Sklep, a w tle stara szkoła / Fot. A. U. Kołodziej

Siedziałam na ławeczce w Wilkowyjach

Chyba nie ma w Polsce nikogo, kto nie oglądał „Rancza” lub choćby nie słyszał o tym filmie, obwołanym serialem wszechczasów. Ale nie każdy wie, że filmowe Wilkowyje to miejscowość fikcyjna, a większość scen była kręcona w mazowieckiej wsi Jeruzal, która ma ciekawą historię i prawdziwych bohaterów.

Popularność filmu uczyniła nieco senną wieś atrakcją turystyczną i ściąga tu miłośników serialu z całego kraju. Mnie samej dane ją było poznać w grudniu zeszłego roku, a to za sprawą wyjazdu na ślub syna. Okazało się bowiem, że rodzice panny młodej mieszkają nieopodal Jeruzalu i są związani z tą miejscowością od lat – przez pracę, szkołę i inne okoliczności, a mama synowej w jednym z odcinków serialu wcieliła się w rolę dziennikarki z Podlasia.


W wielu odcinkach „Rancza” mieszkańcy wsi i okolic mieli możliwość zasmakowania aktorskiej profesji bądź wynajęcia swoich domów na potrzeby filmu. Część budynków umiejscowiona jest w okolicach rozsławionej wsi, np. dom wójta w sąsiedniej miejscowości Rozstanki, a dom Babki Zielarki na skraju Jeruzala, w odległości ok. 1 km od rynku ze słynną ławeczką, która stoi tuż przy sklepie „U Krysi”, gdzie za jedyne 5 zł można nabyć słynnego mamrota. Choć otrzymałam go w prezencie, to jednak nie odważyłam się spróbować – to napój tylko dla odważnych i zdeterminowanych. Stoi więc na półce jako jedna z osobliwych pamiątek z podróży.


Jeruzal został zbudowany według miejskiego układu przestrzennego z rynkiem, o zachowanym do dziś średniowiecznym, prostokątnym układzie o wym. 100 x 120 m. Co ciekawe, warszawski rynek w tamtych czasach mierzył 70 x 94 m. W 1777 r. Jeruzalem zamieszkiwało 180 mieszkańców, w 30 domach. Obecnie wieś liczy ok. 350 mieszkańców. Prawa miejskie Jeruzal stracił w 1820 r.


Nieopodal sklepu znajduje się drewniany kościół pw. Świętych Wojciecha i Mikołaja, wzniesiony w XVIII w. Jest on uważany za perełkę architektury sakralnej Mazowsza. Dach kościoła pokryty jest gontem. Kościół został kilka lat temu wyremontowany, a w akcji zbierania funduszy wzięła udział również ekipa „Rancza”. Na stronie parafii Jeruzal jest nawet zakładka „Ranczo”. Wewnątrz kościoła wmurowana jest tablica upamiętniająca ks. Jacka Niemirkę (1740–1805) – wieloletniego, bardzo oddanego parafii proboszcza. Przez prawie 30 lat odnawiał kościół, sprawił nową ambonę i organy, które w oryginalnej postaci do dziś znajdują się w kościele. W czasie powstania kościuszkowskiego na potrzeby wojska polskiego przekazał całe złoto i srebro kościelne, a także spiżowe dzwony, które miały być przetopione na powstańcze armaty. Ten dzielny proboszcz spoczywa na cmentarzyku przy kościele.


Na terenie przykościelnym znajduje się Mauzoleum Floriana Cieszkowskiego (herbu Dołęga), w formie łuku triumfalnego, które postawiła żona Floriana w 1798 r., po jego nagłej śmierci podczas polowania. W 1975 r. do mauzoleum przeniesiono płytę nagrobną średniowiecznego rycerza, która wcześniej znajdowała się w prezbiterium kościoła, pod amboną. Z kolei w miejscu śmierci Cieszkowskiego, na terenie rezerwatu leśnego Florianów, ok. 4 km od Jeruzala, stoi ceglany słup, nazywany przez okolicznych mieszkańców „Białym słupem”, który od 2005 r. widnieje w rejestrze zabytków. Cieszkowscy, mocno związani z Jeruzalem, to zasłużona rodzina szlachecka, która posiadała liczne majątki, a jej członkowie przez stulecia piastowali wysokie godności w parlamencie i w wojsku.

Mauzoleum Floriana Cieszkowskiego / Fot. A. U. Kołodziej

W 1426 r. Jeruzal występuje jako wieś Żeliszew, a nazwa pochodzi od imienia Żelisław.
W 1533 r. bracia Serafin i Zygmunt Oborscy otrzymali przywilej na założenie miasta. Nazwa Żeliszew długo nie przetrwała. W 1785 r. właścicielem Jeruzala stał się Florian Cieszkowski. Ponoć jego wewnętrzna przemiana podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej zapoczątkowała przemianowanie Żeliszewa na Jeruzalem, a później Jeruzal.
Florian Cieszkowski, ur. w 1748 r., był szambelanem Stanisława Augusta Poniatowskiego, posłem Ziemi Liwskiej na Sejm Czteroletni. Był to człowiek prawy, zaangażowany w kwestie społeczne. Miał sławę dobrego gospodarza. Był też jednym z ofiarodawców na rzecz powołanej przez Sejm Czteroletni stutysięcznej armii – przekazał na ten cel 7200 złotych. W 1789 r. został kawalerem Orderu św. Stanisława.

Florian był ostatnim starostą kleszczelowskim (na południowo-wschodnim krańcu ziemi bielskiej w województwie podlaskim), który posiadał dożywotne na nie prawo. Jednak w 1788 r. postanowił wydzierżawić starostwo. Z zachowanego dokumentu wynika, niecodzienna w owych czasach, jego dbałość o to, by nowy dzierżawca nie obciążał nadmiernie tutejszych włościan i umożliwiał im korzystanie z lasu na własne potrzeby, a także aby karczmarze żydowscy nie mogli samowolnie zabierać zwierząt gospodarskich zadłużonym u nich chłopom. Był ojcem sześciorga dzieci, w tym synów wybitnych i zasłużonych dla Ojczyzny.


Jego syn Krzysztof był oficerem powstania listopadowego, z kolei syn Paweł – członkiem sejmu 1830–1831 i ojcem wybitnego filozofa Augusta Gwidona Cieszkowskiego (ur. 14 IX 1814 w Suchej na Podlasiu, zm. 12 III 1894 r. w Poznaniu). Warto pochylić się nad tą postacią, zwłaszcza że w marcu tego roku przypada kolejna rocznica jego śmierci i choć w 200. rocznicę narodzin, w 2014 r. uchwałą Sejmu RP uczczono jego pamięć, to przeciętny Polak wie o nim niewiele.


A. Cieszkowski był uznanym w Europie filozofem mesjanistycznym, jednym z założycieli Ligi Narodowej Polskiej, współtwórcą i prezesem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauki, a także politykiem, naukowcem, ziemianinem (na terenie swoich posiadłości wprowadzał udoskonalenia agrotechniczne), społecznikiem („Hrabia, któren o prawa dla ludu walczył”), autorem projektu ochronek wiejskich – słowem wszechstronnie wykształconym i uzdolnionym Polakiem. Był człowiekiem skromnym i nie dbał o rozgłos. Starał się żyć zdrowo i w harmonii z otoczeniem, codziennie spacerował, bez względu na pogodę, a  do obiadu spożywał pół butelki czerwonego wina. Zmierzał do utworzenia filozofii słowiańskiej, niezależnej od filozofii germańskiej, a swoją teorię oparł nie o rozum, ale o  wolę. Uważał, że współczesna (chrześcijańska) epoka jest światem myśli, filozofii i świadomości, a poszczególne ludy i narody posiadają specjalną misję do wypełnienia, zaś szczep słowiański jest ogromny, ale sponiewierany, „jakby umyślnie przez Opatrzność do przyszłych powołań zachowany”. Podkreślał umiłowanie wolności i znaczącą rolę Kościoła katolickiego. Pisał, że królestwo Boże jest głównym celem dążności Ducha. Swoją filozofię woli, teorię czynu wyłożył w Ojcze nasz, które jest jego najwybitniejszym dziełem, uważanym za „perłę polskiej myśli i polskiego ducha”. Marian Zdziechowski dzieło to zaliczył do „najczcigodniejszych pomników rozkwitu ducha polskiego”.


W 1848 r. A. Cieszkowski opublikował odezwę do parlamentów świata, nawołując do powszechnego porozumienia. Jego filozofia miała znaczący wpływ na twórczość Zygmunta Krasińskiego i Cypriana Norwida, z którymi utrzymywał przyjacielski kontakt.
W 1857 r. w Jeruzalu odbył się jego ślub z Heleną Cieszkowską. Ich syn, August Adolf – ziemianin, senator II  RP zajmował się również spuścizną naukową ojca, tłumaczył i wydawał jego dzieła. Wspierał m.in. Uniwersytet Poznański, na który ofiarował swój majątek Żabikowo, gdzie jego ojciec założył szkołę rolniczą, będącą poligonem doświadczalnym dla Hipolita Cegielskiego – producenta maszyn rolniczych.
Wnukiem Floriana Cieszkowskiego był również Kajetan Cieszkowski, pseudonim Ćwiek – uczestnik powstania styczniowego, twórca oddziałów partyzanckich, zwanych ćwiekami od pseudonimu dowódcy.
Odwiedzając Jeruzal i okolice, warto podążać nie tylko śladami bohaterów „Rancza”, ale również tropami wielkich, acz nieco zapomnianych Polaków.

Serdecznie dziękuję Marii, Jerzemu i Natalii Podobas za opowieści o tym, jak powstawał film „Ranczo”, i wyprawę do Jeruzala oraz Jarosławowi Zadenckiemu, który wpadł tam na trop Augusta Cieszkowskiego.

Aleksandra Kołodziej

pgw

Zobacz także w e-civitas:

O tłumaczu poezji Karola Wojtyły i Jana Pawła II w 100. urodziny

Fabianki, Ziemia Dobrzyńska to był dla mnie zawsze jakiś taki pas ratunkowy, tak samo jak …