Fot. Dominik Różański

Spokojnie, to tylko niedziela

Z Alfredem Bujarą, przewodniczącym Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”, rozmawia Alicja Dołowska.

Walka NSZZ „Solidarność” o odzyskanie wolnych od handlu niedziel trwała od wielu lat, aż wreszcie klamka zapadła. Od marca br. pracownicy handlu pracować będą tylko w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca, w pozostałe mają szansę poświęcić czas rodzinie. Za dwa lata zakaz handlu w niedziele ma być już pełen. Terapii szokowej nie będzie?

Nie będzie. Handel ma być ograniczany stopniowo. Od marca dozwolony będzie tylko w dwie niedziele miesiąca, od 2019 r. w jedną, a od 2020 w niedziele w ogóle nie będzie można handlować, nie licząc wyjątków w ustawie. Ludzie się zastanawiają, co się stanie, jeśli komuś zabraknie chleba czy innych artykułów spożywczych. Bez paniki. Otwarte będą małe sklepy, w których właściciel sam stanie za ladą. Czynne mogą być kwiaciarnie, lodziarnie, cukiernie czy stacje benzynowe.

Tak już było!

W peerelu sklepy były w niedzielę zamknięte. Wyjątek stanowiły wspomniane już kwiaciarnie, cukiernie i otwarte do godziny 17.00 sklepy „winno-cukiernicze”. Starsi to pamiętają, dla młodych to będzie nowość. Dlatego dla nich „zarys historyczny” jest niezbędny.

Zaraz na początku transformacji ustrojowej, wraz z ogromnym bezrobociem zafundowano nam totalny „wyścig szczurów”. W Postulatach Gdańskich „Solidarności” z 1980 r. jednym z punktów były wolne soboty. O niedzielach nikt nie wspomniał. Niedziele były wolne, chyba że praca miała charakter służby i wymagała zmianowości. Tymczasem, choć inni mieli już wolne soboty, po zmianie ustroju pracownicy handlu musieli zacząć pracować „w świątek, piątek i w niedzielę”. Wiele zagranicznych supermarketów funkcjonowało u nas nawet przez 24 godziny na dobę, podczas gdy w krajach macierzystych w niedziele musiały zamykać swoje placówki. To, że sklepy w Polsce były otwarte w niedziele i święta, przestało już nas dziwić. Stało się nawet wygodne, bo Polacy i tak wypruwali z siebie flaki. Badania mówią, że jesteśmy najbardziej zapracowanym krajem w Europie.

Tylko pracownicy handlu narzekali, że w niedzielne dni – wolne od szkoły i na ogół jedyne, gdy rodzina mogłaby się spotkać – nie mają szansy zjeść z bliskimi wspólnego obiadu. A warto wspomnieć, że w handlu 70% personelu to kobiety.

Warto też wspomnieć, że wolnych od handlu 12 świąt religijnych i państwowych wywalczyliście akcjami protestacyjnymi dopiero w 2007 r. Potem doszło jeszcze święto Trzech Króli. Jak wolne niedziele przełożą się na zatrudnienie?

Nie obawiamy się bezrobocia, bo dzisiaj w handlu brakuje pracowników. To świetny moment, by wreszcie wprowadzić wolne od handlu niedziele: mamy dobrą koniunkturę gospodarczą i niskie bezrobocie. W tej chwili brakuje ok. 150 000 ludzi, których handel by wchłonął natychmiast.
Zatem, żeby kogokolwiek zwolnić, nie ma mowy. Dowodem na to są wywieszone w  sklepach ogłoszenia z ofertą: „przyjmiemy pracownika”. I nie ma chętnych. Dzisiaj ludzie w handlu wykonują czynności, którymi się powinno obdzielić kilka osób. Dlatego żadne zwolnienia nie wchodzą w grę. Pracownicy się nie obawiają, że z powodu wolnych niedziel nastąpi redukcja zatrudnienia. To bardzo ważne przy wprowadzaniu w życie takiej ustawy.

A jak to się przełoży na zarobki pracowników, które w handlu są i tak niewysokie? Część z nich może się obawiać obniżenia płac?

Proszę mi wierzyć, przeprowadziliśmy badania i tego też pracownicy się nie obawiają. Nie mieliśmy od nich takich sygnałów, że nowa sytuacja może wywoływać z tego powodu ich niepokój. Badania jednoznacznie wskazują, że wprowadzenie wolnych niedziel w handlu nie spowoduje spadku obrotów sklepów. Ludzie nie przestaną przecież mniej jeść, kupować mniej np. telewizorów czy ubrań dlatego, że sklepy będą zamknięte przez jeden dzień w tygodniu.

Jakie będą konsekwencje, jeśli chodzi o konsumpcję, a tym samym o produkcję i rozwój gospodarczy? Nawiązuję tu do ekxposé premiera Mateusza Morawieckiego, który powiedział, że w gospodarce „idziemy po bardzo wąskiej, niebezpiecznej ścieżce, takiej stromej tatrzańskiej Orlej Perci”. Jak wolne od handlu niedziele przełożą na produkt krajowy brutto (PKB)?

Ale pan premier Morawiecki powiedział też, że buty można kupić w piątek, niekoniecznie w niedzielę, i nikt nie będzie chodził boso z tego powodu, że sklepy będą w niedzielę zamknięte. Musimy tylko mieć pieniądze na to, by te buty kupić. Zauważmy, że wprowadzenie 13 wolnych od handlu świąt w ciągu roku nie spowodowało zmniejszenia obrotów. Obroty w piątek i sobotę przed wolną niedzielą są według wyliczeń o 5–7% większe, niż w cały weekend z niedzielą pracującą. Tłumaczy się to m.in. tym, że ludzie przed wolnymi niedzielami kupują na zapas, a w niedzielę klienci sklepów to w dużej mierze tzw. apacze – przychodzący raczej, żeby towary pooglądać, a nie kupować.

Arcybiskup Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, która stanęła murem za postulatem „Solidarności” o wolnych od handlu niedzielach, zwrócił uwagę na fakt, że ludzie i tak mają określoną pulę pieniędzy przeznaczoną na konsumpcję. I jeśli wydadzą je w ciągu tygodnia, w niedzielę więcej nie kupią. Na pewno jest ważne, żeby konsumpcja w Polsce wrastała i ona rośnie. Bardzo się z tego cieszymy jako społeczeństwo, bo to też jest dowód na to, że mamy pieniądze. Jednak na pewno zamknięcie sklepów w niedziele nie wpłynie na obniżenie konsumpcji. Wprost przeciwnie, z naszych obliczeń wynika, że w ciągu najbliższego półtora roku – do dwóch lat wzrośnie sprzedaż artykułów, szczególnie spożywczych i podstawowych gospodarczych o ok. 5%. Wynika to z faktu, że gdy przyjdzie piątek, sobota – to jak przed świętami będziemy kupować na zapas, żeby niczego nie zabrakło. Generalnie kupujemy nadmiernie dużo, przez co wiele żywności się wyrzuca. Wzmożone zakupy nie będą zjawiskiem wiecznym, po ok. dwóch latach sprzedaż powróci do normalnej skali.

Wyrosły już prawie dwa pokolenia przyzwyczajone do handlu w niedzielę. Ludzie, którzy chodzą do galerii handlowych – nieraz całymi rodzinami – po to tylko, żeby pooglądać towary, będą musieli coś zrobić z wolnym czasem. Na ogół nie są bogaci, nie stać ich na drogą w Polsce kulturę. Część supermarketów organizuje w wielkich holach imprezy kulturalne, angażując znanych piosenkarzy i celebrytów. I to jest atrakcja. Socjolodzy twierdzą, że Polacy wrócą przed telewizory. Może telewizja polska powinna pomyśleć o serwowaniu w niedzielę ciekawych programów, żeby się ludzie od wolnych niedziel nie odwrócili. Myślicie o tym? 

Na pewno jakąś bogatszą ofertę telewizja powinna przedstawić. Podobnie lokalne samorządy. Optymistyczne są wyniki badań OBOP wskazujące na fakt, że dla Polaków najważniejsze są relacje z rodziną i przyjaciółmi. Nawet zdrowie, które zajmowało w skali wartości dotąd pierwsze miejsce, przesunęło się na drugą pozycję. Na budowanie relacji potrzebny jest czas. Wolna niedziela sprzyja wspólnemu spędzaniu wolnych chwil i odwiedzinom najbliższych. To często jedyny dzień, który cała rodzina może poświecić sobie. Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus napisał, że „Niedzielny odpoczynek jest jednym z nierozłącznych elementów sprawiedliwego traktowania wszystkich i nie może być luksusem dla wybranych”. Dziękuję biskupom za popieranie naszej inicjatywy. Polski Kościół przez cały czas wspierał nas w tej walce.

Walka o wolne niedziele nie kończy się wraz z przyjęciem ustawy. Na Węgrzech zakaz handlu w niedziele wprowadzono w marcu 2015 r., a rok później zniesiono i sprawa przepadła.

Zaważyły sprawy polityczne. Socjaliści domagali się, by przeprowadzić w tej sprawie referendum. Żądali, by odbyło się w tym samym dniu, co referendum dotyczące narzuconego przez UE mechanizmu kwot przyjmowania uchodźców. Opozycja postulowała dopisanie drugiego pytania o handel w niedziele, a Orban nie chciał tego łączyć, obawiając się rozmywania problemu. Dla rządu najważniejszą kwestią był wspólny sprzeciw Węgrów wobec proponowanych przez Brukselę obowiązkowych przydziałów uchodźców. Żeby nie mnożyć wewnętrznych konfliktów, parlament węgierski zniósł zakaz handlu w niedziele. Choć ustawa o zakazie nie cieszyła się poparciem społeczeństwa, to osiągnięto kilka celów, np. w 2015 r. obroty w sektorze drobnego handlu wzrosły o 5,6%, a liczba zatrudnionych w nim osób wzrosła o ponad 3000.

Jak sprawa wolnych od handlu niedziel przedstawia się w krajach UE?

Spośród 28 krajów UE aż 18 (w tym wciąż jeszcze Polska) nie ma żadnych centralnych ograniczeń w niedzielnym handlu lub dopuszcza otwarcie sklepów w niedziele w ograniczonym czasie. Na przykład Wielka Brytania do godz. 16.00. Kolejne 4 kraje dopuszczają otwarcie sklepów w centrach turystycznych. Zakaz handlu w niedziele obowiązuje m.in. we Francji, Niemczech, Austrii, Irlandii Płn., Belgii, Holandii, Hiszpanii i Grecji. Z europejskich krajów poza UE zakaz niedzielnego handlu obowiązuje w Szwajcarii i Norwegii.

                             Fot. Dominik Różański

Alicja Dołowska

mak

Zobacz także w e-civitas:

„Dać ludziom nadzieję” – reżyser, który pokaże orędzie o Miłosierdziu

Z reżyserem Michałem Kondratem, laureatem 71. Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka, rozmawia Marta Kowalczyk. Reżyser po sukcesie …