poniedziałek , 23 Lipiec 2018
Fot. pexels.com

Sekty latem nie wypoczywają

Niektóre sekty, posługując się Pismem Świętym, wykorzystują łudzące podobieństwo do nauki Kościoła katolickiego. Bywa, że próbują one łączyć w swej wierze katolicyzm m.in. z hinduizmem czy symboliką i praktykami zaczerpniętymi z religii afrykańskich. Ważniejsze staje się doświadczanie niż akt wiary. Zbliżający się okres wakacji, a następnie rozpoczęcie roku akademickiego, z którym wiąże się napływ młodych ludzi do dużych miast, od lat stanowią okres żniw dla grup destruktywnych.

Trudno oszacować liczbę sekt działających w Polsce ze względu na sposób ich funkcjonowania, a także stosunkowo małą liczbę badań w tym zakresie. Ponadto w miejsce jednych pojawiają się inne. Zdarza się także, że już istniejące grupy religijne radykalizują się. Może to dotyczyć nawet katolickich wspólnot modlitewnych. Szczególnie narażone bywają ruchy charyzmatyczne, których główną domeną jest rozwijanie duchowości swoich członków. Studium przypadków wskazuje sytuacje, gdy we wspólnotach religijnych, działających za aprobatą hierarchii, z czasem następowały procesy destrukcyjne. Dlatego tak ważna jest aktywna i roztropna opieka duszpasterska, połączona z odpowiednią formacją moderatorów.

Sekty działają również w przestrzeniach edukacji, terapii czy marketingu. Zawsze jednak mają jakiś obiekt kultu. Stereotypowo przypisujemy im ukrytą formę aktywności, choć są i takie, które rejestrują swą działalność jako związki wyznaniowe, stowarzyszenia, fundacje czy firmy. Dzięki temu zdecydowanie łatwiej im kreować pozytywny wizerunek i unikać podejrzeń dotyczących faktycznych motywów funkcjonowania.

Generalnie sekty podporządkowują swych członków poprzez stosowanie technik manipulacji, ich działalność godzi w porządek społeczny, a niekiedy także prawny, a pozostawanie w nich sprzyja destabilizacji psychicznej oraz zerwaniu dotychczasowych więzi społecznych, w tym także rodzinnych. Jedne są niewielkie, lokalne, raptem kilkuosobowe. Inne zrzeszają setki czy tysiące osób, a ich działalność ma charakter transnarodowy.

Werbunek

Większość tzw. sekt nastawiona jest na werbunek, zapewniający im przypływ nowych członków stanowiących o sile grupy czy organizacji, także finansowej. Taka „rekrutacja” podszyta manipulacją, choć prowadzona jest nieprzerwanie, najbardziej pomyślne rezultaty ma szansę przynieść w okresie lata, czyli czasie większej beztroski i poszukiwania nowych wrażeń.

W trakcie swej aktywności w ramach wolontariatu w Centrum Informacji o Sektach i Kultach „Quo Vadis” w Olsztynie, działającym przy tamtejszym Oddziale Okręgowym Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Chrystiana”, a także podczas kilkunastoletniej aktywności naukowej w tym obszarze, miałam styczność z przedstawicielami wielu rożnych grup o charakterze destrukcyjnym. Szczególnie podatne na werbunek są osoby w okresie nastoletnim, a najbardziej pożądane – te w okolicach 18 roku życia, mogące w świetle prawa decydować o sobie. Sprzyja mu także: poszukiwanie nowych wrażeń, trudności w komunikacji z rodziną czy obniżone poczucie własnej wartości. Innym czynnikiem jest przeżywanie trudności życiowych, także tych rozwojowych.

Przypominam sobie dzieci kobiety uwikłanej w spotkania terapeutyczno-ezoteryczne, uczęszczającej regularnie na grupowe seanse do… gabinetu kosmetycznego, zatroskanych rodziców chłopca, który wsiąkł w działalność grupy interesującej się zjawiskami paranormalnymi do tego stopnia, że zerwał relacje ze wszystkimi dotychczasowymi przyjaciółmi, a z rodzicami nie chciał rozmawiać. Pamiętam też dobrze członków wspólnot modlitewnych nad wyraz zależnych od grupy, uzależniających wszelkie osobiste decyzje od zdania „współbraci” i czujących, że ich sprzeciw nie wchodzi w grę. Kobietę zaniedbującą dzieci otrzeźwiła rozmowa z siostrą, która także skontaktowała się z Centrum. Losy osób z grup modlitewnych toczyły się różnie. Natomiast zdecydowanie niepomyślnie ułożyła się historia chłopaka zainteresowanego parapsychologią. Po uzyskaniu pełnoletniości wyprowadził się do innego miasta i zupełnie odwrócił od rodziny. Z uwagi na brak informacji o tym co się z nim dzieje, poleciłam rodzicom udział w terapii, z której zdecydowali się skorzystać. Latem z kolei, a właściwie już na jesieni, docierały częściej osoby zaniepokojone przystąpieniem nastolatków do nowych grup rówieśniczych, niekiedy rodzice zaniepokojeni faktem, że ich dzieci po powrocie z obozów czy kolonii zmieniały zupełnie sposób funkcjonowania, a także członkowie rodzin osób, które po otrzymaniu nowej pracy nie miały czasu na nic.

Jak rozpoznać

Zazwyczaj dyskutujemy o zagrożeniu ze strony sekt w kontekście uważności na funkcjonowanie bliskich. Pytamy: jakie objawy mogą świadczyć o tym, że zaangażowali się oni w działalność jakiejś grupy destrukcyjnej? Kluczowym jest pojęcie zmiany w sposobie funkcjonowania, w tym przede wszystkim, w zakresie celów życiowych i relacji z dotychczas ważnymi osobami. Zmiany można obserwować również np. w diecie, stylu ubierania się czy używanym języku. Ich zaistnienie nie musi i nie powinno prowadzić do wniosku, że mamy do czynienia z werbunkiem. Wszak zmiany wpisane są w nasze funkcjonowanie, w tym w szczególności w życie nastolatków. Wystąpienie jednak nagłej zmiany u kogoś bliskiego, w połączeniu z faktem poznania nowych osób mających wybujałe oczekiwania, powinno skłonić nas do refleksji i dialogu. Szczególnie, gdy towarzyszy temu osłabienie relacji z bliskimi.

Jeśli zaś my sami mamy podejrzenie, że jesteśmy werbowani do grupy destrukcyjnej, warto osobom zaangażowanym zadawać pytania typu: Jakie są przekonania grupy, do której należysz; Czy członkowie tej grupy wyrażają przekonanie, że cel uświęca środki; Jakie uczucia budzą u Ciebie byli członkowie organizacji, czy masz z nimi kontakt, co skłoniło ich do odejścia? – Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z werbunkiem, rozmówca ma szansę być zmieszany, a nawet wyczuwalnie zaniepokojony tego typu pytaniami kontrolnymi.

Jak reagować

 

Fot. Demeter Attila / pexels.com

Choć głównym celem niniejszej publikacji jest profilaktyka werbunku, niekiedy nie sposób mu całkowicie zapobiec. W tej perspektywie niezwykle doniosłą kwestią staje się umiejętność optymalnego zachowania bliskich osoby, co do której mamy podejrzenie, że sympatyzuje z jakąś sektą. W pierwszej fazie mogą oni bowiem wiele zyskać i nieporównywalnie więcej stracić. Stereotypowo członkowie rodziny wyrażają dezaprobatę wobec przynależności osoby bliskiej, reagują emocjonalnie, stosują zakazy. Padają często słowa, które dodatkowo utrudniają nawiązanie kontaktu, próbę rozmowy, potęgują oddalenie i niekiedy niestety tylko wzmacniają przynależność do sekty.

Z całą mocą zachęcam, by w razie podejrzenia, że dziecko albo inny członek rodziny lub znajomy zaangażował się w działalność kontrowersyjnej grupy, możliwie jak najszybciej skonsultować się ekspertem problematyki działalności tzw. sekt. Dzięki temu zyskacie Państwo szansę na określenie, czy bliski faktycznie sympatyzuje z destrukcyjną grupą. Jeśli tak, ważne stanie się określenie możliwych dalszych sposobów działania.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba werbowana do sekty przygotowywana jest na impulsywną reakcję otoczenia. Słyszy: „Nie zrozumieją cię, twoich wyborów”, „najważniejsze byś ty sam wiedział, co dla ciebie najlepsze”, „jeśli okażą dezaprobatę pamiętaj, że to nic nie znaczy, zawsze masz kogoś, kto cię zrozumie”.

Tego typu komunikaty z jednej strony mają przygotować zwerbowanego na potencjalną reakcję bliskich, z drugiej zaś, ugruntować jego przynależność do grupy. Warto okazać zrozumienie dla potrzeb, których zaspokojenia szuka dana osoba w sekcie, przy jednoczesnej dezaprobacie dla przynależności.

Na koniec

Autorka od kilkunastu lat zajmuje się pracą naukową w obszarze sekt, m.in. jako socjoterapeutka
prowadzi warsztaty psychoedukacyjne. / Fot. Aneta Kowalska

Celem niniejszego tekstu nie jest straszenie, a jedynie zwrócenie uwagi na realne zjawisko. Liczba osób uwikłanych w działalność sekt jest nieporównanie niższa w stosunku do liczebności tych, którzy zmagają się z innymi problemami społecznymi. Jednocześnie głębokość oddziaływania sekt, a co za tym idzie negatywnych skutków dla psychiki „adeptów”, członków ich rodzin i szerszych społeczności bywa znacznie silniejszy. Mam świadomość, że zarówno demonizowanie, jak i deprecjonowanie zagrożenia ze strony tzw. sekt jest równie szkodliwe.

Pierwsze stanowisko oddala nas od merytorycznej dyskusji. Z kolei umniejszanie wagi – powoduje zanikanie rozmów na ten temat. Z deprecjonowaniem zagrożenia ze strony sekt mamy do czynienia od kilku lat. Temat był „modny” szczególnie w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych. Wydawano wówczas publikacje, tworzono raporty i nawet poszukiwano pomysłów na dokonanie modyfikacji w prawie, tak, by łatwiejsze stało się przeciwdziałanie zjawisku. Obecnie można odnieść wrażenie, że problem zniknął i nie ma potrzeby zajmowania się nim. W związku z powyższym wyrazy uznania kieruję w stronę osób zaangażowanych w analizowanie zjawiska w Polsce, w pomoc osobom uwikłanym oraz członkom ich rodzin, a także upowszechniającym informacje na ten temat, w tym w stronę Redakcji niniejszego Pisma.

Kontakt dla osób poszukujących informacji lub pomocy w problemie sekt: joanna.frankowiak@uwm.edu.pl

Joanna Frankowiak

/wj

Zobacz także w e-civitas:

Krzyż. Między symboliką a polityką

Znak naszej, czy w każdym razie mojej wiary. Od ponad 1000 lat w Europie, w …