały ją przykrości. Pytano, jak taka prosta dziewczynka może przemawiać tak wzniośle, modlić się własnymi słowami i pięknie śpiewać pieśni do Matki Boskiej. Koleżanki zarzucały jej, że kłamie, i dokuczały przez szczypanie, kłucie szpilką w trakcie widzenia, aby przekonać się, jaka będzie jej reakcja. Władzia zachowywała się tak, jakby nic nie czuła i po skończonym widzeniu również nie miała żalu. Pełna powagi i skupienia powtarzała życzenia Matki Bożej nawołujące do modlitwy i szczerej pokuty dla uproszenia miłosierdzia Bożego. „Były to słowa, które trafiały prosto do naszych serc, trudno było powstrzymać łzy” – wspomina koleżanka pamiętająca Władzię klęczącą z wyciągniętymi rękoma w kierunku wiśni. Podczas jednego widzenia Władzia powiedziała gromadce dzieci, aby się do niej przybliżyły, bo Matka Boska sypie na nie perły.

Pan Halczyj Bazyli niespodziewanie dowiedział się, że Matka Boża zna jego zamiary. Obserwując Władzię, nabrał przekonania, że dziewczynka naprawdę widzi Matkę Bożą. Postanowił na wiśni objawień zawiesić kapliczkę, ale tymi zamiarami z nikim się nie dzielił.   „Byłem zaskoczony – wspominał po latach – gdy mała Władzia z kilkoma osobami przyszła do mnie po kapliczkę, bo Jej tak powiedziała Matka Boża”.

Sąsiadka wspomina: „Przechodząc, jak wypędzałam krowy, zobaczyłam Władzię klęczącą przy rogu domu pod rynną. Deszcz padał i modliła się, i patrzyła na wiśnię. Ręce miała złożone. A później sąsiadki mówiły, że dotykały ją, to była taka drętwa. (…) Ja przeszłam i poszłam dalej, bo musiałam zapędzić krowy. To było podczas okupacji, bałam się, że Niemcom się to nie podoba”.

Ksiądz Szmit, który uczył dzieci religii w szkole, nie dowierzał zjawisku i wpływał na rodziców, aby przerwali zgromadzenia. Rodzice myśleli podobnie, ponieważ przebywające w mieszkaniu i wokół domu osoby uniemożliwiały życie rodzinne, nawet ugotowanie obiadu. Zatroskani rodzice udali się z dzieckiem do lekarza. Długotrwałe i rozmaite badania wykazały, że córka jest zdrowa i nie potrzebuje żadnego leczenia. Diagnozę znanego wówczas w Warszawie psychiatry potwierdziło konsylium ośmiu lekarzy różnych specjalności.

Wieść o widzeniach przekazywały do Warszawy osoby zajmujące się handlem. Miejsce to zaczęło przyciągać coraz więcej ludzi, łącząc ich we wspólnej modlitwie. Mimo że na Siekierkach zbierało się 100, 200, 300 osób na Anioł Pański, a często i po południu, sprawą nie zainteresowały się patrole. Ludzie ze Starówki i z Czerniakowa przechodzili obok posterunku niemieckiego, gdyż innej drogi na Siekierki nie było. Trzymających w dłoniach zapalone świece i obchodzących na kolanach wiśnię Matka Najświętsza okrywała swoim płaszczem.

Tym, którzy nie znali dłuższych modlitw, Cudna Pani podyktowała przez dziewczynkę Litanię do Matki Bożej oraz Koronkę składającą się z siedmiu dziesiątków różańca. Odbywały się noce pokutne, ludzie całą noc modlili się i leżeli krzyżem na podłodze. Ci, którzy to przeżyli, doświadczyli uczestniczenia w innym, wzniosłym świecie. Podczas objawień ukazywały się znaki, napisy i symbole. 21 maja 1943 r., kiedy Maryja wzywała do poprawy życia, towarzyszyła Jej kamienna tablica z cyfrą „X” symbolizująca Dziesięć Bożych Przykazań. Na pytanie: „kiedy skończy się wojna?”, na „wstążce z jasności” ukazała się data: „1945”.

Przed Powstaniem Warszawskim Matka Boża powiedziała do Władzi, że idzie straszna klęska na cały naród, że mało ludzi zostanie i będzie wszystko zniszczone, ale wiśnia, na której się objawia, zostanie. Ludzie, którzy tu przychodzą, niech się modlą, żeby prosić o przebaczenie i przetrwanie. Matka Boża prosiła o modlitwy wynagradzające, zaś 8 września 1949 r. Pan Jezus prosił o modlitwy wynagradzające za wszystkich, którzy Go znieważają.

 

Dokumentacja

Władzia opisała swoje widzenia w dzienniczku, który sporządziła na polecenie prefekta, ks. Feliksa Szmita. W 1944 r. odbyła z matką pielgrzymkę do Częstochowy. Tam spowiadała się u o. Pawła Kosiaka, który potem rozmawiał z nią i matką. W latach 70. pani Władysława Papis, już jako dojrzała kobieta, na zaproszenie ojców paulinów z Jasnej Góry sporządziła (na podstawie swoich dzienniczków) opis tamtych wydarzeń. Wspomniany o. Kosiak, zaangażowany w komisji Episkopatu w rozwój kultu maryjnego, przekazał tę dokumentację na ręce prymasa Wyszyńskiego. Przez wiele lat na miejscu objawień pracowała s. Ilona, nazaretanka (Eugenia Zalewska), spotykając się z pielgrzymami i spisując ich świadectwa.

Prymas kard. Wyszyński przybywał na Siekierki wiele razy. Przemawiając 4 października 1970 r. do wiernych zgromadzonych wokół kaplicy, oświadczył: „Jeśli nie ja, to mój następca zbuduje świątynię, aby Matka Boża otrzymała tu należną chwałę”. W 1980 r. prymas Wyszyński zatwierdził samodzielny ośrodek duszpasterski na Siekierkach, a opiekę nad nim przekazał zakonowi pijarów zajmującemu się nauczaniem i wychowywaniem dzieci i młodzieży.

 

Andrzej Frahn/kw

 

Dodaj komentarz