Home / Historia / Stanisław Marciniec – Cichy Bohater

Stanisław Marciniec – Cichy Bohater

17 stycznia 2017 w Zbąszyniu dokładnie w 97. Rocznicę powrotu miasta do Macierzy odbyło się uroczyste odsłonięcie tablicy poświęconej Stanisławowi Marcińcowi – powstańcowi wielkopolskiemu i agentowi polskiego wywiadu. Tablicę uroczyście odsłonili Jolanta Kluj – wnuczka Stanisława Marcińca, Ryszard Szymankiewicz – wnuk i długoletni działacz Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana, były wiceprzewodniczący Zarządu Oddziału Wojewódzkiego w Zielonej Górze, Kazimierz Słociński – najstarszy lokator domu, w którym pracował Stanisław Marciniec oraz burmistrz Zbąszynia – Tomasz Kurasiński.

Tak naprawdę to historię tworzą ludzie ci najbardziej skromni, niepozorni, żeby nie powiedzieć ,,cisi i pokorni”, którzy bez szemrania potrafią oddać swoje życie za Ojczyznę. Takim człowiekiem był niewątpliwie Stanisław Marciniec. Czasy, w których żył, były trudne, a też i samo miejsce, czyli pogranicze polsko – niemieckie sprzyjało wydarzeniom niezwykle niebezpiecznym. Ale zacznijmy od początku.

fot. Mateusz Basiński
fot. archiwum Ryszarda Szymankiewicza

Urodzony w dniu 20 września 1898 roku w Nądni w pow. Nowy Tomyśl z ojca Jana i matki Elżbiety z domu Nowak. Rodzice mieszkali w malutkim domku, gdzie Stanisław i jego siostry, Marianna, Anna oraz najmłodsza Bibianna, mieli do granicy państwa z swojego podwórka dosłownie rzut beretem. Jako że młodość jego przypadła na okres wielkiej wojny, tak jak większość Polaków mieszkających w zaborze pruskim, został powołany do niemieckiego wojska. Za odniesione rany na froncie i odwagę otrzymał Krzyż Żelazny II klasy. Czasy były wówczas bardzo niespokojne, bo tyle, co skończyła się wojenna zawierucha, a już Marciniec musiał chwycić za broń i stanąć do walki o ziemię ojczystą. Żołnierze – Polacy, uczestnicy I wojny światowej stanowili najczęściej najważniejszą wówczas grupę w oddziałach powstańczych. Również i Stanisław Marciniec, który jako ochotnik wstąpił do I kompanii opalenickiej dnia 5 stycznia 1919 roku brał czynny udział w walkach powstańczych na froncie zbąszyńskim. Pod dowództwem Edmunda Klemczaka walczył m. in. o zbąszyński dworzec, Nowy Dwór, Nową Wieś Zbąską, Perzyny. Cytując zaświadczenie wystawione przez dowódcę młodego Stanisława czytamy: “prowadził się na froncie moralnie, bardzo dobrze. Wykonywał rozkazy nadzwyczaj sumiennie przyczyniając się do wytyczenia granic Ziem Zachodnich R.P.”. Pojmany do niewoli przez Niemców, został osadzony w więzieniu, z którego udało mu się zbiec i wrócić do domu.

Po odzyskaniu 1920 roku przez Polskę niepodległości, Marciniec otworzył w Zbąszyniu biuro porad prawnych. Pomagał Polakom, a także obywatelom polskim narodowości niemieckiej pisać podania, wnioski oraz różne inne urzędowe pisma. Nadgraniczne położenie miasteczka sprawiało, że często legalnie przekraczał polsko – niemiecką granicę w załatwianiu spraw swoich petentów. Mimo, że Zbąszyń został wcielony do macierzy to mieszkało w nim jeszcze sporo Niemców, którzy w większości prowadzili sklepy, przedsiębiorstwa, zakłady rzemieślnicze. Oni również korzystali z usług Marcińca, któremu załatwianie spraw zawodowych ułatwiało konspiracyjną działalność. W 1922 roku poślubił Wiktorię Spychałę z Dąbrówki Wielkiej, notabene Dąbrówka, mimo protestów mieszkańców została po stronie niemieckiej. Młode małżeństwo zamieszkało w Zbąszyniu przy ulicy Marszałka Piłsudskiego 8 do roku 1939.

fot. Mateusz Basiński
fot. Mateusz Basiński

Z polskim wywiadem Marciniec rozpoczął „luźną” współpracę w 1925 roku, natomiast we wrześniu 1927 roku, podczas wyjazdu służbowego, zostaje na terenie Niemiec aresztowany przez policjanta Heinischa. Było to tylko pozorne aresztowanie, które miało głównie na celu doprowadzenie Polaka do siedziby niemieckiego wywiadu. Kierownikiem tejże placówki był Keller i pod presją szantażu Marciniec został zmuszony do współpracy z wywiadem niemieckim. Nadano mu pseudonim „Mueller”, a następnie wyjaśniono mu, jakich konkretnie informacji oczekuje niemiecki wywiad – okazało się, że najbardziej byli zainteresowani rozmieszczeniem wojsk polskich przy granicy, tajnymi dokumentami wojskowymi oraz pozyskiwaniem osób do szpiegowania na terenie Polski. Propozycja współpracy złożona przez Kellera została zaaprobowana przez przełożonych Stanisława. Otrzymał on rozkaz kontynuowania gry z wywiadem niemieckim. Marciniec meldunki składał do posterunku oficerskiego nr 6 w Poznaniu, który w tym czasie podlegał pod Ekspozyturę nr 3 II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, mieszczącego się w Bydgoszczy. W tej akcji Marcińcowi polska strona nadała pseudonim Kellermann. Tak jakby trochę z ironią, że niby jest człowiekiem Kellera. Chociaż Kellerowi rzeczywiście mogło się tak wydawać. Marciniec bowiem otrzymywał od swoich przełożonych dane nieprawdziwe, które były tak zmanipulowane, że nie wzbudzały podejrzeń i zadowalały Kellera na tyle, że ich współpraca trwała ponad 5 lat. Działalność Marcińca była bardzo niebezpieczna, musiał on dokładnie referować stronie polskiej zadania otrzymywane przez wywiad niemiecki, dzięki temu polski wywiad wiedział, na jakich informacjach zależało Niemcom, co wiedzą, a czego jeszcze nie. Stanisław Marciniec informował Kellera, że pozyskuje zaufanych współpracowników w tak ważnych dziedzinach jak lotnictwo czy marynarka wojenna. Był również pośrednikiem w przekazywaniu instrukcji pomiędzy Kellerem a jego agentami działającymi w Polsce, a także przekazywał materiały szpiegowskie od agentów działających na naszym terenie. Dzięki temu mógł przed doręczeniem ich Kelerowi, udostępnić polskiej siatce wywiadowczej treści, które były w nich zawarte. Natomiast, gdy zachodziła taka konieczność, agenci byli aresztowani i oddawani pod sąd. Marciniec orientował się również, kogo Niemcy podejrzewali o szpiegostwo na rzecz Polski. Często osoby te odpowiednio wcześnie uprzedzone, zdążyły zbiec przed aresztowaniem. Meldował także, gdy agent polski był przez stronę niemiecką pojmany – były to bardzo cenne informacje, ponieważ pozwalały uniknąć wpadek polskiemu wywiadowi. Z drugiej strony dekonspirował niemieckich oficerów wywiadowczych, ich adresy, skrzynki pocztowe i tajne telefony. Przez te pięć lat działalności Mueller vel Kellerman, przekraczał granicę polsko – niemiecką ponad 60 razy, po to by spotkać się z oficerami niemieckiego wywiadu. Pieniądze, które otrzymywał od Kellera, Marciniec zgodnie z wymaganiami, jakie „dwójka” stawiała podwójnym agentom, przekazywał polskim przełożonym. Strona polska wypłacała natomiast wynagrodzenie w złotych. Trudno powiedzieć, co spowodowało, że w 1933 roku zakończyła się konspiracyjna działalność Marcińca. Wszakże zainteresowanie niemieckie osiągało wówczas swoje największe apogeum, tym bardziej na terenach przygranicznych.

Ciąg dalszy historii Stanisława Marcińca, nazywanego przez niektórych Klosem ze Zbąszynia, rozpoczął się z dniem najazdu Niemiec hitlerowskich na Polskę. W ramach germanizacji Kraju Warty dokonywano wysiedleń tysięcy mieszkańców. Z gminy Zbąszyń wywieziono pociągami do Generalnej Guberni około 160 rodzin, w pierwszym transporcie w dniu 7 grudnia 1939 roku do Częstochowy został wywieziony wraz z żoną Wiktorią również i Stanisław Marciniec. Zamieszkali w Częstochowie przy Al. Wolności 12, pracę Marciniec podjął na dworcu kolejowym w firmie spedycyjnej. Na cztery dni przed aresztowaniem ojca, do Częstochowy dojechała 16 – letnia córka Monika, w obecności której gestapowcy wyprowadzili Marcińca z mieszkania. Był to dzień 14 października 1940 roku. Z niezwykle skrupulatnych zapisków, które Marciniec jako więzień o numerach 5518/40 b I 348 dokonywał przez prawie następne 2 lata, wiemy, że był przewożony przez okupanta po różnych więzieniach m.in. w Radomiu, Łodzi, Poznaniu, Toruniu, Berlinie, Frankfurcie n/O. W listach do rodziny pisał: “zdziwiłem się, gdy mnie okazano całe pliki akt (…) z Poznania, Bydgoszczy, Warszawy. Były to akta Oddz. II Generalnego Sztabu”.

W momencie, kiedy hitlerowcy wkraczali do Polski, utworzone zostały specjalne kilkunastoosobowe komanda oficerów Abwehry, które miały na celu odnalezienie i przejęcie dokumentów, będących ważnymi strategicznie informacjami dla wywiadu III Rzeszy. W sześciu ciężarówkach wywożono do Niemiec dokumenty polskiego wywiadu m. in. akta personalne tajnych agentów. Wkrótce zaczęły się aresztowania, a przeprowadzone śledztwa na podstawie dokumentacji odnalezionej przez Niemców szybko doprowadziły do zidentyfikowania agentów wywiadu polskiego. Ponad sto osób stanęło przed niemieckimi sądami, bez szans na uniewinnienie. Również i Stanisław Marciniec na podstawie wyroku Najwyższego Sądu Wojennego Rzeszy Niemieckiej z dnia 23 lipca 1942 roku został skazany na śmierć, a następnie stracony przez ścięcie w Berlinie – Moabicie w dniu 1 września 1942 roku o godz. 4.59. Zaledwie na cztery godziny przed śmiercią napisał wzruszający list do żony Wiktorii i córki Moniki, w którym żegna się z wszystkimi najbliższymi i pogodzony z losem, choć z wielkim bólem w sercu, przyjmuje swoje przeznaczenie. Stanisław Marciniec był niezwykle odważnym i twardym człowiekiem, jego ostatnie słowa brzmiały: “moją Ojczyznę kocham też nie mniej aniżeli Was i oddaję Jej to, co najważniejsze, to jest moje życie”.

Alina Bok – dziennikarka, historyk i zbąszyńska regionalistka, [fot. archiwum Ryszarda Szymankiewicza, Mateusz Basiński, serwis.zbaszyn.pl]

Więcej zdjęć:

http://serwis.zbaszyn.pl/

/ss