piątek , 22 Czerwiec 2018

Spotkanie z Tadeuszem Płużańskim we Wrocławiu

8 marca we wrocławskiej siedzibie „Civitas Christiana” gościł Tadeusz Płużański, dziennikarz, publicysta a przede wszystkim prezes Fundacji „Łączka”. Temat spotkania brzmiał: Żołnierze wyklęci w walce z komuną.

W swym wystąpieniu, prelegent spojrzał na historię ostatnich kilkudziesięciu lat naszej ojczyzny z perspektywy walki żołnierzy wyklętych właśnie, odnosząc się do najważniejszych punktów zwrotnych wpływających na losy kraju i osobiste decyzje Polaków. Pierwszym elementem rozważań był pakt Ribbentrop – Mołotow, który zmusił Polaków do walki z dwoma wrogami. Po roku 1945 nastąpił powrót komunistycznego okupanta, który ustanawiając w kraju swoją władzę posługiwał się wypromowaną przez siebie klasą ludzi, którzy w normalnie istniejącej wolnej Polsce nie mieliby jakichkolwiek szans na odegranie znaczących ról. Ubranych w polskie mundury oficerów UB, prokuratorów, sędziów i innych funkcjonariuszy systemu gość nazwał „przebierańcami”. Prelegent w swym przedłożeniu konsekwentnie stał na pozycji delegitymizacji tej władzy i jej przedstawicieli. Według niego, historia trwania systemu komunistycznego w Polsce nie skończyła się na roku 1989. Jego spadkobiercy ustanawiali nowy ład w III RP stanowiąc rdzeń kasty sędziowskiej, ale również elity naukowej i tzw. autorytetów moralnych, które narzucały całemu społeczeństwu swój rodzaj dyskursu o historii. W dziedzinie opisu roli żołnierzy drugiej konspiracji, elity owe nadal chciały zachować obowiązywanie dotychczasowego punktu widzenia, w którym ludzie ci byli wyrzuceni poza nawias pamięci historycznej.

Tymczasem, według Płużańskiego, to właśnie ci ludzie są ostatnimi reprezentantami wolnej Polski, którzy swą niezgodę na zniewolenie wyrazili z bronią w ręku. Z kolei komunistom zależało by wraz ze śmiercią ostatnich wyklętych zginęła pamięć o wolnej Polsce. Zastąpienie wszelkich narracji poza sowieckich miało być całkowite. Strach przed legendą, jaką ci ludzie mogliby po sobie zostawić, był u komunistów tak silny, że niszczyli wszelkie ślady pamięci po nich. Prelegent przytoczył tu przykład Józefa Franczaka pseudonim „Laluś” (lub „Lalek – ta kwestia jest przedmiotem pewnego sporu w zasadzie bez znaczenia), ostatniego żołnierza walczącego z bronią w ręku, który zginął w roku 1963 w walce, a jego ciało po śmierci zostało pozbawione głowy, po to, by nikt z bliskich nie mógł go zidentyfikować. Jest to casus o tyle istotny, że człowiek ten nie stanowił żadnego niebezpieczeństwa dla systemu jako takiego, ale jako symbol wydawał się komunistom śmiertelnie niebezpieczny. Z tego powodu, przez tak długie lata, blokowane były prace ekshumacyjne w miejscach pochówków bohaterów, które do dziś dnia wywołują głęboką niechęć w wielu środowiskach. Widać ją choćby po odpowiedniej fali „hejtu” w Internecie.

Jeśli chodzi o praktyczny wymiar walki żołnierzy wyklętych, prelegent stoi na stanowisku, że trwanie zorganizowanych oddziałów leśnych, szczególnie w pierwszych latach po II wojnie światowej, opóźniało sowietyzację Polski. Przypomniał on, że początkowo kontrolowały one znaczne obszary wiejskie chroniąc ludność przed sowieckimi aktami wandalizmu oraz znakomicie utrudniały budowę struktur nowej władzy. Według niego, jest to pewien specyficzny polski fenomen, gdyż tak duża liczba zaangażowanych w walkę z sowieckim okupantem miała miejsce jedynie w naszym kraju, choć wspomniał też o oporze jaki istniał w krajach bałtyckich, szczególnie na Litwie.

Część wystąpienia gość poświęcił kwestiom walki z pamięcią o żołnierzach wyklętych w zawiłych współczesnych polskich realiach, na przykładzie Witolda Pileckiego oraz generała Augusta Fieldorfa „Nila”.

Jeśli chodzi o pierwszą z nich to, Płużański dokonał ciekawego spostrzeżenia, iż pamięć o Pileckim była i jest niewygodna dla dwu stron obozów, których na pozór nic nie łączy. Dla komunistów, monopol na bohaterstwo w obozie miał mieć Józef Cyrankiewicz, zaś w III RP, rolę tę odgrywał Stefan Bartoszewski. Mieliśmy tu do czynienia z bezwzględną walką o miejsce w historii, która nota bene nie pozostawała bez oddźwięków politycznych.

Kilkakrotnie w ciągu spotkania, gość nawiązywał do postaci Wojciecha Jaruzelskiego, wyrażając zadowolenie z faktu, że już w najbliższym czasie zostanie on zdegradowany. Ten i podobne akty prawne są ewidentnym aktem dziejowej sprawiedliwości.

W trakcie ponad dwugodzinnego spotkania, padło wiele wątków i kwestii relacji polityki i historii, które w stosunkowo krótkim omówieniu trudno całościowo przedstawić. Uczestnicy spotkania otrzymali olbrzymi materiał merytoryczny, ważny dla spojrzenia na dziejące się w mediach polemiki publicystów, historyków i polityków.

Obok „Civitas Christiana”, organizatorem spotkania było również Stowarzyszenie „Solidarni 2010”.

Piotr Sutowicz

mak

Zobacz także w e-civitas:

Tomasz Nakielski: Chcemy ukazywać świadków wartości

O tegorocznej Nagrodzie im. Włodzimierza Pietrzaka, laureatach, a także idei przyświecającej jednemu z najstarszych niepaństwowych …